Oczywiście rozumiem, że Euro, koko i wszystko jest spoko – jasna sprawa. Szału z usuwaniem reklam marek, które nie są sponsorami EURO 2012 na trasie przejazdowej z lotniska na stadiony rozumiem już mniej. Idąc tym tropem, zastanawiałem się, co zrobić z reklamami emitowanymi w telewizji, które należą do marek nawiązujących do piłki ale z euro nie mają nic wspólnego – przecież je również zobaczą kibice i władze uefa. A dzisiaj, podczas wizyty w sklepie spożywczym odkryłem jeszcze jedną przerażającą rzecz …
