71

Książka Kominka a zakrzywianie rzeczywistości – „BLOG. Pisz, kreuj, zarabiaj.”

kominek blog

Dzień premiery książki Kominka – dwa kliknięcia i 17,99 zł zmieniło właściciela. To niewiele, ale było warto. „Blog. Pisz, kreuj, zarabiaj.” to bardzo dobra pozycja, i z pewnością każdy, kto prowadzi bloga powinien ją kupić. Nawet jeśli uważasz, że Kominek to dupek, twierdzisz, że „nie rozumiem fenomenu Kominka”, „wszedłem raz na jego bloga i nie ma tam nic oprócz reklam”, ale z jakiegoś powodu prowadzisz bloga, to kup ją. Kominek, jest jednym z tych blogerów, który o blogosferze wie bardzo dużo i stara się ją kreować mocno pod siebie – spojrzenie na blogosferę jego oczami, mam nadzieję, zmusi Ciebie do myślenia. Miała to być zwykła recenzja książki, jakich wiele jest już w sieci, ale w trakcie czytania zrobiłem tyle notatek, że wyszedł z tego wpis o przyszłości blogosfery i strategii rozwoju Waszych blogów. Celem tego wpisu jest więc zachęcenie Was do myślenia i krytycznego spojrzenia na swojego bloga i blogosferę podczas czytania książki Kominka.

Lektura książki była dla mnie bardzo ciekawym doświadczeniem, pochłonąłem ją za pierwszym podejściem jeszcze w dniu premiery (z krótką przerwą na kolację) i dawno nie miałem takiej gonitwy myśli. Z jednej strony zgadzałem się z wieloma rozdziałami, sposobami i poradami Kominka, sam je stosuje, wiele z nich to wypracowane przez polską blogosferę standardy. Z drugiej strony przez cały czas lektury książki miałem wrażenie, że wizja blogowania przedstawiana w książce, to wyłącznie wizja Kominka. Błędna wizja, a może po prostu inna od mojej. Coraz mocniej odbiegająca od tej, jak ja postrzegam blogosferę teraz, jak postrzegam przyszłość blogosfery. Niestety, miałem również wrażenie, że to książka o przeszłości, a nie przyszłości blogosfery – co dla Was powinno być istotne. Doszukałem się też, niczym u Steva Jobsa, kilku przypadków „zakrzywiania rzeczywistości”, ale o tym za chwilę.

Sugestie Kominka, żeby przeczytać najpierw jego pierwszą książkę „Bloger” nie są zwykłym zabiegiem marketingowym .Warto mieć obydwie jego książki na półce. Również wtedy, kiedy dopiero założyliście bloga, albo planujecie założyć. Książka przyda się też wszystkim tym, którzy chcą w jakiś sposób współpracować z blogosferą – marketerom i ludziom z branży Public Relations. Warto jednak podczas lektury książki włączyć myślenie – i przestawić je na „tryb krytycznego podejścia do tego co czytasz”. Styl wypowiedzi Kominka i charakter jest porad jest „mówię jak jest” i „walę prosto z mostu”, nie zostawiają specjalnie pola do dyskusji, ale warto na książkę patrzeć szerzej, właśnie w kontekście rozwoju blogosfery, albo tego jak Ty, drogi czytelniku chcesz rozwijać swojego bloga i widzieć go za rok, dwa, pięć.

Wspomniałem, że to książka o przeszłości blogosfery. Pewnie wielu z Was, blogerów, to czuje, że polska blogosfera jest na swego rodzaju zakręcie, a raczej ciekawym punkcie swojej ewolucji. Nadchodzi interesujący czas weryfikacji, nie ma miejsca na ściemnianie, zakrzywianie rzeczywistości i marzenia o milionach („a może sponsor zauważy mojego bloga i się do mnie zgłosi”). Mimo wiecznie wmawianego nam kryzysu we wszystkich branżach, na blogach pojawiają się ciekawe propozycje, przez chwilę coraz większe budżety – więc tym bardziej będziemy coraz bardziej weryfikowani pod względem obietnic i efektów. A niedawny konflikt Kocham Gotować kontra Sokołów pokazuje, że firmy i media coraz poważniej będą nas traktować, lub w razie sporów wytaczać coraz to cięższe działa. Powinniśmy więc swojej działalności uwzględniać nie tylko własne wizje i wyobrażenia o blogosferze, ale warunki rynkowe, to jak zmienia się komunikacja i wykorzystanie mediów, blogerów w działaniach reklamowych.

Nie wiem czy to specjalny zabieg Kominka czy zwykłe przeoczenie, ale jeśli przyjrzycie się aktualnie prowadzonym kampaniom z blogerami, to zauważycie pewną prawidłowość. Ostatnie kampanie z blogerami, to dobór blogerów nie tylko pod względem tematyki i zasięgu, ale również medium w jakiem się specjalizują. Mix blogerów, którzy piszą, którzy nagrywają wideo, którzy mają silną społeczność na Instagramie, Facebooku albo Twitterze jest według mnie w tej chwili obowiązującym trendem i najbezpieczniejszym rozwiązaniem dla reklamodawców. Bloger w swoich działaniach, negocjacjach z firmami powinien na ten aspekt mocno naciskać – wiedzieć dlaczego znajduje się w takiej grupie, być może sam właśnie proponować takie rozwiązania. Aby komunikacja idea (firma, produkt) – bloger-odbiorca odbywała się różnymi kanałami. Nie ma jednego blogera, który opanowałby je wszystkie w zadowalającym stopniu. Taki dobry miks mediów i odpowiednie nimi żonglowanie spokojnie może doprowadzić do efektywnej sytuacji, w której bloger bierze udział w kampanii z firmą, ale na jego blogu nie pojawia się żaden wpis… bo cała aktywność skupia się np. na Instagramie. W tej samej kampanii bierze udział bloger, którego głównym kanałem aktywności jest YouTube i Facebook i miksują razem komunikaty oraz społeczność z blogerem aktywnym na swoim blogu. Jednocześnie reklamodawca wspomaga kampanię swoimi kanałami social media lub tradycyjnymi działaniami takimi jak outdoor, reklama prasowa czy telewizyjna. Tego spojrzenia w książce zabrakło, szkoda, szczególnie jeśli czytają ją marketerzy i branża PR. Cudowna kampania za miliony złotych, w której bierze udział jeden bloger to już mit, a raczej marnowanie pieniędzy – jeśli więc, drogi blogerze myślisz o milionach – obserwuj, planuj i angażuj się w kampanie z miksem blogerów. A raczej wrzuć ten punkt w szerszą strategię rozwoju bloga niż tylko „mam bloga i zarabiam miliony na reklamach”.

Szkoda, że nie zauważyłem w książce jeszcze jednej, dość ciekawej porady dla tych, którzy chcą rozwijać swojego bloga – bardzo istotnej i pożytecznej. Jest piekielnie skutecznym sposobem sytuacja, kiedy autor porusza na swoim blogu sprawy związane z blogosferą czy też z częścią tej blogosfery, którą się zajmuje. Merytoryczne dyskusje, krytyka czy też po prostu stawianie pytań i próby kreowania, wyznaczania ścieżek rozwoju własnej branży, działania edukacyjne – nie znam żadnego blogera, wraz ze mną – który by stracił na takiej działalności. To w sumie temat na cały osobny rozdział, którego w książce zabrakło – warto aby inni blogerzy mocniej angażowali się w życie blogosfery niż „wciąż te same gęby”.

Wspomniałem o YouTube. Niestety, tutaj również postęp i rozwój rynku idzie w kierunku, którego trudno szukać w książce, a dla każdego blogera powinien być on istotny. Nic dziwnego, Kominek jeszcze (podkreślam, jeszcze) na YouTube nie istnieje. Nie ma zbudowanej youtubowej społeczności swoich widzów (społeczność, subskrypcje, to takie zjawisko, które zapewnia od razu oglądalność po wrzuceniu filmu na kanał YT, bez promocji na innych platformach). A właśnie YouTube jest dzisiaj najszybszą drogą do zbudowania swojej solidnej pozycji jako bloger (na potrzeby tego wpisu będę korzystał z pojęcia bloger – twórca treści, które w mojej definicji zawiera zarówno blogerów piszących jak i tych tworzących wideo, obojętnie czy są to vlogi, programy internetowe czy gameplaye – po prostu twórcę który do swojej kreacji i tworzenia treści wykorzystuje swoje narzędzia). Jeśli przyjrzymy się takim kanałom jak RockAlone2k, Łukasz Jakubiak, AdBuster, SciFun, Abstrachuje, Polimaty, Krzysztof Gonciarz. Ktoś może, powiedzieć, że to przecież dwa różne światy, blogi, wideo itp., a książka jest o blogowaniu. Ale jeśli wrócimy do tematu naszych rozważań, o biznesie, kreacji i współpracy z markami to łatwo zauważyć, że te kilka kanałów powyżej brało udział w najciekawszych obecnie kampaniach w polskiej sieci – odpowiedni, efektywny mix blogerów, niczym w grach RPG, „przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę”.

Bloger, który odnajdzie się w takiej, dzisiejszej rzeczywistości, będzie zwycięzcą 🙂 Porównajcie sobie w wolnej chwili „gwiazdy” blogosfery i „gwiazdy” YouTube – które z nich w krótszym czasie zyskały popularność i swoimi statystykami miażdżą wielu zasłużonych w boju blogerów? To też jest ten kanał, który mocniej przyciąga reklamodawców, tam właśnie stawki będą rosły coraz szybciej, będą realizowane coraz ciekawsze projekty nie tylko po względem atrakcyjności treści, ale i w kwestii biznesowej.

Ciekawą sprawą jest również zjawisko, że vlogerzy, którzy myślą o dłuższej przygodzie w tej branży, zaczynają zakładać blogi… i najczęściej dobrze się w niej odnajdują. Blogerowi trudniej jest przekonać się do występów przed kamerą. Obawa, że różnica między lekkim piórem na blogu, a brakiem luzu przed obiektywem będzie zbyt dobitnie widoczna i krytykowana przez widzów jest również czynnikiem niełatwym do przeskoczenia.

Sprawa z zakrzywianiem rzeczywistości jest bardziej poważna. To, że Tomek Tomczyk marzy o zarabianiu milionów, ma na to plan i go realizuje to jego wybór i życzę mu jak najlepiej. Ba, jestem przekonany, że mu się uda. To, że Kominek (rozróżnienie między Tomczykiem, a jego kreacją: Kominkiem jest celowe) a za nim inni blogerzy, przewidują, że za chwilę miliony będą dla blogerów na wyciągnięcie ręki jest już trochę czarowaniem rynku. Zwłaszcza, dla tych, którzy niedawno założyli bloga, albo z mniejszym lub większym sukcesem prowadzą go od jakiegoś czasu i chcą iść drogą Kominka, opisaną w książce. Skąd mają się wziąć te miliony, kto ma je płacić? Firmy? Ile będzie takich firm? Dość zgubna mi się wydaje drogą – załóż bloga, będziesz miał miliony. Kierunek blogosfery, który idzie w kierunku celebryctwa, „mam bloga, patrzcie co jem i gdzie mi masują stopy” i jest równie pusty jak serialowe gwiazdki na ściankach w artykułach na Pudelku. Coraz bardziej męczy czytelników, staje się wzajemną pętlą klikania między innymi blogerami, za chwilę będzie męczył również reklamodawców, za chwilę będziemy zastanawiać się nad sposobami jak sztucznie przyciągnąć uwagę czytelników, byle tylko statystyki się zgadzały i projekt dał się sprzedać reklamodawcy. Oczywiście taka droga nie wyginie, będzie istniała, tak jak w branży magazynów istnieją takie tytuły jak Avanti, Logo – to są magazyny – marki, które promują inne marki… brzmi znajomo? Budujemy markę, która promuje inne marki… A przyjrzycie się biznesowemu aspektowi programom typu „Kawa czy herbata” – obejrzyjcie dokładnie kilka z nich, postarajcie się wyłapać te mniej lub bardziej lokowane materiały, które z nich były zainicjowane przez redakcję, a które przez reklamodawców? Programy śniadaniowe mają się dobrze, nawet występ w nich jest dla wielu blogerów nobilitujący, blog może również działać w tym modelu, a smutną dla mnie klamrą podsumowującą ten wątek, jest fakt, że nawet recenzja książki innego blogera „Kuchnia filmowa” – recenzja pełna słodyczy, aby pojawić się na blogu Kominka, musiała zostać opłacona (tak, wiem, płacił wydawca, a nie bloger). Czujecie temat? Słabe to nieco, odnoszę wrażenie jakby blogosfera zrobiła jakąś pętlę.

W książce pada też interesujące przewidywanie „Być może jest to nazbyt śmiała hipoteza, ale uważam, że w przyszłości najlepiej będą zarabiać blogerzy, którzy nie tylko reklamują na blogu daną markę, ale także sami są jej reklamą. Bloger stanie się wyższą formą celebryty, bo celebryta jest tylko biernym nadawcą jakiejś treści”. Hmm, zostawię to sobie na inny czas, albo sprawdzimy tą tezę w przyszłości.

Zajmijmy się stawkami za kampanie.

Nie wiem, skąd wzięły się takie obserwacje, nie przewiduję, żeby w najbliższym czasie stawki dla blogerów zarabiających największe kwoty będą miały znacząco wzrosnąć. W końcu firmy, nawet te szukające niestandardowych rozwiązań i patrzące przychylnie lub właśnie odkrywające blogosferę też potrafią liczyć. W obecnym postrzeganiu blogosfery doszliśmy moim zdaniem do pewnej ściany. Nie oznacza to oczywiście końca czy śmierci blogosfery, ale nie wierzę, że blogerzy stosujący metodę Kominka jak i sam Kominek będą zarabiali wciąż więcej. Mogę się nawet pokusić o stwierdzenie, że Kominek raczej „przejada” się coraz większej liczbie reklamodawców i odpuszczają u niego kampanie, niż „odkrywają na nowo i inwestują w blogera”. Jak myślicie, czy poszukiwanie nowych twarzy w blogosferze spowoduje wzrost stawek i „znanych” blogerów? Nie, to oznacza, że liczba blogerów biorących udział w kampaniach będzie się powiększać i dla nich, dla Was stawki będą rosnąć – dlatego sporo rad zawartych w książce wielu blogerów uzna za bardzo praktyczne.

Ale, spotykając się z blogerami, czy to na konferencjach, na zwykłych piwkach, przybijając piątkę, podczas dyskusji na OchMyBlogach, czuję, że rośnie blogosfera, która funkcjonuje i zmierza w zupełnie innymi kierunku, a patrzenie i kopiowanie „drogi Kominka” może ją tylko zgubić. Ba, ta blogosfera nie wie nawet, że była jakaś afera Dr Oetker vs Kominek i co znaczyła dla samej blogosfery czy Kominka. To blogi i ich autorzy, którzy dają swoim czytelnikom jakąś realną wartość, angażują w konkretny projekt, mają jakiś sens istnienia. Blog jest też wsparciem ich biznesu, realnego, a nie tylko emanacją pustej internetowej kreacji czy wzruszającej historii od pucybuta do milionera. Chyba dobrym przykładem będzie tutaj blog Michała Szafrańskiego Jak oszczędzać pieniądze, który jest dla mnie swego rodzaju potwierdzeniem wszystkich moich przemyśleń. Blog zaledwie z półtorarocznym stażem, blog który daje realne wartości swoim czytelnikom, a pieniądze z bloga pojawiają się za wiedzę i umiejętności autora – blog pomaga mu ją tylko lepiej sprzedać. To szybsza droga do miliona, zarabianie na umiejętnościach lub produkcie, a nie liczenie na kontrakty od reklamodawców. Czy też rozległe projekty, edukacyjno-podróżnicze – które prowadzą Podróżniccy, zaplanowane, z przemyślanym biznesplanem… wiele z nich jeszcze nie ujrzało światła dziennego, planowane są na kilka, kilkanaście miesięcy do przodu. Odbiegając na chwilę od świata blogowego – nawet marka, która promuje inne marki – Martyna Wojciechowska, którą co jakiś czas możecie zobaczyć w kampaniach reklamowych – ma swoje stałe przychody zabezpieczone gdzieś indziej niż tylko w planach mediowych reklamodawców. Jeśli, więc drogi blogerze, planujesz prowadzić bloga długoterminowo – nie koncentruj swojej aktywności na „byciu blogerem” ale na stworzeniu realnej wartości jaką możesz dać swoim odbiorcom, może to będzie jakiś produkt, usługa, być może wiedza. Zapomnij o tym, że głównym źródłem twojego blogowego biznesu będą udział w kampaniach na blogu. Sensownie realizuje ten cel ekipa Abstrachuje, z ogromnym zasięgiem na YouTube, zamiast koncentrować się na kampaniach reklamowych otworzyli właśnie swój sklep – Abstrawear.

Sam jako mediafun stoję na kilku pomysłach na czepianie korzyści z bloga. Ba, idea celebryctwa (czy też cewebrytctwa), pisania o tym co jadłem i gdzie byłem sprawia mi dużo przyjemności, mój blog, moje miejsca i przestawiam tutaj świat widziany moimi oczami. Mam ochotę wrzucić sążnisty tekst, albo 30 minutową nudną rozmowę na YT czy też burgera czy whisky którą właśnie skosztowałem – to robię to… ale nie oszukujmy się, nie jest to kierunek czy przyszłość blogosfery. Raczej zabawa formą i swobodne poruszanie się po arenie, na której funkcjonuje już od kilku ładnych lat. Jest to też efekt wypracowania marki, istnieje sobie obok bloga ale wcale go nie rozwija. Czasem nawet jest uciążliwy czy odrobinę krępujący – wrzucając niedawno kilka niewinnych statusów o whisky dostaję od razu kilka propozycji czy maili z tym związanych. Ale jeśli dopiero zaczynasz pisać bloga, zanim wrzucisz „zasady współpracy” i będziesz trenował negocjacje z reklamodawcami, zastanów się czy Twoja treść jest dla czytelnika przydatna.

Również środowisko reklamowe, branża marketingu, w końcu reklamodawcy coraz bardziej krytycznie patrzą na nasze działania. Sami blogerzy zachowują się często bardzo… dziwnie, pisałem o tym w Bloger to biznesowy idiota, udowadnia to na każdym kroku (efektem wpisu był wielki foch i założenie nowej grupy, tym razem tylko dla blogerów kulinarnych 🙂 Reklamodawcy potrzebują konkretnych liczb, rozróżnienia między wpływowym blogerem, a blogerem popularnym, raportów, narzędzi do kontroli czy też planowania kampanii z blogerami (nie wiem jak rynek przyjmie Hashrank.pl – pisałem o nim Hashrank – megapanel blogerów i influencerów – a po co to komu, a komu to potrzebne?) Dlatego jestem bardzo wyczulony na „zakrzywianie rzeczywistości”, które niestety, kilkukrotnie pojawia się w książce. Nie wiem ile razy w książce Kominka była przytaczana „genialna kampania z Peugeotem”, słynna, przełomowa? Naprawdę? Czy ktoś oprócz trójki blogerów (Kominka, Segritty i Fashionelki) biorących w niej udział (oraz agencji, która ją zrealizowała) nazywa ją jeszcze słynną? A może też dowiedzieliście się o geniuszu tej kampanii dopiero z książki? To nie była zła kampania, dobrze rozegrana i dobrze komunikowana, ale też bez przesady – mocno osadzona w blogowej społeczności, nie złamała żadnych standardów, żadne inne media czy branżowe instytucje rozdające nagrody się nią nie zachwyciły. Jedna z wielu kampanii… w której w dodatku zabrakło vlogera, który pociągnąłby mocniej kanał video. Była co prawda grupa blogerów, ale trudno mi też zgodzić się, że pojawiająca się w wielu kampaniach trójka (Kominek, Segritta i Fashionelka) jest najbardziej optymalnym wyborem dla reklamodawcy, tak zachwalanym w książce. Czuję tutaj raczej presję, „albo nasza trójka, albo nikt, nawet Kominek”, nie wierzę w zdanie z książki „wiele agencji próbowało (niektóre skutecznie) przekonać naszą trójkę do innych wspólnych akcji”. Tego typu budowane na siłę grupy wsparcia sprawdzają się może dla samych blogerów, ale nie budują specjalnie dobrego wizerunku blogosfery w oczach reklamodawców.

Efekt zmęczenia Kominkiem widać coraz częściej w branżowych dyskusjach czy też w propozycjach działań reklamowych dla klientów – wciąż pojawia się wysoko na liście rekomendacji dla klientów, ale też bardzo często klienci (czy też same agencje) ostrożnie podchodzą do jego wyboru. I nie chodzi tutaj o brak profesjonalizmu ze strony Kominka, tutaj nigdy nie słyszałem poważnych zarzutów, raczej chodzi o zmęczenie formą czy też „nie chcemy być kolejni na tym słupie reklamowym”.

Tak jak wspominałem wcześniej, droga, którą proponuje Kominek gdzieś w pewnym momencie się kończy, jestem pewien, że sam Kominek czymś nas niedługo zaskoczy. Musi to zrobić, bo opieranie się wciąż tylko na kampaniach przestanie rosnąć tak jak dotychczas. Sam jestem ciekaw co to będzie, bo nie podejrzewam, że stanie się wydawcą książek (na tym się nie zarabia kokosów odpowiednich dla ambicji Kominka) czy też stanie się stałym konsultantem przy kampaniach z blogerami – ale zwróćcie uwagę, już staje się blogerem z produktem (dwie książki), a książka, którą dostaje dzisiaj czytelnik przedstawia strategię na sukces blogera oparty na kampaniach. Być może za dwa lata powstanie kolejna książka o tym jak przez ten czas Kominek zmienił swoją strategię i osiągnął sukces w innej formule blogowania. Warto, żebyście mieli moją teorię (może błędną) z tyłu głowy, podczas lektury „BLOG. Pisz, kreuj, zarabiaj”.

Wkurzyła mnie z kolei porada Kominka o nie recenzowaniu startupów (tych świeżych, które właśnie wystartowały). Sugeruje on, żeby unikać takich materiałów, żeby nikomu jeszcze nieznanemu nie robić darmowej reklamy, a wiele z nich i tak szybko pada zanim powstanie. Jest dla mnie – czytelnika – mega interesujące, kiedy na blogach właśnie dowiaduje się o nowo powstałych projektach, mogę śledzić je od początku, znęcać się w recenzji (rzadko kiedy nowy projekt zdobywa same plusy), jeśli bloger nie idzie na łatwiznę i nie kopiuje notki prasowej, to powstają z tego bardzo interesujące teksty. Jestem pewien, że moja rozmowa z Michałem Sadowskim o mających powstać za chwilę Brand24 niewiele przyczyniła się do jego późniejszego sukcesu, ale do dziś jestem bardzo dumny, że mam taki materiał w swoim dorobku 🙂

swwaw Michał Sadowski o swoim projekcie Brand24.pl.

Możecie odnosić wrażenie, że niepotrzebnie czepiam się Kominka i tak naprawdę „prywatnie to bardzo fajny i inteligentny gość” (to akurat słaby argument, bo na zewnątrz liczy się kreacja i Kominek, a nie autor Tomek Tomczyk), ale ponieważ Kominek ma wpływ zarówno na blogerów jak i branżę reklamową, która z nimi współpracuje, to uważam, że dobrze jest czepiać się i pogrzebać trochę mocniej w jego książce niż tylko po prostu polecać do przeczytania i kopiowania czy wystawiać gwiazdki. Z pewnością znajdziecie też w książce mnóstwo naprawdę pożytecznych rad i obserwacji Kominka, sam wiele takich znalazłem. W tym tekście skupiłem się na tym perfidnie wybranym przeze mnie aspekcie zarabiania na blogu i przyszłości tego tematu.

Nie wiem więc ile gwiazdek przyznać książce „Blog.Pisz, kreuj, zarabiaj.” sami o tym zdecydujcie, pamiętajcie tylko, że wbrew temu co jest napisane na okładce, czytacie książkę Kominka, a nie Tomka Tomczyka, a postrzeganie i kierunek rozwoju waszego bloga zależy od Was, a nie od tonu narzuconego przez autora tego, czy innych poradników.

Mam wrażenie, że wielu wątków nie poruszyłem tak bardzo jakbym chciał, ale wtedy wpis zacząłby się rozrastać do rozmiarów książki i musiałbym ją wydać 🙂 Pewnie będzie okazja rozwinąć niektóre wątki podczas dyskusji na Blog Forum Gdańsk – dajcie też znać w komentarzach czy zgadzacie się z moimi obserwacjami i przewidywaniami dotyczącymi blogosfery. Jestem ciekaw Waszych opinii, nawet jeśli nie czytaliście książki.

  • Bardzo ciekawy tekst Maćku. Dzięki.

  • Również dzięki! Dużo, dużo bardzo głębokich i ciekawych przemyśleń. Dozoba na #bfgdansk 🙂

  • Ostatnio nie czytałem długich txt w całosci, odzwyczaiłem się. Ale ten przeczytałem (wiec to coś znaczy). Wnioski zostawię dla siebie 😉

  • Bardzo dobry tekst i wreszcie bez słodzenia jaka to jest wspaniała książka. Na pewno warto przeczytać i ja wyniosłem sporo wniosków dla siebie, ale to tak jak z Kiyosakim, sprzedawanie marzeń może się dla niektórych skończyć kiepsko.

  • Długie i ciekawe, lubie to

  • Najbardziej do mnie dotarło, że kiedy przewijam to nie czytam 😉 Faktycznie – lektura na weekend.
    Brakło mi tylko pytania – albo przewinąłem 😉 – po co piszesz aktualny, przyszły blogerze? (a czy to – jak u Cohena „powód dla, którego piszesz”, czy hebrajskie „przyjacielu – po coś przyszedł” to już nie stanowi).
    Narobiłeś się – szczere słowa uznania!
    Jutro przeczytam raz jeszcze. Może się odniosę szerzej

  • Śpisz z kominkiem..?

  • Osobiście z dużą rezerwą podchodzę do wszystkich złotych rad udzielanych przez Kominka. Na własnej skórze przekonałem się, że to co sprawdza się u niego, niekoniecznie sprawdzi się na moim Jak Po Maśle. Mogę się mylić, ale sądzę, że Kominek za długo siedzi w swojej złotej klatce, aby wiedzieć co się dzieje tu, na dole blogosfery.

  • Pozwolę sobie dorzucić 3 grosze.
    Mam kompletnie inna od Kominka filozofię blogowania ( i pewnie dlatego o nim słyszeli wszyscy a o mnie nikt, i tak może pozostać).
    To co promuje Kominek to „Blog sp. z o.o.” czyli jak na tym naszym blogowaniu ugrać jak najwięcej. Ja blog rozumiem jako miejsce własnej pasji, ktoś kto czyta i jest to sensem jego życia niech chwali lub gani pozycje literackie, ktoś kto kocha gotować niech chwali się przepisami. Niech robi to z serca.
    Potraficie powiedzieć co jest pasja pana Tomasza ? Ja potrafię, jest to kasa. Od pewnego czasu stał się blogerem celebrytą znanym z tego że jest znany.
    Bardzo by mi było przykro, gdyby blogosfera poszła właśnie w tą stronę. To tak jak z muzykami, ci wielcy nie myśleli o publiczności, sprzedaży płyt i zysku. Tworzyli co im wrażliwość i talent dyktowały. Ci beznadziejny, skupieni na doraźnym zysku robili kastingi na muzyków, nie pytając co czują ale patrząc jak będą na plakacie wyglądać. Komercha za wszelką cenę, pisać to co „sponsor” chce przeczytać itd. Kominek szkodzi zamiast pomagać blogosferze

    • Ja bym się zastanawiał nad kwestią „Każdy bloger przeczytać powinien”. Owszem ale pod warunkiem, że chce zostać „drugim Kominkiem” lub swoją ścieżkę rozwoju/ swój blog do Kominka w jakikolwiek sposób odnosić. W innych przypadkach zbędne, a może nawet szkodliwe.

  • Tekst tekstem, ale jak wyrzucić z głowy ten cover??? 😉

  • Książkę Kominka uznałem za dobrą, recenzja w toku. Co do pozostałych kwestii..

    Sam jestem dopiero na początku blogowej drogi. Wciąż szukam pomysłu na siebie, na wpisy, na promocję. Mimo to uważam, że mało który bloger faktycznie orientuje się w tym, że za reklamodawcą stoi biznes. Pieniądze, które nie biorą się znikąd. Blogerzy chcą coraz większych pieniędzy, stawiają warunki ale oprócz czołówki oraz pojedynczych wyjątków nie idzie za tym podnoszenie jakości, indywidualne pomysły, coś czym bloger może się wyróżnić. Zgadzam się z Kominkiem, pisząc bloga powinniśmy bardziej się cenić. Kiedy po lekturze książki zamiast darmowych propozycji zacząłem realnie wyceniać wiedzę i możliwości okazało się, że firmy chcą za to zapłacić. Znam jednak aż za dobrze biznesowe realia by nie wysyłać mocno wygórowanych żądań, co robi wielu blogerów.

    Za bardzo się rozpisałem. Podsumowując, książka Kominka jest dobra i potrzebna. To jedyne opracowanie, które faktycznie mógłbym polecić. Warto jednak przeczytać ją zachowując własny rozum. Kominek wykreował siebie i rzeczywistość wokół siebie, czego i tak mu gratuluję bo to obecnie sposób na sukces. Nie trzymałbym się jednak tej książki jak poradnika krok po kroku.

  • Nie czytałem książki (znudziła mnie na spisie treści), ale generalnie zgadzam się z twoimi obserwacjami 🙂

    Odpowiem o moich przyszłych planach (no przecie mogłeś zapytać!). Cały najbliższy rok to ekspansja na wschód, zachód i gdzie się tam da. Łączę Blog i Blogera w jedno, wyrzucam z niego co polskie i wrzucam na inne rynki. Nie w celach zarobkowych, bo jest dla mnie bardziej niż oczywistym, że ewentualna dobra sprzedaż tej książki za granicą więcej miałaby wspólnego z przypadkiem niż moim geniuszem. Ta książka będzie służyła czemu innemu.
    Ponadto w planach jest kolejna książka, także przymierzana na zachodnie rynki i już w ogóle niezwiązana z blogosferą i social mediami.
    Cały 2014 rok będzie dla mnie rokiem przejściowym. Spijanie śmietanki z tego, co teraz robię, zaplanowałem na lata 2015-2016. Niestety nie wiem, czy do tego czasu zarobię miliony dolarów. Chyba nie. Ale to nic. Mam przecież blogi i mogę żyć z gratisów.

    • Jeśli wolno dorzucić swoje trzy po trzy, zgadzam się po trochu zarówno z Maćkiem jak i z Tomkiem.

      Tomek wyraźnie pisze, że pasja to podstawa prowadzenia bloga, tylko w ten sposób można zbudować wierną społeczność. Na naszym blogu (półtorarocznym dopiero) wraz z ogólnym wzrostem odsłon i odwiedzin, rośnie również odsetek powracających użytkowników. A to wszystko właśnie dzięki naszej (małżonki i mojej) ogromnej pracy i sercu włożonym dotychczas w prowadzenie strony. Dzięki Tomkowi i jego pierwszej książce przeczytanej na czas – poza jednym wyjątkiem popełnionym na samym początku – nie sprzedajemy się za garnek wart 50 złotych. I rozumiemy doskonale, że nie warto. Wszystko co Tomek powiedział (napisał w zasadzie…) w tych sprawach, ma według nas, początkujących blogerów, jak najbardziej sens. Mamy pracę, mamy bloga, na chleb nam wystarcza, a garnki kupujemy sobie sami. Mamy już za sobą pierwszą płatną kampanię konkursową, całkiem udaną, i nie musieliśmy w tym celu wcześniej reklamować desek do krojenia po 9,99 za sztukę…

      Niemniej jednak, uważam recenzję Maćka za równie interesującą, to celne spostrzeżenie, że Tomek opisuje rzeczywistość…hm… już tą co była. Wszyscy wiemy, że zaklinać przyszłości się nie da, że nikt nie jest w stanie przewidzieć co będzie, nawet ci z Met Office (ci od pogody, akurat w UK gdzie mieszkamy). O kampanii z Peugeotem też dowiedziałem się… hm… właśnie z książki. Może to wina tego, że nie jestem zwolennikiem francuskich samochodów i nie do końca śledzę informacje o tej marce, no ale z drugiej strony – jeśli ktoś zna/lubi/posiada Peugeota, to na kwiat mu taka kampania? „Pieniądze fiuuut, wyrzucone w błoto”, jak mawiała Dona z Kilerów 2… 😉

      A tematów i aspektów do dyskusji nad książką jest faktycznie tyle, że w jednym komentarzu czy artykule się nie da…

      Pozdrawiam obu Panów!

    • dzięki za info – sensownie i szeroko. W monopoly wycenili Ciebie na 400 tysięcy dolarów.

  • Cover niczym z brazyliskiego pornosa

  • chyba czas przeczytać tę książkę. dziękuję Macieju

  • Czytając książkę Kominka, czułam, że traktuje ona o troszkę innych czasach. Blogosfera się powiększa, będzie coraz więcej osób, osiągnięcie status blogera przez duże b, na sposób kominkowy, wydaje mi się mało realny. Mówi się wprost: blog równa się duże pieniądze, blog równa się biznes – większość zakłada blogi właśnie dla tych milionów. Mogę się mylić, ale widzę u Kominka utopię biznesową, na którą wiele osób daje się nabrać. Na blogu da się zarabiać, ale to nie jest tak, że na każdym. Tylko rekiny są w stanie tego dokonać, a tylko najlepsi mogą nimi zostać (ale tak jest w każdej branży, dziennikarz dziennikarzowi nie równy, aktor aktorowi) – mam wrażenie, że założyciele nowych blogów nie są tego świadomi. Podkreśliłabym, że w tym momencie, szansę na osiągnięcie sukcesu mają osoby za którymi stoi coś więcej niż sam blog, osoby, które kreują się na specjalistów w danej dziedzinie. Kominek z człowieka, któremu podobno nigdy nie udowodniono, że się na czymkolwiek się zna, zmienia branżę (a może raczej dodaje kolejną) z blogera na specjalistę blogosfery. Książka jak najbardziej cenna, godna polecenia i przeczytania, Kominka można lubić i czytać, ale na pewno należy znać. Może jestem zbyt przyziemną realistką, ale gdzieniegdzie było dla mnie zbyt różowo, może dlatego, że bazuję na swoich doświadczeniach.
    Sama tworzę bloga od ok 7 miesięcy, utworzyłam go jako produkt poboczny mojego zawodu, pasji i pracy (będę się starać aby został produktem „równoważnym”). Wielu znajomych, widząc jakiś mój mały sukces blogowy, założyło swoje, bazując na informacjach, że można na tym zarobić duży szmal. Życzę wszystkim jak najlepiej, ale przypominam, że sam blog nie może stanowić fundamentu.

  • Mary

    Bardzo się zgadzam i czekam na twoją książkę, mam nadzieję, że kiedyś ją wydasz.

  • Nie jest do do końca recenzja, ale podziwiam Cię za to, że jako jeden z nielicznych z grona, w którym raczej brandzlują się książką Kominka, nie napisałeś, że jest „fajna i napisana lekkim językiem”. Wreszcie własne przemyślenia na bazie tego, co zaserwował Tomek i choć nie zmienia to faktu, że pozycja jest jak najbardziej potrzebna i dobra (na razie przypuszczam na podstawie poprzedniej książki – Bloger), to jednak nie powinno się do niej podchodzić bezkrytycznie dając Kominkowi władzę nad umysłem 🙂 Dzięki, Maciek!

  • Świetny tekst.

  • Eliza

    bardzo ciekawy tekst, książki nie czytałam ale Twoje wnioski wydają się bardzo trafne 🙂

  • redaw

    Poprosiłem czterech 20 latków internautów o opinię na temat Kominka i poza typowymi tekstami, że to głupi cham, buc itd. pojawiło się jedna ważna kwestia o której NIKT nie mówi. O co chodzi? Usłyszałem bowiem, że KOMINEK JEST STARY! Rozumiecie? STARY! I nie pasuje estetyką do tego co robi. Za przykład posłużył wpis z NY o tym jak się Kominek podniecał zakupem plecaczka. Przez czytelniczkę X, którą wybrałem do oceny ten tekst ze względu na WIEK autora (nazwała go starym, łysym dziadkiem) został określony jako żałosny.

    Tak samo wszyscy zgodnie uznali, że przejście Kominka na YT będzie porażką bo tak tak! JEST ZA STARY !!!

    • YouTube jest pełen paradoksów, Rock też jest stary (w tym samym wieku jesteśmy) – on jest jednym z najpopularniejszych kanałów, ja klepię biedę z 13 tysiącami subów 🙂
      Ale jest w tym coś co mówisz, jest… sam YT też dojrzewa, treści dla 30-40 latków będą dopiero na rosnącej krzywej się pojawiać (na razie ich nie ma właściwie wcale)

      • redaw

        Rock jest jak miś. Zauważ jak on się wita na początku każdego wideo. Jak go oglądam (niezbyt często) to mam ochotę za to powitanie przywalić mu w nos, ale potem miałbym wyrzuty sumienia 😉

        Ja powiem szczerze byłem zaszokowany tymi komentarzami o starości bo nigdy bym na to nie wpadł, ale ja nie mam 20 lat więc mam inną optykę widzenia świata, ale po głębszym zastanowieniu to Kominek wygląda staro. Hej załóżmy kanał „Za stary na YT” 😉

        A na poważnie. Napisałeś, że treści dla 30-40 latków dopiero będą się tworzyć, rosnąć etc. Sam mam +30 z Internetami jestem za pan brat od czasów Tepsy i modemu. W internecie pracuję i w internecie no żyję 😉 i jeżeli jak sam słusznie zauważyłeś dla mnie/NAS tej grupy hmm społecznej(?) do tej pory na YT nie ma prawie nic to coś tu jest bardzo nie tak.

        Dla mnie YouTube to najgorszy śmietnik Internetu i obawiam się, że tak pozostanie.

  • Ciekawe, dzięki za tekst. Jestem w trakcie przygotowywania krótkiego case study o typach współpracy blogerów modowych z markami. Analizując zjawisko często łapię się za głowę i mam wrażenie, że brakuje tym współpracom polotu. Zazwyczaj kończy się na przesłaniu pary jeansów. Smuteczek 😉

  • Fashion PR Girl tych modeli jest kilka, musisz tylko wyjść z blogosfery modowej

  • A gdzie kupiłeś? Podlinkowane zródło nie ma dostępnej książki 😉

  • mediafun – nie czytawszy książki zgadzam się z tymi fragmentami Twojego tekstu, w których się z nią nie zgadzasz ; )

    PS. Powtórzę jak echo po wcześniejszych komentujących: świetny tekst. Nie świetna recenzja, tylko świetny tekst.

    A jeślo chodzi o książkę, to może wyłamię się z grona ochów i achów: nie uważam, żeby każdy bloger musiał tę książkę znać. Bez przesady. Ja jej nie znam, ale na ile ją znam, to nie chcę jej znać ; )

  • Hej Maciek i wszyscy czytający,

    Po pierwsze „primo” – uwielbiam takie wpisy, w których czytaniu mogę się zagłębić zanim tekst się skończy. A wlepka o przewijaniu – mistrzowska. Mogę Ci ukraść? 😉

    Po drugie „primo” to cieszę się i dziękuję za postawienie mojego bloga jako przykładu innego blogowania (albo zarabiania). I właśnie do tego chcę nawiązać – także w kontekście książki Tomka: siłą rzeczy Tomek pisze o tym co zna, o tej rzeczywistości, w której pływa jak ryba. Książki nie należy odbierać literalnie (dotyczy to także podręcznika od fizyki). Ma ona otwierać „klapki” w głowie i jako taka potrafi nieźle namieszać.

    Nie namiesza ona Tobie Maćku, bo Ty nie jesteś jej targetem. Ty już wszystko widziałeś, obserwowałeś lub przeżyłeś. Siedzisz w kampaniach wiedząc o nich wiele – nawet jeśli nie jako uczestnik, to aktywny obserwator. Truizmy dla Ciebie, a dla innych objawienie. Ale zgadzam się jednocześnie z tym co piszesz i Twój głos jest bardzo ważny. Bo ja jako bloger dopiero nasiąkający doświadczeniami i chłoniętą od starszych stażem wiedzą, nie mam jeszcze tej perspektywy co Ty, nie mam tego dystansu, nie potrafię zauważyć braków, bo nie mam wystarczającego zestawu doświadczeń. Mam jakieś swoje wyobrażenia, które być może rzeczywiście Tomek zbyt bardzo „gwałci” swoim autorytarnym stylem. Nie wiem tego na pewno. Gdybam… pewnie w miarę upływu czasu będę się przekonywał na ile potrafię adaptować się do sytuacji i na ile Tomek, Ty i inni mi w tej adaptacji pomogliście.

    Dla „freshmana” w dziedzinie zarabiania na blogowaniu, książka Tomka jest najlepszym co jest dostępne. „Na bezrybiu i rak ryba” – nie do końca to tu pasuje bo autentycznie uważam, że książki Tomka to obowiązkowa lektura. W tym sensie to co pisze powyżej Maltreting jest dla mnie nie do końca zrozumiałe (no ale walnął tam emotikona ze zmrużonym okiem więc może nie pisze tak do końca poważnie) 😉

    Och My Blogi, książki, spotkania z blogerami – to wszystko jest potrzebne. Sposobów zarabiania na blogach jest od groma. W tych związanych z jakąkolwiek „eksperckością” – jeszcze więcej. Brakuje po prostu na rynku kilku publikacji, które pokazywałyby inną wersję BLOGa, z innymi modelami finansowania pracy blogerów. Wtedy każdy mógłby wybrać dla siebie to co najlepsze.

    Co ja bym zrobił, gdybym był na miejscu Tomka? Pewnie zalinkowałbym ten tekst z publikacji pod tytułem „Przeczytaj, dlaczego nie powinieneś kupować mojej książki”. I pewnie byłaby to jeszcze lepsza reklama mojej książki 😉 I pewnie poprosiłbym Cię Maciek o prawo do przedruku tego tekstu na początku kolejnego nakładu.

    Dogadajcie się Panowie. Z mojej perspektywy to tylko wzmacnia przekaz i daje prawdziwą lampę dla błąkających się we mgle blogowych owieczek. Sam wiem, jak trudno było mi uwierzyć w to co chcę robić i przekonać siebie, że to jak chcę to robić jest słuszne. Miałem tego farta, że mi szybko potwierdzili to Czytelnicy. Ale wątpliwości były. Książki Tomka miały istotny udział w ich rozwianiu. Nie determinujący, ale motywujący i uświadamiający. Się rozgadałem…

    Miło będzie mi spotkać Was wszystkich jutro na BFG. Miłego wieczoru i świetnego weekendu 🙂

  • Maciej czemu jesteś półnagi obok ebooka kominka?

  • Swietny wpis – drogi Macku, masz pol roku na napisanie ksiazki o blogosferze – wydam Ci ja i zorganizuje promocje. Jak tego nie zrobisz to normalnie dostaniesz lapą w czerep 🙂 a łapę ma.m solidną, jak wiesz. Juz pierwszy rozdzial napisales powyzej – scal zwieracze i do roboty. Czekam na tekst 🙂

  • Wreszcie jakaś konkretna recenzja, a nie „cudowne rady nie od parady”

  • Witaj Maćku,
    Ja należę do tych co szukają konkretnych merytorycznych treści na blogach (czyt Jacek Kotarbiński), bądź, dużo rzadziej potrzebnych mi ale jednak, kilku babskich porad (czyt CharlizeMystery). Jak więc widzisz jestem w grupie „nie rozumiem fenomenu Kominka” To od Ciebie na OchMyBlog latem tego roku usłyszałam jego ksywę, choć wtedy bloga prowadziłam pół roku a czytałam różne inne od lat. Z ciekawości oczywiście odwiedziłam kominek.es i odniosłam wrażenie że przypomina trochę telewizję Mango, gdzie nic oprócz reklam nie ma. Chwilę później okazało się, że jest jeszcze gorzej bo coś było, ale tylko kotlety albo zdjęcia z jego wakacji czy wyjazdów. Ostatnio był tematem przewodnim mojej dość zaciętej rozmowy z koleżankami,m in blogerkami. Doszłyśmy do wspólnego wniosku (pomimo zaciętości dyskusji, która u kobiet przejawia się po prostu podniesionym głosem, no dobra krzykiem ), że Gość zrobił „karierę”, czyt jest popularny i zarobił trochę kasy bo był pierwszy!!!, albo jednym z pierwszych, który niczym uczestnik Big Brothera pozwolił „wleźć” sobie w życie czytelnikom. Ludzie lubią podglądać i z natury są wścibscy (nie, jasne, nie wszyscy, ale większość). Sama zaglądam innym do mieszkań przez okna wieczorami gdy mają zapalone światła i niezasunięte rolety. Stąd rekordy oglądalności Pudla czy właśnie Kominka. Z tym, że takich Kominków jest coraz więcej i może mają jeszcze barwniejsze życie, w które warto zajrzeć. Albo może dodatkowo mają coś mądrego do powiedzenia….
    Jeśli chodzi o reklamodawców to już niebawem statystyki Kominka mogą mu nie wystarczyć aby był on numero uno, ponieważ już teraz Kominek wyskakuje z niemal każdej lodówki. Sam to zresztą zauważyłeś. Myślę, że coraz więcej firm będzie szukać świeżych twarzy, bo twarz Kominka zaczyna kojarzyć się ze zbyt wieloma markami.
    Tak czy inaczej jestem szalenie ciekawa Tomka Tomczyka i mam nadzieję, że dane będzie mi go poznać, może na #BFGdańsk?
    Maćku, a Ciebie pozdrawiam serdecznie, byłeś mi wielką motywacją przy organizacji MEETBLOGIN, interior design bloggers meeting, które okazało się ogromnym sukcesem i solidnym fundamentem dla moich offline’owch ale około blogowych działań. Dziękuję i czekam na Twoją książkę.

  • Będzie ciężko się odnieść do tego co napisałeś bo faktycznie trochę to chaotyczne myśli, ale spróbuję. Od razu też zastrzegam by nie odbierać mojego wpisu jak krytyki Tomka tylko Kominka (czyli jego kreacji postaci).
    Jest taka piosenka Edyty Bartosiewicz pt. „Skłamałam” i sądzę, że każdy kto zabiera się za twórczość Kominka powinien ją sobie włączyć 🙂
    http://www.youtube.com/watch?v=P25i7qzR8cw
    Pamiętam jak na jednym ze spędów z pełnym zapałem radził blogerów być (sic!) autentycznym i zaprzeczał by sprzedanie się miało jakikolwiek wpływ. Każdy kto przeczytał Blogera wie co tam o tym napisał. W sumie z jego pierwszej książki jedyne z czym można się w pełni zgodzić to kwestia wymogu systematyczności tworzenia i całe szczęście, że nie dałem za nią ani grosza bo bym się wkurzył. 🙂 Wg mnie Kominek już się pogubił w swoich kreacjach
    Drugiej jeszcze nie czytałem – nikt ze znajomych jej jeszcze nie kupił – więc oprę się jedynie na tym co zagaiłeś.

    BLOGOSFERA
    Wg mnie jest skończona, szczególnie w aspekcie biznesowym. Skoro jedne z najpopularniejszych serwisów wyrosłych z blogosfery (antyweb.pl, natemat.pl) przynoszą raptem 1zł PRZYCHODU rocznie od czytelnika to… każdy sobie może przeliczyć jakie „kokosy” może zarobić na swoim blogasku. Bo lepiej to już nie będzie, nawet fotka.pl z 6 zł od łebka jest niedościgniona dla blogów.
    W sumie to mam już mdłości gdy o niej słyszę bo rozmowy o blogosferze kręcą się najczęściej wokół kasy a nie innych wartości. Tylko to już się liczy jak nie przymierzając w USA? Jeśli tak to szkoda na nią czasu. W sumie to ja już nawet nie lubię gdy ktoś mówi na mnie bloger bo mi to śmierdzi „sprzedaniem się”. 🙁 Wolę przedstawiać się jako publicysta.
    Ciemno widzę przyszłość blogowej pisaniny – to już na zawsze pozostanie jakaś nisza, jak nie przymierzając czarno-białe zdjęcia, czy może teatry.

    Youtube/wideo
    Tak, tylko to ma jakąś przyszłość i siłę oddziaływania.
    Jeśli ktoś chce zarabiać to wg mnie powinien zapomnieć o blogach a skupić się na wideo. I jeśli sam nie jest ulubieńcem kamery to powinien wejść we współę z kimś atrakcyjnym wizualnie – a przecież Kominek jest przeciwny spółkom 🙂
    Albo zapomnieć o byciu kolejną „gadającą głową” i iść w innego typu produkcje. I też się zgodzę, że to nie jest świat Kominka. I nawet nie ze względu na jego „starczy” wiek, czy łysinę tylko tego, że źle prezentuje się w kamerze. Widziałem go sfilmowanego w różnych okolicznościach, także w telewizji i jest coś nie tak z jego mimiką, językiem ciała. No chyba, że wypracuje sobie program w stylu Wojewódzkiego czy Drzyzgi – przy jego błyskotliwości byłoby co oglądać gdyby to było z pazurem a nie znowu dla lokowania produktów i reklam. 😉
    Tylko obecność na telewizorze – a prędzej czy później wideo tam się będzie jadło – może zbudować popularność postaci przekładającą się na sensowną kasę za osobisty udział w reklamach i osiągnięcie statusu Konrada, czy innych gwiazd (sportu, filmu itd.) Przykro mi, ale nawet najpopularniejsze blogi takich możliwości nie ziszczą bo gęby z blogów dla ludzi są tak samo anonimowe jak przypadkowy przechodzień.

    uff.. kurcze, zmęczyłem się, wyszła z tego notka na wpis a nie na komentarz 🙁

    • redaw

      „”W sumie to mam już mdłości gdy o niej słyszę bo rozmowy o blogosferze kręcą się najczęściej wokół kasy””

      Dokładnie! Od jakichś dwóch lat słyszę tylko kasa, kasa, kasa i monetyzacja bloga i bądźmy szczerzy ten trend stworzył w dużej mierze… Kominek. A potem się dziwi Blogosfera, że ludzie na nią warczą, obrzucają wyzwiskami itd.

  • Dzięki za ten tekst. Bardzo celne postawienie stylu Michała Szafrańskiego w opozycji do stylu prowadzenia bloga Kominka. Ja właśnie czekam na książkę tego pierwszego, bo to moim zdaniem byłby hit 🙂 Wciąż zastanawiam się, jakie wartości przynosi dla czytelnika Kominek i wciąż (może poza recenzjami hoteli i książek) nie mogę tam nic takiego odnaleźć. Wolę wpisy takie jak ten Twój, który komentuję, czy długie, analityczne wpisy Michała Szafrańskiego. Ciekawe, w którą stronę to pójdzie…

  • Przeczytałem pierwszą książkę Kominka, Twój, Maćku tekst upewnił mnie, że drugiej czytać nie będę.

    Wiem już też kogo mi przypomina Kominek – pisarz. Otóż we wczesnych latach 90tych dałem się ponieść fali Amwaya – zostałem dystrybutorem, miałem swoją malutką grupkę i byłem nawet na dwóch spędach (w tym jednym naprawdę dużym w hali Targów Poznańskich).

    Z książki Kominka bije ta sama „amerykańska” wiara we własne możliwości, własny plan, pokonywanie wszelkich trudności. „Już za 3 lata będę diamentem!” Normalnie kurde „Jestę Zwycięzcą!!!”.

    Nie jestem jestem stałym czytelnikiem „esiątka” – zaglądam, jak sobie przypomnę. Choć do niedawna byłem co do Kominka bardzo „na nie”, to seria wpisów z NY to kawał dobrej, reporterskiej roboty (nawet przywoływany tu przez kogoś w komentarzach tekst o plecaczku).

    Wracając do drugiej książki Kominka – jest ona kompletnie bez sensu. Podaje bowiem przepis na… Kominka właśnie, a drugiego Kominka po prostu nie będzie. Jej efektem będzie wysyp blogów „kominkopodobnych”, gdzie pierwszą zakładką będzie „oferta”, czy „zasady współpracy”, a content, no coż, who gives a shit about content! Kasa Misiu, kasa! Czego sobie i blogosferze nie życzę.

    kormo

  • Totalnie się zgadzam z każdym akapitem. Blogi są ok, ale muszą zmienić formę. Macieju – szacunek za szczerość.

  • Będę chyba najmniej merytoryczna i oblatana z towarzystwa, ale tak to jest, gdy pisze się bloga z pasji i czas spędza na „budowaniu produktu”. Dlatego powiedziałabym, że do wczoraj Pan Kominek był mi obojętny. Dzisiaj właśnie dobrnęłam do końca komentarzy….I mam nadzieję, że bezkrytyczna i bezmyślna monetyzacja blogów, jak ktoś pisał, zje swój własny ogon, zanim mnie dopadnie. Póki co, lektura dla mnie zbyteczna, wartościuję po swojemu, może błędnie, ale konsekwentnie i szczerze.
    Pozdrawiam,
    agnieszka

  • Czekałam na Twoją recenzję, bo u Ciebie zawsze można znaleźć ciekawe spostrzeżenia. Zgadzam się i sama mam takie wrażenie, że Kominek zaklina rzeczywistość i też czuję jakiś zgrzyt, kiedy kampania Peugota jest przez niego (czy nie tylko przez niego) uznawana za przełomową i wyjątkową. Ba, nawet Dr Oetker już wcale taki przełomowy nie jest – prawda jest taka, że gdybyście Wy – spece od marketingu – nie pisali co trochę o „Kominku i Dr Oetkerze” to myślę, że pies z kulawą nogą by dziś nie pamiętał o tej sprawie, bo to blogowa prehistoria. Cieszy mnie bardzo, że coraz więcej fajnych kampanii można zobaczyć na blogach i vlogach (np. ciekawa akcja na kanale Lekkostronniczy, związana z kuponami rabatowymi) i że nie jest to ciągle tylko Kominek.

    Nie do końca jednak zgodzę się z Tobą co do rady: „Jest piekielnie skutecznym sposobem sytuacja, kiedy autor porusza na swoim blogu sprawy związane z blogosferą czy też z częścią tej blogosfery, którą się zajmuje. Merytoryczne dyskusje, krytyka czy też po prostu stawianie pytań i próby kreowania, wyznaczania ścieżek rozwoju własnej branży, działania edukacyjne (…)”. Patrzę na to z perspektywy czytelnika blogów głównie kulinarnych, ale też obserwatora blogów i vlogów modowych, urodowych. Jako czytelnik przychodzę na blog kulinarny po przepis, a nie po to, by przeczytać relację z setnego spotkania trójmiejskich blogerek kulinarnych w tym roku, na blog Michała Szafrańskiego o oszczędzaniu zaglądam po porady o oszczędzaniu, a nie po to, żeby przeczytać, jak ma się blogosfera finansowa itp. Tego typu treści są interesujące dla osób, będących częścią tej blogosfery i dla pracowników działów marketingu, PR i pokrewnych, a nie dla zwykłych czytelników. Być może od czasu do czasu takie dyskusje, działania edukacyjne – jak piszesz – miałyby sens, ale nie w dużych dawkach. Albo inaczej – sens mają zawsze, ale w dużych dawkach są niezjadliwe dla czytelników.

    Przychylam się do zdania Jacka Kotarbińskiego – napisz tę książkę koniecznie! 🙂

  • Im bardziej zagłębiam się w temat tzw. „blogosfery” (choć robię to dopiero od kilku tygodni), tym bardziej wydaje mi się (bo obserwuję z daleka), że to jakieś dziwne towarzystwo wzajemnej adoracji, cały czas mówiące o pieniądzach i współpracach z firmami. A gdzie merytoryczne rozmowy, dyskusje o własnych pasjach, o tym, o czym na blogach się pisze?! oj, mało, mało. Wcześniej, czytając blogi bez swojego bloga, z daleka omijałam wpisy „blogerów o blogerach”, zamykałam okno przeglądarki. I znowu do tego wrócę, już po kilku tygodniach mam dość. I kogo to właściwie interesuje?

  • makate

    Bardzo ciekawy tekst.
    Miałam ostatnio taką myśl: czytam blogi od jakiegoś roku, może dłużej, i na początku ogromną przyjemność dawało mi odkrywanie kolejnych „kręgów” blogosfery – kulinarnej, urodowej, psychologiczno-rozwojowej, wnętrzarskiej, tej „najbardziej znanej i reklamowo opłacalnej” – lifestylowej… i o ile na początku każdy nowy, ciekawie pisany i ładnie wyglądający blog wciągał mnie na jakiś czas, o tyle teraz coraz mniej mnie interesuje co bloger-celebryta lubi robić, jaki film ostatnio widział, jakiego języka zaczął się uczyć. Mniej mnie interesuje „lifestyle” nawet bardzo sympatycznych i fajnie piszących o swoim życiu osób, a dużo bardziej – konkretne informacje, które bloger przekazuje.
    Też ostatnio odkryłam bloga Michała o oszczędzaniu – i właśnie o czymś takim chcę czytać 🙂

  • Aż zakupiłam książkę, poczytam. A do „WebShows” Krzysia Gonciarza dostaniemy komentarz? 🙂

  • mediafun zależało mi na tym, by skupić się wyłącznie na blogach modowych. Ostatecznie udało mi się znaleźć kilka fajnych case’ów: http://fashionprgirl.pl/marki-i-blogerzy-historia-pewnego-goracego-romansu/

  • Pingback: Czy nową książką „króla blogerów” można palić w kominku? | Kamil Lipiński – Technologia, Nowe Media, Internet -()

  • Pingback: Fajnie się czyta, fajnie się słucha, fajnie się ogląda | Muszkieter.in()

  • Po przeczytaniu tego tekstu zastanawiam się, czy jest w ogóle sens kupować książkę Kominka 😉 Bardzo bardzo dobrze napisane. A po pierwszych akapitach nawet długość posta mnie nie przeraziła 🙂

  • nocri

    …to zdjęcie…

  • Chris

    Największa zniechęta do zakupu.
    Blogerska rekomendacja na każdym napotkanym blogu.
    Każdy mu chce zrobić dobrze?

    A tak zupełnie poważnie.
    Już był taki jeden cwaniak, który napisał książkę jak zarobić milion… i zarobił go, tysiące naiwniaków kupowały książkę w przekonaniu, że tam ukryta jest magiczna formuła na kokosy.

    Podobnie jest z Tomczykiem/Kominkiem. A frajerów nie brakuje.
    Po recenzji widać, że naganiaczy także.

  • Jasiek

    Z blogosferą mam niewiele wspólnego. Czasami przeczytam jakiegoś bloga a częściej wpadają mi „ręce ” informacje od Mediafuna.
    Na początku co jakis czas zerkałam na blog kominka ale jakis duży przesyt czułem i bardzo mi nie odpowiadało, ze osoba, która pisze bloga i czerpie z tego korzyści podpowiada firmom jak współpracować z blogerami dlatego zdecydowanie zgadzam się z artykułem.

    Ot, taki komentarz od laika blogowego, co bloga swego nawet nie posiada.

  • Dobra recenzja, i bardzo ważne kwestie poruszasz. Jestem w trakcie czytania tej książki, ale niestety ciągły brak czasu sprawia, że nie mogę siąść i przeczytać do końca. Poruszyłeś bardzo istotną rzecz – to, że Kominek narzuca styl i drogę. Myślałem, że tylko ja mam takie wrażenie… Myślę, że to co narzuca Kominek to jedna z dróg…czy najlepsza? Czas, rynek i sami czytelnicy to zweryfikują…

  • A mogłam to najpierw przeczytać, a dopiero potem książkę 🙂 Ciekawe uwagi i świetnie napisany tekst. Muszę przyznać Ci rację z tą zakrzywioną rzeczywistością. Mam nadzieję, że to Twoje przewidywania się sprawdzą! 🙂

  • Pingback: Blogosfera | Creamteam Branding & Advertising Design Studio()

  • Interesujące 😮

  • Zastanawiam się nad zaproszeniem kominka na ślub ;). Ale nie… lepiej nie, za panien by mógł uwieść ;).

    Chyba na kreowanie ślubnej marki to mógłby też nie być najlepszy wybór.

  • Kris

    Każdy może pisać bloga. Próg wejścia na ten rynek właściwie nie istnieje. A dla potencjalnych sponsorów liczy się to, na ile dany blog jest opiniotwórczy. Więc im więcej szumu zrobi wokół siebie Kominek, tym lepiej dla niego. Ale już jego naśladowcy mogą się gorzko rozczarować.

  • O mamo, ale elaborat 🙂

  • Wielkie dzięki za ten tekst! Jestem na etapie rozkręcania bloga, trochę jak dziecko we mgle, więc książkę Kominka traktowałam jak wyrocznię i przewodnik. Twój tekst rzucił mi na wszystko nowe światło i co tu dużo gadać- wypisałam sobie kilka cytatów 🙂 Pozdrawiam!

  • O matko, kupić książkę to jak się okazuje za mało żeby się czegoś dowiedzieć, przy okazji trzeba mieć jeszcze łeb jak sklep żeby umieć oddzielić ziarno od plewu!Straciłam kilka groszy , kupiłam i przeczytałam i głubsza od tego nie jestem. Ale pytanie czy mądrzejsza? Bo na cholerę kupować książkę z której nic nie wynika? Czytając ja faktycznie miałam wrażenie wielkiej presji,dużych pieniędzy, samozachwytu i szampana z bąbelkami!Paczcie na mnie jaki jestem wspaniały , zapomnijcie że wy też możecie , a jak już sobie to uświadomicie to zróbcie to tak jak Wam mówię!Tylko że to już było, i tak jak mówisz za rok będzie kolejna książka jak on zmienił strategię!Więc po prostu książka dla mnie ma motyw przewodni- nie rób tego co Kominek, bo to już było , i druga sprawa jak prowadzić bloga żeby samemu Kominkowi w pięty poszły jego rady! I nie słyszałam o kampanii Peugeota , gdyby tego nie napisał do dziś bym nie wiedziała :-)Świetny tekst napisałeś! pozdrawiam!

  • No to jeszcze raz ja. Jeśli czytać tę książkę bez głębszej refleksji to rzeczywiście można dojść do prostych wniosków- jest bezczelny, egocentryczny bla bla. Ale jeśli chwilę się zastanowić, to on jest po prostu żywym przykładem na to co robi i co mu działało. Ja ten jego samozachwyt traktuję jako prowokację- dasz się złapać i na tym skupisz czy stać cię na własne wnioski. Kominek ma swój sposób. Jeśli za rok będzie książka o tym jak z sukcesem zmienił strategię to tylko gratuluję- że jest elastyczny, że się udało i że o tym pisze i publikuje w realu. A na marginesie- wzięłam sobie do serca jego uwagi odnośnie tego, jakimi cechami powinien być obdarzony bloger, czego ludzie po blogu oczekują itp. z początku książki. Prowadzę bloga od 2 m-cy. Nie poszczycę się statystykami obiektywnie wysokimi, ale po zmianie stylu za radami z książki, moje statystyki wzrosły ponad pięciokrotnie. Jak już inwestuję „parę groszy” to staram się zawsze mieć z tego jakiś zysk..

  • Pingback: Krótki narzędziownik dorastającego blogera | Świat według Hegemona()

  • Heh, już tyle czasu minęło a ja wciąż tej książki nie przeczytałem – ale chyba właśnie przeżyłem ten breaking point i ją w weekend połknę 🙂

  • Cześć, no, ja to może nie powinnam tak do końca się wypowiadać, bo mój blog jeszcze świeci pustkami i jestem świeżakiem w temacie, ale jednak jakieś przemyślenia mam, bo szukam wskazówek, co zrobić, żeby było lepiej.
    Przeczytałam wiele rad, z jednymi się zgadzam z innymi nie, jedne chcę i próbuję zastosować, innych zdecydowanie nie. Trafiłam oczywiście na Kominka i zastanawiałam się nad kupnem jego książek, ale wciąż z tym zwlekałam, nie do końca zdając sobie sprawę z tego dlaczego. Czytałam Jego wpisy i coś mi nie pasowało, ale nie wiedziałam co. Teraz już chyba wiem i jakoś podświadomie to czułam.
    Cieszę się, że trafiłam na ten Twój wpis, bo dzięki niemu wiele muszę przemyśleć i zastanowić się nad tym, co właściwie mam robić dalej.
    Dzięki.

    • Dzięki za komentarz, ale powiem ci szczerze – książki Kominka (zwłaszcza jak będziesz polować na promocje) w formie ebooka to nie jest duży wydatek, a ponieważ takiej literatury nie ma za wiele, to polecałbym kupić, zwłaszcza, że masz już pewne czerwone światło w głowie – znaczy uruchomiłaś myślenie – spokojnie mogę polecić lekturę… nawet po to aby się z nią nie zgodzić. Bo obserwacji, wskazówek, tych przydatnych jest tam sporo – mój zarzut to ubieranie całości w ton narracji który kłóci się z moim podejściem.

  • Doceniam Twoją recenzję, rzecz jasna nie tylko ze względu na wolumen, ale optykę tego zagadnienia. Trafnie, moim zdaniem, uchwyciłeś podstawę tej książki – konkretną perspektywę autora, a nie prawdę uniwersalną.
    Trochę zabrakło mi plusów/mocnych stron tej książki i informacji co jest najbardziej użyteczne.

  • Przeczytałam obie książki, Twój tekst i jemu podobne, ale wciąż nie mam odpowiedzi na zasadnicze pytanie o stawki. Kiedy zaczęły do mnie napływać propozycje, nie wiedziałam jak to wyceniać, ba – nie miałam nawet analytics! W ogóle nie myślalam o monetyzowaniu bloga. Z czasem przyszły lepsze kampanie, śmielej zaczęam negocjować stawki, ale nie ma nigdzie (albo nie wiem gdzie szukać!) orientacyjnych widełek, które pomogą początkującycm zorientować się w temacie. Teraz rzecz jasna mam już kontakty i wymieniamy się wzajemnie informacjami, stawkami za podobne kampanie, ale zawsze tego brakuje mi w publikacjach 🙂

  • Wow! Ale się rozpisałeś. Ja to moją recenzję w kilku zdaniach zawarłem. Właściwie, to nawet dałoby się w jednym słowie: ego! 🙂

  • marcela

    O ile blogi podczytywałam od dawien dawna, o tyle na blogi Kominka trafiłam stosunkowo niedawno. Przyznam szczerze, że to dzięki niemu zainteresowałam się tematyką blogosfery, co przyczyniło się do tego, że zaczęłam o tym więcej czytać (również jego książki), czy też przeglądać archiwalne materiały chociażby z poprzednich edycji Blog Forum Gdańsk. Jako laik w temacie i wyłącznie odbiorca blogów/czytelnik (póki co :D) sama zauważam, że w polskiej blogosferze coraz bardziej uwidaczniają się dwie zupełnie różne strategie obierane przez blogerów. Pierwsza realizowana zwłaszcza przez topowych blogerów lifestylowych i modowych, którzy opierają się na tym, że blog staje się „twarzą” obcego produktu. Tego rodzaju blogerzy są prawie jak portal sprzedażowy zachęcający czytelnika do wrzucenia danych produktów do swojego koszyka. Druga strategia rozwija się jak sam wskazałeś w zupełnie przeciwną stronę, wspominała też o tym N. Hatalska dwa lata temu na Blog Forum Gdańsk – chodzi mi o blogi, które nastawione są na jakość i specjalizację. Ci blogerzy odrzucają możliwość „bycia twarzą” czyjegoś produktu, bo oni sami ten produkt tworzą. W mojej ocenie (zupełnie subiektywnej i raczej nie podpartej doświadczeniem, które w kwestii blogosfery prezentują osoby od lat z nią związane) oba te kierunki w Polsce nadal będą się rozwijać, bo każdy z nich ma inne grono odbiorców z innymi oczekiwaniami – pierwsza strategia dociera do klienta/czytelnika będącego przedstawicielem konsumpcyjnego stylu życia „mieć i kupić tzn. być”, odbiorcami drugiej są z kolei wyselekcjonowani przedstawiciele grup specjalistów, dla których „być kimś tzn. mieć”. Dwa zupełnie różne światy, które wydaje mi się nigdy nie będą miały punktów stycznych. I o ile sama mam coraz większe przerwy w śledzeniu blogów opartych na strategii promowanej m.in. przez Kominka, o tyle coraz częściej poszukuję wartości i blogów takich jak te prowadzone m.in. przez M. Szafrańskiego, czy N. Hatalską. Sądzę, że rynek i blogosfera zaczyna się powoli nasycać blogerami w stylu „leżę i pachnę”, a ich obiektywna wartość zaczyna spadać. Z kolei zapotrzebowanie na ekspertów, którzy poniekąd pośredniczą między daną dziedziną nauki/życia społeczno-ekonomiczno-gospodarczego, której dotykają ich blogi, a czytelnikiem, zaczyna wzrastać.
    Taka skromna moja opinia 😀

    • “leżę i pachnę” – bardzo zgrabne określenie na blogerów lajfstajlowych 🙂