10

I Love Marketing & Social Media – o kobietach, które zawiodły

Paradoksalnie – kobieta wygrała konferencję przygotowując najlepszą prezentację i kopiąc tyłki wszystkim facetom, ale to właśnie, moim zdaniem, kobiety zawiodły.

Tym razem pomyślałem, że zrobię inaczej. Zamiast wychwalać konferencję przed i zachęcać Was do kupna wejściówek czy dostępu do wideo pomyślałem, że odczekam chwilę i na chłodno podzielę się swoimi obserwacjami (zresztą, biletów i tak nie ma na długo przed rozpoczęciem konferencji 🙂

Atrakcje

Przede wszystkim organizacyjnie I Love Marketing & Social Media to wciąż najciekawiej zorganizowana konferencja branżowa, widać, że organizatorzy wkładają mnóstwo wysiłku, aby wszystko było dopięte na ostatni guzik, tu i tam eksperymentując z dodatkowymi atrakcjami. Nawet „strzelanie” koszulkami z pneumatycznego działa na zakończenie każdej prezentacji może, co prawda, niektórym marudom wydawać się przerostem formy nad treścią – ale to, że można wykorzystać ten element programu w dobrym celu udowodnił Michał Kasprzyk licytując wśród publiczności możliwość wystrzelenia koszulką. Kasa z licytacji – kilka tysięcy złotych – poszła na cel charytatywny. Dla mnie bomba, sam wciągnąłem się w licytację.

No dobra, atrakcje atrakcjami, ale co z merytoryką? Patrząc tylko statystycznie – 32 prelegentów – każdy znajdzie coś dla siebie. Wielokrotnie mówiłem o I Love Marketing, że jest to świetna konferencja dla początkujących i średnio zaawansowanych w branży marketingu i social media. I zdanie to zdecydowanie podtrzymuje. Przekrój tematów, sporo aktualności, mnóstwo różnych punktów widzenia – to z pewnością jest konferencja, na którą wysłałbym swoich pracowników, aby doszkolili się i zobaczyli w jakich kierunkach jeszcze powinni zdobyć kompetencje. Również dla mnie było sporo ciekawych rzeczy, nowych i z pewnością do kilku prezentacji wrócę dzięki dostępowi na VOD.

Wrażenia

Największą zaletą I Love Marketing jest wskazanie kierunków i zmian w branży, którymi marketer powinienem się zainteresować.

18 minut na prezentację ma swoje wady i zalety – nie ma lania wody, trzeba skupić się tylko na konkretach, jednocześnie trudno przeprowadzić spokojny, rzeczowy warsztat krok po kroku. Niezmiennie cenię I Love Marketing za wachlarz tematów i jeśli miałbym wybrać jedną, płatną konferencję o marketingu i social mediach to byłoby właśnie spotkanie ta konferencja. Świetnym przykładem „przeglądu trendów” było wystąpienie Szczepana Bentyna o kryptowalutach w marketingu. Trudno byłoby mnie przekonać na wyjście i zapłacenie za dwudniową konferencję dedykowaną tylko kryptowalutom. Szczepan swoim wystąpieniem traktującym o kryptowalutach jako element programu lojalnościowego idealnie naświetlił mi temat i kierunek, w którym powinienem rozpocząć poszukiwania i zgłębiać temat. I myślę, że to jest największą zaletą I Love Marketing – wskazanie kierunków i zmian w branży, którymi jako marketer powinienem się zainteresować. Myślę, że sporo uczestników konferencji odkrywało właśnie takie nowe kierunki i dyscypliny, w których jako marketerzy powinni się dokształcić. Przypomnę tutaj swój materiał sprzed roku:

Ciągle nie podoba mi się pomysł na losowanie kolejności prezentacji. Zdaję sobie sprawę, że wynika to z grywalizacji pomiędzy prelegentami (ósemka najlepszych z każdego dnia, oprócz zapłaty za wystąpienie, otrzymuje dodatkowe nagrody pieniężne). Ale merytorycznie jest to błąd obniżający doświadczenie uczestnika. Jako widz jestem skazany na miks wystąpień i trochę skakanie po tematach. O wiele bardziej przydatne byłoby układanie prezentacji w bloki tematyczne oraz wzrastający poziom zaawansowania, tak aby koncentrując się np. na „Live na Facebooku” uczestnik dostawał po kolei wystąpienie na poziomie podstawowym, potem więcej, więcej i na końcu poziom zaawansowany. W sytuacji, kiedy kolejność wystąpień jest losowana, miałem wrażenie, że tematyka Wideo na Facebooku pojawiała się kilkakrotnie, często się powtarzając i podstawowa prezentacja lądowała między dwiema zaawansowanymi z innego tematu – co niestety szkodziło też prelegentowi, bo na tle sąsiadów wypadał niezasłużenie blado.

Zaplanowana agenda, ustalenie konkretnych bloków i przede wszystkim skomunikowanie prelegentów ze sobą, celem ustalenia tematów, uniknięcie powtarzania kwestii – to jedna z niewielu rzeczy, którą bym na I Love Marketing poprawił.

Kobiety

Wróćmy do kobiet na scenie. W kontekście coraz częstszych dyskusji o zapraszaniu kobiet na konferencje, do dyskusji panelowych itp. jak na branżowe wydarzenie 10 kobiet na 32 prelegentów to nie jest taki zły wynik.

Mam jednak pewien problem z jakością wystąpień kobiet.

I zanim podzielę się z Wami swoimi przemyśleniami, muszę powiedzieć, że skonfrontowałem swoje przemyślenia z co najmniej kilkunastoma osobami (kobietami i mężczyznami), które były obecne na konferencji i one podzielały moje obserwacje. Jestem bardzo ciekawy, czy Wy się ze mną zgodzicie. Ba, nawet w mojej prezentacji najważniejszym punktem był pewien pomysł skierowany właśnie do kobiet – po to, aby pomóc im przebić się ze swoją ideą do szerszego grona.

Co z tymi kobietami? Które wystąpienia mi się podobały? Janina Bąk, która połączyła show z merytoryką i zdobyła największe uznanie publiczności, Ewa Wysocka, której merytoryczna, bazująca na własnym doświadczeniu, ale niedoceniona niestety przez publiczność, prezentacja nie przebiła się wysoko w głosowaniu. Wyróżniłbym jeszcze Barbarę Stawarz (chociaż jak dla mnie, zbyt dużo wiedzy i za duże tempo wciśnięte w jeden, 18 minutowy blok) i Monikę Górską (świetny temat i wrażenie, że obcuję z fachowcem – jednak popracowałbym nad tempem, dynamiką prezentacji, bo wystąpienie o storytelingu nie powinno mieć takiej sennej temperatury) – pozostałe kobiety, wrzuciłbym do jednego worka, pułapki, która wynika trochę z pewnego mechanizmu, prawidłowości, którą zaobserwowałem.

W sieci jest mnóstwo inicjatyw, aktywnych grup na Facebooku, które wspierają kobiety w biznesie, w rozwoju, dodają im odwagi itp. Absolutnie nie kwestionuje ich istnienia, są bardzo potrzebne i imponują mi aktywnością i szerokich wachlarzem poruszanych tematów. Część prelegentek na I Love Marketing właśnie z takich grup się wywodziło. Takie grupy i społeczności mają jednak pewną niepokojącą wadę (poprawcie mnie jeśli się mylę) – bezkrytyczne chwalenie i przyklaskiwanie każdej aktywności:„Brawo, brawo Jola! Dajesz! Super temat!” (Jola nie istnieje, jest wymyślona na potrzeby tego tekstu).

Brakowało mi na scenie kobiet, o których bym pomyślał „Wow! To jest Anna Streżyńska marketingu” – fachowiec – bez wchodzenia w dyskusję czy to kobieta czy mężczyzna.
Tego typu zachowanie utwierdza w przekonaniu, że wiedza, którą Jola chce się podzielić na scenie, przed prawie tysięczną publicznością jest idealna. Niestety, moje obserwacje oraz wyniki głosowania pokazują, że tak do końca nie jest. Jola wychodzi na scenę, przekonana przez grupę o swojej eksperckości i prawi dość podstawowe banały, które może we wcześniejszych webinarach na zamkniętych, kobiecych grupach zdawały egzamin („super Jola, uwielbiamy Cię słuchać”, „odmieniłaś moje życie”, „cudowne wystąpienie”) natomiast na rzeczywistości konferencyjnej brzmią trochę naiwnie.

Nie zrozumcie mnie źle, nie chcę blokować czy podcinać skrzydeł kobietom, ale zdecydowanie brakowało mi na scenie kobiet, o których bym pomyślał „o wow, to jest Anna Streżyńska marketingu” – bez wchodzenia w dyskusję, czy jest to mężczyzna czy kobieta – po prostu fachowiec. Brakowało mi na scenie takiej osoby. W czasie poprzedniej edycji miałem podobne przemyślenia, tym razem pomyślałem, że podzielę się nimi publicznie.

Nie chcę też wywoływać jakieś rywalizacji między kobietami, a mężczyznami (bo słabe wystąpienia facetów na I Love Marketing również były) ale chcę zwrócić Waszą uwagę, że nie tylko istotny jest stosunek liczby kobiet do liczby mężczyzn na konferencjach, ale liczy się też jakość. Marketing i social media zawsze wydawał mi się bardziej kobiecym zawodem i zdecydowanie będę wspierał ideę „więcej kobiet na scenach”.

Drugie miejsce!

I na koniec, chciałem bardzo serdecznie podziękować za Wasze głosy, mnóstwo przybitych piątek i dobrych komentarzy po moim wystąpieniu. Dzięki temu zająłem drugie miejsce, ale drugie miejsce za Janiną to jak pierwsze, bo z Nią przegrać to jak wygrać!

To bardzo miłe uczucie być na podium, zwłaszcza, że będąc przyzwyczajonym do atmosfery panującej na I Love Marketing, totalnie nie spinałem się z biciem o czołowe miejsca. Nawet mogę sobie pozwolić na ten luz, że dobierając temat wystąpienia nic kalkuluję pod gusta publiki. Po prostu chce się podzielić swoją wiedzą i doświadczeniem z tego obszaru, który mnie najbardziej interesuje.

To oczywiście, że znaczy, że nie staram się przygotowując prezentację – wręcz przeciwnie, do ostatnich minut przed wejściem na scenę dopieszczam jeszcze ruch i animacje w slajdach, skracam albo dodaję slajdy, kombinuję jak się zmieścić w tych cholernych 18 minutach 🙂

Wkrótce podzielę się z Wami moimi sposobami na idealną prezentację. Obserwujcie blog.

Sporo osób pytało się też jak przygotowuję swoje prezentacje. Moim ideałem jest sytuacja, w której prelegent wraz z multimedialnymi slajdami za nim stanowił jedność, żeby wszystko płynnie się zmieniało, było właściwie interaktywnym filmem przez który publiczność jest prowadzona przez prelegenta, zachowując jednocześnie idealny balans między formą, a merytoryką.

Ogarniam właśnie skrypt, wszystkie moje notatki i doświadczenia z ostatnich lat – wkrótce się nimi z Wami podzielę, bo ciągle się uczę i ciągle na polskich konferencjach, brakuje mi dobrych prezentacji 🙂

W najbliższym czasie będę miał okazję wystąpić na:

oraz kilku zamkniętych, dedykowanych szkoleniach w różnych częściach kraju.

Muszę w końcu odpalić jakiś publiczny mini kalendarz z ciekawymi wydarzeniami i to w końcu  uporządkować 🙂

A wszystkich, którzy pominęli obecną i poprzednią edycję I Love Marketing & Social Media szczerze zachęcam do zerknięcia i zaopatrzenia się w dostęp VOD do nagrań z konferencji. Mnóstwo świeżych i ciekawych prezentacji, sam czekam do nagrania i z pewnością do kilku z nich jeszcze wrócę. Dostęp do nagrań możecie kupić na stronach Sprawnego Marketingu.

Bardzo ciekawa dyskusja jest na moim prywatnym profilu na facebooku – zerknijcie:

Comments 10

  1. „Świetnym przykładem „przeglądu trendów” było wystąpienie Szczepana Bentyna o kryptowalutach w marketingu.”

    Szczególnie, że mówił nieprawdę dotyczącą kryptowalut. Niestety ludzie mało wiedzą na ten temat, jak sam autor prezentacji – więc sianie buzzwordów i wciskanie kitu przychodzi łatwo

    1. Post
      Author

      Dzięki za komentarz, a podasz więcej konkretów, bo chętnie się dowiem, w którym miejscu Bentyn koloryzował czy mówił nieprawdę.

      1. @mediafun – ja może inaczej to ujmę niż przedmówca. Bentyn przekazał wiedzę ale mega podstawowym poziomie, taką na zasadzie – wchodzę sobie do wujka Gugla i pytam się go „co to jest Cryptowaluta” a on mi odpowiada i to nie jest złe, bo duża część osób zgromadzonych na sali nie miała zielonego pojęcia o tym co to jest ta Cryptowaluta. Jednak gdy Bentyn został zapytany przez osobę X o rzeczy nieco poza tę podstawową wiedzę, niestety nie potrafił odpowiedzieć. Bardzo przebojowa osoba, ale guru Crypto…z całym szacunkiem do Bentyna, ale Nie.

        Byłem na I<3Marketing przez dwa dni. Wiedza na temat Social Media czyli ten pierwszy dzień, była dla mnie dużo ciekawsza niż drugi dzień od którego spodziewałem się osobiście coś więcej. Według mnie drugi dzień powinna wygrać inna osoba niż Maciej, który zrobił miniszkolenie z Eventów co jest rzeczą podstawową ,wspominając przy tym o metryce "Jakości sesji" której sam do końca nie potrafił wytłumaczyć…:) Jak dla mnie, osoby która na co dzień robi SEM to było dość słabe, ale dalej mam na uwadzę że to konferencja dla mas.

        Co do konfrontacji prelegacji kobiety vs mężczyźni, z mojego punktu widzenia popieram Twoją tezę. Wyjątkiem była dla mnie Janina która po prostu zaciekawiła, a inne panie nieco mnie męczyły.

        PS. Kocham wszystkie kobiety <3

        1. Dokładnie miałem takie samo wrażenie. Troszkę jakbym czytał o kryptowalutach pierwszy raz gdzieś na jakimś onecie czy wp czy innym pudelku. Sianie dużej liczny modnych słów, robienie show – ale żadnej ,merytoryki, żadnej wiedzy. Zero konkretów.

        2. Dzięki za komentarz. Też jestem zdania, że to błąd statystyczny że wygrałem i powinna zrobić to inna osoba 🙂
          Na podstawie wielu analiz stron wybrałem rzeczy najcześciej pomijane, a bardzo ważne.
          Eventy w połączeniu z lejkiem dają bardzo fajny boost i to są tak zwane „nisko zawieszone owoce”, które najszybciej dadzą efekt.
          Jakość sesji została przeze mnie tylko zaznaczona i jest obszernym tematem, któremu można by poświęcić osobne wystąpienie. Rozumiem niedosyt. Chętnie opowiem o raporcie szerzej. Zapraszam do kontaktu na priv

  2. Nie byłam na konferencji wiec trudno mi się odnieść, ale czy stosunek 40% dobrych kobiecych wystąpień do 60% słabszych to zły wynik? Być może, pewnie fajnie gdyby procenty były zamienione. Ale pytanie jak te proporcje wyglądały w stosunku do panów? I czy uwzględniłeś tez to wrażenie – chaosu merytorycznego w agendzie o którym pisałeś wcześniej? Zastanawiam się. Trudno jest zrobić konferencje na wysokim poziomie nie tylko merytorycznym ale i tzw „show” – nie każdy ma do tego predyspozycje, ale oczywiście warto wziąć sobie Twoje przemyślenia do serca i nad tym pracować. Dla otuchy powiem tak – w tym czasie byłam w Pradze na SingularityU Czech Summit i panie, które pojawiały się na scenie były niesamowite i w niczym nie ustępowały tak merytorycznie jak i w kwestii sztuki wystąpień publicznych panom. Były owacje na stojąco i powroty na scenę by się ukłonić, a w naszych głowach totalny podziw i uznanie. Jest wiec nadzieja 😉

  3. Może tak byc ze nie zapraszają odpowiednich kobiet, to ze ktoś robi hałas w sieći nie oznacza ze potrafi prelegowac. Tez z mojego doświadczenia często ze marna kontrola nad standardem prezentacji przez organizatorów – cos które jest norma na prezentacjach w stanach i w Kanadzie np.

  4. A ja w ogóle nie rozumiem toku rozumowania autora: „o kobietach, które zawiodły”. Ciul, że zawiodły, ale żeby dzielić prelegentów ze względu na płeć? Co to za pomysł? Po co? O co cho? Czy może ja jestem dziwna?
    Nie jestem feministką i nigdy nie byłam. Lecz nie rozumiem i nigdy nie rozumiałam co ma do rzeczy płeć, jeśli temat tyczy się wiedzy, inteligencji, praktyki, umiejętności prezentacji itp? Czy różnice fizjologiczne są aż tak istotne aby poświęcić im osobny artykuł na blogu?
    Napiszmy, kto dał ciała, włączając w to wszystkich prelegentów, chętnie dowiem się kogo słuchać a kogo nie. Dla mnie liczy się merytoryka, a czy ktoś tam nosi kieckę czy spodnie to już jego decyzja 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *