2

Internetowa pomoc dla animatora Reksia – ostrożne WOW!

Pewnie tak jak ja jesteście pod wrażeniem efektów zbiórki pieniędzy dla Mariana Wantoły – jednego z animatorów kultowych dobranocek pt. „Reksio” i „Bolek i Lolek”. Podawać ilości zebranych pieniędzy nie ma sensu, ponieważ z każdym odświeżeniem strony indiegogo licznik się zmienia a kwota stale rośnie. W ciągu 24 godzin planowany cel 10 tysięcy dolarów został osiągnięty, a kiedy czytacie ten tekst, prawdopodobnie został już co najmniej dwukrotnie przekroczony.

To oczywiście miłe uczucie móc osobiście odwdzięczyć się panu Marianowi za tyle lat radości (sam wychowałem się na Reksiu i przygodach Bolka i Lolka) – dobrze jest też wiedzieć, że nasza pomoc trafia w ręce konkretnego człowieka. W ciągu kilku najbliższych dni media będą informowały o tym, że „internauci” (moje ulubione słowo, internauci, czyli kto?) pomogli, zebrali pieniądze.

Jest przy całej tej pozytywnej w swoim wydźwięku akcji jednak kilka kwestii na które chciałbym zwrócić Waszą uwagę. Daleki jestem od krytykowania całej inicjatywy, wręcz przeciwnie, sam ją chętnie wsparłem – ale wraz z sukcesami i popularnością takich form pomocy warto pamiętać o kilku rzeczach.

Impuls
Jeśli ktoś zna procedury zakładania zbiórki pieniędzy na indiegogo i przejdzie pomyślnie weryfikację to taką akcję może zainicjować bardzo szybko. Jest co prawda polski odpowiednik SiePomaga.pl, ale tam procedury i weryfikacja trwa znacznie dłużej. Poza tym, polski serwis funkcjonuje w ramach polskiego prawa, indiegogo zupełnie poza – więc prywatna osoba może zorganizować publiczną zbiórkę pieniędzy właściwie pod wpływem impulsu. I tak było w przypadku akcji dla pana Wantoły. A impulsem był reportaż telewizyjny – odpowiednio zmontowany, nie wiemy tak naprawdę kiedy nagrany. A przecież ogólnie wiadomo, że „telewizja kłamie!” – czy w tym przypadku również? Nie poddaje w wątpliwość zamiarów inicjatorów akcji czy szlachetnych pobudek – zwracam tylko uwagę na samo zjawisko. Czy inicjatorzy akcji i wspierający jak i wpłacający pieniądze zadali sobie trud zweryfikowania obecnej sytuacji pana Wantoły? Pewnie jak wielu innych, ja również tego nie zrobiłem – po prostu zaufałem i wpłaciłem pieniądze.

Kto jest „winien”?
Społeczeństwo dowiedziało się o trudnej sytuacji legendarnego rysownika dzięki programowi telewizji publicznej Sprawa dla reportera. Swoją drogą – piękny symbol, jeden z najstarszych, emitowanych do tej pory programów w TVP (stare media) nakręcił jedną z najciekawszych internetowych akcji ostatnich miesięcy (nowe media) Ale aktywna społeczność internetowa nie dowiedziałaby się o całej sprawie gdyby ktoś nie wrzucił fragmentu tego programu na serwis YouTube. Z punktu widzenia YouTube, ten materiał nie powinien tam się znaleźć, autor nie ma do niego prawa i każdej chwili, zgodnie z regulaminem serwisu lub na wniosek TVP, właściciela praw autorskich film może być usunięty. W czyim interesie będzie działa Telewizja Polska wysyłając żądania usunięcia tego programu do serwisu YouTube? Swoim, naszym (publiczna!) pana Wantoły czy przeciwko YT, bo przecież amerykański prywatny serwis korzysta na popularności materiałów video.

Ten „kradziony” materiał tak naprawdę uwiarygodnił całą sprawę i był głównym impulsem wpłat pieniędzy. Spróbujcie odnaleźć zapis tego programu na stronach TVP. Nie jest to łatwe, ale możliwe. No to spróbujcie obejrzeć. Jeśli nie korzystaliście do tej pory z tego serwisu prawdopodobnie musicie zainstalować specjalną wtyczkę do przeglądarki, o obejrzeniu na urządzeniach mobilnych możecie zapomnieć. No i dostaniecie do obejrzenia cały program, a interesuje Was tylko ten fragment poświęcony Marianowi Wantole. Jest więc tutaj mnóstwo przeszkód, aby oryginalny materiał mógł szybko i łatwo rozprzestrzeniać się po sieci. Właściwe na chwilę obecną nie jest to możliwe. Wszystkie serwisy internetowe, blogi pisząc o akcji pomocy dla pana Mariana posługiwały się również „kradzionym” materiałem. Kradniemy więc i rozpowszechniamy dalej w imię ważniejszego celu.

Efekty
Zebrane pieniądze po odliczeniu prowizji serwisu zostaną przekazane bezpośrednio panu Wantole. Pomijając procedury o ew. kłopoty prawne, jest jeszcze sprawa kontroli – czy inicjatorzy takiego społecznościowego zrywu są w stanie monitorować czy pieniądze są faktycznie wydawane na pomoc dla pana Mariana? To starszy, poczciwy człowiek, z pewnością nie będzie sam zarządzał taką ilością pieniędzy – ktoś to będzie musiał zrobić za niego. Kto?

Porażką zakończyła się podobna akcja sprzed kilku tygodni, zainicjowana przez KolorowyVlog – młodego, niepełnoletniego vlogera, który postanowił pomóc bezdomnemu „Jasiowi” (również za pomocą serwisu indiegogo). Film, który nakręcił całą akcję został obejrzany ponad 300 tysięcy razy (niestety autor usunął film, więc linkuję do jednego z artykułów, tam możecie go obejrzeć). Akcja trafiła na Wykop, poruszyła wielu internautów, sam a film swoim zasięgiem mógłby zawstydzić niejedną agencję reklamową, która swoje o wiele mniejsze wyniki zgłasza do nagród branżowych. W kwestiach prawnych (konto, weryfikacja) pomagała młodemu vlogerowi jego mama, a cała historia zakończyła się niestety tak:

Czy w przypadku pomocy dla Mariana Wantoły zebrane pieniądze faktycznie zostaną wykorzystanie zgodnie z przeznaczeniem. Mam nadzieję że tak. Ale gdyby podobny internetowy zryw nastąpił kilkanaście miesięcy wcześniej na pomoc np. na Wioletty Villas to jako wpłacający bylibyście pewni, że pieniądze dotrą tam, gdzie faktycznie mają dotrzeć?

Jest przy całej tej pozytywnej sytuacji jeszcze kilka rzeczy, które warto mieć z tyłu głowy – bo z pewnością to nie ostatnia tego typu akcja. Jako bloger, który uczestniczył i obserwował wiele tego typu przykładów pospolitego ruszenia jestem jak najbardziej za tym, aby takie akcje można było inicjować łatwo i szybko. Aby mógł taki ruch wykonać każdy internauta, który poczuję taką potrzebę i będzie potrafił przekonać do tego inne osoby. Mam jednak obawy, że wkrótce nastąpi jakiś smutny przypadek, który skończy się nagłówkami „tysiące internautów oszukanych przez…” i cały fun, zaufanie i możliwość pomagania i realnego wpływania na świat za pomocą kilku kliknięć legnie w gruzach.

  • kuba

    Mam nadzieje, że zrobi coś fajnego dla siebie. Chociaż takiemu człowiekowi najwieksza radość może zrobić przekazanie np wnuczkowi. To dobry człowiek jest i uczciwie podano w akcji informację, że Pan Marian może zrobić co tyko chce.

  • Rany, ale nie porównujmy Pana Wantoły do bezdomnego Jacka (znanego jako "Jasiu"). Raczej priorytety i potrzeby zdecydowanie inne w przypadku każdego z nich. Coś mi się nie wydaje aby pan Wantoła się schlał za otrzymane pieniądze ani kupił Ferrari swoim wnukom. Choć jeżeli nawet kupi to będzie to złe?