93

Jak z blogera zrobić frajera albo zasada 3 win (żałosna oferta od mniami.pl)

Sporo ostatnio się dzieję w temacie „blogerzy w kampaniach reklamowych”, pojawia się coraz więcej sensownych propozycji, coraz więcej firm oraz agencji reklamowych rozumie również, że bloger to najczęściej blog + cała otoczka serwisów jemu towarzyszących (Facebook, YuoTube, mikroblogi, serwisy foto itp) – a wszyscy mają parcie na social media, więc dobry bloger, z dobrą, konkretną tematyką jest łakomym kąskiem. Mam przyjemność od czasu do czasu doradzać czy też konsultować mniej lub bardziej udane pomysły (ten prezentowany poniżej, trafił do mnie z maili od czytelników) i zauważyłem kilka powtarzających się modeli.

Na marginesie… większość pomysłów, które konsultowałem nie została jednak wdrożonych… najczęściej klient nie był w stanie zaakceptować faktu, że nie będzie miał kontroli nad blogerami albo ci posłusznie nie będą publikowali lukrowanych wpisów o konkretnej godzinie. Bardzo często pojawia się też zdziwienie, że blogerowi nie wystarczy dzisiaj satysfakcja z faktu, że jego praca będzie wykorzystywana przez inne marki, w zamian za, uwaga, uwag, podpis i link do bloga. Płacenie satysfakcją i linkiem do bloga to wciąż powszechne pomysły, które staram się wybijać z głowy agencjom i klientom.

A, że kampanii na blogach będzie jeszcze więcej – to widać, chociażby też po budżetach i markach jakie na blogach zaczynają się pojawiać – pojawiają się też bardzo pozytywne i naturalne emocje, bez jednoczesnego zmuszania blogera do artystycznego skłonu po mydło – warto zajrzeć na blog blogomotive, które właśnie rozbija się samochodami BMW 🙂

W najbliższym czasie coraz więcej propozycji udziału w kampaniach mogą na pewno spodziewać się blogi:
– (blogerki) kulinarne – na marginesie: zawsze wydawało mi się, że to mocno zfeminizowana branża, znacie jakieś dobre, męskie blogi kulinarne?
– szafiarskie i modowe

Myślę, że powoli marki zaczną zauważać potencjał vlogów kosmetycznych. Nie wiem jak dokładnie nazwać tę kategorię, więć roboczo skorzystam z „vlogi kosmetyczne”. To są właśnie te video blogi gdzie dziewczyny (zdarzają się też śmieszni faceci) bez szczypania się o podawanie marek, doradzają lub odradzają kosmetyki, podając ceny, producenta, miejsca gdzie można kupić… i przede wszystkim pokazując twarz, emocje – żadnej ściemy. Tym z Was, którzy ironicznie myślą o vlogach kosmetycznych, polecam zerknąć raz dziennie na YouTube i wyświetlić sobie kategorię „najlepsze dzisiaj” albo „najpopularniejsze dzisiaj” – zawsze znajdą się 3-4 vlogi kosmetyczne, które generują kilka tysięcy wyświetleń w parę dni i co ciekawe, całkiem sensowne komentarze i dyskusje pod filami – co na YouTube raczej nie jest regułą – głównie królują bluzki i akcje typu „słychaćstrzały”.

Ok, to tyle jeśli chodzi o mini analizę trendów w blogosferze, wróćmy do tematu „jak zrobić z blogera frajera” Na tapecie serwis kulinarny Mniami.pl, który rozsyłał blogerom kulinarnym oferty współpracy. Być może gdyby skorzystał z jakiejś sołszial mediowej agencji bezczelność oferty byłaby mniejsza… chociaż i to nie jest pewne.

Pozwólcie, że będę podawał ją stopniowo… aby napięcie rosło powoli a Wy przewijajcie ekran z tym wpisem w miarę postępów czytania – będzie zabawniej, zapewniam.

Ok, co musi zrobić bloger, który dostąpi zaszczytu współpracy z mniami.pl? Lecimy (cytat z oferty) – wyboldowania moje:

Zakres prac:
– rejestracja w Mniami.pl i dodanie przynajmniej 30 przepisów wraz ze zdjęciami lub filmikami przez okres współpracy (zastrzeżenie, aby to nie było dodanie wszystkich przepisów na raz);

– dodanie w swoim profilu do działu „Ulubione” profilu Mniami.pl na Facebook oraz na blogu;

raportowanie 2 tygodniowe ze zrealizowanych działań (Print screeny, linki, itp.) według przygotowanego przez Nas wzoru;

publikacja informacji na blogu na temat Mniami.pl – minimum 5 na miesiąc;

publikacja minimum 12 newsów w miesiącu na profilach społecznościowych blogerki
odnośnie portalu
(np.: linki do ciekawych przepisów, newsów z mniami.pl lub inne);

– publikacja minimum 15 informacji w miesiącu na FanPage Mniami.pl (napis na tablicy, komentowanie wpisów);

wysyłka minimum 5 Newsletterów do bazy subskrybentów – Mniami.pl dostarczy materiały;

– zamieszczenie banerów reklamowych (jeżeli Blog ma taką możliwość) na blogu;

– inne formy działań zostaną szczegółowo ustalone z blogerką (dopuszczane są jej propozycje pod warunkiem naszej akceptacji);

założenie minimum 6 wątków na forum Mniami.pl oraz komentowanie innych wątków.

– Forma współpracy: umowa zlecenie

– Wymagane: 2000 zarejestrowanych użytkowników z polecenia blogerki

Słabo? Zwróćcie uwagę na wyboldowane warunki współpracy. Niektóre są naprawdę z kosmosu, układane przez kogoś kto zupełnie nie rozumie specyfiki pracy blogera i że bloger to nie agencja do produkcji userów. Pomysłu, że to bloger ma raportować działalność, robić print screeny (jeszcze może analizy w excelu) jest zupełnie absurdalny. Zwłaszcza, że i tam większość działań ma się się odbywać na portalu czy fanpage’u portalu lub podwórku blogera. To już panie i panowie zadanie dla agencji, narzędzia do monitoringu lub też firmowego social media ninja – niech wam ktoś zrobi wycenę takiego działania.

Warunki z publikowanie wpisów czy też zakładaniem wątków na forach to również żenujące propozycję – odsyłam na serwis zlecenia.przez.net – tam małolaty za stówkę z 50 wątków pozakładają i będzie z głowy 🙂

Podobnie z newsletterami i publikają na blogu newsów z serwisu mniami.pl – ehh, nie chce mi się komentować. Czy ktoś w ogóle kontruując tą mega ofertą przez chwilę pomyślał o blogerze jako o partnerze? Na pewno nie… świadczy o tym ostatni punkt, który jak się domyślam jest warunkiem wypłaty wynagrodzenia – czyli bloger musi nastukać portalowi 2000 zarejestrowanych użytkowników – z polecenia blogera, czyli jeszcze trzeba to udowodnić albo stosować jakieś sztuczki z programów partnerskich.

Ok, przeczytaliśmy razem warunki oferty „współpracy” (cudzysłów ironicznie zamierzony). Na ile sami, jako freelancer, agencja wycenilibyście takie zlecenie?

Mniami.pl wyceniło taką pracę na 1500 zł dając na to blogerowi 4 miesiące czasu. Nie jest uściślona ta kwota, ale patrząc na ofertę, na pewno chodzi o 1500 zł brutto 🙂
Czy to dużo czy to mało, pewnie sami już wiecie, ale bawmy się dalej i zróbmy proste działanie matematyczne, pokazujące jakość tej wyceny. Wymagane jest 2000 użytkowników aby otrzymać 1500 zł – co daje 75 groszu za rejestrowanego usera – dla mnie cena bombowa, zwłaszcza, że w gratisie jest jeszcze masa kontentu, w tym 30 przepisów, wpisy, na forach, blogu, newslettery – bajka prawda? 🙂 ehhhh,

Jest jeszcze oferta „low budget” dla tych których przeraża zarobienie 1500 zł – możemy zgarnąć całe 500 zł na takich oto warunkach:

– czas: 45 dni
– rejestracja w Mniami.pl i dodanie przynajmniej 10 przepisów wraz ze zdjęciami lub filmikami przez okres współpracy (zastrzeżenie, aby to nie było dodanie wszystkich przepisów na raz);
– dodanie w swoim profilu do działu „Ulubione” profilu Mniami.pl na Facebook oraz na blogu;
– publikacja 3informacji na blogu na temat Mniami.pl;
– publikacja minimum 3 newsów w miesiącu na profilach społecznościowych blogerki odnośnie portalu (np.: linki do ciekawych przepisów, newsów z mniami.pl lub inne);
– publikacja minimum 4 informacji w miesiącu na FanPage Mniami.pl (napis na tablicy, komentowanie wpisów);
– wysyłka minimum 2 Newsletterów do bazy subskrybentów – Mniami.pl dostarczy materiały;
– zamieszczenie banerów reklamowych (jeżeli Blog ma taką możliwość) na blogu;
– założenie minimum 3 wątków na forum Mniami.pl oraz komentowanie innych wątków;
– raportowanie 2 tygodniowe ze zrealizowanych działań (Print screeny, linki, itp.) według przygotowanego przez Nas wzoru;
– inne formy działań zostaną szczegółowo ustalone z blogerką (dopuszczane są jej propozycje pod warunkiem naszej akceptacji);
– wymagane: 800 zarejestrowanych użytkowników z polecenia blogerki

Tych podpunktów i wyceny już nie będę komentował… ale kto z Was się nie uśmiał czytając te propozycje „współpracy”.

Na marginesie, pytanie do blogerów i blogerek gotujących. Na ile wycenilibyście opracowanie 30 przepisów, uwzględniając czas, zakup produktów, energię na przygotowanie, zdjęcia i ewentualnie przygotowanie filmów oraz przekazanie ich innemu serwisowi. Podajcie proszę propozycje w komentarzach albo na maila – anonimowo też może być. Może warto uświadomić (z drugiej strony to portal o gotowaniu, powinni wiedzieć) ile taka praca kosztuje.

Ok, dość naśmiewania się z mniami.pl. Ktoś może powiedzieć że tym bezczelnym blogerom już tak urosły skrzydła, że gardzą porządną kasą. Być może dla początkującego blogera, który otrzyma taką propozycję po raz pierwszy jest to jakaś atrakcyjna oferta. Chociaż wątpię, czy podołałby tym pozostałym wyśrubowanym warunkom. Z drugiej strony blogosfera kulinarna ma ostatnio całkiem niezłą passę i swego rodzaju panuje moda na gotowanie, odkrywanie nowych smaków – nawet mam wrażenie, że trochę telewizyjne gwiazdy gotowania przybladły, na rzecz tych, którzy aktywnie gotują w sieci. Pomysłów i propozycji różnych akcji z pewnością blogerki będą otrzymywały jeszcze sporo – na razie oferta mniami.pl klasyfikuje się na dole tabeli.

To co trzeba zrobić, żeby się nie skompromitować? Oczywiście punktem wyjścia jest szacunek dla drugiej strony i traktowanie blogera jak partnera w czasie kampanii. Takie podejście na początku od razu eliminuje z głowy wszelkiego rodzaju głupie pomysły w stylu „bloger robi a my go podpiszemy, że to on zrobił”. Zasadę którą warto stosować przy planowaniu wspólnych kampanii nazwałem roboczo „zasadą 3 win”. I nie chodzi tutaj a jabole czy też markowe trunki z winiarni, ale o win – zwycięstwo; zasada 3Z po prosu głupio brzmi i wygląda.

Graficznie zasada 3 win wygląda tak:

A ubierając to wszystko w słowa jest prosta jak drut. Podejmując współpracę z blogerem musisz sobie odpowiedzieć na trzy pytania – co wygrywają uczestnicy współpracy bloger-firma i czy profity ze współpracy są mniej więcej porównywalne. Dość często zapomina się o czytelnikach bloga… miałem ostatnio kilka przykładów na pomysły super kampanii, gdzie bloger dostawał fanty, reklamodawca lans i wpisy na blogu a czytelnicy mogli się tylko oblizać. Pomysł, ze bloger dostaje lodówkę, a czytelnicy smyczkę jest właśnie takim przykładem złych proporcji. Można też znaleźć przykłady, że dobry kontent na blogu jest dla czytelnika atrakcją, i wcale nie musi oznaczać deszczu nagród. Firma która zasponsoruje blogerowi-podróżnikowi np. wyprawę w jakieś egzotyczne miejsca albo super sprzęt fotograficzny i zaowocuje to świetną relacją i zdjęciami na blogu jest jak najbardziej do zaakceptowania. Odsyłam przy tej okazji jeszcze raz do relacji na blogomitive.pl – dla mnie, jako czytelnika, bomba. Ok, podsumowując, bo wpis poradnikowy się robi – zasada 3 win – odpowiedz sobie na pytanie, czy na pewno 3 strony zabawy będą zadowolone.

A na koniec wrócę do oferty mniami.pl i pytań….

Chętnie poznam Wasze komentarze dotyczące tej super oferty… a może to ja już sam jestem skrzywionym blogerem. Na ile wycenilibyście to multimedialne zlecenie dla kombajnu które mniami.pl wyceniło na 1500 zł, ddybyście mieli je przez 4 miesiące sami robić – jako freelancer albo agencja?

I powtórzę pytanie do blogerek i blogerów kulinarnych:
Na ile wycenilibyście opracowanie 30 przepisów, uwzględniając czas, zakup produktów, energię na przygotowanie, zdjęcia i ewentualnie przygotowanie filmów oraz przekazanie ich innemu serwisowi. Podajcie proszę propozycje w komentarzach albo na maila – anonimowo też może być. Może warto uświadomić (z drugiej strony to portal o gotowaniu, powinni wiedzieć) ile taka praca kosztuje.

Aktualizacja
Tak prezentuje się oferta od Mniami.pl

Aktualizacja 13 marca 2010
Oświadczenie serwisu Mniami.pl.

Oświadczenie dotyczące publikacji o serwisie Mniami.pl na blogu Mediafun.pl oraz Antyweb.pl

W związku z pojawieniem się zarzutów odnośnie rzekomej próby wykorzystywania Blogerów przez serwis Mniami.pl przedstawiamy wyjaśnienia, gdyż naszym zdaniem zaszło istotne nieporozumienie
względem Blogerek, które otrzymały od Nas propozycję współpracy.
Po pierwsze, pragniemy zdementować pogłoski o tym, że przedstawiona propozycja stanowi ofertę pracy. Przesyłana propozycja dotyczy możliwej współpracy z portalem Mniami.pl, co było wyraźnie
przedstawione w wysłanej korespondencji.
Kolejną omawianą kwestią, która wzbudza Państwa oburzenie są proponowane kwoty wynagrodzenia, co wymaga naszego precyzyjnego wyjaśnienia. Otóż żadna poważna firma nie proponuje współpracy za 1500 zł netto za okres 4 miesięcy. Standardem jest rozliczenie w cyklu miesięcznym i takie założenia też przyjęliśmy (podana kwota wynagrodzenia miesięcznego biorąc pod uwagę okres 4 miesięcy współpracy). W korespondencji nie zostało to jasno zdefiniowane, co uważamy za nasze niedopatrzenie, ale też żaden z Blogerów nie zwrócił się do Nas z zapytaniem lub wątpliwościami w tym zakresie. Nasza propozycja kwotowa od samego początku dotyczyła wynagrodzenia miesięcznego netto.

Jeżeli chodzi o przedstawione warunki współpracy, były one tylko i wyłącznie naszą propozycją WSTĘPNĄ i informowaliśmy w każdym mailu Blogerów, że warunki możemy wspólnie dostosować do naszych potrzeb i możliwości danego Blogera. Autor bloga Mediafun.pl przedstawił swoją ocenę wstępnej oferty Mniami.pl, nie kontaktując się z serwisem Mniami.pl w celu poznania założeń we wspomnianej propozycji.

Portal Mniami.pl uruchomiony 1 marca 2011 r. wstępną propozycję współpracy skierował do czołowych Blogerów kulinarnych wg badania przeprowadzonego przez IRCEnter. Doceniliśmy ich jakość i zawartość merytoryczną i to braliśmy pod uwagę, wybierając Blogi do współpracy.

Mamy nadzieję, że powyższe wyjaśnienie jest wystarczające dla precyzyjnego przedstawienia założeń wstępnej oferty Mniami.pl kierowanej do Blogerów, od których nie otrzymaliśmy jakichkolwiek wątpliwości dotyczących proponowanego wynagrodzenia. Tym niemniej, jeśli informacja dotycząca wstępnej oferty MNIAMI.PL była nieprecyzyjna i może być uznana za mylącą, z naszej strony przepraszamy Blogerów, którzy poczuli się dotknięci naszą ofertą. Z naszej strony, bardzo dziękujemy Państwu za publikację, gdyż dzięki niej mamy możliwość przedstawić wyjaśnienia dotyczące
zaistniałych wątpliwości a przy okazji duża część środowiska mogła zapoznać się z portalem Mniami.pl i znaleźć ciekawe przepisy na weekend.

Pozdrawiamy,
Zespół Mniami.pl

Dodam jeszcze od siebie, że nie miałem wątpliwości czy jest to praca czy współpraca – oferta dotyczyła właśnie współpracy (sugestie, że jest to poszukiwanie pracownika pojawiały się w komentarzach).
Również kwestia rozliczenia według mnie nie pozostawiała wątpliwości, że jest to rozliczenie za to konkretne zlecenie i wynosi jednorazowo proponowaną kwotę. W przeciwnym razie jak traktować trzecią, najniższą propozycję,gdzie pada kwota 500 zł na 45 dni? Ale to zostało wyjaśnione w oświadczeniu – teraz wszystko jasne.

  • Paweł J.

    Takiej bezczelności jeszcze w życiu nie widziałem… Kasa jest maxymalnie śmieszna jak na te wszystkie warunki. Ciekaw jestem czy ktokolwiek się na to połasi. Jeśli tak, to chyba jakiś poczatkujący bloger, tak jak napisałeś. Masakra 🙂 Brakuje jeszcze tylko tego żeby bloger podpisał z nimi cyrograf i oddał im bloga na miesiąc we władanie.

    • Tommi

      Wydaje mi się, że w tej ofercie nie jest wskazane czy płacą łącznie 1500 PLN na 4 miesiące czy też każdy miesiąc osobno (więc razem byłoby 6000 PLN). Nie wiadomo też czy to kwota netto czy może brutto? Może trzeba się zwrócić z pytaniem do mniami.pl żeby to uszczegółowili?

      • mediafun

        Dla mnie jest to jasne: jest to zlecenie które trwa 4 miesiące oraz lista zadań do wypełnienia za które wykonawca dostaje jasno określoną kwotę – 1500 zł

        • Tommi

          a moim zdaniem zawsze należy wysłuchać drugiej strony przed sformułowaniem oskarżeń… ja akurat jestem dziennikarzem i zawsze przed puszczeniem jakiegokolwiek artykułu kontaktuje się z obiema stronami, żeby miały możliwość się wypowiedzieć. Dopiero na tej podstawie czytelnicy mogą sobie wyrobić opinię… Rzucać błotem jest łatwo…

          • mediafun

            Ja również gdybym był dziennikarzem, nie wypuściłbym żadnego materiału przed skontaktowanie się z drugą stroną… ba, nawet za taki numer mogłyby mi grozić konsekwencje dyscyplinarnie, łącznie z wywaleniem z redakcji.
            Dlatego jestem blogerem, gdzie mogę zdecydować, czy kontaktować się, czy nie, czy robić materiał śledczy czy po prostu wpis z moim komentarzem… W tym wypadku zdecydowałem właśnie tak. Łamy bloga są otwarte, na sygnał z firm, które opisuje – z czego mniami.pl dzisiaj skorzystało i publikuję ich stanowisko we wpisie powyżej.

  • Na moje oko nie chodzi o prowadzenie bloga a o współtworzenie portalu (?) z przepisami. Spora różnica.

  • Niezły absurd. Szkoda, że nie wymagają żebyś jeszcze gotowe potrawy przesłał im do spróbowania;]

  • Michał Górecki

    JA mam męski blog kulinarny :)))) Chociaż wysokojakościowy (czytaj nie mam czasu wrzucać zbyt czesto notek ;)) http://gookbook.glogg.pl/

  • Oł jes! Bomba oferta, bez kitu, 30 przepisów. Pomijam całą resztę. Kochana pani domu, nakręć codziennie film jak gotujesz obiad , zrób obróbkę filmu i zmierz czas. Nie wiem czy przy trzydziestym obiadku będziesz miała czas na zrobienie kolacji. Haha! Fantaku..astyczne…
    Kto pisał ta ofertę?

    • Dokładnie! Nakręcenie jednego filmu (do którego jeszcze trzeba się ubrać, pomalować i uczesać oraz wykonać mnóstwo innych czynności), zrobienie zdjęć i obróbka wszystkiego, do tego napisanie tekstu – to jest praca na dobre pół dnia. Wiem co piszę, bo z wielkim trudem codziennie kręcę i publikuję jeden film :).

      • Michał Górecki

        Dorota, i tak hitem jest pieczarka i propozycja którą dostałać, po notce u Kominka śmialiśmy się przez pół dnia :))))) i obiad w Sfinxie :DDD

  • Ja znam fajny męski blog kulinarny! http://sykofanta.wordpress.com/category/iv-sykofa… Link prowadzi do podstrony, ponieważ cały blog jest głównie o technologii żywności.

    Praca, jakiej Mniami wymaga od blogera w tej "ofercie", jest pracą na kilka godzin dziennie. W zasadzie powinni zatrudnić do tego kogoś na pełen etat za 2-3 tysiące miesięcznie. Faktycznie żenująca historia.

  • Muszę to zacytować u siebie bo to jest wręcz niewiarygodne 🙂

  • Grzegorz Nowak

    Też wydaje mi się, że to chodzi o współtworzenie portalu tak jak Karolinie. Bez przesady – Maciek szukał materiału to zrozumiał po swojemu, albo jeszcze inaczej zrozumiał niż ten co otrzymał taka ofertę.

    • mediafun

      Grzegorz, z całą pewnością nie chodzi o prowadzenie portalu, to oferta dla blogerek a nie ogłoszenie rekrutacyjne – zerknij tutaj – jest całość dokumentu, który był wysyłany blogerom – dla mnie nie ma wątpliwości jeśli chodzi o interpretacje. http://spoti.pl/dokument/5594/wspolpraca-blogerki

  • Łukasz

    50zł za przepis

  • Tego chyba nie ma sensu komentować na poważnie, dlatego powiem, iż za 1500 zł (nawet netto) nie dodałbym ani jednego przepisu do mniam.pl. Ale nie dlatego, że się tak wysoko cenię. Po prostu żadnego rozsądnego nie znam – umiem tylko zrobić naleśnika i kotlet z indyka 😉

  • ttk

    Ofertę moim zdaniem zabija naganianie użytkowników. Same przepisy nie wydają się być problemem – przy założeniu, że prowadzę bloga od jakiegoś czasu i te przepisy mam już u siebie, a tylko przesyłam na mniami.
    No chyba, że te przepisy mają być na zasadzie 'zakupioną wcześniej pizzę firmy X wkładam do mikrofali', wtedy ja mogę podjąć współpracę 😉
    Liczba tekstów poza samymi przepisami też jest niezła.
    @Łukasz 50 zł za przepis? Fakt, w tej kwocie robię spaghetti. Jeśli przyjąć że przez parę dni dzięki robieniu zdjęć, kręceniu filmików oraz szczegółowemu opisywaniu procesu jem za darmo – byłaby to jakaś oferta. Ale patrz pozostałe warunki..

    • Łukasz

      No dajcie spokój – bez przesady aby żądać 200 zł za przepis (jak niżej przeczytałem) – 50zł to dość uczciwa oferta –
      Przecież nie szukają Jamiego Olivier'a i profesjonalnego fotografa w jednej osobie. Robisz obiad dla rodziny strzelasz fotkę, opisujesz składniki i co i jak tyle.
      Zresztą pobieżne sprawdzenie tego serwisu pokazuje takie właśnie zdjęcia a nie Full Hi-Res.
      – oczywiście reszta oferty jest denna, i jeśli już to musiałaby być osobno wyliczona.

      • Łukaszu – jeśli traktujesz czyjąś ofertę współpracy poważnie, to nie strzelasz fotki zrobionemu przy okazji obiadowi dla rodziny, ale planujesz przepisy [nie rzadko wymyślasz własne, lub modyfikujesz istniejące], później zakupy [tak, to też zabiera cenny czas], kupujesz składniki – czasem składniki na porządny obiad kosztują przeszło 50 zł, gotujesz [a godziny lecą], robisz fotki [o kręceniu filmiku nawet już nie wspominam, bo to w ogóle inna półka już] – i uwierz mi – dla większości szanujących się bloggerów to nie jest cyknięcie kilku fotek w 2 minuty, później wszytko spisujesz i obrabiasz fotki. jeśli to wszystko podsumujesz zejście poniżej 100zł / przepis to schodzenie poniżej kosztów własnych.

  • To naprawdę żenada! Powiem szczerze, że nie połaszczyłabym się na taką ofertę nawet w wypadku mojej, bardzo skromnej stronki, która z gotowaniem nie ma nic wspólnego i na reklamodawców jeszcze przez 10 lat nie mam szans. Nie za taką kasę, nigdy nie na takich warunkach. Ale biorąc pod uwagę śmieszne stawki na Ad Taily, to na taki konkretny pieniądz na pewno znajdą się chętni. Niestety!

  • Wojtek

    robisz, jesz, pstrykasz fotki i jeszcze ci za to płacą – macie do nich namiary? Chętnie skorzystam 🙂

  • Miałam okazję otrzymać tę ofertę, o której, Maćku, piszesz i mogę napisać, co zaoferowałam ze swojej strony. Niestety, nie otrzymałam odpowiedzi na moją wycenę, podobnie jak nie otrzymałam odpowiedzi na pytanie czy dobrze rozumiem, że target przyciągniętych czytelników jest warunkiem wypłaty wynagrodzenia (przy wszystkich wymaganiach zawartych w ofercie to ostatnie to już po prostu kosmos 😉 ).
    Przygotowanie 30 przepisów (tekst + zdjęcia Full HD, z przekazaniem praw autorskich) wyceniam na 6000 zł netto. Być może zleceniodawca nie zdaje sobie sprawy, że te przepisy trzeba najpierw zaplanować, wymyślić co się będzie gotowało, żeby było fajnie, różnorodnie, nietypowo, interesująco dla Czytelnika, rozłożyć ich wykonanie w czasie, zakupić odpowiednie składniki, ugotować, zaaranżować na talerzach, dobrać tło, oświetlić, sfotografować, potem wybrać najlepsze ujęcia, wprowadzić ewentualne poprawki cyfrowo. Myślę, że jest pewna różnica między tak wykonaną fotografią kulinarną a ugotowaniem byle czego i zrobieniem zdjęcia komórką, po ciemku :). Film kulinarny, do którego przekazuję prawa autorskie i w którym sama mam wystąpić, to wg mnie koszt ok. 3000 zł netto. Co do pozostałych wymogów oferty nie będę się wypowiadać, bo zgadzam się z Twoją opinią, poza tym nie interesuje mnie promowanie na moim fanpejdżu konkurencyjnych stron (a serwis kulinarny jest wg mnie konkurencją dla bloga kulinarnego, chociaż znam też odmienne opinie) ani moderowanie czyjegoś forum, skoro powinnam się zająć swoim :).
    Przy okazji zastanawia mnie, czemu firmy, które potrzebują zdjęć kulinarnych, a nie dysponują odpowiednim budżetem, zamiast składać tego typu propozycje (a dostaję ich często po kilka tygodniowo), nie wejdą sobie na stock zdjęciowy i nie kupią fotek w cenie 1$ za sztukę… i po kłopocie.

    • Wiesz czemu Doroto nie dysponują odpowiednim budżetem? Bo ktoś zwęszył interes i w szybki sposób, tanim kosztem chce zbudować serwis, ruch na nim, a za tym idą pieniądze (zobaczcie choćby ugotuj.pl)! Oczywiście niech szukają frajerów dalej bo chyba Nas za takich maja. Tu dokładnie się z Tobą zgadzam, zaplanowanie, ugotowanie, cała aranżacja, zrobienie zdjęć to praca na full time, mało osób zdaje sobie z tego sprawę, że nie wspomnę o kręceniu filmów (do tego etapu jeszcze nie doszłam).
      Ręce opadają na tego typu propozycje!

  • Piotr

    Oni chyba nie wiedzą ile reklama kosztuje n.p w adwords,za 2000 kliknięć musieli by zapłacić te 1500..Moim zdaniem zapomnieli dodać jakieś dwa zera.

  • Kamil Rojewski

    Jeśli zajmował bym się gotowaniem to samo przygotowanie 30 filmików (tak profesjonalnie) to z 1000 zł. Podejrzewam, że zapieprzanie do sklepu, kręcenie, a to przecież powtórki trzeba itd. oraz obróbka w komputerze za taką ofertę bym się nie podjął. Oni dodatkowo jeszcze chcą zrobić komuś z bloga katalog ich strony wręcz.
    Bardzo dobrze napisał Wojtek Latoszek, jeszcze tylko podesłać im tą potrawę do spróbowania…

    Dla porównania, samo pozyskanie 500 fanów na Allegro leci po 100 zł czyli 2000 fanów to 400 zł, a to jest facebook! Czyli miejsce gdzie wiele osób ma kont, a oni chcą za taką ofertę żeby ktoś zwerbował 2000 osób do serwisu, o którym pierwszy raz słyszę. Śmiech na sali…

  • Bartek

    tak btw. wiecie na ile wycenia się Maciek na Adtaily? 8 zł/dzień – co daje przez przez 4 miesiące (ten portal na tyle chce podjąć współpracę) oszałamiającą kwotę 960 zł – zgłoś się więcej zarobisz

    • mediafun

      @Bartek: Chyba się zgodzisz, że ciężko porównywać jedno z drugim – poza tym zerknij na te reklamy adtaily u mnie i zobacz do czego e wykorzystuję – do autopromocji i wspierania inicjatwy, które wspieram – magazyn, aula, netcamp, ask.

  • Kamil Rojewski

    Oczywiście oni sponsorują wtedy cały sprzęt jak kamery, składniki i wszystko co potrzebne do takiego przygotowania filmików.

  • nie jestem obcykana w tematyce kulinarnej, ale… nie siadałbym do rozmów, gdyby oferowali mniej niż 3k netto/ miesiąc, ewentualnie może być jednorazowe 10k netto za całokształt. Z wykreśleniem punktu o minimalnej liczbie zarejestrowanych użytkowników.

    Powyższa propozycja faktycznie może budzić śmiech (plus lekkie wkurzenie, ale jakoś zawsze się irytuję jak widzę bezczelnych typków szukających frajerów do roboty). Serwisowi mniami.pl już dziękujemy.

  • Pełna współpraca na zasadzie odstępowania 30 wyprodukowanych materiałów (tekst, foto + wideo HD) trzeciej firmie, aby ta mogła to umieścić na swojej stronie, to jest kontrakt na kwotę pięciocyfrową. Tyle za sam content i ew. lekką formę promocji na stronie (bez naganiania użytkowników, spamowania FB i wysyłania newsletterów). W porównaniu ze zleceniem tego ekpie telewizyjnej lub redakcji gazety to i tak są dla zlecającego śmieszne pieniądze. Poważni reklamodawcy (którzy potrzebują tego contentu do jakichś konkretnych kampanii) to rozumieją i nie rzucają śmiesznych kwot jak te wspominane 1500 zł 😉

    Pozdrawiam Dorotę 🙂 – dobrze opisałaś – u nas także przygotowanie każdego przepisu to jest mnóstwo pracy na zapleczu, której czytelnik nie widzi. Jeżeli ktoś uważa, że to jest warte grosze, niech faktycznie kupi sobie gotowce ze stocka.

    • mediafun

      o Michał z kotlet.tv – mieliśmy chyba okazję widzieć się podczas foodcampu (?), tzn ja siedziałem na widowni -bardzo fajna prezentacja! (Jeśli nic mi się w głowie nie pomieszało).

      • Niestety nie zawitałem na foodcamp, więc to nie byłem ja (może po prostu ktoś wspominał tam o kotlet.tv?), ale jeżeli impreza będzie organizowana ponownie to na pewno juz tym razem się wybiorę 🙂

  • kotarbinski

    niestety, kolejny dowód na albo poszukiwanie frajerów, albo całkowite niezrozumienie relacji blogera i sponsorów. trzeba nagłaśniać takie akcje, bo tylko wtedy jest jakaś szansa, że ktoś tutaj się czegoś nauczy. obawiam się, że nie oni pierwsi i nie ostatni, próbują sobie tanim kosztem budować potencjał w sieci.

  • Wiecie co… równie dobrze może to być faktycznie zła wola, albo po prostu brak wiedzy o tym, jak się u nas na blogach zleca reklamy. Wcale by mnie nie zdziwiło, gdyby pomysł niespecjalnie doświadczonego pracownika został skonsultowany ze skąpym szefem, ale nie nazywałbym tego od razu naciąganiem. Oczywiście nie mam na poparcie tej tezy żadnych argumentów, bo ofertę widzę tu po raz pierwszy, ale wolę by był to efekt naiwności właścicieli serwisu a nie złej woli…

  • Przepraszam ale to jest kpina. Chociaż wszystko zależy od tego na czym zależy blogerowi. Czasem zaczynając można i trzeba schylić się i coś tam ugrać kosztem mniejszego zarobku. Czasem zrobić coś za free (pieniężnie) ale dostać dobry linka lub info o swoim blogu. Wszystko kwestią potrzeb i priorytetów.

  • Pingback: Mniami.pl – ich oferta pracy dla blogerów przebija nawet Biedronkę!()

  • Grzegorz

    Oferta mniami.pl jest śmieszna i totalnie nie do zaakceptowania, ale równie śmieszne są komentarze niektórych blogerów i blogerek. W głowach się trochę jednak przewraca. Kto zapłaci Zenonowi z Parzymiechów kilkanaście tyś PLN za parę filmików z youtube jak smaży naleśniki, jak za 30k-40k można mieć Ibisza, Karolaka albo innego Mroczka do reklamy.

    Tak naprawdę w tych wszystkich nieporozumieniach przy współpracy brand-bloger winne są obie strony po równo. Brand myśli, że bloger to pryszczaty nastolatek który za obiad w sphinxie zrobi wszystko, a pryszczaty nastolatek myśli, że należy mu się kasa jak za reklamę przez faktami w TVN.

    I jedna i druga strona musi się ogarnąć.

    • Z drugiej strony za 30k masz samego Karolaka, a co z resztą procesu produkcji tejże reklamy? Trudno porównywać profesjonalne materiały wideo z profesjonalistami do materiałów wideo domowej roboty. Zobacz jakiś wywiad ze Staszkiem Mąderkiem odnośnie kosztów "Stars in Black"…

  • Słyszałem o tej ofercie, choć sam takowej nie otrzymałem (też prowadzę blog kulinarny). Dla mnie to jakaś masakra i tyle. Jak wspomnieli przedmówcy, samo przygotowanie potrawy to tylko część roboty i nawet gdyby propozycja dotyczyła jedynie przygotowania 30 przepisów z obfotografowaniem ich, to ten 1500 (choćby netto) to mało.
    Biorąc pod uwagę pozostałe warunki to wydaje mi się, że uczciwa propozycja była by taka – 1500-2000 netto/miesiąc, choć zaznaczam, że to kwota dla "drobniaka" jak ja. W przypadku stron ze znacznie większym ruchem, nawet te kwoty są śmieszne.

    To kolejny przykład z ostatnich dni jak ktoś próbuje dymać blogera. Przed momentem otrzymałem maila z Blogvertising, w którym przekonują mnie, że słynny już § 9 pkt. 2 nowego regulaminu: "Kampanie Reklamowe Display są emitowane na Blogu bez konieczności uzyskiwania odrębnej zgody od Blogera." to standardowy zapis, żeby nie ominęły mnie ciekawe kampanie…. Masakra…

  • Prowadzę bloga kulinarnego i jestem mężczyzną. Z tego co wiem to nie ma przewagi kobiet prowadzących blogi kulinarne. Kwota 1500 i te wymagania to kompletna bzdura. Musiałbym nic innego nie robić tylko spełniać ich warunki. 30 autorskich przepisów pozostawię bez komentarza, chyba żeby iść na łatwiznę i powklejać stare przepisy lub te, które z różnych przyczyn nie trafiły na bloga.

  • Ta "oferta" jest żenujaca. Rozumiem chęć zarobienia na blogerach, ale to deal na kilkanaście kilka tysięcy, a nie 1500 pln. Ze swojego podwórka dopowiem, ze tez dostaje często takie "biznesowe propozycje". Kasuje je od razu, nie ma co się spinać. Jest jakaś wartość, gdzie albo jest szacunek stron albo po prostu "dymanie".

    Ze swojego podwórka: Od kilku miesięcy chodzę za poważnym sponsorem/reklamodawca swojego bloga. To nic ze ciekawa i dobrana grupa docelowa, buzz, cały ekosystem, ciekawe tematy /atrakcyjny sport – kite i destynacje/. Kilkanaście firm, oferty, agencje interactive i PR. Teraz parcie na FB… a blogi? Najlepiej za czapeczkę i garść złociszy zrobić dobrze. Postoję, stać mnie jeszcze na materiały video czy podróże. Był już sponsor dograny, po czym się wycofał …bo bał się, bo mu się liczby nie zgadzały, bo szkoda mu było kilkanaście tysięcy. Tak niestety, biznesu się nei zrobi. Wygrywają Ci, którzy maja jaja i odwagę w komunikacji. Mniemam że to jeszcze się odwróci.

  • Oni jutro opublikują informację, że ta oferta, to było nieporozumienie, albo błąd pracownika, który opublikował niezatwierdzony tekst. Przeproszą, uderzą się w pierś i już będą fajni.

    A tym czasem dzięki temu prostemu zabiegowi, cała wzburzona blogosfera robi im za darmo reklamę większą, niż mogliby kupić… 🙂

    • mediafun

      a całą kasę za buzz zgarnia budzich 🙂 tak się trzepie kaskę na blogach 🙂

  • Pingback: playr / Mniami.pl robi frajerów z blogerów()

  • Jeśli to przemyślna "akcja wiralowa", to ja dziękuje za taki nowatorski marketing… i życzę powodzenia na rynku.

  • mediafun

    Obserwując komentarze widzę jedną regułę – zazwyczaj blogerzy, szczególnie ci z doświadczeniem albo mający bloga z marką (o markach blogów napiszę trochę później) doskonale rozumieją absurdy tej oferty. Zwracam uwagę, że oferta poszła do wyselekcjonowanych blogerów, których trudno nazwać pryszczatymi nastolatkami gotującymi parówki na wodzie. – oferta nie pojawiła się na żdanej giełdzie pracy czy na portalu ogłoszeniowych – ktoś przymyślał temat, wygrał blogerki i słał konkretną ofertę współpracy.
    Natomiast nie-blogerzy albo ci którzy naprawdę nie poświęcili chwil aby zastanowić się ilością pracy jaką trzeba włożyć w wykonanie tego zadania (polecam komentarz wyżej Doroty Bulbiak) uważają, że to w porządku oferta… hmmm. W sumie jest już upubliczxniona, możecie się zgłosić do mniami i schylić się po tę kaskę….

    Naprawdę dostaję sporo zapytań i jeszcze więcej głupich albo słabych pomysłów – naprawdę mógłbym zrobić cykl na kilkanaście wpisów z przykładami – ale rozumiem też niezrozumienie blogosfery, niezrozumienie tematu przez klientów i agencje – ale w tym przypadku jest już dymanko w biały dzień… i co jakiś czas przyda się zimny prysznic pokazany na konkretnym przykładzie.

  • polecam http://kulinarnypodryw.pl 😉
    a co do kampani z bloggerami to ostatnio miałam propozycje promocji margaryny Kasi- podziękowałam, nie dość że musiałam kupić Kasię, upiec coś z jej udziałem, stracić czas i kilka złotych na produk którego nie znam, to jeszcze obowiązkiem było zrobienie ze swojego bloga i funpage słupa ogłoszeniowego z codziennymi (nawet dwa razy dziennie) wpisami o tejże margarynie i to za całe 200zł brutto… mało to dla mnie nie jest, ale mój blog to nie słup ogłoszeniowy!

  • i jeszcze jedno… pitolenie na moim profilu 😉 http://www.facebook.com/agata.chmielewska1/posts/

  • Alex, chyba antyreklamę 😉 Raptem jeden link w tekście jest do kliknięcia, który kieruje do strony internetowej inkryminowanego vortalu. A ja i tak nie kliknę, bo w Internecie takich serwisów jest pełno. A gdybym się interesował na poważnie pichceniem z książką kucharską na ekranie komputera, to bym wcześniej dokładnie przeczesał Sieć, by znaleźć najbardziej odpowiedni i najciekawszy dla mnie internetowy serwis kulinarny.

  • A ja trochę z innej beczki – zasada trzech korzyści brzmi już chyba całkiem fajnie 🙂

  • Wiecie, taki jest właśnie polski biznes – biznesmeny ze słomą w butach i tyle. Ilu się miało Klientów, którzy na budżet m.in 2000 netto miesięcznie dla blogera wielce się oburzali i twierdzili, że oddelegują pracownika i zrobi im to za przysłowiową "stówkę". A niech robią! Huzia i do przodu, ale ja za efekty nie ręczę 😉
    Zasada jest prosta: jeśli chcemy ugrać coś na blogosferze, to doceniajmy osoby z tego środowiska, bo robią kupę super roboty!
    Ja sobie tak w duchu myślę, że ta świadomość kiedyś nadejdzie… A tymczasem cza edukować.

    Czołem!

  • Zenada! 1500 zł? Ja bym to wycenił na 6000 zł,jak nie więcej. 2000 użytkowników w 4 miesiące? to wychodzi około 20 na dzień + jeszcze kręcenie filmów itp. To są chyba jakieś jaja. Dobry artykuł. Mam nadzieje,że te komentarze trafią do właścicieli portalu mniami.pl

  • walic to cale mniam.pl – prym wiedzie i bedzie wiodl kotlettv na youtube 🙂

  • 2000 nowych użytkownikòw za 1500 pln. Możliwość współpracy z Mniami.pl bezcenna.

  • Pingback: Rózga Świętego Mikołaja...()

  • Żenada, żal.pl. Nie ma na to słów. Co do wagi blogów pisałem w kontekście zastosowania ich w kulturze na swoim blogu. Dla zainteresowanych podam link: http://creativeindustries.co/post/3490657148/blog
    A tych których to nie zainteresuje i potraktują jako spam, to najmocniej przepraszam.

    Maciek, wspomniałeś o vlogach wizażystek. Ze swojej strony polecam ten autorstwa Michelle Phan: http://www.youtube.com/user/MichellePhan

  • argasek

    Co do męskich blogów kulinarnych, polecam "Można gościom" Marcina Jagodzińskiego: http://moznagosciom.posterous.com/

  • Również dostałam tą ofertę :).
    U mnie koszt 1 przepisu + zdjęcia do niego to 1500 zł.
    Pomijając, że bym się w ogóle nie zgodziła na tą ofertę z innych względów.

  • żałośni blogerzy i tyle, nikt nie czyta Waszych wypocin

  • Ewa

    Oferta bomba! Zrobił ją ktoś, kto traktuje blogera jak pryszczatą nastolatkę, która dla satysfakcji pisze egzaltowany pamiętnik. Druga opcja – ktoś postanowił wyprodukować sobie kontent i wypromować stronę ZA DARMO, bo przecież tę kwotę trudno nazwać zapłatą za pracę.
    W ubiegłym roku organizowałam kontent do strony kulinarnej – nie od blogerów, bez użyczania ich blogów/fanpageFB do promocji – za 1 przepis ze zdjęciem płaciłam 200 zł brutto, przy czym dostawałam to jako surowiznę, którą trzeba było opracować i na stronie umieścić. Jest to raczej niska cena. Czyli w tym wypadku tylko przepisy ze zdjęciami kosztowałyby 6000 zł. Pozostałe działania? filmiki – jeden wyceniam na 1500 zł. A gdzie promocja na blogu i fanpage? animowanie forum?
    .
    Kiedy rozmawiam z firmami świadomymi czy uczciwie podchodzącymi do tematu – powtarza się opinia, że pozyskanie/opracowanie kontentu jest największą częścią budżetu przygotowania porządnej strony i ubolewanie, że na to nie można pozyskać dofinansowania z unii.
    .
    Maćku, chcę podziękować za to że opisałeś tę kosmicznie absurdalną ofertę – na pewno przyczyni się do edukacji firm składających oferty blogerom. Poruszę temat też na swoim blogu, co mam nadzieję że i inni zrobią.

  • Ale mnóstwo blogerek się na to załapie. Jak na tę akcję z Kasią, jak na promowanie kostki Knorr, jak na umieszczanie przepisów na innych portalach, które w regulaminie zastrzegają sobie prawo do robienia z nimi, co chcą.
    I taka jest prawda i akcja się powiedzie. Przynajmniej jeszcze chyba zdjęć nie kradną, jak to czynił pewien inny wortal.

    Na jakich warunkach ja zgodziłabym się na współpracę? Minimum 100 zł od zdjęcia bez zgody na wykorzystywanie w druku i powielanie powyżej 100 sztuk. Za autorski przepis minimum 300 zł. Żadnego udzielania się na forach, żadnego nagabywania Internautów, żadnej akcji promocyjnej na blogu, chyba że niewielki baner z boku i ewentualnie odnośnik (ten przepis znajdziecie też tu:…) pod przepisem.

    Pozdrawiam

  • kulinarny facecki blog: http://facetwquchni.blogspot.com
    ale nie wiem czy jest dobry 🙂

  • Pingback: Oświadczenie Mniami.pl w sprawie propozycji dla blogerów : Blog.Mediafun.pl()

  • Do update:
    wg mnie wszyscy zrozumieli dobrze, czyli 1500 zł. to mialo być cale wynagrodzenie za 4 miesiące.
    I nie cieszyłabym się ze złej sławy na ich miejscu. W tym przypadku, powiedzenie, że nie ważne, jak piszą, byle pisali to nie jest dobra wrózba.

  • Sova

    Teraz po aktualizacji sami próbują ratować twarz… Bo sytuacja z 3 ofertą za 500pln niestety świadczy, że podane wymagania i kwoty obejmowały dane zlecenie w całości, a nie miesięcznie. No i kwestia możliwości negocjacji warunków – jakby była taka możliwość w pierwotnym założeniu oferty, to każdy tworzący taką ofertę by zawarł taką klauzulę /informację/ – chyba, że pisał to ktoś kto nie ma zielonego pojęcia o pisaniu ofert współpracy, czy zatrudnienia.
    Pozwolę sobie zacytować klasyka:
    "Chcieliście wydymać Freda*? Fred wydymał Was…"
    * Fred – czyt. Blogger

  • Ot siła czwartej władzy 🙂

  • Czekalem tylko jak w ofercie sie pojawi, zeby przeslac zrobione zarcie z tych przepisow do siedziby firmy 🙂

  • Jak to z ta reklama na blogach i świadomością jest? http://gadzinowski.pl/marketing-na-blogach/
    Moim zdaniem, blogerzy to mielonka, która się kupuje i sprzedaje jak na kilogramy.
    Social marketing w PL dalej w powijakach… mimo szumnych konferencji, występów.

    Co do poszukiwań reklamodawców i sponsorów, nie mam dobrej opinii.

  • Huckster

    A ja trochę z innej beczki. Czy myślicie, że takie wpisy jak ten Maćka i takie komentarze bardziej zachęcą innych potencjalnych reklamodawców do współpracy finansowej z blogami i blogerami czy zniechęcą? Nie chcę wdawać się w dyskusję o faktycznie zbyt niskiej wycenie świadczeń, ale bardziej o budowaniu partnerskich relacji z nowymi reklamodawcami. Ja po przeczytaniu takiego wpisu, mając do wydania jakiś budżet reklamowy zastanowiłbym się dwa razy czy chciałbym zaistnieć w środowisku gdzie w tak krótkim czasie zostałbym zlinczowany. 🙂 A całość przecież można było załatwić prostym mailem: "Dziękuję za przesłaną ofertę, jednak moje stawki są wyższe niż proponowane. Moja propozycja to (…). Jeżeli jesteście Państwo zainteresowani podjęciem współpracy na moich warunkach – zapraszam." I po temacie.

    • mediafun

      Huckster: mój wpis nie miał służyć publicznemu linczowaniu – zresztą zerknij na ostatnie akapity o zasadzie 3 win. Ale faktem, jest, że celem mojego wpisu byłe efekt, aby reklamodawca i klient przed wysyłaniem ofert, maili czy porpozycji do blogerów (a wierz mi, mam sporo przykładów, przynajmniej na jeden taki wpis tygodniowo) zastanowił się dwa, albo trzy razy czy propozycja ktorą wysyła jest faktycznei poważna… czy sam sobie coś takiego by zaproponował… Ot tyle, akcje,gdzie bloger traktowany jest jak partner a nie jak "napierdalacz komci" wychodzą, i mają bardzo pozytywny odźwięk. Zobacz na emocje na blogomitive.pl, czu burgerking stracił czy zyskał na akcji z kominkiem, mój sponsoring z Agito itp – o dobrych przykładach też piszemy na blogach i nie chodzi tylko o linczowanie (chociaż przyznaję, to jest najłatwiejsze)

      • Huckster

        @mediafun: zasada "3 win" w sumie powinna nosić nazwę "zasada 3 korzyści" 🙂 – oczywiście się z nią zgadzam. Natomiast jeżeli blogerzy mają być postrzegani jako profesjonaliści, to nie powinni według mnie stosować różnej zasady do różnych klientów – każdego powinni traktować tak samo, a nie wytykać palcami nieudane oferty współpracy. O przykładach komercyjnych współpracy z blogerami czytałem i konsultowałem już trochę też w tej materii 🙂 Bardzo fajnie, że coraz więcej firm stosuje indywidualne podejście do blogerów, ale w drugą stronę powinno być tak samo – czy to Lexus, czy mniami.pl – jeżeli blogerzy w Polsce mają budować swój profesjonalny wizerunek i relacje reklamowo-promocyjno-finansowe, powinni do wszystkich potencjalnych klientów odnosić się profesjonalnie.

        Być może Twój wpis spowoduje, że reklamodawcy / partnerzy zastanowią się głębiej nad pomysłem na współpracę, ale pewnie będą i tacy, którzy stwierdzą, że nie ma co z blogerami współpracować – bo wszelkie niewłaściwe propozycje (vide kominek i dr oetker, czy eirena i pracuj.pl) będą publicznie pokazywane i wytykane palcami.

    • kp.

      Tak, jasne… można się było nawet zgodzić dla świętego spokoju – wszak brak asertywności to moje drugie imię…
      Taka propozycja to nie jakieś "nieporozumienie" tylko zwykłe olewanie blogera. Skoro ktoś traktuje jego jak g##o to czemu nie zrewanżować się?

  • Sprostowanie = reklama. Reklama dźwignią marketingu 🙂 Tak czy owak promują z głową.. teraz.

  • Pingback: dobra współpraca z blogerami, albo jej brak | auditlog.pl()

  • janne

    Typówka. Ktoś rzuca zlecenie, nikt nie ruszy palcem, ale zaczyna się gadka, jakie to krzywdzące warunki. Koniec końców zawsze się okazuje w takich dyskusjach, że po prostu się nie opłaca zlecać czegokolwiek blogerom, bo choćby dać im 8 wielbłądów z kawą, trzy wioski i księżniczkę za żonę, to i tak zawsze będzie oburzająco tania oferta i wtedy zaczyna się lans – kto napisze, że on mógłby, ale za o wiele więcej, a i wtedy leniwie. Prawda jest taka, że rynkowa wartość pracy blogera (że napisze post o Burger Kingu, albo tunice za dupkę z H&M) jest marginalna, więc marka staje z reguły przed wyborem, albo oferować mało (jak tutaj), albo przepłacać. W komentarzach zresztą komus już wyszło, że jeśli miałby "godnie" opłacać blogera, to w zasadzie za zbliżoną kasę może sobie podnająć jakąś gwiazdę drugiej kategorii. Więcej pokory, Państwo blogerstwo 🙂

  • Maciej

    Może ich celem była właśnie darmowa reklama, być może spodziewali się, że środowisko blogerów zareaguje w ten sposób i być może ktoś skomentuje tą ofertę. W ten sposób prawdopodobnie odwiedziło ich stronę pewnie kilka tys uu, a więc chcąc nie chcąc osiągnęli swój zamierzony efekt.

  • Dla blogerów (blogerek?), które całymi dniami siedzą przed komputerem piekąc ciasta.

  • Pingback: Czy polska blogosfera jest warta uwagi? | blog.adadio.pl()

  • Pingback: kryzys przy współpracy z blogerami | PRawdziwy dialog z rzeczywistością...()

  • O co tyle krzyku…. fajny wpis swoją drogą, jest wolny rynek jak się nie podoba, make your choice…. czy takie czy śmakie warunki.

  • Wpis co prawda ma już troszkę, ale chętnie się wypowiem jako blogerka kulinarna.

    Po pierwsze, do blogerek kulinarnych jest skierowanych mnóstwo (!) beznadziejnych ofert. Jeśli przejrzeć zasady działania portali kulinarnych/agregatrów (teraz na myśl przychodzi mi np,. tylko bobby.pl a są etż inne) to akceptując regulamin zgadasz się na wykorzystywanie, odsprzedawanie osobom trzecim itp. praw autorskich do przepisów, na 15, 25 lat, dożywotnio (albo wręcz podpisujesz, że nawet w przypadku śmierci (!) zrzekasz się praw).

    Jeśli chodzi o przygotowanie przepisów (i zdjęć! – mi to zajmuje na prawdę sporo czasu: to praca koncepualna, gotowanie, sylizacja, zdjęcia, edycja w programie graficznym ipt) to moim zdaniem uczciwą ceną jest 300 zł netto za jeden. Jak wspomniała Dorota, przy 30 przepisach można dać im rabat.

    Myślę jednak że sprawa wygląda tak,że te agencje tak działają, bo po prostu znajduą się na to chętni i już. Wiem, że niektóre blogi kulinarne zaakceptują zestaw herbat jako zapłatę za wpis promocyjny/zorganizowanie konkurusu (nie mówię złośliwie, bo sama byłam taka głupia). Im dłużej prowadzę bloga tym bardziej doceniam pracę innych, sama wiem, ile czasu i wysiłku trzeba w to włożyć.

    ps. z blogów męskich: Eat after reading, Naleśnikiem do Nieba 🙂

  • Problem jest w tym, że tacy zleceniodawcy wiedzą co robią. Zobaczcie jaka jest konkurencja. W dodatku duże bezrobocie. Zawsze się ktoś znajdzie na taką ofertę bo jak to się mówi lepiej zarobić 1500 zł niż nic. A cwaniacy wykorzystują zdesperowanych bezrobotnych ludzi. W tym kraju jest już coraz gorzej.

  • Pingback: Marketing w sieci (pdf) – wiedza za darmo : Blog.Mediafun.pl()

  • Kamilek

    niektórzy blogerze to chyba rozum zjedli… to nie jest tak, że nie ma ludzi nie zastąpionych i jeżeli ktoś to robi za mniejsze pieniądze to znaczy, że się da, a kwestia przeszkolenia, efektów, motywacji do pracy jest podobna. W cenie 6000 można postawić własne blogi i je przeindeksować, a efekt będzie podobny.

    konkurencja jest dobra, inaczej programiści i "pseudo" mistrzowie blogowania zjedli by ceną usługi, ja wiem, że najlepiej jeżeli nie było by konkurencji, ale tak się nie da i dobrze, że istnieje portal zlecenia.przez.net inaczej "mistrzowie programowania" którzy non stop czepiają się portalu podnosili by ceny w nieskończoność

    • Dariusz

      Dobrze powiedziane 🙂 Konkurencja jest dobra, tylko że niestety jest tak, że to rynek (popyt i podaż) ustala ceny za usługi. Wiadomo że zawsze musi wystąpić równowaga rynkowa czyli przecięcie się krzywej popytu i podaży, tylko że niestety im większy wysyp chętnych do pracy tym jest coraz gorzej, ponieważ ceny spadają do tak żenująco niskiego poziomu, że freelancer nie jest w stanie się utrzymać.

      Działalność bloggerów jest pod względem ekonomicznym opłacalna tylko w przypadku gdy cena odpowiada przynajmniej uzasadnionym nakładom pracy, inaczej blogger dokłada do interesu.

  • Pingback: Marketing w sieci (pdf) – wiedza za darmo | Blog.Mediafun.pl()

  • If you are going for most excellent contents like I 
    do, simply visit this website all the time for the reason that it offers feature contents, thanks

  • Pingback: Simple methods to Buy Twitter Followers On the web | nikiboageh()

  • Tak. W tym roku oraz w najbliższym czasie będzie miało to szczególne znaczenie ponieważ reklamodawcy coraz poważniej podchodzą do blogosfery. Ciekawi mnie jakie oferty będą składane blogerom przez marki