Krzysztof Gonciarz o Vlogersach i video w sieci

poprzednim wpisie poruszałem temat związany z programami typu talk-show w internecie. Pozostając w temacie video w internecie, tym razem zapraszam do zgłębienia tematów vlogów, a właściwie Vlogersów – nowego projektu na serwisie YouTube uruchomionego właśnie przez Krzysztofa Gonciarza, z którym miałem okazję podyskutować za pomocą telełącza i klawiatury 🙂

Krzysztof Gonciarz (ur. 1985) – dziennikarz internetowy od 12 lat związany z branżą gier wideo, od 4 lat główny producent telewizji internetowej tvgry.pl (będącej własnością GRY-OnLine.pl). Na YouTube znany z kanałów Wybuchające Beczki oraz TheBeeczka. Autor książek „Wybuchające Beczki: Zrozumieć gry wideo” oraz „WEBSHOWS: Sekrety wideo w Internecie” (premiera: lato 2012). Szczyci się tym, że potrafi tego samego dnia poprowadzić wykład na uczelni i nagrywać wygłupy w Internecie.

Lista vlogerów zaangażowanych w projekt Vlogersi:
www.youtube.com/wybuchajacebeczki
www.youtube.com/VlogMateusz
www.youtube.com/mmmcbl
www.youtube.com/PoCzytajMy
www.youtube.com/zimnykuba
… i kolejni, którzy zostaną ujawnieni niebawem!

Maciej Budzich: Twój projekt właśnie wystartował. Na kanale Vlogersi pojawiają się kolejni vlogerzy. Jaka jest idea tego pomysłu, przecież każdy z zaproszonych vlogerów ma swój własny kanał i swoją publiczność – „Jeden, by wszystkimi rządzić, jeden, by wszystkie odnaleźć, Jeden, by wszystkie zgromadzić i w ciemności związać.”?

Krzysztof Gonciarz: Vlogersi.com to projekt o dwóch twarzach. Z jednej strony jest wspólny kanał – miejsce, gdzie widzowie znajdować będą coraz więcej ciekawych vlogów i poznawać nowe, interesujące osoby. Z drugiej strony jest zaplecze: „grupa wsparcia”, w której początkujący vloger może dostać know-how od bardziej doświadczonych kolegów. Szkoleniowy aspekt projektu jest dla mnie najważniejszy – badamy potrzeby początkujących twórców internetowego video i szukamy sposobów, by ułatwić im wzrost.

Maciej Budzich: Mniej więcej w tym samym momencie, kiedy zapowiedziałeś start z Vlogersów, została zawieszona podobna inicjatywa – kanał Collabpl, który właściwie miał polegać na podobnej zasadzie (może bez nacisku na edukację). Nie znam dokładnych przyczyn zawieszenia tego projektu, są głosy, że to po prostu fochy uczestników lub właściciela kanału, kłótnia o kasę, której nie było, czy też niechęć vlogerów do mówienia na narzucony temat według określonego harmonogramu. Odnosząc się do moich doświadczeń jako bloger, jestem przekonany, że vlogerzy to jeszcze bardziej wrażliwi ludzie jeśli chodzi o niezależność, jeszcze bardziej emocjonalni (w końcu pokazują siebie, wnętrze swojego domu). Nie czujesz tutaj zagrożenia dla powodzenia projektu? Że będzie spora rotacja, albo po „przejęciu” widzów od popularnego na YT Gonciarza sami będą klonowali kolejne pomysły. Wizja zyskania sławy i „subów” pozwala im na chwilę przymknąć oko na robienie filmów nie na swój kanał?

Krzysztof Gonciarz: Nie widzę tutaj układu „vlogersi kontra vlogerzy”, ani konkurencji między kanałem „zbiorczym” a kanałami poszczególnych osób. Celem, który obejmujemy, jest znajdowanie nowych talentów i ułatwianie im rozwoju, przy jednoczesnym zapewnianiu widzom rozrywki. To nie jest model biznesowy, ale eksperyment na żywym organizmie. Nie patrzę na ten proces w kategoriach przekierowywania ruchu z jednego kanału na drugi – bo chcę, żebyśmy byli w stanie dać vlogerom przede wszystkim „niepoliczalne” korzyści. Jestem bardziej vlogerem/osobą kreatywną niż organizatorem/przedsiębiorcą, więc wiem jakich swobód oczekują ludzie nadający na tych falach. Nie będziemy robić żadnej formalnej „redakcji”.

Maciej Budzich: Ale chcesz czy nie, model biznesowy u vlogerów będzie się coraz częściej pojawiał. Zresztą temat „zarabiania” i „sprzedawania” się funkcjonuje w polskiej vlogosferze już od jakiegoś czasu i jest często zarzewiem konfliktów, zaglądania do kieszeni i takim polskim piekiełkiem znanym z innych sfer życia. Z biegiem czasu część vlogerów będzie musiała zmierzyć się z tym problemem – zarabiania na swojej pasji (moim zdaniem najpiękniejsza rzecz na świecie) a „hejtem” widzów i innych vlogerów. Zresztą coraz mocniej widać to już teraz, coraz częściej spotykam się z komentarzami „kiedyś moje filmiki były na głównej, a teraz to tylko ci spamerzy Rock i Rojo i cała sitwa od Agory”. Vlogersi to moim zdaniem świetna inicjatywa, taka szkółka (no dobra, uniwersytet) edukujący blogerów, ale i tak zaraz spotka się z tymi samymi problemami i wspomnianym „polskim piekiełkiem” co inne kanały.

Krzysztof Gonciarz: Włodek Markowicz z Lekko Stronniczych powiedział kiedyś w wywiadzie dla Pressa, że wyświetlenia w YouTube to w Polsce nie jest model biznesowy – i taka prawda, stawki są zbyt niskie a wartości zbyt małe. Monetyzowanie działalności vlogerów czy nawet autorów webshows to rozległy temat ale nie na nim koncentruję się przy „vlogersach”. W tym względzie ciekawsze rzeczy dzieją się np. na tworzonym przeze mnie we współpracy z istv.pl kanale TheBeeczka.

Maciej Budzich: Wyświetlenia na Yotutube w Polsce nigdy nie będą modelem biznesowym (ok, dla bardzo nielicznych), ale patrząc na młody wiek vlogerów mam wrażenie, że 1000 zł przychodu z reklam YouTube to już złapanie boga za nogi. Ale rozumiem, że nie zarabianie na vlogach będzie celem Vlogersów… chociaż vlogerzy cały czas pytają się „jak się wybić na YouTube” :-).

Krzysztof Gonciarz: Pewnie, każdy mówi że stawki niskie, ale tak naprawdę ogromny rozwój polskiej vlogosfery po uruchomieniu w Polsce programu partnerskiego to nie przypadek. Nie możemy jednak wrzucać do jednego worka nastoletniego vlogera z własnym kanałem oraz np. tego, co na YouTube robi Wirtualna Polska (a przecież też ma po prostu „kanał”).

Maciej Budzich: Jak sobie wyobrażasz Vlogersów za pół roku?

Krzysztof Gonciarz: Chciałbym, żeby ten projekt stał się miejscem, do którego przychodzisz z dobrymi chęciami i pomysłem – i znajdujesz środowisko, które ułatwi ci pracę. Będziemy systematycznie poszerzać grono autorów, zobaczymy jak będzie reagować publiczność. Jestem zwolennikiem takiego „minecraftowego” modelu prowadzenia projektów w Internecie – wypuścić wczesną betę i kształtować ją pod potrzeby użytkowników 🙂

Najbardziej zależy mi na współpracy z młodymi i początkującymi autorami. Nie do wiary, ilu jest obiecujących autorów, których średnia oglądalność to 200-300 odsłon, a subskrybentów mają poniżej 50. Oni są najważniejsi dla tego projektu – więc raczej nie będzie u nas znanych i popularnych już YouTuberów, chyba że przy jakiejś specjalnej okazji.

Maciej Budzich: Zapraszasz każdego, kto chce się podzielić swoimi doświadczeniami, czy też poszukiwaniami w temacie vlogowania? Jakie kryteria trzeba spełnić aby dołączyć do Vlogersów? Idol, X-Factor czy Mam Talent?

Krzysztof Gonciarz: W tym momencie w projekt angażujemy autorów, którzy są w stanie samodzielnie produkować materiały i posiadają już swoje vlogi. Docelowo chciałbym poszerzyć działalność o ludzi, którzy mają „tylko” potencjał – każdy z nas zna przecież tych kilka osób, których vlogi chętnie byśmy oglądali. Ale albo tym osobom się nie chce, albo nie mają śmiałości, albo nie wierzą jak tę kwestię ugryźć. Rozwój vlogosfery da się przyspieszyć, w ramach vlogersów będziemy szukać na to skutecznych sposobów.

Swoją drogą często mam takie wrażenie, że niemal każdy polski vloger (w odróżnieniu od autorów webshows) musi być od razu jakimś wielkim ewangelistą vlogów jako formuły treści w internecie: bo zamiast słyszeć uwagi na temat swojej pracy, słyszy krytykę pod adresem samego faktu robienia vloga. Trochę tak, jak o dziennikarzach internetowych czy blogerach pisało się, kiedy media papierowe były jedynymi słusznymi nośnikami opinii (nowa, „niższa” forma przekazu, pójście na łatwiznę itp.). Czas już założyć, że vlogi są, mają się dobrze, będą się rozwijać – i szukać dróg tego rozwoju.

Maciej Budzich: Czy tak widzisz typową ścieżkę ewolucji vlogera (vlog >> show)?
– najpierw oglądanie, subskrybowanie, komentowanie innych vlogów;
– potem pierwszy vlog, często nagrany kamerką z laptopa;
– kolejne vlogi, podnoszenia jakości, lepsza kamera, mikrofon, oświetlenia, dbanie o formę;
– lepszy montaż, własna czołówka, fanpage, spotkania z „moimi fanami”;
– i nagle mamy profesjonalnego twórcę show, z własną publicznością, własnym medium i potencjałem, który w przyszłości będzie mógł śmiało konkurować z tym co serwuje nam telewizja.

Krzysztof Gonciarz: Wielu twórców przechodzi taką drogę, ale myślę że ten proces można w wielu punktach kwestionować. Dużo ludzi uważa – a ja wciąż się nie mogę co do tego zdecydować – że podnoszenie „production value” (lepszy aparat, mikrofon, realizacja zmierzająca do telewizyjnych standardów) zabija autentyczność przekazu, i że vlogi powinny być czymś więcej niż po prostu poczekalnią dla przyszłych osobowości telewizyjnych. Lubię eksperymentować na tym polu: czasami kręcę vlogi „profesjonalnie”, czasami telefonem. Badam jak ludzie reagują, zwłaszcza pod kątem „docieralności” przekazu. Nie wchodząc w szczegóły – okazuje się, że „telewizyjność” wcale nie jest jedyną słuszną drogą.

Maciej Budzich: Podobnie mylnie wciąż uważa się, że blogerzy to tacy niespełnienii dziennikarze 🙂 i blog to szkółka, przed pracą w redakcji.

Krzysztof Gonciarz: Związek „osobowości internetowych” z telewizją to faktycznie podobny układ. Wiele gwiazd telewizyjnych nie odnalazłoby się w sieci – sam pisałeś ostatnio artykuł o próbach stworzenia w Polsce youtube’owego talk-show, przy których widać brak skutecznego wykorzystania kanałów komunikacyjnych jakie daje Internet. Oczywiście to działa też w drugą stronę: radząc sobie w Internecie łatwo odnieść wrażenie, że świat telewizji stoi otworem. Tymczasem to zupełnie różne światy.

Ciekawostka – kiedyś jako tvgry.pl prowadziliśmy nocną premierę Call of Duty na żywo dla pewnej stacji telewizyjnej. Mieliśmy wóz transmisyjny, liczną ekipę, sprzęt warty jakieś bazyliony. Kompletnie obce środowisko pracy dla ludzi „z Internetu”. Program okazał się być jedną z najsłabiej oglądanych rzeczy, pod jakimi się podpisałem przez ostatnie lata – a dla wspomnianej stacji i tak był sukcesem oglądalnościowym. To są naprawdę różne światy.

Maciej Budzich: Czego przede wszystkim powinni nauczyć się polscy vlogerzy. Czego im brakuje w porównaniu do anglojęzycznych produkcji?

Krzysztof Gonciarz: „Jesteś gorszy niż anglojęzyczni” to zarzut, który każdy polski vloger słyszy przez całe życie. Widmo mitycznej zagranicy wisi nad każdym twórcą sieciowego video – i niech wisi, ale też nie dajmy się zwariować. Działamy w innym środowisku: potencjalnych widzów jest nieporównywalnie mniej, ale z drugiej strony konkurencja jest póki co dużo mniejsza. Polskie video w Internecie musi dojrzeć po swojemu, nie idąc ślepo torem wytyczonym przez USA.

Maciej Budzich: Ile czasu spędzasz oglądając YouTube? Subksrybujesz dużo kanałów? Jak to procentowo wygląda polskie kanały/zagraniczne.

Sieciowe video to moja praca od 4 lat, więc myślę że mam za sobą setki, może tysiące godzin gapienia się w okienko playera. Od pewnego czasu oglądam głównie polskich twórców, bo chcę ogarniać co się u nas dzieje w tym temacie – no a oczywiście w związku z vlogersami wciąż poszukuję nowych talentów. Zresztą vlogersi to nie wszystko: w ramach tvgry.pl uruchomiliśmy ostatnio projekt GeeksUtd, w ramach którego znani z YouTube’a gracze mogą pojawić się w naszej ramówce.

Moim YouTube’owym idolem jest Dem. Polecam go każdemu. I mam nadzieję, że kiedyś zrobimy coś razem.

Maciej Budzich: Dzięki za rozmowę.