1

Carnival Row czyli Orlando Bloom w Narnii stylizowanej na Londyn z XIX wieku (wrażenia po 4 odcinkach)

Po trailerze Carnival Row nie do końca wiedziałem czego się spodziewać, chociaż nabrałem ochoty, ponieważ lubię taką estetykę. Dostajemy niby trochę klimatu Taboo, Olivera Twista ale i niestety czasem chwyty z Belle Epoque. No sorry, tak mi się skojarzyło, może dlatego, że często pojawia się jedna miejscówka – tytułowa dzielnica Carnival Row i jakoś tak natrętnie eksploatowana. W Carnival Row potrafią przynajmniej ubrudzić okolice tak, żeby wyglądała wiarygodnie – w Belle Epoque na ulicach leżało świeże sianko 🙂 

Fabuła? Kryminalny wątek tajemniczych morderstw wśród skrzydlatych nimf osadzony w wariacji na temat  XIX wiecznego Londynu i miłość między gatunkami. Bo w świecie, który dostajemy ludzie i odmieńce (nimfy, wróżki, centaury) i relacje z nimi które mocno nawiązują do współczesnych niechęci do uchodźców. Jest też trochę wojny i jej okrucieństwa, podanej jednak w takiej lekko strawnej formie. Trochę brudu, trochę błota, dość jednowymiarowe postacie i historyjka, która już była wałkowana wiele razy, więc niewiele emocji, łatwa do przewidzenia. Do miksu „chcemy być jak Taboo, ale nie dajemy rady”, „mamy większe budżety niż Belle Epoque” i „ale mamy za to latające wróżki” jeszcze wjeżdżają wątki Zmierzchu (!) więc miks raczej dziwaczny niż fantastyczny. 

W bonusie – można się podszkolić jak wygląda seks ze skrzydlatą nimfą 🙂

Może dotrwam do końca (na szczęście tylko 8 odcinków) i coś mnie tam zaskoczy albo oczaruje. Na razie po 4 epizodach daję wymęczone 3/5. No brakuje mi tutaj czegoś, sami zdecydujecie. Z żalem, ale średnio polecam – może Wam bardziej podejdzie.

Dostępny od dzisiaj na Amazon Prime, od razu cały sezon.

Comments 1

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *