11

LipDUB Orange „Akademia Q jakości” – wyciek czy kiepska kampania?

LipDUB Orange „Akademia Q jakości” ma potencjał viralowy. I to niesamowity. Niestety nie taki jaki życzyłaby sobie firma Orange. Przesyłany jest na zasadzie „LOL, zobacz jaka żenada”. A ponieważ i firma duża i mnóstwo ludzi co miesiąc płaci w niej rachunki, więc chęć dokopania korporacji tym bardziej jest przyjemnie – najlepiej to zrobić puszczając materiał dalej.

Nie znam genezy tego filmu, czy jest to jakaś słaba akcja marketingowa, inspirowana jakimś badziewnym szkoleniu z social media? Pewnie mediafunowi czytelnicy znają to z opowiadań albo autopsji. Ktoś z firmy (najczęściej kierownictwo lub dział marketingu) wybiera się na szkolenie, nasłucha się mądrości „o internetach”, wpada potem do firmy z okrzykiem „robimy niestandardową kampanię”, „zacznijmy prowadzić bloga”, „kręcimy virala”, „napierdalajmy memami w internet” i rodzi się potem jakiś spontaniczny koszmarek, social mediowy korporacyjny suchar lub marna kopia jakiejś zagranicznej kampanii. To jedna hipoteza, ale uważam ją za mało prawdopodobną.

Druga, jest taka, że ten żałosny Lipdub to efekt jakiegoś szkolenia ze współpracy zespołowej. Niektórzy jeżdżą do lasu, zespołowo pokonują tor przeszkód lub współpracują podczas wspólnej zabawy w paintball by wieczorem skończyć na wspólnym imprezowaniu. Być może, teraz na szkoleniach kręci się lipduby, co w swoim założeniu integrowania zespołu nie jest takim złym rozwiązaniem. Zespół ludzi pracuje nad wspólnym projektem, który jest z natury zabawą i podejrzewam, że zarówno podczas przygotowywania scenariusza, układania „choreografii” i samego kręcenia było mnóstwo pozytywnych emocji.

Problem jest taki, że powstaje wtedy audiowizualny materiał, który nie powinien nigdy wypłynąć poza struktury firmy. Ale materiały, które mają nie wypływać, mają to do siebie, że wypływają. I pojawia się problem. Problem nie tylko dla firmy, ale również osobistego wizerunku pracowników. Jasne, pracują na umowę, w ramach swoich obowiązków korzystają z firmowego sprzętu, a praca, którą stworzą jest własnością firmy. Problem zaczyna się kiedy coś takiego trafia do sieci. Co się dzieje, w momencie, kiedy jeden z pracowników takiego lipduba stanie się memem o sile „chytrej baby z Radomia” czy pana Janusza vel pana Andrzeja?

Profil YouTube, na którym pojawiło się to video należy do firmy, która zajmowała się realizacją tego lipduba i być może pomijając, zapominając lub ignorując umowę wrzuciła to na publiczny profil, aby pochwalić się swoją pracą (pomijam fakt, że akurat tym filmem na miejscu studia bym się nie chwalił). Do kogo może rościć pretensje pracownik i czy pracodawca jest w tym momencie w jakikolwiek sposób odpowiedzialny? Usunięcie tego filmu w profilu firmy filmopasja.pl , być może spełni wymogi prawne, ale jestem pewien, że film jest już z pewnością pobrany na dyski internautów a ci czekają tylko na sygnał „Orange cenzuruje internet, tutaj możecie obejrzeć usunięty materiał. Czego się wstydzą. Przypadek? Nie sądzę!”

Czy pracownik, uczestnicząc w takim projekcie, może odmówić rejestracji swojego wizerunku tłumacząc się tym, że jest zmuszany (lub podlega presji grupy czy kierownictwa) do wykonywania czynności, które nie są jego kompetencjami (chyba, że ma w umowie taniec :-). Gdybym uczestniczył w takim przedstawieniu, w dodatku mając poważne wątpliwości co do jakości, pomysłu i sensu takiego wykonania to z pewnością bym odmówił – pytanie tylko, jakie spotkałyby mnie konsekwencje i czy każdy miałby odwagę się postawić?

Aha, jak się pojawi w komentarzach standardowy argument, że to super akcja, bo dowiedzieliśmy się o tym, że istnieje akademia Q jakości to mam od razu pytanie – czego się dowiedzieliśmy o tej akademii, programie i korzyściach jakie możemy odnieść?

A to inny przykład takiego materiału, zgodnie okrzyknięty przez internautów żenadą roku i wyśmiany za nieudolne próby usunięcia go z internetu.

  • Pingback: O prawie do zapomnienia i o tym, dlaczego social media nie są „od czapy”()

  • mediafun

    Jest oficjalny komentarz rzecznika Orange http://blog.orange.pl/wojciechjabczynski/entry/hi

  • Michał

    Tragedia… za to powinny głowy polecieć. Miało być śmiesznie, miało być luźno, a wyszło tragicznie. Współczuję tylko pracownikom.

    • mediafun

      Dziękuję za komentarz, rozumiem, że pochodzi on od jakiejś agencji, która wykonuje zlecenie pozycjonowania dla firmy od ogrzewania. Cieszę się, że mój blog został doceniony jako wartościowe miejsce na reklamę. Ponieważ przynajmniej przeczytali państwo treść tego wpisu i w minimalnym stopniu odnieśli się do niego, nie usuwam komentarza. Linki w takich komentarzach są usuwane, jeśli (tak jak w tym przypadku) prowadzą do stron firmowych, sklepów i innych komercyjnych produktów, nie identyfikują w żaden sposób autora, nie promują jego bloga. Dla Państwa mam specjalną ofertę reklamową, której szczegóły znajdziecie tutaj: wpis reklamowy – zapraszam serdecznie.

    • A minute saved is a minute earned, and this saved hours!

  • F.Baker

    Miny mają nietęgie, czy pracownicy musieli występować za karę? Oczywiście wiem jakie są realia, albo uczestniczysz w "genialnym" planie przełożonego, albo spadówa!

  • "Mistrzowie stylu, elastyczności." – 3:38 w filmiku. To moim zdaniem wystarczy za komentarz. x]

  • Mam nadzieję, że to kiepski żart. Poziom tego klipu jest żenujący.

  • Hmmmm, ze 2 dni temu czytałem identyczny artykuł na innym blogu. Ktoś widzę czerpie z Twojego bloga inspirację

  • Niestety poziom powyższego klipu jest bardzo niski. Nie świadczy pozytywnie o osobach, które wzięły udział w nagraniu.

  • Gdzie salon

    Film nie istnieję, chyba ktoś już się postarał żeby go usunąć …..