75

Moja karta trafiła do sieci, okradziono mnie w 5 minut

Zdjęcie mojej karty trafiło do sieci. Nie była to żadna kampania mbanku czy mastercard ani akcja sponsorowana. Wstyd się przyznać, ale jako mediafun nie wiedziałem, że mbank prowadzi jakąś kampanię o bezpieczeństwie i nie widziałem żadnych wcześniejszych spotów. Karta, post, numery i faktyczna radość z otrzymania specjalnej karty WOŚP były autentyczne. Oczywiście wiedziałem, że robię głupią rzecz. Po zaledwie pięciu minutach, od publikacji fotografii w mediach społecznościowych, pieniądze zaczęły znikać z konta. Ale wydarzyły się jeszcze rzeczy, których się nie spodziewałem. Obejrzyjcie najpierw materiał.

Ten pomysł chodził mi po głowie od dłuższego czasu. Łatwość z jaką można zrobić zdjęcie czyjejś karty płatniczej (mówię o tym we vlogu), oraz ich – wydaje mi się – słabe zabezpieczenia spowodowały, że nie chcąc opierać się tylko na raportach i ostrzeżeniach, które banki eksportują, postanowiłem przeprowadzić eksperyment na sobie.

Ponieważ zajmuje się, reklamą, marketingiem, śledzę niestandardowe kampanie reklamowe, widziałem, że nie jestem idealnym obiektem badawczym. Ogromna część osób będzie traktowała mój eksperyment jak jakąś ukrytą kampanię reklamową. I tak rzeczywiście było. I chociaż, wydawało mi się, że wśród obserwujących mnie osób jest dużo osób rozważnych, ba ekspertów od wszystkiego – to czasem w komentarzach pojawiał się totalny brak wiedzy. Jedni uważali, że jestem bezpieczny, bo przecież SMS-y, 3-D secure itp., drudzy, że od razu stracę wszystkie pieniądze – i jedni i drudzy nie mieli racji. Pomijam też fakt, że trochę osób udostępniało dalej mój post z wizerunkiem karty 🙂 Dzięki!

Założenia były proste. W swoich mediach społecznościowych (Instagram, Twitter, Facebook profil prywatny i fanpage mediafun) publikuję „spontaniczny” i „głupi” post z wizerunkiem dwóch stron mojej nowej, aktywowanej wcześnie karty płatniczej z dostępem do mojego konta.

Wow, w końcu przyszła. Kilka dni temu zamówiłem w #mbankspecjalną kartę debetową z grafiką specjalnie przygotowaną na 26 finał #wośp. Pięknie to wygląda, dobra robota #mastercard! Szkoda tylko, że grafika jest tylko z jednej strony, przydałoby się ożywić również tył karty. Tak czy inaczej wygląda to ekstra! Aktywacja i wszystkie inne rzeczy – bez żadnych problemów, wszystko idealnie zgrało się przed wyjazdem. A teraz w drogę na krótki offline!

Publikuję post, włączam kamerę, nie komentuję, obserwuję rozwój wydarzeń.

Jeśli z konta na którym było 200 zł będą znikać pieniądze, będę je zasilał, aż do bajecznie wysokiej kwoty 500 zł.

Co wyszło ciekawego? Czego się nauczyłem?

Pojawiło się sporo komentarzy i konkretnych sądów sugerujących i już oceniających nową odsłonę kampanii mbanku. Komentarze były zarówno pozytywne jak i negatywne. Powstał nawet wpis na Antywebie „Znany bloger wrzucił na Facebooka zdjęcia obu stron karty debetowej…”, wiem, że powstają kolejne, branża komentuje. Najciekawsze z tego jest, że oprócz kilku znajomych dopytujących się prywatnie co takiego wyprawiam, nikt nie pokusił się o sprawdzenie i zapytanie u źródła – czyli u mnie. Również ci, którzy komentują to zawodowo-branżowo. Nikomu nie chciało się sprawdzić u źródła, przez napisaniem opinii 🙂

Aktualizacja: Zwracam honor – w czasie pisania tego tekstu Proto.pl zwróciło się do mnie a wcześniej do banku z prośbą o wyjaśnienie i komentarz.

Pieniądze z konta zniknęły błyskawicznie, po niecałych 5 minutach od publikacji zdjęcia w sieci odnotowałem pierwszą skuteczną transakcję. Potem były mniejsze drobne zakupy i próby.

Dział social media mbanku zareagował na mój wpis na Twitterze publikując ostrzeżenie w 13 minut po publikacji zdjęcia karty. Jednocześnie została wdrożona procedura czasowej blokady mojej karty i po kilku minutach karta była już bezużyteczna. 19 minut po publikacji zdjęcia otrzymałem telefon z banku w celu wyjaśnienia sytuacji i karta została definitywnie zastrzeżona – całość rozmowy usłyszycie we vlogu.

Z konta nie zniknęły mi wszystkie pieniądze, ale ciężko ocenić w ilu procentach zostałoby wyczyszczone moje konto, gdyby faktycznie były tam wszystkie moje środki. Gdyby to była prawdziwa sytuacja, to już po pierwszym powiadomieniu o podejrzanych zakupach (aplikacjam mbanku wysyła takie powiadomienia, lub można włączyć powiadomienie sms) zablokowałbym kartę sam – zakładając, że miałbym taką możliwość (czy to przez sieć czy przez telefon).

Kilka dni wcześniej skontaktowałem się z działem PR mBanku uprzedzając, że chcę zrobić taki eksperyment. Nie byli specjalnie zadowoleni – bo wizerunek, bo akcja bez nadzoru banku – nie wiadomo co wyjdzie – przychodzi typ i chce po swojemu gmerać przy wizerunku i bezpieczeństwie firmy. Ale postawiłem sprawę jasno – pomożecie czy nie i tak to zrobię 🙂

Na początku, w ogóle nie chciałem informować banku, ale postanowiłem jednak upewnić się w kilku kwestiach związanych z bezpieczeństwem mojego konta tuż po zakończeniu zabawy – eksperyment odbywał się przecież na realnym, moim prywatnym koncie i na moich prawdziwych danych i moich prywatnych pieniądzach. To spowodowało, że wrzucili mnie pewnie do jakiejś specjalnej puli szybkiego reagowania, bo moja kontrolna, pierwsza mała transakcja nowo aktywowaną kartą skutkowała od raz telefonem z departamentu bezpieczeństwa banku i prośbą o potwierdzenie transakcji. Podczas spotkania w mBanku rozmowy dowiedziałem się też, ze zjawisko bezmyślnego wrzucania zdjęć kart nie jest jakoś specjalnie powszechne, ale zdarza się, zwłaszcza kiedy ludzie otrzymują personalizowane karty, z własnymi grafikami itp. Bank monitoruje media społecznościowe i reaguje właśnie w ten sam sposób jak u mnie – postem, komentarzem ostrzegającym i uruchomieniem procedury blokady karty. Co ciekawe, wcale w takich bezmyślnych działaniach nie przodują nastolatkowie, ale ludzie w wieku 26-34 🙂

Za zdjęcie mojej karty dostałem bana na fejsie

Za publikacje postu i zdjęcia niezgodnego ze standardami społeczności, mój felerny post został usunięty z mojego osobistego profilu a ja dostałem 24-godzinnego bana na Facebooku. Co ciekawe, post na fanpage mediafun dalej istnieje i jest komentowany, również na Instagramie (ten sam właściciel) jak i na Twitterze – posty wciąż tam są.

O akcji banku związanej z bezpieczeństwem nic nie widziałem, spoty reklamowe i informacje prasowe skutecznie mnie ominęły. Na spotkaniu z bankiem padła taka informacja, ale kompletnie o niej zapomniałem. Tak, wstyd 🙂 Gdyby to do mnie dotarło, zrobiłbym akcję w inny terminie albo z kartą innego banku. Nadal byłaby to akcja grubymi nićmi szyta, ale nie kanalizowałbym dyskusji pod tę konkretną kampanię.

Trochę nieuprzejmych komentarzy było, przykry jest fakt, że jednak tak sporo ludzi widząc, że może jednak komuś powinęła się noga patrzy się i przygląda. W poście zasugerowałem, że znikam z sieci (aby zachęcić potencjalnych kandydatów to swobodnego korzystania z karty), dwie osoby skontaktowały się ze mną tradycyjną metodą (telefonicznie) aby ostrzec przed konsekwencjami. Wniosek stary jak świat – licz na siebie 🙂

Do tej pory nie rozumiem, dlaczego kod CVC jest drukowany na karcie. Pamiętam swoją pierwszą kartę płatniczą lata temu i kod CVC był dostarczony osobno. Fotografia karty nawet z dwóch stron była bezskuteczna. Dzisiaj niestety tak nie jest i po tej akcji zakleję na swoich kartach cyfry CVC na odwrocie i ostatnie cyfry numeru karty – i Wam też radzę. Sugeruję też włączyć w aplikacjach bankowych (lub uruchomić usługę sms) powiadamianie o każdej operacji na kontach. Łatwość z jaką można zdobyć zdjęcie obu stron karty i skutecznie zapłacić nimi w niektórych sklepach, skłania mnie ku takim rozwiązaniom.

Z działu bezpieczeństwa mBanku dostałem kilka ciekawych informacji. W ciągu kilku godzin system odnotował około 60 prób transakcji. Oczywiście były one nieudane, ale zanim udało się zastrzec kartę straciłem prawie 300 zł.

12,40 to była moja testowa płatność, a „szczęściarz” kupił sobie dwie sztuki czegoś, mam nadzieję fajnego.

Gdyby na koncie było więcej pieniędzy oczywiście straciłbym więcej. Wszystkie transakcje były operacjami przez internet (spora część pochodziła z naszego obszaru – czyli nasi mnie okradali) ale były zakupami walutowymi, żeby od razu pieniądze wyprowadzić poza polski system bankowy (co utrudnia potem ewentualne próby odzyskania tych pieniędzy).

I jeszcze raz podkreślę na koniec. Nie biorę udziału w żadnej kampanii żadnego banku czy też żadnej akcji związanej z bezpieczeństwem. Koszty akcji i stracone pieniądze pokrywam ze swoich środków, a wszelkie akcje reklamowe, sponsorowane wyraźnie oznaczam.

Comments 75

  1. „czyli nasi mnie okradali” – nikt cię nie okradał. Położyłeś/zgubiłeś pieniądze na chodniku i odszedłeś za róg przyglądać się czy ktoś podniesie i pobiegnie za tobą? Zdziwiony, że podniesili i poszli w swoim kierunku? Ani to jakieś poważne badanie socjologiczne ani wspierające że trzeba myśleć zanim się wrzuci w net zdjęcia karty czy innych dokumentów.
    Słabe, bardzo słabe.

    1. Tylko, że wg polskich przepisów znalezione=kradzione, więc Twój przykład jest chybiony.
      Mnie dziwi, że Ty się nie dziwisz – uważasz, że jak zostawisz otwarte mieszkanie to każdy może je okraść?
      A jak niezapięty łańcuchem rower to też?
      Kartę łatwo sfilmować i uzyskać jej dane. W ostatni weekend mojego kolegę chcieli oszukać w knajpie na prawie 3 tys. zł.
      Kelnerka zamiast nabić 29 coś tam złotych nabiła 2900 coś. I tylko jej dziwne zachowanie zapaliło dzwonki ostrzegawcze u kumpla a już wpisywał PIN.

    2. Jest roznica miedzy zgubieniem pieniedzy gdzie nie ma nigdzie informacji czyje to, a zgubieniem karty. Na karcie jest informacja do kogo nalezy i z jakiego banku pochodzi. W moim przypadku osoba, ktora ja znalazla korzystala tylko z platnosci zblizeniowych. Na szczescie byla na tyle glupia ze robila je w okreslonych miejscach i dzieki temu udalo sie ja zlapac. Co wiecej zgodnie z prawem, dostala ona zarzut za kradziez z wlamaniem (co nie jest wykroczeniem a podlega pod KK). Jesli ktos znajdzie 100 zl na chodniku i kupi za to cos, to nikt go o kradziez nie oskarzy.

      1. Wiesz czasem słyszy się ogłoszenia, znaleziono „pewną sumę pieniędzy”. Widać nie wszyscy myślą tak jak Ty i znalazłszy gotówkę szukają sposobu na odnalezienie właściciela. Ja kiedyś z dużym trudem znalazłem właścicielkę portfela z 50 zł. Nie wiem jak bym się zachował, gdyby chodziło o 50 tys., ale pewnie tak samo.

    3. Rzeczywiście świadome podanie cudzych danych z karty płatniczej przy transakcji to to samo co znalezienie na ulicy gotówki…

    4. Jeśli krytykujesz jakość czegokolwiek upewnij się proszę o jakości twojej krytyki. Zauważ, iż porównujesz sytuację nie powiązaną w dużym stopniu z tą przedstawioną. Jeśli nawet ma ona związek, to nie przedstawiłeś jaki, więc czytelnik twojego argumentu nie ma pojęcia, co przez to chciałeś przekazać, poza wyraźnym rozgoryczeniem. Niestety, w krytyce nie tylko chodzi o to, aby prezentować opinię, ale żeby wyjaśnić z czego ta opinia została stworzona do jak najbardziej obiektywnych czynników, których nie ma w twojej wypowiedzi. Tak więc jej wartość jest o wiele niższa, niż ta prezentowana w blogu.
      Mówiąc krótko: Poniżej poziomu krytyki.

  2. Czy osoby, które dokonały takiej transakcji są bezkarne ? Co jeśli, ktoś zrobi zdjęcie karty w sklepie i potem to wykorzysta ? Czy są szansę na „ścignięcie” takiej osoby – wszak jest to zwykła kradzież ?

    1. Są bezkarne. Zapewne kupiły jakieś niematerialne dobro. A koszty retorsji finansowych ponosi sprzedawca.
      Kiedyś tak na potęgę okradali allegro kupując kody doładowań do telefonów.

        1. mBank przypisuje konkretne sklepy do konkretnych kategorii. Amazon w mBanku to domyślnie sklep z elektroniką. Bank nie ma podglądu w to co konkretnie zakupiłeś.

      1. Dlaczego bezkarne, skoro dysponując numerami kart policja doskonale wie do kogo zapukać, np. do osób które są odbiorcami przesyłek lub po sznurku do kłębka aby trafić na osobę która karty użyła. Zastanawiam się co w tej sytuacji zrobi bank, jeśli skorzystam z opcji caschback i anuluję transakcję. Dodatkowo widząc że płatność była realizowana w danym systemie mogę także zgłosić to np. do payu czy amazona. Chciałbym poznać c.d. tej historii a więc jak odzyskałem stracone 300 zł.

        W mojej ocenie z tej akcji nie płyną żądne pozytywne wnioski, ani niczego ona nie uczy nowego: ok podałem numery i chciałem sprawdzić co się wydarzy. naprawdę? Spodziewałeś się czegoś innego? Generalnie trzeba by wrócić do samego początku. Pamiętam, że kiedyś czytałem że karta jako moja własność powinna znajdować się zawsze w moich rękach lub w zasięgu wzroku, co oznacza, że sprzedawca w sklepie nie powinien nawet jej dotykać. Mogę się mylić, ale po co miałby to robić skoro terminal jest do mojej dyspozycji. Kto wie czy przy kasie nie ma zamontowanej kamery która skanuje kartę i robi jej zdjęcia. Proste nie?

        Kolejna sprawa: moja karta to moja karta i generalnie zwróciłbym uwagę mocniej na to, że mamy jakieś dziwne poczucie obnażania swojej prywatności. Nie raz zakładałem karty rabatowe w sklepach podając jakieś tam fake dane, bo przecież sprzedawca i tak nie ma prawa mnie legitymować. Korzystam z funkcji catch-all która umożliwia mi łatwą kontrolę nad tym gdzie jaki adres podaję i po co. A nawet jeśli to i tak mam osobny mail prywatny i osobny do rejestracji gdziekolwiek. I tak dalej. I geniuszem prywatności nie jestem, bo za chwilę i tak będę chciał dokonać zakupów i ktoś wyłudzi na mnie zgody marketingowe.

        Wracając do temu karty, spodziewałem się jakiegoś większego dymu. Ban na fejsie? I bardzo dobrze. Cholera wie czy nie chciałeś wrzucać kolejnych numerów kart, albo czy ktoś nie robi ci numeru. Ban więc zadziałał tu profilaktycznie. Ale posty widać nadal więc i tak ban był z dupy. No ale co dalej? Ktoś zrobił zakupy. 2 osoby zadzowniły tak? No ja numeru nie mam do Ciebie człowieku więc prędzej odnajdziesz mnie na FB wśród komentujących Twój post. Czemu nie czytałeś ich, bo ban?

        Co do płatności. Pojawia się tam w pewnym momencie kwota 54 centów. Istnieje coś takiego jak przedpłata, a więc idzie 50 centów weryfikacyjnych czy tam 1 zł tak jak u nas w kraju a potem produkt ląduje u kogoś w domu a kwota płatności może sięgać np. kilku tysięcy zł. Więc generalnie dodanie takiej karty tak naprawdę wywołało o wiele większą lawinę konsekwencji niż sobie nawet z tego zdajesz sprawę. Jestem ciekaw czy zapuka policja do Twoich drzwi kiedyś i poinformuje Cię, że ze Twoja karta została wykorzystana do przemytu broni na daleki wschód. No pomyśl.

        Eksperyment jak eksperyment, ale brak w nim jakiegokolwiek celu, sensu. Burza w koło karty odwróciła całkiem uwagę od kampanii. Janusz z Grażyną śmieją się pewnie teraz że jak można było tak głupio zrobić, a i tak na prośbę o kartę, bez problemu oddadzą ją sprzedawcy wierząc, że skoro znają go od lat, to nie jest groźny. Uczmy ludzi podstaw myślenia, a nie wymyślajmy skomplikowane rozkminy, które mogą być interpretowane na wiele sposobów.

        1. Kupujący zamawia produkt. Dostawa do paczkomatu + fałszywe dane + chwilowy email + nr telefonu który po 2 dniach nie działa (może nie działał od razu, przecież nie dzwoni się do każdego klienta). Towar wysłany. Właściciel karty zgłasza nieautoryzowaną płatność. Bank odbiera kwotę od sprzedawcy. Jeżeli płatność była realizowana przez paypal to paypal dodatkowo jeszcze pobiera 60 zł za zwrot. Nikogo nie obchodzi, że to nie jest wina sprzedawcy. Sprzedawca nie ma towaru, nie ma gotówki, i jeszcze jest o dodatkowe 60 zł biedniejszy.

    2. Generalnie nie do końca jest tak, że nie da się ich namierzyć, prolem bardziej w kwestii pracy policji. Mojemu ojcu zrobili skan karty i zaczęli kupować we Francji, Angli i Stanach. W Angli anulowali tranzakcję po tym jak się do nich mailowo zgłosiliśmy. Amerykanie podali IP, a od sklepu we Francji dostaliśmy adres wysyłki i IP (adres – skrytka pocztowa w Berlinie). Wszystko zostało przekazane naszym kochanym policjantom, których działalnośc skończyła się po miesiącu pismem o braku możliwości zidentyfikowania sprawcy – kwota zgłoszenia była ca. 1200zł, bo jeszcze przed informacją z Angli. (p.s. Citibank zwrócił kasę tudzież anulował kwote ca. 870 zł).
      Morał jest taki, że okraść mogą zawsze i wszędzie, a z metod przeciwdziałania ja stosuje konto na które przelewam 200-300 zł, z którego karty najczęściej korzystam ale motyw z zaklejeniem karty też jest całkiem pomysłowy.

  3. Obawiam się tylko, że systemy bankowe i ratingowe już Cię oflagowały jako osobę niefrasobliwą 🙁

    ps
    To chyba do poprawki: „przez napisaniem opinii” na „przed napisaniem opinii” ?

  4. Bezpiecznie można pokazywać pierwsze 6 i ostatnie 4 cyfry numeru karty, np. 5575 11XX XXXX 9826. Pierwsze 6 to BIN czyli identyfikator wydawcy karty (będzie wspólny dla wielu kart). Warto zakleić albo zdrapać CVV/CVC (wcześniej go zapisując w innym miejscu np. 1password)

    1. Zgodzę się ze wszystkim, prócz ostatniego słowa. Nigdy nie trzymałbym haseł na publicznie dostępnych serwisach. Wiem, że dane są tam zaszyfrowane, zasolone i tak dalej, ale luki bezpieczeństwa zdarzają się nawet najlepszym. Już rozsądniejszym posunięciem jest wrzucenie do chmury bazy KeePass, trzymając klucz u siebie. Zachowujemy wygodę, a jest bezpieczniej.

    2. Ostatnie 4 cyfry byly swego czasu uzywane np do autoryzowania konta w apple. Jest blog goscia, ktoremu ktos wyczyscil wszystkie urzadzenia z jablkiem, bo zdobyl te cztery cyfry.
      Pokazywanie jakichkolwiek danych z karty to samobojstwo.

          1. Masz rację, mój błąd. „Publicznie” mogą być widoczne tylko 4 ostatnie cyfry. poprawiłem mój oryginaly komentarz na podstawie punktu 3.3 PCI DSS w wersji 3.2.

  5. Faktycznie sam mając 3D-Secure widzę, że niektóre sposoby płatności, np. ten na allegro nie wymaga dodatkowego uwierzytelnienia po dodaniu karty. Kupując na Amazonie również nie zostaję przekierowany aby podać dodatkowy kod.

    Macieju/inni – jak to dokładnie działa? 😉

    1. Aby 3D-Secure działało musi być wspierane przez 3 strony – wystawcę karty, bank i sklep. Jeśli sklep nie wspiera 3Dsecure, to bank nie ma możliwości odmowy płatności.

  6. Brawo za przeprowadzenie odważnego eksperymentu. Myślę że nie jedna osoba, będzie teraz ostrożniejsza przy płatności kartą w sklepie oraz w sieci.
    Pozdrawiam

  7. O szlag. Nie miałam świadomości, że to jest aż tak łatwe. W sumie dobrze, że na głównym koncie mam zawsze grosze. Też muszę sobie zakleić te cyfry na karcie.

  8. Plusem CVC jest fakt, iż jak ktoś aktywnie korzysta z karty, to on się dość szybko ściera – ja na mojej karcie, muszę patrzyć pod kątem na resztki CVC by zgadnąć jaki tam był zapis.

  9. Kody CVV/CVC na kartach wypukłych są chyba od zawsze, sprawdziłem w swojej bazie starych kart (jeszcze nie wyrzuciłem starych kart).

    Ja polecam karty jednego banku , są przezroczyste a farba z numeru karty zdziera się po pół roku w efekcie aby odczytać numer karty trzeba kombinować.. automatyka czytania numerów kart ma problemy z nią 🙂

    1. U mnie na karcie z Credit Agricole (BRAK REKLAMY!!!) zeszła farba po pół roku. Numeru karty i ważności nie widac. Zostala tylko pierwsza liczba numeru CVC xDDD dobrze że wszystko znam na pamięć

  10. Pingback: Już wczoraj podejrzewaliśmy, że to zaplanowana akcja i faktycznie. Szkoda w sumie że nie ma takich zorganizowanych… | admin1

  11. Bezpieczeństwo kart płatniczych w sieci to jest bzdura przy poziomie zabezpieczeń które są przy zwykłych przelewach. Jest XXI wiek a w tej kwestii nic się nie zmieniło od lat. Dalej zabezpiecza nas 3 cyfrowy kod.

        1. Ok, ale – wyprowadź mnie z błędu jeśli nie mam racji – w USA jest to wciąż powszechne.

          1. I bardzo bezpieczne, do tego wolałbyś ukraść komuś kasę niż zapłacić nieważnym czekiem bo jest to dużo większe przestępstwo 😀

  12. Co do smsa, to dziwię się, że to nie jest standard. Mam karty w 3 bankach (miałem też w innych) i w każdym przypadku przychodzi sms potwierdzający zakupy w internecie.

    A co do komentarzy typu „dałeś im okazję, to się nie dziw”, to jest to smutne, a nawet straszne. Pamiętam, jak mi opowiadał mój pierwszy przełożony, gdy jeszcze wypłata była w gotówce – kierownik przynosił każdemu wypłatę i dawał do ręki. Jak kogoś, z różnych powodów, nie było, wypłata leżała w umówionym miejscu, ale na widoku, dostępna dla wszystkich, i jak ten ktoś wrócił, to wypłatę brał. Owszem, pewnie się zdarzały kradzieże, ale dzisiaj takie coś to chyba nie do pomyślenia; pewnie w niektórych przypadkach to ten przynoszący nie doniósłby do celu…

  13. Maciek, masz jaja 🙂

    ps. fajnie po tylu latach wciąż tu zaglądać i mieć frajdę oglądania / słuchania Ciebie

    ps.2. jeszcze w trakcie oglądania zmniejszyłem limity na kartach i zakleiłem CVC. dzięki!

  14. To jest coś czego nie tym wieku ogarnąć nie mogę. Ktoś kupił a gdzie ten towar jedzie allegro nie wie? Nie kumam jak można nie znaleźć osoby która cię okrada chyba bankom się nie chce

    1. A jak jedzie do paczkomatu? I telefon zarejestrowany na słupa? A odebrane w nocy z kapturem na głowie?

  15. Napisać do Amazona powołując się na nr karty i zgłosić się po adres odbiorcy zamówienia.
    Albo napisać na FB, że ustalasz adres/IP/dane.
    Kupujący będzie miał gorące krzesło jeśli nie był zbyt mądry by kupić na słupa.

  16. Pingback: 8 prowokacji czyli wilk z kartą – Blog o marketingu

  17. „Wirtualna” karta mBanku ma wszystkie dane do płatności na awersie 😉
    Więc wystarczy zdjęcie jednej strony.

    1. Tylko że to karta prepaid i masz tam tyle pieniędzy, ile wrzucisz. Gdy z niej korzystałem to przed każdą płatnością przelewałem na nią wymaganą ilość pieniędzy.

  18. mnie to nie dotyczy bo gdy robilem transakcje musialem potwierdzic sms ktory przyszedl z banku;-).

  19. Pingback: Polecamy lekturę Zaufana Trzecia Strona www.mediafun.pl | admin1

  20. Ja swoją kartę płatniczą w ogóle nie wyciągam z portfela. Na jednym skrzydle mam kartę płatniczą, na drugim skrzydle portfela mam inne różne karty i jak cokolwiek kupuję w sklepie otwieram portfel i do czytnika zbliżam tym skrzydłem z kartą płatniczą – dzięki temu nikt nie widzi mojej karty, nawet ja. Dodatkowo dzięki temu kiedy portfel mam złożony np w plecaku, czy w kieszeni kurtki to gdyby ktoś próbował przenośnym czytnikiem ściągnąć <50zł (do którego nie wymagane jest potwierdzenie kodu PIN) to mu się nie uda bo przez ilość innych kart zbliżeniowych po prostu wystąpi błąd na takim czytniku. Spróbujcie w sklepie jeśli nie wierzycie.

    Powiem wam, że wielokrotnie zdarzało mi się znajdować karty bo ludzie noszą je luzem w kieszeniach. Wystarczy włożyć do takiej kieszeni w kurtce czapkę i przy wyciąganiu jej szanse ze wypadnie również karta są duże. Na swoich grupach fb swojego miasta stosunkowo często pojawiają się wpisy i zakupionych portfelach/kartach. Mało tego zaobserwowałam, że ludzie również trzymają luzem np w pracy na biurkach, przy komputerach.

  21. Pingback: Moja karta trafiła do sieci -Mediafun – Cybernauci

  22. Zakrywacie, zaklejacie obawiacie się kamer a potem i tak w pierwszym lepszy hotelu pani prosi o kartę i robi jej skan.
    Co się z tym skanem później dziej … latami – nikt nie wie 🙂

  23. Nieważne co piszecie i jakich analogii używacie. Korzystanie z pieniędzy które nie są waszą własnością jest kradzieżą.
    Nawet jak leżą na ulicy. Podniesienie portfela lub jakiejkolwiek rzeczy z miejsca ogólnodostępnego, nakłada na każdego
    obowiązek zgłoszenia zdarzenia odpowiednim władzom i przysługuje znajdującemu odpowiednia gratyfikacja, po 
    ustaleniu właściciela. W tym wypadku to zła analogia. Tutaj nikt nie zgubił i trzeba było podjąć dodatkowe czynności aby go
    okraść. Więc jakkolwiek rodzice was uczyli to źle te nauki odebraliście. I powiem więcej ten kto skorzystał z okazji -w cudzysłowiu ,
    biedny nie był , bo stać go na komputer , net i śledzenie sytuacji w necie. Sadząc po czasie reakcji na zaistniałą sytuacje, co 5 minut
    spotykamy potencjalnego złodzieja…. to odrobinę dołujące, bo jak słusznie właściciel karty zauważył najpewniej był to ktoś ze „znajomych”.
    Właściwa analogia to taka że kobieta robiąca zakupy wkłada torebkę do kosza na zakupy, po czym odwraca się i usiłuje coś dosięgnąć.
    Zabranie tej torebki nie potraktował bym raczej jak znaleźne . Nieuwaga, bezmyślność jak najbardziej , ale jakimi jesteśmy ludźmi ,
    właśnie w tym momencie się dowiemy, i czy w ogóle ludźmi jeszcze, czy tylko hienami czekającymi na okazje, by bez wysiłku najeść się
    do syta. Najważniejsze jest ,moim zdaniem, by jak najwięcej ludzi traktowało złodziejstwo jak złodziejstwo, bez względu na zmianę realiów
    i możliwości okradania drugiego człowieka. Nie ważne czy ściąga się gry, muzykę, czy wykrada dane z netu. Bo nie powinien być winny ten co był nieostrożny,
    ale ten co dał się skusić i czerpie zyski z własnej wyższości intelektualnej i technologicznej. Od razu mówię, jestem ateistą i nie rozdaję majątku biednym, ale nie toleruję złodziei jakkolwiek by się nie usprawiedliwiali.
    Lepiej poprosić o pomoc niż ukraść.
    Nie jest biedny ten kto ma mało pieniędzy, ale ten kto nie rozumie drugiego człowieka.

  24. Wydaje mi się, że mogłeś cofnąć transakcję w Amazonie. Póki towaru nie odebrał to można spokojnie anulować zamówienie.

  25. Pingback: Jak szybko zostaniesz okradziony publikując zdjęcia karty? | Czastech.pl

  26. próbowałeś skontaktować sie z Amazon, tak z ciekawości o możliwość zablokowania transakcji, dało by to też dość ciekawą informację,
    jak działają takie firmy na takie zdarzenia i czy są zainteresowani czy tylko licza na zyski

  27. Jakieś 10 lat temu składałem reklamację do banku w sprawie nieautoryzowanego użycia karty na kwotę około 1200zł u jakiegoś bukmachera, chyba BAH.
    Kasy niestety nie odzyskałem, bo bank twierdził że transakcja była zrobiona z użyciem kody CVC, a ten tylko ja znam, mimo że jest wydrukowany na karcie :/
    Bank najpierw „wrzucił do kosza” reklamację, tzn ślad po niej zaginął i sobie o niej przypomniał dopiero jak poszedłem o nią zapytać, a niestety zrobiłem to 3 dni przed upływem terminu, echhh trzy dni za wcześnie, bo wtedy musieli by oddać kasę :/
    Pomijam już fakt związany z bezpieczeństwem karty, przez jej stały numer od kilku lat, jednynie co się zmienia to właśnie CVV i data ważności.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *