The Loudest Voice – mocny i przygnębiający serial o medialnej rzeczywistości

Obejrzałem właśnie ostatni odcinek „Na cały głos” („The Loudest Voice”).

Ostatnio mamy wysyp interesujących filmów, dokumentów o tym jak działają media, jak kreują rzeczywistość albo jak sprzedawane nam są informacje.

Świetnie.

Wyedukowany konsument, wątpiący, kontestujący, zadający pytania – to mądrzejszy konsument, nawet jeśli edukacja podana jest w tak „popcornowej”, przystępnej, serialowej czy filmowej formie (Vice, Fyre Festival, Great Hack, Brexit, Years and years). 

Nie wiem czy „The Loudest Voice” jest przystępny, ja lubię korpo, prawnicze wnętrza, prezesów i kreowanie świata zza biurka (chociaż The Suits dotrwałem do 2 sezonu). 

„Na cały głos” to mocny, świetnie zagrany, świetnie zrealizowany serial. Przygnębiający, oglądając poszczególne odcinki sprawdzałem w źródłach rozwój Fox News jak i postacie, ich historie. Bezwględnie polecam każdemu, kto interesuje się mediami, postać Rogera Aliesa znana była mi tylko jako nazwisko „kontrowersyjny szef, który pierwszy pokazał spadających ludzi z World Trade Center i potem doradzał Trumpowi”. Zmieniony nie do poznania Russel Crowe swietnie zagrał, zwłaszcza te kontrasty, bo na początku ciągle widziałem jednak dobrotliwego, szlachetnego gladiatora zza tej charakteryzacji (też mistrzowskiej, spróbujcie znaleźć jakieś niedociągnięcia, silikon wcale nie ograniczał ekspresji) ale z odcinka na odcinek przeistacza się w bezwzględną świnię, która narzuca, upokarza, manipuluje i nagina rzeczywistość – w dodatku ma w ręku odpowiednie ku temu narzędzia. 

Polecam wątek z „formowaniem” młodego redaktora lokalnej gazety, czy rozmowę z siostrą młodego dziennikarza przy kolacji.

Czasem historia waliła prosto w oczy, aż za prosto, jestem ciekaw książki (Sherman Gabriel – „The Loudest Voice in the Room”), no i historia dość jednostronnie przedstawiona, przez HBO/Showtime, które raczej fanem Fox News nie jest, co często lubi przypominać John Oliver w swoich programach.

Polecam serial, świetna kreacja Crowa, bardzo ciekawe kobiece role – jak zwykle w dobrych produkcjach, wizualnie też świetne dobrane. Chociaż żona Aliesa to chyba została przestawiona jako najgłupsze babsko… 🙂

Dla mnie, mediafuna cudo miód malina, oglądałem z fascynacją przyjemnością, ale po ostatnim odcinku wcale nie czułem się lepiej, wręcz byłem smutny, przygnębiony – zwłaszcza mając świadomość, że historia jest tak mocno osadzona w dzisiejszych realiach.

Ciekawe, że Trumpa nikt nie zagrał, pokazywany jest tylko jako „on sam” w przekazach telewizyjnych 🙂 w Vice mamy całkiem ciekawego Reagana 🙂

8,5/10 albo nawet 9/10 – jako mediafun daję tyle 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *