21

10 książek które ukształtowały moje zwoje mózgowe

Na Facebooku kręci się kolejny łańcuszek… bardzo przyjemny, wspominkowo-edukacyjny – wymień 10 książek które zostawiły coś w twoim życiu.

generalnie nie lubię łańcuszków ale ten

Kiedy paru moich znajomych zaczęło wymieniać książki, które wywarły na nich jakiś wpływ w mojej głowie zaczęła się układać lista… i pojawiło się na niej sporo książek, niektóre poważne, niektóre mniej, ale najwięcej emocji i pozytywnych uczuć wywołały u mnie te tytuły, które przeczytałem w latach szkoły podstawowej. Co ciekawe, właściwie wszystkie (no, może Manitou bym sobie odpuścił) to takie tytuły, po które teraz, po latach powtórnie bym sięgnął… zresztą z wieloma książkami z tej listy tak było, czytałem je kilkukrotnie. I bez żadnego skrępowania mogę przyznać, że to właśnie te tytuły, a nie poważna literaturą, którą czyta się w klubie dyskusyjnym pod muchą lub przy butelce alkoholu w zadymionym pomieszczeniu, wywarły na mnie największy wpływ. Spowodowały, że w dzieciaku urodziła się chęć pytania, odkrywania, miłości do książek, wiedzy – tak, to te tytuły mnie ukształtowały.

Wskazany przez JoannęKrzyśka Bieleckiego zapraszam do mojej listy książek. Większość z nich linkuje do serwisu lubimyczytać.pl – niektóre można jeszcze spokojnie kupić i jakem mediafun, szczerze polecam je Wam lub Waszym dzieciom.

Kto Kiedy Dlaczego – praca zbiorowa
To właściwie coś w rodzaju encyklopedii tematycznej dla młodszego czytelnika. W domu był tylko drugi tom i nie mam pojęcia jak się u nas znalazł. Na szczęście w szkolnej bibliotece były pozostałe 3 grube tomy i co jakiś czas je wypożyczałem. Właściwie to te pozostałe tomy były dostępne tylko w czytelni, ale pani bibliotekarką widząc że się młody człowiek wiedzą interesuje pozwoliła mi je zabrać do domu :-). Fantastyczne lektura, odpowiadająca na wiele pytań związanych z fizyką, chemią (dlaczego ogień płonie itp) historią. Książka do której wielokrotnie wracałem i zaszczepiła we mnie miłość do przedmiotów ścisłych i literatury popularnonaukowej, podejrzewam że większość miłośników programu „Sonda” również tę książkę kojarzy.

Przygody z Machefim – Włodzimierz Wajnert
To również książka, która uruchamia wyobraźnię, sieje głód odkrywcy, poszukiwacza, chemika i ukierunkowuje na zrozumienie nauk ścisłych. Machefi to imię głównego bohatera, łapiecie, MA-CHE-FI (MA-tematyka, CHE-mia, FI-zyka). Sama książka to zbiór krótkich historyjek (ilustrowanych chyba przez Szarlotę Pawel – ta od Jonki, Jonka i Kleksa) których bohaterowie mają jakiś kłopot. Ale na szczęście przychodzi im z pomocą wiedza, niepodważalne prawa fizyki i matematyki. Dzięki poszczególnych rozdziało łatwiej nam będzie zrozumieć jak szyfrować tajne wiadomości do kumpli z podwórka, jak przesunąć ciężką łódkę mając tylko jeden punkt zaczepienia i kawałek liny oraz dlaczego nie da się oddychać pod wodą przez 2 metrową rurkę 🙂 Tę książeczkę wertowałem wielokrotnie począwszy od drugiej klasy podstawówki.

Władca Pierścieni – J.R.R. Tolkien
Tej książki nie trzeba specjalnie przedstawiać. Przeczytałem ją pierwszy raz chyba w trzeciej klasie podstawówki (w przekładzie Marii Skibniewskiej). Nie mam pojęcia dlaczego wybrałem ten tytuł, wyprosiłem mamę o pieniądze na zakup i zabrałem całe trzy tomy ze sobą na wakacje. Od tamtego czasu raz na dwa lata wracałem do Śródziemia i już od pierwszego przeczytania marzyłem aby dożyć kiedyś ekranizacji tej powieści. Ta książka chyba też zapoczątkowała dalsze lektury związane z fantastyką, nie jestem w stanie przypomnieć sobie wcześniejszych książek. Po latach trochę żałuję, że większość młodych ludzi pierwszy swój kontakt ze Śródziemiem będzie miało przez wizję Petera Jacksona, jednak tradycyjna droga „najpierw książka potem film” jest tutaj lepsza. Cieszę się za to, że mimo takich planów, książka nie weszła do listy obowiązkowych lektur szkolnych – po co zmuszać dzieciaki…

Manitou – Graham Masterton
He, he horror – czytadło mistrza gatunku. Przeczytałem tę książkę, kiedy na rynku zaczęły się pojawiać wydania z ładnymi okładkami, zabawą z wypukłym drukiem, tłoczeniem itp – pamiętam, że pierwszy rzut horrorów z wydawnictwa Amber to był właśnie „Manitou” Mastertona, „Jonasz” Jamesa Herberta… i jeszcze coś, czego tytułu nie mogę sobie przypomnieć – ale miałem wszystkie trzy. Od Manitou zacząłem regularnie czytać horrory, dla 11-12 letniego chłopaka nie bez znaczenia był również fakt, że w „Manitou” i kolejnych horrorach Grahama Mastertona była zawsze jedna porządna scena seksu… a w domu nie było książki Wisłockiej 🙂

W Krainie Gryfitów – legendy i baśnie pomorza zachodniego
Wow, to jest hicior, książkę dostałem chyba od jednej z ciotek przy okazji „ten Maciek lubi czytać to damy mu taką grubą” :-). Ale to był strzał w dziesiątkę, gruba kniga, w której znajdowało się mnóstwo legend związanych z Pomorzem Zachodnim, niektóre były naprawdę straszne (duchy, obcięte nogi, bagna, wilki), sporo z tych opowieści to niezłe scenariusze do sesji gier fabularnych czy dzisiejszych horrorów. Można się wystraszyć, fantastyczny, obszerny i unikalny już dzisiaj zbiór pomorskich legend. Tim Burton miałby tutaj niezłe źródło inspiracji.

Uczniowie Spartakusa – Halina Rudnicka
Nie wiem dlaczego ta książka się tu znalazła, ale utkwiła mi w pamięci i przeczytałem ją ze cztery razy. Przyjemna książka przygodowa – bunt Spartakusa widziany oczami młodego niewolnika. Była również lekturą szkolną, ale ja miałem ją już „zaliczoną” ze dwa lata wcześniej zanim zaczęliśmy ją omawiać. Czekałem, kiedy nadejdzie moment omawiania tej książki w szkole, bo przecież znałem ją doskonale… i do jasnej cholery akurat wtedy byłem chory 🙂

Misery – Stephen King
Prawdopodobnie od tej książki Stephena Kinga pokochałem wszelkie niestandardowe rozwiązania 🙂 King jak to King, trzyma klasę – umiejętnie potrafił opisywać przez dziesiątki stron sytuację w której niewiele tak naprawdę się dzieje. W wyniku nieszczęśliwego zbiegu okoliczności, popularny pisarz ulega wypadkowi i zostaje uwięziony przez swoją psychopatyczną czytelniczkę w domku na odludziu. Jego wybawczyni jeszcze nie wie, że w swojej najnowszej powieści pisarz uśmiercił jej ukochaną bohaterkę… Ale wkrótce się dowie 🙂

Dlaczego miłość do niestandardu? Wydanie które miałem miało cudowny smaczek. W książce pojawiają się fragmenty książki – w końcu bohaterem jest pisarz. Książka pisana była na starej maszynie, w której literka „n” się nie odbijała, więc autor musiał ręcznie dopisywać wszystkie litery „n” w tekście. I tak właśnie było w druku – wszystkie brakujące litery były wydrukowane „pisaną” czcionką 🙂 Super pomysł wydawcy, nie wiem czy też mieliście takie wydanie.

Opiekunowie – Dean Koontz
Był kiedyś taki magazyn literacki Fenix i tam ktoś chyba rekomendował, żeby Konntza zacząć czytać od „Opiekunów”, no to spróbowałem. Fantastyczna książka, chociaż streszczenie banalne – z tajnego laboratorium zajmującego się eksperymentami genetycznymi uciekają dwa „produkty” – inteligentny pies oraz potwór-maszyna do zabijania, która ma jeden cel w życiu – zabić psa. Nie zrażajcie się tym kiepskim streszczeniem, książka jest fantastycznie napisana, jest akcja, tajemnica, ale też sporo wzruszeń (miłośnicy psów będą zachwyceni). Koontz potrafi bardzo przyjemnie prowadzić fabułę i pięknie rozwijać akcję – bardzo mi odpowiada jego styl, chociaż miał okrutnego pecha do ekranizacji – większość z nich to były niskobudżetowe gnioty. Dlatego przegrał z Kingiem. Z „Opiekunami” miałem okrutnego pecha, przeczytałem ją praktycznie w jeden dzień… zostawiając sobie ostatnie rozdziały na wieczór. Zrobiłem sobie klimat, łóżeczko, lampka, herbatka… i po kilkunastu stronach, kiedy już wszystko miało się rozstrzygnąć okazało się, że przez jakiś błąd drukarski w książce brakuje około 20 stron! A to była sobota wieczór, w niedziele wszystkie księgarnie zamknięte. W poniedziałek pobiegłem szybko do sklepu wymienić książkę… okazało się, że to był ostatni egzemplarz – nie dało się wymienić, zwrócili mi pieniądze. Odwiedziłem wtedy wszystkie koszalińskie księgarnie, w żadnej nie było „Opiekunów”, dopiero po kilku dniach odebrałem zamówiony egzemplarz i doczytałem finałowe sceny. Tylko prawdziwy miłośnik thrillerów jest w stanie zrozumieć moje męki 🙂

Tajemnica zielonej pieczęci – Hanna Ożogowska, Wakacje z duchami i inne książki Adama Bahdaja, Pan Samochodzik i Templariusze i inne „Samochodziki” Zbigniewa Nienackiego

Te książki wrzucam do jednego wspólnego worka ukochanych książek przygodowo-sensacyjnych. To te tytuły spowodowały, że uwielbiam czytanie książek, spowodowały że uwielbiam czytać kryminały, thrillery, to ta sama kategoria co filmy z Indiana Jonesem czy Goonies – kultowa i niepodważalna klasyka. Czy dzisiaj dzieciaki czytają Pana Samochodzika, Wakacje z duchami?

Alicja w Krainie czarów – Lewis Carrol
Z Alicją miałem problem, nie spodobała mi się za pierwszym razem, zirytowała, ale została na długo w pamięci. Często potem klimat tej książki wracał do mnie, nałożyła się też na to jakaś seria dobranocek o przygodach Alicji i różne ilustracje, ekranizacje. Potem, dorastając widziałem w innych książkach, historiach, filmach sporo odwołań do dzieła Lewisa Carrola – i wróciłem do niej po raz kolejny, tym razem już więcej rozumiejąc. Hmm, może to była pierwsza fantastyczna książka jaką przeczytałem…

A ponieważ po odhaczeniu swojej listy mogę wskazać kolejne osoby, to bardzo jestem ciekaw, jakie tytuły ukształtowały zwoje mózgowe Natalii Hatalskiej, Radka Kotarskiego, Adama Przeździęka, Jacka KotarbińskiegoKuby Górnickiego 🙂 Macie 365 dni albo stawiacie piwo 🙂

  • ee, przeedytowałem i wkleiłem cały wpis, wszystkie historyjki są tutaj

  • Maciek Budzich wyznaczyles mnie dzis razem z Joanna Czerska-Thomas 🙂 coz za wysyp urodzaju :)))

  • Przygody z Machefim <3

  • tl;dr 🙂

  • Maciek Budzich benchmarkuje Twoj pomysl z krotka lista i historyjkami 🙂

  • Maciek, dziękuję Ci za przypomnienie MaCheFiego, którego czytałem do poduszki, gdy urzędowałem u Babci w wakacje. Niesamowicie napisana, wciągająca i w wieku cielęcym – idealna do wzbudzania ciekawości świata i łamania sobie głowy 🙂

    • no MaCheFi to mistrzostwo, chociaż ja miałem wersje z czerwoną okładką 🙂

    • Zamówiłem właśnie na Allegro, tę edycję z czerwoną okładką, niebieskiej zupełnie nie kojarzę.

  • Bardzo fajny łańcuszek przyznam, o wiele lepszy niż te kubły z wodą – może nawet pomyślę o swojej liście.

  • A propos „Manitou” i wypukłych fontów – nie chodziło przypadkiem o „Dżina”, też Mastertona? 🙂
    Czytało się…

    • Marcin! Dokładnie tak, to był „Dżin” – zupełnie mi to wypadło z głowy, ale jak tylko wygooglałem okładkę, to wszystko mi się przypomniało 🙂 Dzięki

  • gareet

    Super pomysł, chyba jedyny ciekawy łańcuszek

  • Łańcuszków mam dość, chociaż ten akurat fajny. Ciekawe tylko, kto pisze szczerze te swoje książki, bo na razie to widzę, że wszyscy moi znajomi tylko ambitną literaturę czytają;-)

  • Robert Narol

    „Uczniowie Spartakusa”! Że też to jeszcze ktoś pamięta 😉 Mój number 2 zaraz po „Chłopcach z Placu Broni” jeśli chodzi o wczesnoszkolne lektury

  • Grubik

    Do przeczytania „Misery”, „Manitou” i „Opiekunowie” zachęciłeś mnie Ty pożyczając mi je;) Przeczytałem wszystkie King’i, Koontz’e i Masterton’y z Twojej biblioteczki. Do dziś czytam każdą książkę Koontz’a i King’a jaka wyjdzie.

    Za swojej strony do tej listy bym dodał „Przygody Tomka Wilmowskiego” szczególnie „Tomek na wojennej ścieżce”, trylogię „trzej muszkieterowie” gdzie ostatnią część „Wicehrabia de Bragelonne” szukałem prawie rok a gdy w końcu się do niej dorwałem skończyłem czytać o 4 w nocy a na 8 rano do szkoły oraz trylogię „Złoto Gór Czarnych”, którą niedawno skończyłem czytać po raz enty.

    Dziwi mnie że nie umieściłeś na swojej liście „Przygody Mikołajka”. Do dziś pamiętam jak bibliotekarka próbowała kilkanaście razy mnie uciszyć bo wręcz płakałem ze śmiechu czytając ją, aż w końcu się poddała i pozwoliła mi ją zabrać do domu 🙂

    p.s. „Przygody z Machefim” miałem w czerwonej okładce.

    • Ha, ha – siema Michał!!! No tak – Mastertony się czytało…
      Mikołajek był oczywiście na ścisłej liście, ale tak pomyślałem, że Mikołajka zna dużo osób i musiałbym wywalić Uczniów Spartakusa – a akurat miałem do tego tytułu sentyment. W każdym razie z pewnością Mikołajek ma swoje zasłużone miejsce.
      Tomek mi się bardzo podobał, pamiętam też trzy tomy Złota Gór Czarnych – ale jakoś mam mniejszą ochotę wrócić do tych książek.
      Machefiego kupiłem właśnie na allegro – leży obok mnie, kolejne tytuły z tej listy też będę zamawiał 🙂

  • Ja generalnie miałem awersję do książek. Przyznaję. Dopiero jako dorosły człowiek zacząłem czytać książki, a ta która wywarła na mnie największy wpływ, to była książka ” Maximum Osiągnięć” Briana Tracy. Do dziś jest moją ulubioną pozycją chociaż przeczytałem sporo więcej książek od tego czasu.
    Żałuję jednak, że tak późno odkryłem magię czytania książek.

  • Opiekunowie – Dean Koontz – Twoja rekomendacja mnie najbardziej przekonała, mam w planie przeczytać, z mojej strony polece biografie „Prawdziwy Gangster’ Whrite’a Evans’a

  • Zgadzam się co do Władcy Pierścieni!!!

  • Janka

    Wow, Władca Pierścieni w 3 klasie podstawówki?..szacun:D