2

Migawki z Norwegii – Kjeragboltem czyli 1000 metrów nad ziemią

Pierwsze dni w Norwegii nie rozpieszczały. Deszcz wieczorem, deszcz w nocy, trochę słońca o poranku. W czasie pokonywania szlaku na Kjeragbolten poznałem większość norweskich atrakcji. Wiatr – mocno wiało.„To nawet dobrze” – pomyślałem – „ciuchy mi szybciej wyschną, gdyż od tego gęstego, drobnego deszczu byłem mokry od stóp do głów. Myliłem się, nie wyschły. Ale nie ma tego złego – na pewno wiatr przegoni tę cholerną mgłę, która przysłaniała widoki – tutaj też się myliłem 🙂 Widoczność na 20-25 metrów. 20 metrów widoczności na pięknym, wysokim fiordzie, z którego skaczą najlepsi „wingsuitowcy” i z którego rozciąga się zabójczy widok! Prawdziwe combo porażek.

Centrum turystyczne i restauracja Øygardstølen

Centrum turystyczne i restauracja Øygardstølen – stąd każdy zaczyna wędrówkę na Kjeragbolten

 

Tablica informacyjna tuż przed wejściam na szlak

Tablica informacyjna tuż przed wejściam na szlak

W każdym razie wejście na Kjeragbolten – kamyczek zawieszony blisko 1000 metrów nad ziemią wciąż robi wrażenie, chociaż sam z wejściem nie miałem problemu, myślałem, że będę się bardziej bał, a organizm bardziej bronił. Było przyjemnie, potem właziłem tam sobie jeszcze bez kamerek – postać i delektować się wysokością – polecam. Nawet jak pada nie jest na nim ślisko – pod warunkiem, że ma się odpowiednie buty.

IMG_1263

Plusem tej nieprzyjaznej aury było to, że sylwetki innych turystów czy kamienne kopce oznaczające szlak wyłaniały się z tej mgły niczym duchy z jakiegoś horroru. Pięknie, klimatycznie. Gdyby szlak był bardziej skomplikowany pewnie bym zabłądził w tej mgle. Aha – i sama droga dojazdowa do Lysebotn w tej mglistej, deszczowej aurze wyglądała również zjawiskowo – blisko 100 km, krętej, surowej, skalnej okolicy – bardzo polecam.

 

Aaa i fail miesiąca. W drodze powrotnej wywinąłem pięknego orła, prawie jak w komiksie. Obok szły jakieś dziewczyny, wolno po śliskiej skale posuwały się w dół trzymając się łańcuchów. Obok pięknie „wyrzeźbione” schody i „prawie-dróżka” z kamienia. Aż się prosiło żeby nią zejść, wyglądała na prostą. Więc przez pierwsze 10 metrów szło mi nieźle, potem jakoś źle stanąłem i lekko mnie zgięło i poleciałem do przodu. Na szczęście od czego człowiek ma ręce – dzięki błyskawicznemu refleksowi i instynktowi przetrwania udało mi się oprzeć i nie polecieć jeszcze niżej. Mój instynkt nie dogadał się niestety z moim plecakiem który siłą rozpędu leciał dalej, przeleciał mi nad głową i pociągnął mnie dalej, powodując, że jednak zrobiłem „prawie-fikołka” wręcz koncertowo lądując twarzą prosto w błocie. Idealne przyłożenie – cały ryj w błocie. Dziewczyny obok wystraszone, bo z daleka wyglądało jakbym zaliczył twarzą prosto w kamień i już leciały z pomocą i rozglądały się za moimi zębami. Chwilę trwało, zanim moja ubabrana w błocie twarz przekonała ich „it’s just mud, it’s just mud” 🙂

Jeszcze tam wrócę 🙂

  • Całe szczęście że to było tylko błoto. 🙂 Sympatyczna podróż, szkoda tylko że mgła oraz wiatr uniemożliwiały podziwianie krajobrazu i nagrywanie.

  • Aleksandra Gorczyńska

    Faktycznie szkoda tej mgły, ale i tak widoki piękne 🙂 Dobrze, że nic Ci się nie stało przy wywrotce!