12

Z kim walczy TVN?

No właśnie z kim? Z internetem chyba. Kilka dni temu TVN znowu zrobiło czystkę swoich filmów na serwisach wideo (i tym razem chyba regularnie monitoruje). Zniknęło sporo filmów otagowanych „tvn” czy nazwami programów nadawanych przez stację. Rozumiem ochronę praw autorskich i własność producenta do emitowanej własności, ale tym razem poszli hurtowo i trochę się zapędzili.

Podejrzewam, że takie „czystki” spowodowane są startującymi projektami grupy ITI, wielkie czyszczenie miało miejsce tuż przed startem serwisu Plejada.pl. Ale zastanawiam się, czy w niektórych przypadkach nie jest to strzał w kolano. I ci kochani internauci, którzy są tacy ważni przecież, bo przysyłają filmy z wypadków na kontakt@tvn24.pl, gdzie indziej traktowani są jak złodzieje.

O ile jest dla mnie zrozumiałe, że wrzucanie filmu, całego programu na YouTube to zwykła kradzież, to w przypadku fragmentów programów mam wątpliwości. Zwłaszcza, jeśli chodzi o te materiały, które są ilustracją jakiegoś tekstu, czy służą jako video-cytaty do treści umieszczanych na blogach i serwisach. Nie będę się wypowiadał w kwestiach prawnych, ale mam na myśli sprawy związane z promocją i obecnością marki w sieci i świadomością wśród internautów – tutaj wg mnie TVN koncertowo psuje sobie wizerunek.

Reakcje stacji są ostatnio błyskawiczne – np. w przypadku serialu „39 i pół”. Rafał na swoim blogu wrzucił 25 sekundowy fragment filmu ilustrujący product placement w tym serialu – parówki Jedynki.

Po 48 godzinach filmu już nie było – został usunięty z serwisu YouTube za złamanie praw autorskich (i Rafał dostał żółtą kartkę od YouTube).

Film ten wygląda tak (jeszcze jest na Dailymotion.com).

Szkoda, że tak z tym TVN walczy, bo to ciekawy materiał ilustrujący to zjawisko w polskim filmie. Internauta jak się uprze, to wrzuci na inny serwis, jest ich mnóstwo, aż po tureckie czy chińskie serwisy, gdzie nawet ciężko znaleźć opcję uploadu. Kolejne możliwości to hostowanie filmów na swoim serwerze, sądzenie się z TVN-em, ew. wrzucenie zdjęć z filmu klatka po klatce z opisem ścieżki dialogowej – czy z tym też TVN będzie walczył? Bo to naprawdę ciekawy materiał poglądowy… korzystają z tego ci, którzy interesują się reklamą, a nie ci, którzy nie chcą zapłacić esemesa za obejrzenie odcinka – przypomnę, mówimy cały czas o kilkudziesięciosekundowych fragmentach (ok, czasem zdarza się więcej).

Kiedyś tą sprawą zajmował się Dziennik Internautów, kiedy usunięto mi konto na YuoTube za 45 sekundowy fragment z serialu Magda M (product placement banku ING). Komentarz rzecznika TVN – Karola Smoląga hmm… brzmi trochę jak komentarz z Onetu:

W przypadku fragmentów „Magdy M.” nie widzę powodu, dla którego autor bloga (Mediafan – przyp. red.) nie może zilustrować swojego tekstu na temat sponsoringu użyczeniowego materiałami innej stacji telewizyjnej. Wszystkie stacje korzystają ze sponsoringu użyczeniowego – nie rozumiem, dlaczego serial „Magda M.” ma być dyżurnym przykładem tego zjawiska.

Tutaj jest cały artykuł.

Kolejna firma, która po banku BPH, chce walczyć z całym internetem? Przypomnę, że po akcji czyszczenia nieoficjalnej wersji reklamy banku BPH ze wszystkich stron gdzie się dało, bank odpuścił. Przegrał z internautami i dziś reklamę można znaleźć na serwisach całego świata, od chińskich do tureckich.

Również TVN nie ma w tym przypadku jakoś jasno ustalonej polityki o komunikacji, jedni się zgadzają, inni nie. W moim przypadku zakwestionowane zostały materiały, na które miałem zgodę. Był to fragment programu Dzień Dobry TVN, gdzie poprosiłem o zgodę na wykorzystanie fragmentu nagrania (nawet redakcja była tak uprzejma, że chciała mi przygotować nagranie na DVD). Po jakimś czasie materiał został jednak usunięty z sieci.

Kilkakrotnie próbowałem skontaktować się z TVN, z osobami podobno odpowiedzialnymi za licencje, za poszczególne programy itp. – poza jedynym przypadkiem z Dzień Dobry TVN – maile zostały bez odpowiedzi. Za to filmy kasują równo. Tak się rozpędzili, że doszło do kuriozalnej sytuacji i zakwestionowali filmy, do których nie mieli żadnych praw.

Jakiś czas temu nagrałem swoim własnym aparatem happenning-akcję reklamową i pierwszy występ Ędwarda Ąckiego (Szymona Majewskiego). Miało to miejsce na ulicach Warszawy, w miejscu publicznym.
Filmy wyglądały tak (było ich kilka, o dziwo zachował się jeden na YuoTube):

Ale już wszystkie zostały usunięte z Dailymotion.com – tutaj jest ten wpis z „pustymi” filmami.

Kto ma do nich większe prawa? Ja czy TVN? A może Szymon Majewski nie wyrażał zgody na kręcenie? Byłem na miejscu, nic nie słyszałem, a nawet widziałem mnóstwo aparatów i kamer nie tylko z TVN.

O komentarz tej sytuacji poprosiłem Piotra „Vaglę” Waglowskiego, autora serwisu prawo.vagla.pl

Zgodnie z polską ustawą o prawie autorskim i prawach pokrewnych „wideogramem” jest pierwsze utrwalenie sekwencji ruchomych obrazów, z dźwiękiem lub bez, niezależnie od tego, czy stanowi ono utwór audiowizualny. Bez uszczerbku dla praw twórców lub artystów wykonawców, producentowi fonogramu lub wideogramu przysługuje wyłączne prawo do rozporządzania i korzystania z fonogramu lub wideogramu w zakresie wymienionym w art. 94 ust. 4 ustawy, czyli m.in. w zakresie publicznego udostępniania fonogramu lub wideogramu w taki sposób, aby każdy mógł mieć do niego dostęp w miejscu i w czasie przez siebie wybranym.

Dziś coraz więcej internautów dysponuje kamerami i nagle się okazuje, że media w Polsce, to nie tylko instytucjonalne stacje telewizyjne, ale każdy z nas. Może się zatem zdarzyć, że „zwykły obywatel” stanie się – zgodnie z ustawą „producentem wideogramu”.

W przypadku happenningu Szymona Majewskiego pozostaje jeszcze problem wizerunku. Zgodnie z wymienioną już wyżej ustawą: „Rozpowszechnianie wizerunku wymaga zezwolenia osoby na nim przedstawionej. W braku wyraźnego zastrzeżenia zezwolenie nie jest wymagane, jeżeli osoba ta otrzymała umówioną zapłatę za pozowanie”. Ten przepis mógłby sugerować pełen monopol na decydowanie o tym, czy czyjś wizerunek (a to również dobro osobiste chronione na podstawie art. 23 i 24 kodeksu cywilnego) jest wykorzystywany w mediach, czy nie. Ale… Jest jednak pewne drobne „ale”. Otóż nie wymaga zezwolenia rozpowszechnianie wizerunku osoby powszechnie znanej, jeśli wykonano wizerunek w związku z pełnieniem przez nią funkcji publicznych, w szczególności politycznych, społecznych, zawodowych.

Jeśli Szymon Majewski biega w skórze Ędwarda Ąckiego po ulicach i ktoś go w trakcie takiego show nagra, to – stawiam taką tezę – może korzystać ze swojego nagrania, w szczególności publikować je w YouTube, czy w innych serwisach tego typu. Jednocześnie trzeba zauważyć, że w omawianych sytuacjach (chociaż tego przecież nie wiemy), nie zawsze stacja inicjuje proces usuwania konkretnych treści „otagowanych TVN”.

To bardziej cywilizacyjny problem niż się wydaje. Być może jest tak, że stacja jedynie wysyła list, lub w inny sposób kontaktuje się z serwisem hostującym usługę (udostępnienie materiałów audiowizualnych), ogólnie wskazując materiały. Zgodnie z ustawą o świadczeniu usług drogą elektroniczną dostawca usług nie ponosi odpowiedzialności za przechowywane (na serwerze?) treści jeśli nie wie „o bezprawnym charakterze danych lub związanej z nimi działalności, a w razie otrzymania urzędowego zawiadomienia lub uzyskania wiarygodnej wiadomości o bezprawnym charakterze danych lub związanej z nimi działalności niezwłocznie uniemożliwi dostęp do tych danych”.

Racjonalność i minimalizowanie ryzyka prawnego powoduje, że jak „silny podmiot” zwraca się do serwisu takiego jak Google Video, to przy okazji „uniemożliwiania dostępu do danych” znikną z internetu treści udostępnione tam zgodnie z porządkiem prawnym. Co wówczas? Tu właśnie jest ten problem cywilizacyjny. Zwykły człowiek w starciu z dostawcą usług działających na skalę wielkich potentatów rynku pośredniczenia w udostępnianiu „user generated content” (czyli utworów w rozumieniu prawa autorskiego) ma niewielkie szanse oddziaływania.

Usunięcia reklamówki zapowiadającej nowy sezon Szymon Majewski Show (Ącki naprawdę potrzebuje żony) też nie rozumiem – nie chcą żebym ich reklamował i o nich pisał, żeby internauci komentowali i przesyłali te filmy znajomym? Na pewno wszyscy będą szukać filmów z Majewskim na jednym słusznym portalu. Dzisiaj trochę inaczej promuje się markę i buduje jej świadomość wśród grupy docelowej – marka powinna być obecna tam, gdzie są ludzie, gdzie żyją społeczności, a nie zaganiać ich jak owce na jedną stronę www i nabijać UU. Zresztą w tym przypadku, jak rozumiem, wszystko rozbija się o oglądalność przed telewizorem.

Druga sprawa, to serwisy wideo, które podpisując umowy o ochronie praw własności z koncernami zapomniały chyba o użytkownikach. W przypadku YouTube (nie wiem czy jeszcze te zasady obowiązują) podwójne naruszenie zasad własności kończy się likwidacją konta – co bardzo boleśnie odczułem na własnej skórze, ponad 300 filmów zniknęło – do dzisiaj wiele moich wpisów na blogu jest z „pustymi” filmami.

W przypadku Dailymotion.com użytkownik nie jest nawet powiadamiany o osunięciu filmu! Film znika i koniec. A co się dzieje, tak jak w opisanym wyżej przypadku, z filmem mojego autorstwa, do którego ja mam prawa i nadawca się pomylił? Film i tak jest kasowany, bo Bardzo Duży Koncern Nigdy Się Nie Myli, ja się czuję potraktowany jak złodziej – i zero szans na obronę czy dyskusję w kwestiach spornych.

Myślę, że współpraca z użytkownikami, a nie tylko serie z automatów mailingowych, to rzecz, którą serwisy wideo (zwłaszcza te, które chcą konkurować z YouTube) powinny nadrobić. Liczę tutaj na jakieś kroki ze strony Dailymotion.com, zwłaszcza że są osoby, które zajmują się rozwojem tego serwisu w Polsce.

Moje próby ustalenia ze stacją TVN, czy mogę i na jakiś zasadach, publikować fragmenty audycji na potrzeby bloga, skończyły się niczym (brak odpowiedzi na maile lub odsyłanie do jakichś działów). Wobec czego jestem równie nielegalny jak magazyn Brief – w ich tekście sprzed kilku dni wszystkie materiały wideo zostały zakwestionowane

Wszyscy jesteśmy złodziejami…

Linki, które warto odwiedzić:
Artykuł 70 w praktyce czyli spór o seriale telewizyjne

Film Steal This Film 2, który był pokazywany jakiś czas temu podczas spotkań w ramach Kultura 2.0. Polecam, bardzo interesujący. Można go pobrać ze strony, również z polskimi napisami, lub obejrzeć poniżej (45 min)

  • Jakiś czas temu władze Premiership też wycinały z Youtube wszelkie filmy, ale zdaje się, że również przegrały z internautami. To jest walka z wiatrakami, TVN ma cały pion internetowy, Kontakt i dziwne, że tego nie rozumie.

  • Może zadzwoń do Szkła Kontaktowego? Jeden głupi telefon mniej będzie, a może uda się komuś oczy otworzyć. Panowie z tego programu zresztą również pokazują filmiki z youtube i jakoś nie chce mi się wierzyć, że za każdym razem szukają autora i proszą go o zgodę na emisję.

  • TVN od wielu, wielu lat ma problem ze zrozumieniem sieci i bycia w nim. Konsekwencje i z uporem maniaka buduja wokol siebie twierdze. A czasy takich budowli dawno minely i zyjemy w plynnej rzeczywistosci, w dobie Internetu. A internauta to zaden polglowek i jak bedzie bardzo zniechecony dzialaniami TVNu, to nawet im zadne Plejady nie pomoga. Wirtualny bojkot wystarczy, by troche skopac hipokryzje stacji :-).

  • Axelus

    Znów szaleństwo internet kontra Imperium Medialne TVN:)
    Całe szczęście zostawili Szymona M. przynajmniej fragmenty 🙂

  • „Kolejne możliwości to hostowanie filmów na swoim serwerze, sądzenie się z TVN-em, ew. wrzucenie zdjęć z filmu klatka po klatce z opisem ścieżki dialogowej – czy z tym też TVN będzie walczył?”

    Wrzucenie filmu do siebie to chyba najlepsze co można zrobić (gorzej jeżeli masz limit transferu na serwerze i dużo czytelników). Jeżeli wtedy wrzucisz taki film do wpisu to podlega pod cytat (zobacz: http://itlaw.computerworld.pl/index.php/2008/01/04/prawo-cytatu-w-internecie/ http://itlaw.computerworld.pl/index.php/2008/01/21/cytat-inspiracja-dzielo-zalezne-co-jest-czym-w-internecie/http://itlaw.computerworld.pl/index.php/2008/01/23/cytowanie-w-internecie-odpowiedzi-na-pytania/ ). Nie mogą Ci nic zrobić.
    Co innego film z YouTube – u Ciebie jest on jako cytat, więc nie mogą wymagać żebyś go usunął z wpisu, ale na YT to już cytat nie jest, więc mogą żądać skasowania, odcinając Cię od źródła.

  • Tomek K.

    Maćku,
    polecam majowy numer „M&m” – w dziale prawo będzie tekst o granicach prawa do cytowania utworów innych osób czy instytucji.

  • Zgadzam się z franko – uzupełnieniem Twojego wpisu, wskazujące na dwulicowość TVN, są dowody – które można mnożyć, wykorzystywania cudzych produkcji, zazwyczaj oddolnych, w telewizji – np. w szkle kontaktowym.

    Zgadzam się też, że na dłuższą metę może to TVN zaszkodzić – szczególnie, gdy usuwają nagrania mieszczące się w granicach prawa do cytatu. Mam wrażenie, że np. w przypadku product placementu parówek chodzi bardziej nie o naruszenie praw, lecz o propagowanie nieodpowiedniego image firmy?

    Zastanawiam sie tez, co z takimi fantami robic. Netto zaczal dzis kampanie "linkujemy" – w obecnej wersji troche dla mnie niejasna. Ale mysle sobie, ze akcja 'linkujemy' moglaby posluzyc za narzedzie nacisku: czlonkowie akcji zobowiazuja sie do propagowania wpisow takich jak Twoj, by zapewnic im maksymalna widocznosc. W ten sposob, byc moze, blogosfera moglaby sie stac aktorem zmiany, o czym tyle sie trabi. Bo mam wrazenie, ze pojedyncze wpisy punktujace rozne bledy ostatecznie niewiele przynosza i latwo je zbic (przoduje tutaj Vagla, ktory namierza rozne historie, analizuje je, ale zmiany to – przynajmniej krotko/srednio-falowej – raczej nie powoduje).

    Wpisy takie – tu wtret niejako osobisty – moglyby sie nawet propagowac na licencji CC, ktore pozwolilyby na kopiowanie tresci verbatim – bo nie o komentarze tu by chodzilo i dobudowywanie tresci / komentarzy, tylko o najprostsza – ale moze wlasnie przez to skuteczna – propagacje tresci.

  • Pingback: zielona jaśminowa » Cytat bronią przeciw TVN?()

  • Pablo

    Myślę, że to jedna z najpoważniejszych spraw w dzisiejszych dziejach internetu – prawo do swobodnej publikacji.
    W tym wypadku TVN po prostu nie rozumie, w jakich celach te materiały są publikowane i to co robi jest po prostu głupie. A z głupotą trzeba walczyć. Matesky pisze, że TVN ma cały pion internetowy, ale MY mamy cały internet i wiele osób jest z pewnością zainteresowanych dużą swobodą w operowaniu tym medium. Nie zapominajmy, że internet powstał z idei DZIELENIA się informacjami, a nie ich ograniczania. I że wszystkie te koncerny, koncerniki i inne korporacyjki „kradną” internet dla własnych potrzeb i chcą go dostosować do własnych zasad.
    Myślę, że wielokrotne powracanie do tej sprawy na tak szacownych stronach jak Mediafun będzie najlepszą metodą walki o równe prawa. A może zainteresować tym tematem blogerów działających w dużych mediach, a może tych z biznesu – niech wypowiedzą się na ten temat.
    Niestety na wniesienie pozwu do Sądu Najwyższego pewnie jest jeszcze za wcześnie w naszym Państwie. Ale ciekawe, gdyby taki problem udokumentować, a będzie on narastał, to czy Mediafun nie mógłby zgłosić tego do Sądu w Strasbourgu. Byłbyś Larry Flynt’em – wyzwolicielem prawa do swobodnej wypowiedzi w nowych mediach w Europie Środkowo-Wschodniej 🙂

  • Axelus

    A czy pan panie Maćku Mediafun nie mógłby podawać linków do plików z filmikami, które by pan hostował np. na 4shared.com lub rapidshare.com???? Każdy sobie sciągnie i obejrzy!!!!
    Nie rozumiem dlaczego pan na to nie wpadł:)?
    Wtedy napewno tvn napisze do pana maila :)!
    A i chciałbym zobaczyć jak TVNowi uda się skasować coś na RS:)

  • Pingback: Techkultura.com - kultura, internet, media » Blog Archive » Wypożyczanie filmów na Plejada.pl()

  • Pingback: WordPress 2.7 | Wojciech Ignaczewski()