2

#darylosu– inspiracje

Tag #darylosu oraz seria wpisów na blogu z serii #darylosu (tak oznaczam również te wpisy na Facebooku) ma na celu pokazywać różne dziwne przesyłki, podarki, nietypowe informacje prasowe które los, agencje reklamowe, agencje public relations i firmy zsyłają blogerom.

Seria #darylosu ma też na celu chwalenie się jak cudowne jest życie blogera, który za darmo może dostać książkę, usb, kremik, czekoladkę czy noc w hotelu ze SPA. W założeniu seria #darylosu ma też dostarczać pożywki hejterom, którzy z niesmakiem patrzą, jak ta blogosfera się psuje, komercjalizuje i chyli się ku upadkowi – z tych wpisów będzie można czerpać garściami 🙂

Ok, znamy już cel istnienia tej kategorii wpisów. Wiemy też, że blogerzy jak coś dostaną, to zazwyczaj fotografują i wrzucają na fejsbuczka, instagrama i twitterka.

Przyjmując to założenie wpadł mi do głowy pomysł na kampanię opartą na tym mechanizmie. Może nie tyle kampanię, ale pewien jej atrakcyjny element.

Akcja musi zakładać, że kurier/kurierzy będą dostarczali prezenty blogerom o określonej godzinie i w określonej kolejności (to akurat da się zaplanować). Harmonogram musi być rozpisany tak aby seria zdjęć prezentów od każdego blogera układała się chronologicznie w jakąś sensowną całość. Mogłyby być to poszczególne litery jakiegoś hasła, adresu www czy czegokolwiek bardziej ambitnego, ale nic specjalnie nie przychodzi mi teraz do głowy.

Zadaniem agencji koordynującej projekt byłoby dopilnowanie aby zdjęcia od blogerów łączyły się w całość zarówno dla poszczególnych czytelników blogów jak i potencjalnych odbiorców kampanii angażując społeczność w rozwiązywanie zagadki, składanie puzzli itp.

Pomysł, ma jednak jeden słaby punkt – założenie, że każdy bloger fotografuje i udostępnia to co dostanie. Tak niestety nie jest… można to co prawda „wymusić” umową i współpracy, ale wtedy przechodzimy ze spontanicznej, wirusowej akcji do zaplanowanej (+ rozliczenie z blogerami) kampanii reklamowej. Bo w serii #darylosu zasada jest prosta – spontanicznie pojawia się tu tylko to, co uważam za interesujące, nie ma gwarancji, że każda rzecz, która przychodzi do blogera musi pojawiać się na jego blogu czy Facebooku. Jeśli firma chce mieć gwarancje – trzeba to załatwić na linii firma-umowa-bloger.

Temat podrzuciłem, idę napić się herbaty.

Na zdjęciu – część „informacji prasowej” od serwisu Hellozdrowie.pl

  • Z jednej strony podany przez Ciebie słaby punt wydaje się słaby, ale z drugiej…
    Staje się ciekawiej i większa frajda, jeśli całość zakończy się ułożeniem tych puzzli.
    Coś w rodzaju loterii. Nie zawsze się udaje. Poza tym, każdy łańcuch ma swe najsłabsze
    ogniwo, które w tym przypadku puści pierwsze. Tylko, jak wykorzystać ten fakt?

  • Bardzo ciekawa akcja, ale szczerze wątpię w sukces inicjatorów. Nie mają pewności, że blogger będzie nieświadomie promował ich produkty.