10

Webshows – recenzja, wrażenia, przemyślenia o książce Krzysztofa Gonciarza

Nie wiem jak to się dzieje, ale wśród ludzi, których znam jest coraz więcej autorów książek. Ciężko mi określić ile punktów lansu za takie znajomości przydziela Paweł Tkaczyk i jak to odznaczyć w Kloucie. W każdym razie, gdybym był złośliwy, mógłbym powiedzieć, że zapanowała moda na pisanie książek. Mógłbym też powiedzieć, że autorom to się już w dupach poprzewracało, już autolajkowanie, znajomi na fejsie czy lans na konferencjach nie wystarcza i trzeba napisać książkę.

Chcesz być social media guru – pisz książkę – jestę autorę!

Można mieć więc obawy, że dzisiejsze książki o mediach społecznościowych to tylko autoerotyka autorów – wrzucone między okładki mądrości z fejsa i blogów i frazesy zasłyszane na konferencjach brandzlowych (!).

Najnowszą pozycją na liście książek autorów których znam jest „WEBSHOWS: Sekrety Wideo w Internecie” Krzysztofa Gonciarza. I jest to zdecydowanie najciekawsza i najbardziej obszerna książka z dziedziny nowych mediów jaką ostatnio czytałem. Jednocześnie pozycja, z której najwięcej się nauczyłem – rzetelnie opracowana i przemyślana.

Trudno sklasyfikować jednoznacznie „Webshows” – czy jest to poradnik, przewodnik czy też podróż razem z autorem po świecie internetowego video. Chyba skłaniałbym się do tej trzeciej formy, którą zresztą najbardziej lubię i uważam, że jest najbardziej przydatna dla początkujących.

Gonciarz kreśli pewną wizję tego jak postrzega fenomen internetowego video – opowiada o nim z perspektywy prezentera, producenta, redaktora. Tak też jest podzielona książka – na trzy główne części opisujące role i wyzwania przed jakimi staje ktoś, kto zajmuje się tworzeniem „filmików na jutube”. Ten „trójkąt” ról twórcy webshows bardzo mi się podoba – dokładnie pokazuje, że jest to schemat zależności, który trzeba zrozumieć, zaplanować i dopiero potem zająć się realizacją.

Dobrze, że nie jest to poradnik „krok po kroku” albo „sieciowe video w weekend”, w którym czytelnik bez szerszej perspektywy wrzucany jest na ścieżkę, gdzie niczym małpa punkt po punkcie realizuje plan, którego specjalnie nie rozumie. Gonciarz uniknął takiej pułapki, ale też nie ma tutaj ślizgania się po temacie gdzieś wysoko w chmurach. Autor często schodzi do szczegółów – jak np. rodzaje żarówek potrzebne do prawidłowego oświetlenia planu czy filtry w Adobe After Effects. Przyznam, że czasem mnie to irytowało, bo w niektórych rozdziałach zabrakło mi takiego poziomu szczegółowości, przydałoby się też kilka rysunków (np rodzaje planów, ustawienie studia) czy też odnośników do konkretnych materiałów video. Ale to też pokazuje, jak jest to obszerny temat – po przeczytaniu „Webshows” czytelnik będzie dokładnie wiedział w którym kierunku udać się na kolejne poszukiwania wiedzy.

Z mojego punktu widzenia najbardziej istotną częścią „Webshows” jest część ostatnia – „Być redaktorem”. Właściwie z tych rozdziałów Krzysiek mógłby robić całkiem osobne, kilkugodzinne szkolenia, w których mowa jest o formatach, video jako produkcie i właściwie całych mechanizmach które charakteryzują dobre lub popularne produkcje – tę część książki przeczytałem jednym tchem i z pewnością będę do niej często wracał. Wizja, koncepcja, strategia – ci z Was którzy są już zaznajomieni z tematach internetowego video albo sami próbowali coś robić, pewnie odnajdą wiele rad i przemyśleń autora, które sami podskórnie czuli – takie przynajmniej ja odniosłem wrażenie podczas lektury. Nie była to wiedza, która przewróciła mój świat do góry nogami – ale uporządkowała czy też potwierdziła sporo z moich obserwacji. Dużą część z nich z pewnością wprowadzę do swoich wesołych vlogasków.

Wady książki?
Jest ich oczywiście kilka. Przede wszystkim czuć przez całą książkę, że autor pochodzi ze środowiska ludzi zajmujących się grami i video poświęconym grom. Nawiązania, przykłady czy też goście, którzy wypowiadają się w książce pochodzą głównie z tej branży. Zawiedzeni mogą być czytelnicy, chcący robić poważne programy w internecie – w „Webshows” zostaną sprowadzeni na ziemię, być może załamią się, tym, co tak naprawdę jest popularne na polskim YouTube. Ale nie rezygnowałbym z tego powodu z przeczytania „Webshows” – to na razie jedyna, sensowna pozycja traktująca o tym temacie a ci, którzy myślą o „poważnych” produkcjach a nie o sieciowej rozrywce bardzo dużo nauczą się z „Webshows”.

Mam zresztą nadzieję, że kolejne pozycje o video w sieci, o ile się pojawią, będą odnosiły się do książki Gonciarza rozwijając czy uzupełniając pewne tematy. Po lekturze książki można też odnieść wrażenie, że polska scena twórców sieciowego video jest niewielka, przewija się ciągle kilka tych samych postaci – dźisas – to jeszcze gorzej niż w polskiej blogosferze – więc ostrzegam :-).

Zabrakło mi też w „Webshows” odnośników do filmów, linków czy też kodów QR – obojętnie, byle czytelnik podczas lektury mógł od razu obejrzeć przykłady do których odnosi się Krzysztof Gonciarz. Zresztą treść książki idealnie nadaje się na jej wydanie w formie multimedialnej – nie wiem czy autor ma takie plany. Nie wiadomo też czy „Webshows” pojawią się w formie ebooka. Popularni twórcy sieciowego video, którzy swoją pozycję zbudowali na młodych odbiorcach jak ognia boją się elektronicznej wersji swoich książek („Zeznania Niekrytego Krytyka” również istnieje tylko na papierze) – nic dziwnego. Często jedynym „sklepem” jaki znają ich odbiorcy jest serwis z chomikiem w tle lub spisy torrentów.

Szkoda też, że zupełnie po macoszemu zostały potraktowane kwestie związane z marketingiem „przychodzi marketing do vlogera” i budowania marki – sporo vlogerów i twórców sieciowego video ma z tym ogromny problem – jest to więc wyzwanie na kolejne książki.

Dobra, pochwaliłem, ponarzekałem – czas podsumować. Warto czy nie warto? Zdecydowanie warto, nawet jeśli wydaje się Tobie, że rozumiesz na czym polega internetowe video – ponad 300 stron lektury książki Krzysztofa Gonciarza uporządkuje Twoją wiedzę z tego tematu. A doświadczenie i podejście autora do tematu gwarantuje że nie jest lanie wody skopiowane z zagranicznych infografik, amerykańskich poradników osiągania sukcesu i zarabiania w internecie. Polecam bez dwóch zdań.

Więcej o książce przeczytacie tutaj, a na koniec książkowa infografika.

  • Jerry Ho!

    Czy ja mogę mieć prośbę? Chodzi o to, że po polsku pisze się "wideo" . "Video" wypala mi dziurę w płacie czołowym i nie mogę spokojnie doczytać do końca. Można to szybko find&replace potraktować?

  • Traktorr

    Poczekam aż potanieje i wtedy być może zakupię, dzieła Gonciarza, np to co wyprawia na facebooku nie pozwala mi potraktować poważnie jego tworu.

  • Paweł

    Nareszcie rzetelna i obszerna recenzja. Wszyscy wypisywali same superlatywy co mnie strasznie odrzucało. Po przeczytaniu tej recenzji powiedziałem sobie, że na pewno kupię książkę. Szkoda, że Gonciarz nie prowadzi jakiegoś poważnego programu, no ale z drugiej strony się nie dziwie jak gimnazjum przejęło polskiego YT. Z nadzieją patrze w przyszłość, że będzie więcej programów typu LekkoStronniczy, Polimaty, 20m2 łukasza.

    PS
    Jak Gonciarz po macoszemu potraktował kwestie związane z marketingiem to może Ty napiszesz o tym książkę?

  • kuba

    Recenzja nic mi nie mowi . Tak bardzo tresciwa ze nawet podetrzec sie ja nie mozna . Jak zwykle zero jakiejkolwiek krytyki o ksiazce . No bo po co przeciez lizanie sobie tylka w branzy to u was codziennosc .

    • mediafun

      przeczytałeś chociaż tekst który komentujesz? dla leniwych wytłuściłem nawet część "wady książki" żeby od razu od tego zacząć

  • Pingback: Biznesowa paczka internetowa czyli książki które warto znać | Blog.Mediafun.pl()

  • Dawid

    Nie wiem co to ma być….
    Polecam zapoznać się z nazwiskami na grafice pod tekstem…..ciekawy zabieg pana Gonciarza. Nie dalej jak przy premierze ostatnich wypocin pan Maciej Makuła sprowadził na ziemie to "dzieło". Teraz przy premierze kolejnego dzieła pojawia się jako "wypowiadający się". Dotarliśmy do takich czasów gdzie byle kto pisze książki, publikują oni chłam za własne pieniądze bo żaden wydawca nigdy by złotówki nie wyłożył na takie coś. Do tego pan Gonciarz w co drugim swoim materiale nie zapomina nam przypomnieć, że napisał dwie ksiązki i stara się zrobić z siebie jakiś autorytet, którym nie jest.

    • mediafun

      przeczytałeś czy tylko marudzisz w komentarzach, bo wiesz to różnica, która właściwie utrudnia całkowitą dyskusję. Ja przeczytałem i napisałem swoją recenzję… ty tylko coś o tej książce słyszałeś i już uważasz że jest zła. Tylko mi coś tu nie gra?
      Co do opinii o tym, że żaden wydawca nie wyłożył by złotówki na takie coś – nie masz zupełnie racji i chyba w ogóle nie zapoznałeś się z tematem, poczytaj, rozejrzyj się, zorientuj się trochę i dopiero potem się wypowiadaj.

  • Pingback: O Niekrytym Krytyku i jego zeznaniach – przemyślenia mediafuna | Blog.Mediafun.pl()

  • You actually make it seem so easy together with
    your presentation however I to find this
    matter to be actually one thing that I think I’d never understand. It kind of feels too complex and very extensive for me. I’m looking ahead in your
    subsequent publish, I’ll attempt to get the hang of it!