Jakiś chyba sezon jest na wezwania to usunięcia niewygodnych treści. Niestety z pozycji pojedynczego blogera trudno się cieszyć z takiej korespondencji i stawać do walki z kancelarią prawną. Zupełnie inaczej ma się sprawa gdy jest się dziennikarzem dużej redakcji z własnym działem prawnym do takich działań (tam ilość pozwów to prawie jak nacięcia na kolbie żołnierza). Tutaj niestety, zważywszy na moją wiedzę prawniczą, dobre rady w komentarzach na niewiele się zdadzą, a na samotną walkę nie mam ani siły, …
