2

Long take scene w horrorze Netflixa

Uwielbiam takie filmowe akcje i chyba zacznę wierzyć w telepatię, bo kiedy zacząłem pisać ten tekst Netflix wrzucił właśnie „making of” na swój kanał z filmu The Haunting of Hill House. To taki nienajgorszy horror, polecam (dałem 8/10) odrobinę przydługi jak na 10 odcinków, spokojnie wyszłoby z tego 7 bardziej dynamicznych. Ale polecam dotrwać do końca, ponieważ w drugiej połowie sezonu historia zaczyna świetnie skręcać. Ale nie o serialu miał być ten wpis ale o konkretnym odcinku – szóstym pt. „Two Storms”, a raczej mistrzowskiej metodzie jego realizacji. Kto oglądał już serial, polecam wrócić do tego odcinka jeśli przegapiliście, kto nie oglądał – polecam cały serial – na jesienne wieczory w ciemnym pokoju idealny 🙂

Co mnie zachwyciło w szóstym odcinku historii o nawiedzonym domu? To co uwielbiam w kinie, czyli długie ujęcia, całe sceny kręcone bez cięcia. O ile dobrze się przypatrzyłem i nie dałem się nabrać na żadne realizatorskie sztuczki, to pierwsze cięcie następuje dopiero w 15 minucie, potem przejście do następnej sceny, też długiej i tak mamy prawie cały odcinek, 50 minut oparty tylko na 5 cięciach aby na ostatnie 5 minut wrócić do normalnego temat opowiadania historii. Żadnych rozbuchanych efektów specjalnych i komputerowych sztuczek jak w genialnej „Grawitacji” – po prostu choreografia, praca kamery, operatora, zabawa ostrością, źródłami świata – do tego sceny z dziećmi. Majstersztyk!

Tym którzy nie widzieli serialu polecam trailer:

 

A tym, którzy już mają go za sobą – krótki (szkoda, że tak oszczędny w pokazywaniu warsztatu) making of właśnie tego, szóstego odcinka.

I na deser kilka moich ulubionych „długich scen”.

Comments 2

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *