20

Gra Endera – moja historia z książką, filmem i muzyką w tle

gra endera 01

Z „Grą Endera” miałem od zawsze problem. Przez wiele lat miałem tę książkę na liście przeczytanych, ale był to tytuł, który zupełnie mnie nie porwał – dlatego też nigdy nie sięgnąłem po inne pozycje Orsona Scotta Carda. Jest jeszcze inna rzecz, która mnie intryguje – zupełnie nie potrafiłem sobie przypomnieć najistotniejszych elementów fabuły. Pamiętam że był mały chłopiec, były robale, świat przyszłości… i tyle. Wiem, że na pewno musiałem ją przeczytać, pamiętam jak trzymałem tę książkę w ręku, pamiętam szczegóły okładki, pamiętam moment kiedy sprzedawałem tę książkę do antykwariatu (a sprzedawałem tylko te książki, które przeczytałem).

Antykwariat (współczesny, można było w nim nabyć współczesne książki oraz podręczniki szkolne) to takie magiczne miejsce w moim rodzinnym Koszalinie, do którego często zachodziłem. Jeśli jakiś Terminator z przyszłości chciałby mnie kiedyś ustrzelić, to spokojnie mógłby się zaczaić w Antykwariacie, bywały momenty, że pojawiałem się tam codziennie i właściwie na pamięć znałem układ półek i od razu mogłem rozpoznać czy pojawił się jakiś nowy tytuł. Właściwie cała moja biblioteka i większość zakupionych tytułów to książki z antykwariatu. Z żalem (ale kasa na nowe książki musiała skądś być) sprzedawałem tam też swoje książki, po bolesnym przeliczniku, dającym mniej więcej jedną używaną książkę za dwie sprzedane (które i tak pochodziły najczęściej z Antykwariatu). Biznesowo to był oczywiście słaby interes, bo ciągle traciłem, książek na półce nie przybywało, ale miałem za to stały dostęp do różnych książkowych niespodzianek, bo nigdy nie było wiadomo, kto akurat coś sprzeda. Pamiętam szał i szukanie gotówki kiedy ktoś sprzedał prawię całą dostępną wtedy kolekcję tytułów Koontza 🙂

Ok, wróćmy do Gry Endera, przeczytałem i nie pamiętam nic 🙂 Nie wiem ile mogłem mieć wtedy lat, chyba między 15-18. Dziwne, bo historia o młodym chłopcu, który ma zostać dowódcą międzygwiezdnej do młodego chłopaka to jak woda na młyn. Może akurat w tym miejscu plątaniny moich zwojów mózgowych zrobił się jakiś supeł… w każdym razie kiedy usłyszałem że nadchodzi ekranizacja Gry Endera, postanowiłem ją sobie przypomnieć i przeczytać jeszcze raz, właściwie na nowo.

Zrobiłem sobie kumulacje z Grą Endera. Musiałem ją przeczytać zanim obejrzę film, ponieważ najbardziej dla mnie skutecznym demotywatorem na świecie skutecznie zniechęcającym do sięgnięcia po książke jest obejrzenie filmu w pierwszej kolejności. Zacząłem czytać w piątek wieczorem, do tego muzyka z filmu na uszach i w sobotę wieczorem do kina. Niezłe „combo”, lubię takie wnikanie w świat książki na różnych poziomach.

Hmm, jeśli są wśród Was ludzie, którzy czytali tę książkę dwadzieścia lat temu napiszcie parę słów o swoich wrażeniach, jak wyobrażaliście sobie ekranizację tej powieści? Czytając ją dzisiaj, znając technikę filmowania dość wyraźnie potrafiłem sobie wyobrazić jak będzie wyglądała na ekranie (dobra, widziałem też trailery) – efekty, statki, przestrzeń, nieważkość – nie było tutaj specjalnie elementów zaskoczenia. Pewnie te kilkanaście lat temu (Gra Endera została napisana w 1985 roku) wyobrażenia i marzenia żeby zobaczyć tę książkę na dużym ekranie wyglądały zupełnie inaczej.

Dobra, książkę mam za sobą, świetna, zwłaszcza kiedy poskłada się ją w całość, kiedy wniknie się w tło, sytuacje polityczną na Ziemi, związek trójki rodzeństwa, sieć w której publikuje się manifesty i kieruje opinią publiczną (1985 rok, przypominam :-), mam ochotę na więcej, więc zabieram się za kolejne tytuły. W edycji ebooka, którą posiadam miałem jeszcze dodatkowe opowiadanie Orsona Scotta Carda napisane specjalnie dla czytelników z Polski, w którym główny bohater nazywa się Jan Paweł 🙂

Muzyka z filmu. Autorem muzyki jest Steve Jablonsky, który na swoim koncie ma sporo soundtracków do popularnych gier. Ścieżka dźwiękowa, nie jest specjalnie wybitna, nie ma jakiegoś genialnego jednego motywu, który zapada na dłużej w pamięć. Może wyróżniłbym początkowe Ender’s War – tam coś się pojawia ciekawego. Ale jest to też ten typ muzyki, który idealnie pasuje do czytania książek – nie przeszkadza, płynie sobie gdzieś z boku pozwalając skupić się na treści książki, budować światy w swojej głowie, delikatnie buduje napięcie, niepokoi – polecam. Wrzucam go na moją playlistę „do czytania science-fiction” – spokojnie będzie pasował do innych tytułów. Uwielbiam też znać muzykę z filmu, kiedy sam film oglądam po raz pierwszy. Podejrzewam, że ci z Was, którzy tej płyty nie słuchali osobno, nie zapamiętali pewnie żadnego specjalnego momentu czy ilustracji muzycznej w czasie oglądania filmu, ta muzyka po prostu się niczym szczególnym nie wyróżnia. Niemniej, polecam sobie ją sprawdzić jako tło do pracy czy czytania książek.

Film… uff, tutaj mam problem. Gdzieś czytałem opinie, że mogli go bardziej spieprzyć, ale wyszedł w miarę w porządku. Mimo, że fabuła dość wiernie trzyma się książki, nie ma żadnych wariackich udziwnień, jedynie zabiegi i skróty które miały usprawnić tempo – jednak miks tych pomysłów spowodował, że film wyszedł nijaki. Film o którym szybko się zapomina, a dla tych, którzy książki nie czytali (i jeszcze nie są wielkimi fanami SF) okaże się nudny, banalny, nie do końca niezrozumiały. Rozumiem, że gdyby zostawić polityczne tło i pokazać więcej z relacji trójki rodzeństwa, film byłby mocno przegadany, nie udźwignąłby dzisiejszych standardów produkcji hollywoodzkich gniotów SF. Jeśli nie czytaliście książki – odpuście sobie seans – dostaniecie najpierw jakąś historyjkę o chłopcu z szkole kadetów (niczym w Harrym Potterze), trochę dziwnych, niezrozumiałych przeskoków, słabo zarysowane postacie, jakąś renderowaną, nie do końca zrozumiałą animowaną bajkę (Mind Game była w książce przedstawiona o wiele bardziej ciekawie), i w końcu nienajgorzej rozegrany finał… chociaż czytając książkę, o wiele bardziej go przeżywałem i zupełnie mnie zaskoczył, to miłe. Niestety, będąc na świeżo zanurzony w świecie Endera, spodziewałem się czegoś lepszego, nie mam też na dzień dzisiejszy żadnego powodu, aby do tego filmu wrócić za jakiś czas, jedynie muzyka będzie towarzyszyła mi podczas następnych książek Orsona Scotta Carda.

Mało odkrywcze stwierdzenie, ale w tym przypadku w stu procentach zasadne – książka jest o wiele ciekawsza od filmu.

No właśnie, co mi polecicie, od razu „Mówcę Umarłych” czy też napisany o wiele później prolog „W przededniu”?

  • czytnik

    Zarówno W przededniu jak i następne części są fatalne. Nie polecam

  • Cień Endera czyli ta sama historia widziana oczami Groszka. Potem mozesz sobie wrócic do mowcy umarłych 🙂

    • dzięki, będę polował na ebooka… przeglądałem właśnie ofertę ebooków i niestety, w polskich wydaniach mocno kiepski wybór, będę chyba musiał poczekać.

  • Pejotr

    Filmu jeszcze nie widziałem, ale odnośnie książki mam podobne doświadczenia.
    Pierwszy raz czytałem ją jakieś 15 lat temu i poza samą końcówką niewiele z niej pamiętałem. Co innego Mówca umarłych i Ksenocyd – te historie zachowały się dużo lepiej. Teraz, po ponownym przeczytaniu Gry, postanowiłem wziąć się za serię w porządku chronologicznym wydarzeń, więc jako drugi poszedł Cień Endera – moim zdaniem ta książka jest znacznie lepsza niż sama Gra.
    Prequeli nie ruszam do czasu aż zostaną wydane wszystkie – o ile będę jeszcze wtedy miał chęć do nich wracać.

  • Tomek

    Mówca Umarłych to Opus Magnum Orsona Scotta Carda, dorosła książka. Ksenocyd i Dzieci Umysłu też warto przeczytać, pozostałe pozycje to już jakiś zabieg komercyjny, nie literacki. Howgh

  • Wczoraj ogladalem film, ksiazke czytalem lat temu… no, sporo ;]
    Nie podobal mi sie. Strasznie wprost wszystko jest powiedziane. Oprocz tego, zbyt duzo watkow uleglo splyceniu, zbyt duzo bylo zarysowanych. Moze trzeba bylo troche rozwinac ‚historie’ – 2 minuty o rodzicach Endera i ich buncie przeciwko polityce ludnosci, geneza imienia bohatera?
    Popsuli tez gry wojenne. Duzo lepiej by to wygladalo, gdyby w tle rozgrywala sie bitwa, a glos Endera w miedzyczasie dyktowalby listy do Valentine. Jak juz przy siostrze jestem – gdzie Peter meczacy male zwierzatka? Z filmu wcale nie wynikala jego nienawisc w czystej formie.
    Zeby zmiescic calosc filmu w obecnym czasie trwania, zrezygnowalbym z koncowych scen – film moglby sie zakonczyc gdy do widza dotrze, ze bitwy rozgrywane byly w czasie rzeczywistym z realnymi jednostkami.

    Wyszedlem z kina dosyc rozczarowany – czesc to ‚moje wyorbazenie’, a czesc rozgrowyczenia wynika ze slabego scenariusza. Ogladajac bitwy mialem wrazenie niedoczytania ksiazki przez autorow filmu.

  • „Gra…” była mi bardzo bliska z wielu powodów. Poglądy i światopogląd autora przemilczam, bo w książkach tego nie widać. Z okazji 11 listopada wspomnę tylko, jak mocną pozycję miała w uniwersum Carda właśnie Polska :). A co do pytania, to jak dla mnie ciekawszy był „Mówca…”, zwłaszcza jeżeli przymknie się oko na pewne szczegóły. Aha, dziwię się, że nie wspomniałeś o tym, ze OSC właściwie przewidział blogosferę 😉

  • Jolly

    zdecydowanie warto uzupełnić „Grę Endera” – „Cieniem Endera” i od razu „Cieniem Hegemona” – kontynuacja historii, napisana w podobnym wciągającym stylu. A potem można wrócić do „Mówcy umarłych”… Ja przeczytałam Grę ENdera równiez mając jakieś 15-18 lat – ale moj odbiór był zupełnie inny – książka mnie absolutnie zachwyciła, tak, że potem po wielu wielu latach zmusiłam do jej przeczytania mojego nastoletniego syna 🙂 Film w moim odczuciu po prostu powstał za późno, aby mieć szansę być równie dobrym, co książka. Warstwa polityczna się zestarzała, dlatego nie dziwi mnie jej zupełne pominięcie, nie mówiąc juz o tym, ze film jest filmem dla dzieci! Więc jak na film dla dzieci jest całkiem nieźle. Po filmie ponownie przeczytałam książkę i podobała mi się tak samo jak za pierwszym razem :). Pozdrowienia dla miłośników Carda

  • Dobrze, że przeczytałem ten tekst bo chciałem już iść na film. W końcu jednak wybrałem Kapitana Phillipsa. I dobrze się stało, bo Kapitan b. mi się podobał a książkę przeczytam sobię jak będę miał już z głowy ten socjologiczny bełkot do licencjata:)

  • wiadomo, ze Mowca lepszy:)

  • POlecam „Mówcę Umarłych”. Moim skromnym zdaniem – rewelacja. Bije na głowę „Grę Endera”. 🙂

  • Maciej Kopeć

    Z góry zaznaczam, ze ksiazki nie czytalem. Na filmie byłem i zupelnie nie zgadzam sie z autorem. Film mnie przyklul, trzymal w napięciu, mimo ze wielu rzeczy domyslalem sie. Wyszedlem z kina z glowa pelna przemyśleń i sercem pelnym emocji. Szczerze mówiąc, moim zdaniem, to jeden z najlepszych filmów jakie oglądałem, ale moze to kwestia nieprzeczytania ksiazki… Pozdrawiam autora 😉

    PS Przepraszam za brak polskich znaków w niektórych miejscach, pisze z telefonu, a ten nie zawsze owe zmienia.

  • Moją opinię być może już czytałeś, ale linkuję: http://arenakultury.blogspot.com/2013/11/familijna-gra-endera.html

  • Ciesze się, że natknąłem się na ten artykuł, jestem w trakcie czytania e-booka, i powiem szczerze, że po przeczytaniu mniej więcej połowy, podzielam opinię autora, że do końca nie wiadomo o co chodzi, postacie mało zarysowane, fabuła taka sobie, doczytam do końca, ale szału nie ma. Na film do kina nie idę, postaram się wypożyczyć DVD. Jestem fanem SF i mam nadzieję, że może właśnie na odwrót, dla mnie film okaże się lepszy niż książka.

  • Książka Gra Endera jest bardzo dobra 🙂 przeczytałem już ok 70%. Mam nadzieję że film na który się wybiorę po przeczytaniu będzie dorównywał książce 🙂

  • Marucins

    Nie oglądałem filmu czytałem jak na razie 3 pierwsze tomy. Ale nie wierzę że ekranizacja potrafiła na poziomie dobrym zagłębić się w odczucia Andriu. Kolejny skok na kasę poprzez cudzy pomysł.

  • KrzysztofB

    Kolejne książki są dobre, natomiast „W przededniu” wkurza.
    Spokojnie się zaczyna, Akcja robi się coraz ciekawsza i.. ciach. Koniec. Jakby urwało parę rozdziałów

  • Co tu dużo mówić.. Książka cudna (co prawda czytana już dawno, dawno temu), ale film.. raczej nie pozostanie w mej pamięci…