Serialowych rozczarowań kontynuacjami ciąg dalszy. „The Good Place” to taki przyjemny odmóżdżacz, pięknie pojechany, meandrujący między rozrywką, a poszukiwaniem dobra, odkupieniem win, piekłem i czyśćcem. W dodatku serwowany w 20 minutowych odcinkach, idealny na zakończenie dnia lub przerwę w pracy. Tak było przynajmniej przez dwa sezony, kiedy czwórka całkiem przyjemnie narysowanych postaci trafia po śmierci do dziwnego „dobrego miejsca”. Przepraszam, że tak ogólnikowo piszę – ale nie chcę spoilerować. W każdym razie dwa pierwsze sezony – …

