31

Występujesz publicznie? Na pewno zrobiłeś jeden z tych błędów

budzich publicznie

Poradników, na temat prowadzenia skutecznych, porywających, oszałamiających, wciągających, wszystkorobiących prezentacji powstało całe mnóstwo. Prezentacji o prowadzeniu prezentacji też widziałem też sporo. W tym co najmniej dwie, podczas których prowadzący mówili i robili dokładnie wszystko na odwrót czego sami uczyli.

Jako bloger ciekawy świata, ludzi, głodny wiedzy byłem na niezliczonej ilości konferencji, widziałem, pasjonowałem się i wynudziłem się na wielu konferencyjnych krzesłach. Ponieważ moją działką są wydarzenia związane z marketingiem, mediami, technologiami i społeczeństwem informacyjnym, pomyślałem, że na podstawie obserwacji innych, na podstawie swoich błędów podrzucę Wam kilka swoich obserwacji. Jeśli kiedykolwiek przyjdzie Wam ochota występować na konferencji branżowej – przeczytajcie ten tekst.

Mikrofon
Mikrofon to wbrew pozorom dość myląca rzecz. Mimo, że jest trzymany w ręku prelegenta, to nie jest przeznaczony dla niego… jest dla publiczności. Po co? To dla wielu może być zaskoczeniem – żeby mogli Ciebie lepiej słyszeć. Jeśli więc chcesz na samym początku dać do zrozumienia publiczności, że masz ich gdzieś, wyjdź na scenę i powiedz „Ja to w ogóle nie lubię mówić do mikrofonu, dlatego będę mówił bez. Czy dobrze mnie słychać?”. Działa to tak, że wiele osób zaskoczonych takich wstępem, zwłaszcza tych w tylnych rzędach nie będzie miało odwagi powiedzieć „nie”, ale z pewnością pomyśli „Nie! Do kurwy nędzy, nie słychać ciebie, a każda szepcąca obok osoba, szeleszcząca reklamówka z Żabki, czy też szum zaparzanej kawy w kuluarach będzie mi przeszkadzać i prawdopodobnie uronię wiele z Twoich cennych słów, więc mów Jaśnie Panie do tego cholernego mikrofonu przez te 30 minut, kapelusz ci z głowy nie spadnie.”

Szczerze – zdarzyło mi się parę razy wyjść z konferencji po takim tekście prelegenta. Chyba tylko raz jeden jedyny spotkałem się z sytuacją, kiedy to prelegent chcąc specjalnie zaangażować publikę do słuchania i aktywności, trochę ich ustawić (bo nawet przy poprzednich prezentacjach z mikrofonem było słychać szum i rozprężenie) zastosował taką sztuczkę. Mówił ciszej, żeby oni byli cicho, co chwila sprawdzając ich uwagę angażującymi do odpowiedzi pytaniami (w tym pytania kluczowe „czy mam mówić dalej?” „czy jesteście zainteresowani tematem X?”). Ale to była wyższa szkoła jazdy panowania nad audytorium. Szanowny prelegencie na jakiejkolwiek konferencji – pamiętaj, mikrofon jest dla komfortu Twoich słuchaczy – nie dla Twojej wygody. Nie cuduj, mów do niego i daj się usłyszeć.

Internet
Jeśli nie chcecie czytać całego tego akapitu, zapamiętajcie tylko jeden wniosek – zapomnijcie o internecie. Nawet jeśli organizator zapewnia „tak mamy internet na sali”, sieć pięknie działa kiedy ją sobie wcześniej sprawdzasz, to zgodnie z Prawem Murphy’ego zawsze podczas Twojego występu coś padnie. A podążając za myślą innego geniusza – Alberta Einsteina, czas jest względny. Musisz pamiętać, że podczas Twojej prezentacji każda minuta kłopotu ze sprzętem czy próba nawiązania połączenia z siecią, wydaje się trwać godzinę. Próbujesz coś zrobić, czekasz na reset komputera, nawiązanie połączenia, słysząc jednocześnie jak publiczność zaczyna się wiercić na swoich krzesłach, słyszysz lekki śmiech (tak, śmieją się z ciebie) a w głowie totalna pustka, mimo, że usilnie próbujesz odkopać z pamięci jakiś rozbrajający żart.

Zasada jest prosta. Zapomnij o internecie. Jeśli prezentujesz jakiś serwis, usługę sieciową, zastanów się, czy absolutnie koniecznym jest prezentowanie go na żywo. Czy publika musi oglądać ekranu logowania do Twojego serwisu? Ryzykujesz, że Twój cudowny serwis akurat wtedy zaserwuje jakiś błąd. Przygotuj sobie wcześniej zrzuty ekranu, odpowiednio wykadruj, tak aby wyeksponować najważniejsze elementy. Jeśli faktycznie chcesz przedstawić publiczności jakiś proces, który realizuje strona internetowa nagraj wcześniej zrzuty ekranu w formie wideo. W przypadku Windowsów świetnie sprawdza się w tym zadaniu Camtasia Studio czy Corel ScreenCap, nie znam odpowiedników na Maca. Również będziesz miał kontrolę i mnóstwo czasu, kiedy przygotujesz sobie te rzeczy wcześniej, a najważniejsze – będziesz odporny na wszystkie kłopoty z siecią.

A teraz połączymy się z…
Wiem, że punkt konferencji, podczas którego łączymy się z naszym gościem, zagraniczną gwiazdą, która za pomocą „sieci internet” będzie mogła być obecna w dwóch miejscach jednocześnie jest bardzo kuszącą opcją. Ale już od czasu wideo konferencji Macierewicza, kiedy to na Skype próbował dodzwonić się Władimir Putin, wszyscy powinni wiedzieć, że nie zawsze to wychodzi tak jakbyśmy chcieli. Zwłaszcza, kiedy korzystamy z ogólnodostępnych narzędzi. Widziałem w swoim całym konferencyjnym życiu tylko dwie porządnie przeprowadzone video konferencje. Obydwie (przypadek?) odbywały się podczas Forum IAB. Były to wideo konferencje z Sethem Godinem i Garym Vaynerchukiem. Obydwie w bardzo podobnych warunkach. Specjalnie dedykowane i sprawdzone przez zewnętrzną firmę (drogie) łącze internetowe, obraz HD, dźwięk bardzo dobrej jakości, obraz na kinowym ekranie i przyciemniona sala aby nie było żadnych rozpraszających elementów. Aha, w obydwu przypadkach prelegenci widzieli doskonale widownię – mogli więc nawiązać z nią kontakt „pani w białym żakiecie, dziękuję za podniesienie ręki!”.

Wiem, rozumiem, że bardzo kuszącą i cool wyglądająca jest możliwość połączenia się na żywo z człowiekiem na drugim końcu świata, ale jeśli nie masz do dyspozycji specjalistów, którzy się tym zajmują to raczej zapomnij o stosowaniu do tego Skype czy Google Hangout. Pomijając już ryzyko problemów z łączem internetowym (zawsze spada zasięg kiedy przyjdzie na salę 100-300 osób i połowa chce wrzucić swój status na fejsie, albo wysłać SMS), to jest jeszcze jeden problem. Ten metaliczny, zniekształcony dźwięk, który często powstaje podczas połączeń via Skype czy Google Hangout, dodatkowo jeszcze wzmocniony głośnikami naprawdę męczy uszy. W dodatku jeśli obok są jeszcze tzw. elementy rozpraszające – bar, kawka, kuluary – wtedy, wierz mi – ludzie wybiorą to drugie.

snowden

Nawet bajer z jeżdżącymi prelegentami-ekranami wygląda jeszcze sztuczna technologiczna proteza niż wygodne rozwiązanie – pamiętam wystąpienie Snowdena podczas TED… warunki i obecność on-line jest w tym przypadku zrozumiała, ale sami oceńcie, czy w przypadku Waszego gościa jest potrzebne łączenie na żywo?

Być może w Waszym przypadku, wystarczy mu zadać dwa trzy pytania, przygotować krótką odpowiedź video, dograć pozdrowienia „pozdrawiam wszystkich uczestników konferencji X” i spokojnie odtworzyć to podczas swojego wykładu. No właśnie, przejdźmy do kolejnego ważnego punktu…

Wideo podczas prezentacji
Podczas swoich prezentacji bardzo często wykorzystuje wideo. Mimo tego, że sprawdzam je zawsze w domu, aby uniknąć problemu z odtwarzaniem, kodekami itp staram się (ku irytacji organizatorów) przeprowadzać prezentację ze swojego komputera, to i tak często zdarzy się coś nieprzewidzianego. Kiedy podczas mojego wykładu, wideo na dużym ekranie dziwnie drżało i klatkowało (mimo poprawnego wyświetlania na moim), niedawno (mimo ustawienia jako główny ekran, obraz rzutnika) było ciemne, niewidoczne (nie mam pojęcia, co było powodem). Zawsze może się zdarzyć, że coś pójdzie nie tak, dlatego nie opierałbym swojego wystąpienia na obecności wideo. Zawsze trzeba być przygotowanym aby w razie kłopotów opowiedzieć film czy też w ogóle go pominąć. Pomijam więc milczeniem pomysły, w których prelegent wychodzi na 20 minutową prezentację i puszcza 10 minutowy film o swojej firmie (autentyk) albo wrzuca kilka klipów z YouTube aby tylko przeżyć jakoś te 45 minut swojej prezentacji 🙂

Przygotowując wystąpienie w którym chcesz umieścić filmy lub animacje staraj się aby nie przekraczały one 1-2 minut. W razie czego (ja często tak robię) – przytnij wideo, pokazując tylko najważniejsze elementy, wycinając dłużyzny. Oczywiście, rozumiem, nie wszystko da się tak przygotować, ale, jeśli na sali istnieją rozpraszające elementy (wspominałem o nich w akapicie o internecie), nie masz przyciemnionej sali, a ekran nie jest najważniejszym punktem na sali, to możesz być pewnym, że po dwóch minutach publiczność będzie już znudzona. Pamiętaj też o sprawdzeniu dźwięku, zdarzało mi się o tym zapomnieć albo trafić na jakąś awarię – przykładanie mikrofonu do głośników laptopa nie jest elementem, który chciałbym aby pojawiał się w moich wystąpieniach.

Mam nadzieję, że o tym, że film powinien być zgrany na dysku w formie pliku, a nie w formie linku do YouTube to nawet nie muszę pisać? Sam ostatnio uległem i w ostatniej chwili dorzuciłem do prezentacji dwa materiały z YouTube – sprawdzone łącze, wszystko ok, internet pięknie chodził po kablu przez cztery godziny szkolenia. W piątej, akurat na tych jedynych klipach, które wymagały sieci, internet padł… Taki mądry ten Budzich, taki mądry…

Mówię do znajomych
To częsta pułapka, w którą sam wpadam ale staram się jej unikać. Często niestety spotykam się z nią na konferencjach, barcampach czy innych spotkaniach branżowych, blogerskich. Podczas takich konferencji prawie na pewno na publiczności będą nasi znajomi, ci którzy znają naszą działalność, lajkują nasze posty na fejsbuniu, z którymi niejedno after party przeżyliśmy. Zapomnij o nich. Mów do tych, którzy pierwszy raz Ciebie widzą, oni są najważniejsi. Dlatego unikają takich zwrotów jak „Darek ostatnio napisał u siebie”, „wspominała Natalia” itp. O Czy myśli publika? „Jaki Darek do cholery? Co napisał? O czy wpominała? O czym ten człowiek gada”. Nie każdy zna słynnego blogera Darka, nie każdy wie, że na jego „łolu na fejsie” toczyła się ostatnio dyskusja z autorem prezentacji, która zebrała 100 lajków i 35 komentarzy. Wprowadź w temat tych, którzy nie muszą znać Twoich znajomych z fejsa i nie zaglądają na Twojego walla.

Podobnie jest z prezentowaniem przykładów, czy też słynnych „case study” – upewnij się, że na pewno każdy zna przykład do którego nawiązujesz, albo krótko wprowadź niezorientowanych. Unikaj też kumpelskiej wymiany zdań ze znajomymi wśród publiczności, łatwo wpaść w radosny dialog, z który tylko dla pięciu osób jest śmieszny i zrozumiały. Ostatnio podczas konferencji BlogExperts miała miejsce właśnie taka sytuacja, w którą wkręcił się i prelegent i jego kilku znajomych w pierwszym rzędzie – przez dziesięć minut dyskutowali i żartowali sobie o jakimś filmie, znajomych i temacie prezentacji. Ale porozumiewali się swoim językiem, swoimi żartami, skojarzeniami i imionami swoich znajomych – reszta sali rozglądała się po sobie z wielkim WTF w oczach 🙂 Prosty wniosek – swoją prezentację zawsze kieruj do tych których nie znasz i zakładaj, że inni widzą Ciebie po raz pierwszy w życiu.

Uff, to na razie tyle, z moich mediafunowych konferencyjno-prelegenckich obserwacji. Z pewnością nie wyczerpałem tematu i będę do niego wracał na blogu. Jeśli nie zgadzacie się z moimi komentarzami – linczujcie w komentarzach, jeśli macie jakieś swoje obserwacje – podrzućcie w komciach lub na priv (rozwinę w kolejnych wpisach). O już wiem o czym zapomniałem i sam to robię – „szeruję kątęt na łolu” – czyli polglish branżowy.

  • Wiadomo: zestawienie – miazga. Najbardziej przywiązuję uwagę do tego punktu:
    – sprawdź wszystko 150 razy i bądź przygotowany (typu filmik na dysku, a nie z YouTube).

    Co do mikrofonu dodałbym tylko, że warto go trzymać prostu, blisko ust. Byłem na wielu spotkaniach, gdzie prowadzący, albo z tym mikrofonem latał we wszystkie strony, albo trzymał go na poziomie pępka i niestety słyszalność i komfort znacząco spadał.

  • Mnie z tego wszystkiego i tak najbardziej irytuje ponglisz 😉

    • Święte słowa.
      Człowiek ostatnio zbyt często musi się zastanawiać w jakim języku do niego mówią. Niby to polski – bo i odmiana i szeleści – ale kompletnie niezrozumiały.

  • Fajnie napisane. Ze swojej strony dorzucę: miej plan/szkielet wystąpienia na kartce. Zgubisz się, odpłyniesz w dygresje, zamotają cię pytania i to, że nie wiesz, do jakiego brzegu płyniesz? Zerkasz w karteczkę i już wiesz. Do brzegu!

  • Kasper

    Dobry wpis, ja bym jeszcze go rozwinął o dwie ważne kwestie, które są zmorą wielu prezentacji:

    1. Nie czytaj prezentacji – prezentacja jest mapą, a nie podręcznikiem. Nie wklejaj tam całych akapitów tekstu, które potem radośnie czytasz podczas prelekcji. Jedno jest pewne, publiczność umie czytać samodzielnie. Wykorzystaj prezentację bardziej jako dodatek, który pozwala odnaleźć się odbiorcą w omawianym temacie.

    2. Przygotuj sobie agendę prezentacji – nie ma nic bardziej irytującego niż prelegent (często przedstawiany jako ekspert w temacie), czytający swoją prezentacje (niejednokrotnie odwracając się przy tym do ekranu), aby się w niej odnaleźć. Po pierwsze nie ładnie stać tyłem do rozmówców, a po drugie „gościu jesteś ekspertem w tej dziedzinie a nie wiesz o czym mówisz?”. Spostrzeżenia typu „gdzie jestem?”, „o czym to ja mówiłem?” czy „momencik, zgubiłem się” też nie dodają uroku prezentacji – chyba, że są stosowane jako zabieg celowy dla pobudzenia widowni – przy czym trzeba używać ich z wyczuciem. 🙂

  • kiki

    Szczególnie podoba mi się punkt o gadkach ze znajomymi. Byłem ostatnio na spotkaniu, na którym miała miejsce właśnie taka pogawędka prelegenta ze znajomymi. Do tego kilkuminutowa, więc dość irytująca dla pozostałych kilkudziesięciu uczestników. Plus za wypunktowanie tego problemu.

  • Ja nie cierpię jak prelegent na siłę próbuje się zbratać z widownią. Rzuca czerstwe żarty próbuje zagadać debilnymi tekstami (np. na początku: chcecie już iść na obiad? – to chyba się mija z celem). Jeżeli jesteś beznadziejny to choćbyś się zastrzelił na scenie to publika nie zareaguje, ewentualnie ucieszy się, że może wreszcie wyjść. To samo w drugą stronę, jeżeli publika jest sztywna to też nic nie poradzisz. Pogódź się z tym i zmierzaj do puenty.

  • Rikitiki

    Pan nieomylny, wielki tego świata mówca, doradza innym… ech, litości. Sami specjaliści od siedmiu boleści

  • Anna Miotk: ale w sensie samego contentu czy tego jaki feedback potem jest ? ;->

  • Siedzę sobie w hołmofisie a tu fejs mi mówi, że ciekawy art się pojawił. Dzięki za niego, Macieju. Od rana siedzę i gotowię się do przyszłotygodniowej konferencji dla wymagającej publiki. Przeczytałem więc z zaciekawieniem i bez wyrzutów sumienia, że w godzinach pracy surfuję – wszak się szkolę!

    Dodałbym jedną, ważną dla mnie sprawę – osobiście polecam mikrofon przyczepiany do buzi – można wówczas a) swobodnie gestykulować kończynami oraz b) nie trzeba cały czas kontrolować, żeby mikrofon był blisko źródła dźwięku. Ta ostatnia uwaga z życia wzięta – nawet jeśli przemawiający trzyma mikrofon w ręce, bardzo często trzyma go zbyt daleko, czyli tak, jakby go nie miał.

    Pozdrawiam.

  • Ciekawie!!!

  • Trzeba przyznać, że na większości, nawet większych, organizowanych konferencjach, a nie tylko spędach branżuniowych – to najczęstszy błąd czyli udowadnianie publiczności kogo to się spośród nich nie zna. I tak mamy dupne śmiechy z jakimś anonimowym dla wszystkich Dawidem z drugiego rzędu, z którym prelegent się brata kilka minut, czy właśnie owo skrótowe mówienie typu „Natalia napisała” jakby każdy musiał, koniecznie musiał, wiedzieć kim jest mityczna Natalia.

    Ukłony, dobry tekst, po prostu.

  • Pingback: 5 rzeczy, o których warto pamiętać na scenie – 4YTbers | Mateusz Olech()

  • no to przywołałeś moje traumy… podczas prezentacji, w której miałam 3 filmiki, najpierw mi się zawiesił komp i trzeba go było restartować (ziew na sali i moje nędzne suchary…) a potem filmik poleciał ale… bez głosu… śniło mi się to po nocach.

  • Czyżbyś chciał być kolejnym eminemem polskich prezentacji? 😀 http://www.pawelbielecki.in/wp-content/uploads/2014/02/pawel-tkaczyk-eminem-polskich-prezentacji.jpg

  • Dokładnie, z tym mikrofonem to jest jeszcze tak, że ja np. mam wadę słuchu i dla mnie to jest masakra, jak ktoś mówi, że nie będzie używał mikrofonu. Więc jeśli dla dobrze słyszących ludzi to jest problemem, to tym bardziej dla takich jak ja.

  • Z internetem – pamiętam, na konferencje n-ki przywoziłem dwa (failover) serwery z internetem – było tam wszystko co potrzebne do pokazania jakiegoś działającego serwisu live, włącznie z DNS, który dla dowolnego adresu z dowolnej domeny podawał swoje lokalne IP.

  • A jeśli chodzi o kontakt wzrokowy, to bardzo dobrze jest obrać sobie 3 punkty, dwa skrajne na końca sali i jeden środkowy. W takim przypadku każdy ze słuchaczy ma wrażenie, że mówisz właśnie do niego.

    Pozdrawiam siła.

  • Mała małpka cytrynówki przed i ma się polot naturszczyka. 😉 ale nie polecam w nadmiarze – bo co za dużo to niezdrowo 😉 Jeszcze zdarza mi się łapać pauzy i zawiechy, że nie mogę sobie przypomnieć co chciałem powiedzieć. Nie wiem od czego to się robi, ale trzeba na to uważać.

  • Z takich bardzo podstawowych błędów mam jeszcze 2 BARDZO WAŻNE:

    1. Nie mów tyłem do publiki. Nawet jeśli masz mikrofon i Cię słyszą, po prostu tego nie rób.

    2. Nie czytaj prezentacji, szczególnie jeśli masz dużo tekstu na slajdach (dużo to więcej niż jedno zdanie). Ludzie, dla których występujesz to nie idioci, a pomyśl jak bardzo irytujące byłoby pójście do kina na film, w którym równolegle jest lektor i napisy.

    Bardzo dobry tekst.

    Pozdrawiam.

    • Z tym czytaniem to ciekawa sprawa – wiem dokładnie co masz na myśli i jestem temu przeciw. Ale są sytuacje, gdzie warto przeczytać slajd – sam mam parę takich slajdów w swoich prezentacjach które czytam – jakiś przykład, cytat, wypowiedź – 3-4 zdania. Wtedy je czytam, mimo, że są napisane w miarę dużą czćionką wiem, że nie zawsze dla ostatnich rzędów będą widoczne. Sam czasem siedząc na końcu sali byłem świadkiem, że na slajdzie prelegent pokazuje jakiś cytat (niewielką, albo niewyraźną czcionką) pierwsze rzędy się śmieją, ja niedowidzę 🙂 Ale to konkretnie uzasadniona konieczność.
      Przeczytana prezentacja to chyba najgorsza z możliwych, wtedy właśnie najczęściej prelegent stoi tyłem – jakoś musi czytać te slajdy 🙂

      • Oczywiście, to zależy od sytuacji. Rozumiem przeczytanie cytatu/wypowiedzi, ale już przykład czy historię o wiele przyjemniej odbiera się, kiedy prezenter ją opowiada, a na slajdzie znajdzie się obrazkowy symbol tego, co jest opowiadane.

        Mała, niewyraźna czcionka, to kolejny ból związany z nieumiejętnością tworzenia prezentacji i brakiem dopasowania jej do warunków logistycznych. To jest problem „prezenterów”, którym wydaje się, że prezentacja jest dla nich…

        To fakt, powinno się robić konkursy rzucania czymś w prelegentów, którzy stoją tyłem do publiki i czytają. Można rzucać kawałkami czekolady, w myśl zasady:

        „A po ilu kostkach Ty się odwrócisz?” 😉

  • Bardzo przystępnie i ciekawie napisane, tym bardziej, że to wiedza poparta sporym doświadczeniem. Twoje prezentacje, Maćku, są zawsze interesujące i po prostu dobrze zrobione i świetnie wykonane. Wzór do naśladowania. 🙂

    • dziękuję bardzo za uznanie – ukłony 🙂

  • Mam wrażenie, że całość opisałeś na podstawie Blog Experts. Techniczne rzeczy jak najbardziej trzeba sprawdzić. Ale chciałam tu zwrócić uwagę na mówienie do znajomych, które wystąpiło podczas tego spotkania. To było żenujące, jak spotkanie przy piwie dobrej paczki znajomych.
    Ja też byłam już na wielu wydarzeniach i moim zboczeniem jest obserwacja prelegentów oraz prowadzących. Śmiało stwierdzam, że większość występujących, którzy kreują się na super specjalistów nie mają pojęcia jak występować i przekazać wiedzę.
    Jest jeszcze jedna sprawa: ludzie zaczęli używać wystąpień jako sposób na wylansowanie się, a nie przekazanie wiedzy, dlatego wiele ze spotkań to marnotrawstwo czasu uczestników. Mam nadzieję, że to się zmieni.
    P. S. Chciałam podziękować Pawłowi Tkaczykowi i Maćkowi Budzichowi za konkretną wiedzę i merytorykę. Tak powinno się występować, a nie lansować się w okularach 😛

  • Johana

    bomba, Maciuś! :o)

  • Super wpis. Bardzo pomocny i przekazujący sporo przydatnej wiedzy!

  • Piotr Maciejewski

    Do nagrywania filmów z ekranu na macu nadaję się dość dobrze preinstalowany quicktime (choć chyba mało osób wie, że nie służy tylko do odtwarzania). I nic nie kosztuje 🙂

  • Robert Narol

    Niewątpliwie użyteczne informacje. Na jednej z „prezentacji o prezentacji” prowadzący przytoczył słowa Abrahama Lincolna, które szczególnie zapadły mi w pamięć: „Gdybym miał 10 godzin na ścięcie drzewa, to 8 godzin poświęciłbym na ostrzenie siekiery” – to tyle w kwestii tego, jak ważne jest odpowiednie przygotowanie się do wystąpienia.

  • W wystąpieniach publicznych bardzo pomocne jest wplatanie krótkich wciągających historii (storytelling). Angażują uwagę słuchaczy, stosuję to od niedawna i bardzo pomaga 🙂