Zorza polarna niczym blogerka modowa

Zorza polarna to trochę taka zołza polarna – kapryśna, niełatwo ją upolować, pojawia się na chwilę i niczym blogerka modowa: trochę efektowniej prezentuje się na zdjęciach niż w rzeczywistości. 

Za to jest bardzo wdzięczna do obróbki. 

Wynika to z prostego powodu – oko obiektywu i matryca aparatu trochę inaczej łapie obraz zorzy niż oko ludzkie. Niemniej spektakl jaki nam zaserwowało niebo tylko w jednym z siedmiu dni na jakie nastawialiśmy się aby wypatrywać zorzy był wart zmarznięcia tyłka i ścigania zorzy o pierwszej w nocy krętymi drogami między fiordami i wzgórzami. 

zorza polarna tromso norwegia

Trudno to opisać a przede wszystkim pokazać ponieważ nagrało się coś trochę innego niż w rzeczywistości (będzie jeszcze o tym w kolejnych wpisach), ale był taki moment, kiedy krzyknąłem WOW! Przypominało mi dym z kociołka Panoramixa albo z jakiejś ogromnej lampy Alladyna – tylko rozpostarty na niebie w wielokilometrowej skali, dający światło na całą przestrzeń, pięknie akcentujący kontury okolicznych gór i odbijający się wdzięcznie w wodach fiordów. A to była aktywność zorzy jedynie na poziomie 3 punktów KP (!) co się dzieje przy 5 i więcej? 

Nawet sobie nie wyobrażam. 

Nie dane nam było trafić na taką aktywność (mimo siedmiu dni oczekiwania) ale będziemy jeszcze polować. Warto, warto wpisać sobie zorzę na bucketlistę i polować na nią gdzieś na północy naszego globu. Przygotuję listę naszych tipów z tego tygodniowego wypadu do Tromso.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *