2

Bloceania – nowy twór w polskiej blogosferze podróżniczej

bloceania 01

W polskiej blogosferze podróżniczej pojawił się właśnie nowy podmiot, inicjatywa pięciu blogów podróżniczych – Bloceania. Długotrwałych, wspólnych kooperacji blogerskich nie ma na naszym rynku tak dużo – raczej są to krótkie, jedno co najwyżej kilkustrzałowe projekty. Zobaczymy jak na tym rynku poradzi sobie Bloceania, na tę okoliczność trójkę współzałożycieli tej inicjatywy – Anię Alboth, Marcina NowakaAndrzeja Budnika.

Maciek Budzich: Zacznijmy proszę od standardowego pytania lokalnego dziennikarza do słynnego zespołu koncertującego podczas dni miasta 🙂 Czym dokładnie jest Bloceania?

Ania Alboth bloceaniaAnia Alboth – dziennikarka prasowa, podróżniczka i koordynatorka najróżniejszych projektów mediowych. Współautorka bloga The family without borders, największego europejskiego bloga o rodzinnym podróżowaniu. Najbardziej lubi kontaktować ze sobą odpowiednich ludzi.

Ania Alboth: To piękna kraina:) Pięć wysp, pięć osób – kreatywna grupa twórców internetowych, która podróżuje, inspiruje, opowiada i też pomaga innym opowiadać. 5 równych części: Andrzej Budnik (współautor bloga LosWiaheros), Marcin Nowak (współautor bloga gdziewyjechać.pl), Ula Fiedorowicz (która stoi za blogiem The Adamant Wanderer), Michał Maj (z blogiem Życie jest piękne) i ja (współautorka The family without borders).

bloceania 02

bloceania 03

Marcin Nowak: Pierwsza taka inicjatywa międzyblogowa w Polsce specjalizująca się w podróżach i storytellingu.

Bloceania.pl – piękna nazwa, ciekawy projekt do… no właśnie – sposób na finansowanie blogerskich wakacji?

Andrzej Budnik: To bardziej wentyl, którym mają uchodzić kreatywne pomysły siedzące nam w głowie. My już tak dużo podróżujemy, że sam wyjazd na wakacje to dla nas za mało. Podróże chcemy wykorzystywać pełniej i przywozić z nich ciekawą treść. Poza tym od dawna się nawzajem obserwujemy i szanujemy, więc stwierdziliśmy, że warto robić coś razem, bo wtedy projekt z marką lub regionem może wyjść po prostu 5 razy lepiej.

Andrzej Budnik bloceaniaAndrzej Budnik – od zawsze związany z podróżami i Internetem. Współautor bloga LosWiaheros, który powstał zanim blogi były jeszcze popularne i modne. Licencjonowany pilot drona, fan fotografii lotniczej, gadżetów podróżniczych oraz pięknej natury.

Marcin: To chyba już ten etap. Duży ułamek swoich podróży już dawno finansujemy z wpływów blogowych. Chcieliśmy stworzyć „coś więcej”. Mamy rok 2016.

Obserwując polską blogosferę od wielu lat widzę pewną prawidłowość. Wspólnych, długotrwałych inicjatyw jest raczej niewiele. O ile z jednorazowymi akcjami, krótkimi strzałami nie ma problemu to zbudowanie długotrwałego projektu pośród blogerów – w końcu indywidualistów jest trudne. Startując ze wspólną inicjatywą poszliście na jakieś kompromisy? Co jest gwarancją, że Bloceania przetrwa dłużej niż jedną kampanię i pierwszą wypłatę?

Ania: Haaaa. Nawet sobie nie wyobrażasz, ile trwało docieranie indywidualności. Bardzo nam zależało od momentu dobierania składu, żeby każdy z nas miał doświadczenie w czymś trochę innym, ale przede wszystkim na tym, żebyśmy wszyscy blogosferę traktowali na serio, a siebie lubili i mieli podobne priorytety. My, w różnych składach, robiliśmy już inne kampanie razem, wiemy, jak to jest. W tym temacie po prostu dobrze się rozumiemy.

Marcin: Tak może być, jeśli blog jest tworem nastawionym na zysk/zarobek. Gdy jest to wciąż “coś drugiego” nie ma takiego problemu. To wcale nie gryzie się z tym, że swoje blogowanie traktujemy bardzo profesjonalnie. Czujemy się teamem kreatywnym świetnie obeznanym w naszej tematyce, a nie czymś w rodzaju agencji. To zbyt formalne. Uważamy, że jest dobry czas na projekty wielokanałowe, więc postawiliśmy na to. Odkładając różnice czy nieco inne style blogowania na bok.

Marcin Nowak BloceaniaMarcin Nowak – bloger, geograf, specjalista ds nowych mediów. Pasjonat content marketingu i map. Z żoną prowadzi popularnego bloga Wędrowne Motyle.

Andrzej: Podstawowym kryterium, które przyjęliśmy na posiedzeniu założycielskim jest to, że będziemy względem siebie szczerzy i jak coś kogoś “boli”, to ma od razu o tym informować, a nie kumulować w sobie. Słowo kompromis kojarzy się z ustępstwami, a my chcemy tak działać, aby każdy z kolejnym ruchem Bloceania czuł się w 100% dobrze.

Maciek Budzich: O właśnie – wspomniałeś Marcinie o projektach wielokanałowych. Jak wygląda dzisiaj nowoczesne opowiadanie historii. Jakimi narzędziami i jakimi mediami społecznościowymi się posługujecie. W jakich najlepiej się czujecie? Drony, Snapchat, Instagram, GoPro, 360video?

Marcin: Dobre pytanie, ponieważ trafia w sedno naszego „core” założycielskiego. Każde z nas jest dobre w blogowaniu, ale… również bardzo dobre, a może i nawet świetne w kolejnej, lub kolejnych dwóch rzeczach. Ile to daje razem umiejętności? Łącznie dziesięć.

Andrzej: Najlepsze w Bloceanii jest to, że każdy z nas jest inny i lubi inne rzeczy, inne media społecznościowe. Jedna osoba ciągle snapuje, a druga w tym samym czasie łapie idealne kadry pod wideo na YouTube. Ktoś delektuje się kuchnią malezyjską, jej smakami i pięknie to opisze na blogu czy w magazynie podróżniczym, a w tym samym czasie powstaje smakowite zdjęcie na Instagram, bo np. Ula się w foodfoto specjalizuje. Każdy robi swoje rzeczy najlepiej i nie musi łapać sroki za ogon, której nie lubi lub z którą nie czuje się dobrze.

Ania: Nowoczesne środki przekazu – jasna sprawa też. Ale nie będziemy snapować dla snapów, czy „dronować”, bo to jest modne. Łączy nas  to, że chcemy nie tylko fajne, ale i niegłupie rzeczy robić. Już na pierwszym spotkaniu – ustaliliśmy twardy code of ethics, i tego się będziemy trzymać.

bloceania 04

Dobra, ale poproszę o konkrety – na obecność w jakich kanałach może liczyć klient. Jakie narzędzia społecznościowe macie w swoim arsenale?

Ania: Jakie tylko będą potrzebne. Od przynajmniej pięciu lat znamy na wskroś polską blogosferę podróżniczą, większość osób personalnie. Jeśli będzie trzeba snapów od samotnej rowerzystki w Australii – te snapy będą. Znajdziemy taką. Możemy Ci wymieniać wszystkie dostępne narzędzia z arsenału, możemy mówić, że mamy ponad 300 tys. czytelników, kilkanaście tys. instagramowiczów, czy ponad 100 tys. fanów na fejsie, ale liczy się nie tylko CO, ale JAK. A my wiemy JAK.

Andrzej: Właśnie to jest piękne, bo tutaj tylko wyobraźnia nas ogranicza. Na stronie Bloceania.pl pod zakładką „Kontakt” jest ankieta, przez którą już zaczęli zgłaszać się nasi koledzy i koleżanki z chęcią współpracy z nami. W ankiecie pytamy o wszystkie mocne strony i budujemy bazę umiejętności, nawet tych najmniej standardowych. Mamy już np. specjalistkę od prawa konstytucyjnego – czy to się kojarzy z blogosferą podróżniczą czy marketingiem? Nie, ale może akurat kiedyś się przyda?! Kto wie!

Marcin: Mamy łatwiej, bo w storytellingu, który uprawiamy, każdy z tych kanałów jest w stanie dostarczyć mega angażujące i unikalne treści. Gdzie najlepiej sprawdzi się wideo 360? W podróżach i czasie wolnym.

Klient, któremu zamarzy się książka podróżnicza stworzona na życzenie, pod konkretną markę  (Lidl wydaje co jakiś czas książki kucharskie) też będzie miał u Was co szukać?

Marcin: Oczywiście, ale fajnie byłoby, gdyby miał już sprecyzowany pomysł na przekaz. Czy to tylko corporate content w klasycznym tego słowa znaczeniu, czy może większa akcja wielokanałowa. Wtedy chętnie włączymy się też w pracę kreatywną/koncepcyjną. Team za którym stoi kilka popularnych, ale różnych blogów pozwala na przeprowadzenie fajnej akcji zasięgowej, stworzenie angażującej akcji contentowej. Marka na pewno otrzymałaby od nas coś bardzo wartościowego w stosunkowo krótkim czasie, bo działamy na kilku frontach jednocześnie, spójnie, a być może z naszej strony zaprosimy do akcji kolejne kilka blogów, vlogów, czy generalnie twórców internetowych. Na świecie występuje kilkadziesiąt przypraw, wystarczy, że zajmiemy się ośmioma. Gotowy materiał na książkę. Może nawet interaktywną. Jak chcesz możemy zacząć Ci tutaj nawijać o kardamonie, że aż poczujesz…

Jakiego typu, rodzaje współpracy widzielibyście najchętniej przy tym projekcie. Czy to ma być typowy mecenat np. linii lotniczych czy też producenta sprzętu foto? Macie rozwiązania dla marek, które może nie kojarzą się na pierwszy rzut oka z blogosferą podróżniczą.  Czy producent sprzętu AGD ma czego szukać na Bloceanii? Podajcie proszę jakąś konkretną koncepcję, sposób na „ogranie” marki, która do tej pory rzadko albo w ogóle nie pojawiała się w świecie blogów podróżniczych?


Marcin: Parafrazując słynne „daj człowieka a znajdę Ci paragraf”, możemy powiedzieć, że podróże, marketing miejsc i generalnie tematyka czasu wolnego jest tak pojemna, że z naszymi pomysłami jesteśmy w stanie ulokować w niej wiele. Słowem kluczem jest MIEJSCE i HISTORIA. Bo to właśnie ich czas. Decydujemy się raczej na marki, które do nas czy innych blogów podróżniczych będą pasowały. Nic nie „musimy na siłę”. Jak klient, produkujący lodówki chce pokazać swoim klientom, gdzie natura „naturalnie mrozi” i jak to robi i jak bardzo on się na tym wzoruje – to ma u nas fajną historię i osobę, która jest kojarzona z życiem blisko natury. Osobiście znam kilka genialnych materiałów z terenów polarnych, które powstały na zaprzyjaźnionych blogach. Ale jak koniecznie chce pokazać nowy termostat i sterowanie głosem – to już się zastanowimy mocniej.

Ania: Ale oczywiście kiedy obmyślaliśmy projekt – braliśmy pod uwagę najróżniejsze scenariusze, najróżniejsze branże i firmy. Jestem przekonana, że wyjdziemy poza stricte podróżniczo kojarzące się  projekty, jeśli będą tego warte i będą zgodne z czymś w co wierzymy.

Z czym powinien przyjść do Was klient? Powinien mieć już jakiś konkretny brief, zarys projektu i współpracy czy też wolicie tylko info o produkcie, oczekiwanych celach, a resztę sami planujecie?

Andrzej: Na pewno miło by było, gdyby wiedział dokładnie jakie chce osiągnąć cele, bo na podstawie jego potrzeby jesteśmy wstanie całą resztę wymyślić. Ale może też przyjść z gotową akcją. I teraz ważne – my nie chcemy być postrzegani jako agencja.

Marcin: Dokładnie. Mamy swoje życia, prace, blogowanie samo w sobie. I choć nie ma najmniejszego problemu byśmy przygotowali kampanię od A do Z – łącznie z przekazem komunikacyjnym i celami –  to oczywiście idealna sytuacja to taka, gdy marka lub agencja ma już obmyśloną strategię, cele i wspólnie wypracowujemy sposób realizacji kampanii, treści, jakie powstaną, blogi, które idealnie będą pasowały do akcji. Myślimy, że różnego rodzaju akanci i koordynatorzy po prostu będą mieli z nami łatwiej. Jeśli lubią działać wielokanałowo i nowatorsko.

Hmm, no to kto ma się do Was zgłaszać? Dział marketingu konkretnej marki czy też agencja odpowiadająca za działania marketingowe klienta?

Marcin: Jedni i drudzy. Dokładnie tak, jak to było dotychczas. Nic się nie zmienia. Oprócz tego, że efekt jest „więcej i bardziej”.

Ania: I razem, i przejrzyście. A nie: ej, do was też pisali z tą ofertą? a jak? a co? Razem chcemy robić, bo będzie to lepsze.

Podróże, planowanie, stworzenie materiału, jego późniejsza obróbka i publikacja to w przypadku blogów podróżniczych proces wymagający długiego czasu planowania. Niektórzy blogerzy podróżniczy planują swoje działania z rocznym wyprzedzeniem. W kategoriach myślenia „akcji z blogerami’ to bardzo długi czas. Jak tutaj wyobrażacie sobie współprace. Jesteście w stanie zrealizować strzały typu „wpis za 3 tygodnie”. Jaki bufor czasowy jest dla Was najbardziej odpowiedni żeby zapewnić jakość?

Ania: Chyba całej naszej piątce udało się już zebrać doświadczenia na tyle, żeby wiedzieć, ile nam zajmuje montaż filmu, ile wpis, a ile koncept. Wiemy, że i niektórzy blogerzy, i niektóre firmy, i my też niektóre rzeczy planujemy z rocznym wyprzedzeniem, ale też wiemy, że zdarza się nocny hangout i powstaje pomysł spontan, który rozwala następne dni. Ale możesz być pewien, że nie zobowiążemy się do niczego, co nie zapewni jakości. Nie mamy problemu z odmawianiem i braniem wszystkiego. To nie ten etap. Dawno przeminął.

Czy do projektu Bloceania mogą dołączyć inni blogerzy? Czy kampanie rozgrywacie w swoim gronie czy też, znając blogosferę podróżniczą jesteście w stanie zaproponować innych blogerów?

Andrzej: I to jest całe clue Bloceania. My w piątkę nie rozmnożymy swojego czasu, ale znamy od podszewki blogosferę podróżniczą i wiemy, co kto lubi i z czym się będzie czuł dobrze. Zgłoszenia już przychodzą i czekamy na kolejne. W Polsce jest kilkaset blogów podróżniczych i naprawdę jest z czego wybierać.

Marcin: Bloceania nie działa „dośrodkowo”, ona ma działać „odśrodkowo” i pełnić rolę hub-u. Wręcz wskazane będzie byśmy robili akcje w różnych konfiguracjach. Może trójka z nas i trójka innych, może czwórka i piątka. My po prostu chcemy to koordynować, dzieląc się know-how, tak by partner miał szybciej, łatwiej, ładniej i efektywniej.

Dobra, a teraz poproszę o konkret. Wiem że górnego limitu nie ma, ale z pewnością macie ustalone minimum „za trzaśnięcie drzwiami”. Jaką stawkę wyjściową musi zaplanować klient, który chciałby powierzyć swoją kampanię Bloceanii?

Marcin: Nie mamy takich zwyczajów. Działamy raczej jak Uber, aniżeli zwykłe taxi. Wyliczymy kwotę wtedy, gdy poznamy ile kilometrów i jaką trasą chcemy przejechać.

A jak dzisiaj patrzycie na polską blogosferę podróżniczą? Jak ona ma się do światowych standardów? Jest w tym przypadku jakieś rozróżnienie jeśli chodzi o jakość? Co jest dobrego w polskiej blogosferze podróżniczej a której zjawiska, zachowania chcielibyście żeby zniknęły?

Ania: Znamy zagraniczną blogosferę podróżniczą i uważam, że nasza jest szalenie profesjonalna i robi współprace, które liderom rynku niemieckiego czy angielskiego jeszcze nie wychodzą. Anglojęzyczna blogosfera podróżnicza bardzo duży nacisk kładzie na afiliacje przez Amazon, eBay etc. U nas są to bardziej kreatywne akcje i współprace pokazujące marki i ich projekty/usługi. Wpisy pod produkt z linkiem afiliacyjnym zdarzają się rzadko i staramy się tego unikać. Jeśli mamy reklamować coś na blogu chcemy TO sprawdzić, poznać, przetestować, a nie tylko polecać, bo jest za to dobra stawka przez referal.

Marcin: Polska blogosfera podróżnicza należy do czołówki światowej jeśli chodzi o rozwiązania, nowatorskie pomysły, aktywność i jakość treści. Obok francuskiej, amerykańskiej, niemieckiej i australijskiej. Zmienia się mocno styl życia Polaków i to widać. Może nie tak jak w kulinarnej, ale widać ewidentnie, że kultura czasu wolnego rośnie, a wraz z nią liczba i jakość blogów. Również tych mniej zasięgowych ale świetnych jeśli chodzi o jakość treści i kompetencje. Dość powiedzieć, że jeden z nas, vloger, Marcin Mossakowski stworzył… oficjalną reklamę wideo Niemiec. Niemiec, kraju Niemcy! To coś znaczy. Because it is 2016.

Andrzej: Przede wszystkim jesteśmy szalenie różnorodni. Niby wszyscy TYLKO podróżują, ale ktoś kocha na rowerze, a  ktoś inny samochodem. Ktoś jeździ po egzotyczne smaki, a ktoś inny po historie i reportaże. Jedni śpią w Arktyce pod namiotem w śpiworach puchowych przy minus 20, a inni w hostelach lub drogich hotelach. Gdyby się tak dobrze przyjrzeć, to blogi podróżnicze pokrywają swoim drugim tematem większość potrzeb i zainteresowań ludzi. Serio, to jest fenomenalne, ale trzeba wiedzieć kto co robi, a nie proponować blogerowi, który jeździ autostopem reklamę 5***** hotelu, w którym ta osoba normalnie by się nie zatrzymała, a pieniądze przecież kuszą, prawda? Nie mamy zamiaru pouczać innych, jednak siła indywidualnych twórców, naszym zdaniem, tkwi w ich autentyczności i Bloceania o to będzie dbać. Chcemy robić rzeczy spójne z wizerunkiem danego twórcy i jest to zapisane w „traktacie założycielskim” 🙂

  • asq

    hm. zrozumiałem, że ten twór ma łączyć blogerów podróżniczych i brandy pod kątem współpracy komercyjnej. i fajnie, że się towarzystwo dogaduje między sobą, ale jaki z tego profit będzie miała ta przysłowiowa rowerzystka z Australii? przecież ona wcale nie potrzebuje pośrednika.

    • Ta przysłowiowa rowerzystka będąca akurat w podróży może nie mieć dobrego zasięgu (bo jedzie na rowerze), nie mieć czasu na maile z odpowiedzią ASAP (bo łapie neta sporadycznie) i w końcu brand może o niej nie wiedzieć (bo skupia się na podróży, a nie na marketingu) i tutaj pojawia się Bloceania, która może działać w jej imieniu. Poza tym Bloceania umie dotrzeć do tej rowerzystki nie tylko poprzez formularz kontaktowy na blogu, ale tez kanałami prywatnymi.