2

Zamieszkaj u nas, drogi kliencie

Przeciwnicy konsumpcjonizmu, wyznawcy „no logo” i tępiciele McDonaldsów przewracają się pewnie teraz w swoich ekologicznych śpiworach kupionych z drugiej ręki. Bo akcja, którą zorganizowała IKEA w sklepie w Oslo, jednym może wydać się całkiem sympatyczna, drugich może przerazić.

„Jeśli kochasz tak nasz sklep, to zapraszamy Ciebie, drogi Kliencie na noc. Wypróbuj nasze łóżka, zabierz rodzinę, zamieszkaj z nami”

Mniej więcej w ten sposób IKEA zachęcała swoich klientów. Z nadesłanych zgłoszeń wytypowano szczęśliwców, którzy mogli wypróbować łóżka i inne meble sklepu. Zapewniono wszystko co niezbędne, pościel, szlafroki, kapcie i szczoteczki do zębów, a pracownicy sklepu czytali dzieciom bajki na dobranoc.

Piękna i na pewno skuteczna akcja do budowania więzi z klientem i frajda dla dzieciaków (co ważne – niezapomniane przeżycie).

materiał TVN24

Pewnie niektórych to przeraża, z drugiej strony, skoro ludziom spodobał się taki pomysł i byli zadowoleni… to czemu nie. Ja sam, kiedy w Polsce lokale McDonalds można było policzyć na palcach dwóch rąk, chciałem prawie tam zamieszkać… potem mi przeszło 🙂

W przypadku IKEA, jestem pewien, że powtórzą ten pomysł w innych krajach. A wypowiedzi gości: „kupujemy wszystko tutaj, czujemy się jak w domu, nasz dom wygląda jak ten sklep” pewnie zostaną wydrukowane i wywieszone w dziale marketingu IKEA.

Czy w Polsce akcja miałaby szanse powodzenia? Z pewnością tak i rozgłos w mediach gwarantowany, zwłaszcza, że wszystko przebiega spokojnie, rodzinnie – w odróżnieniu od dzikich wyprzedaży Media Marktu. I Media Markt i IKEA ze swoimi promocjami pojawią się w mediach, ale jaki piękny wizerunek IKEA zbudowałaby sobie tą akcją.

Ponieważ jest okazja, to sam muszę pochwalić serwis IKEA, bo takie traktowanie klienta trzeba promować… ponieważ już trochę w życiu gadałem z różnymi serwisami, call centerami i innymi BOK-ami, więc sposób załatwiania reklamacji jest u mnie w czołówce rankingu.

Kupiliśmy dwa jednakowe fotele, w różnych odstępach czasu… jeden jednak miał jakiś delikatny feler, który powodował że skaja, czy tam ekologiczna skóra, szybko się przetarła (a właściwie wyglądała jakby się miała przetrzeć…czyli de facto fotel był bez dziur – mnie tam takie coś nie rusza, ale wytłumaczcie to kobiecie). Rachunku nie mieliśmy (zgubiony), chyba tylko numer transakcji z archiwum karty bankowej, fotel zakupiony kilkanaście miesięcy wcześniej. Nie stanowiło to problemu dla serwisu gwarancyjnego, paragon został odnaleziony, panowie przyjechali z nowym fotelem, o nic nie pytali, przeprosili, na luzie z uśmiechem, jeszcze nowy fotel chcieli poskręcać (uniosłem się honorem…co, ja nie poskręcam?). Wszystko było załatwione w ciągu 2-3 dni (telefon, odnalezienie rachunku, oddzwonienie, umówienie terminu) – sprawnie, szybko…normalnie.
I chociaż skasowaliśmy już chyba 6 moich ulubionych ikeowych lampek (mają pecha stać we „wrażliwych” punktach mieszkania:-)) to jakoś inne zamienniki niż te z IKEI mi nie pasują…