Spaceruję sobie ok 1-2 w nocy po La Rambla w Barcelonie, klimat całkiem ok, jestem trzeźwy, ale zmysły wyostrzone, bo to różnie może być, o tej porze turyści powoli znikają, zostaje sam ciekawy element – zaczepiają mnie więc handlarze piwem (bo po 23 nie kupisz go w sklepie i stoi mnóstwo gości z sześciopakami), zaczepiają mnie handlarze trawą i innym używkami, ładne (!) i dość nachalne prostytutki („why not baby, don’t be shy, i’m the best”). Stwierdzam, że jednak zdecyduje się na jakieś …

