9

Wielkość ma znaczenie

Będąc gościem na różnych konferencjach, seminariach i innych edukacyjnych zjazdach obserwuję sobie jak internet jako medium wykopuje sobie drogę w świadomości marketingowców. Oczywiście jest coraz lepiej i coraz więcej firm rozumie, że internet to coś więcej niż tylko maile i maling z ofertą sprzedaży… baa, nawet blogi są traktowane coraz bardziej poważnie – jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej.

Jednak cały czas w kontekście internetu mówimy ciągle o rewolucji, nowym podejściu, czy (mając w pamięci panel dyskusyjny na kongresie PR w Rzeszowie 2006) – niektóre firmy cały czas przygotowują się na nadejście internetu.

Wysnułem sobie małą nieśmiałą teorię, że internet jako medium będzie wykorzystywany w pełni świadomie i zrozumiale dopiero wtedy, kiedy nauczymy się poprawnie pisać nazwę tego medium. No bo czym tłumaczyć tekst typu „kampania obejmie telewizję, prasę i Internet”…

Wielką literą piszemy m.in. „Imiona własne bogów oraz jednostkowych istot mitologicznych” – cytat z PWN. I tak czasem sobie myślę, że ten cały internet, to dla niektórych niezrozumiała istota mitologiczna. Oczywiście nie chcę tutaj tworzyć nowych reguł czy ustalać nowych zasad – wiadomo i „internet” i „Internet” są pisane prawidłowo w zależności od kontekstu.
Tylko że chyba ludziom marketingu, wymieniającym jednych tchem media użyte w kampanii nie przystoi „internetu” nazywać „Internetem”.

Jeden z dyrektorów z Onetu przywala po premii (przynajmniej tak deklaruje), jeśli pracownicy portalu wyjadą z „Internetem” – nie wiem czy to prawda, może znacie kogoś kto dostał za to po premii? W każdym razie słyszałem to stwierdzenie parę razy z jego ust.

Za podejście do internetu „na kolanach” ma również swój duży wkład Word… którego autokorekta z uporem maniaka poprawia „internet” na „Internet” i za cholerę przekonać się nie da. Więc tylko naprawdę uświadomieni stają do walki o traktowanie internetu jako takiego samego medium jak radio czy telewizja.

To zresztą nie pierwszy przypadek, kiedy firmy z automatu stosują jakieś swoje przyzwyczajenia. Przygotowując różne materiały dla prasy branżowej, studium przypadków itp. często dostaje opisy kampanii, a w nich na kolanach prawie, z uporem maniaka jest Klient. I za nic nie dają się przekonać, że Klient powinien być klient. Rozumiem w korespondencji do klientów, jako motto wykute nad wejściem do firmy – no problem, Klient jest Klient… ale w opisie kampanii czy fachowym tekście, gdzie klient to już tylko statystyka? Tego nie mogę zrozumieć. W dalszym ciągu wielkość ma znaczenie.

Trochę w podobnym kontekście pisał dzisiaj również Dominik Kaznowski – o marketingu i e-marketingu.

  • Ha, funny – ledwo wyszedłem z kebaba (zielony na ciele i duszy), a tu juz nowy temat – jesteś jak karabin 😀

    A wracając do tematu: to zjawisko ma swoją nazwę: hiperyzm językowy i opisywałem go już, więc tylko link:
    http://www.creamteam.imfrom.eu/blog/index.php/2007/06/30/mi-8/

    Moim zdaniem, jeśli mówimy o sieci wojskowej, konkretnej, od której się wszystko zaczęło, to powinniśmy pisać jej nazwę Internet, bo to nazwa własna.
    Jeśli zaś mówimy o powszechenj usłudze, której nazwa weszła już na stałe do języka polskiego, piszmy z małej (podobnie jak śmiechem należy skwitować czasami jeszcze słyszalne tu i ówdzie kompjuter).
    Ciekawe, za które użycie kara ten dyrektor Onetu – jakby nie patrzeć i tak nie ma prawa zgodnie z polskim KP ;).

    Jeśli zaś ktoś klęczy przed Klientem, niech mu ziemia leką będzie 😀 Podobnie jak firmom, które wciąż gotują się do wejścia do internetu – rozgotowane potrawy są najczęściej niesmaczne i ciężkostrawne 😀

  • Wszystko przez twoją prasówkę 😉 – popatrzyłem sobie tu i tam, i widzę, że Klient nie jest obcy także np. autorce bloga Zjadamy Reklamy – nie jest to może taka wpadka, jak ta z promocją za prezent (kiedyś tam u niej)… tylko rozbawiło mnie, że najciemniej pod latarnią 😉

  • Kotaro

    Jak bardzo się cieszę, że Maciek też walczy z tym cholernym Internetem. Ileż razy kłóciłem się do pierwszej krwi w tej sprawie. To nie tylko wina „wordozy”, ale i mediów. W Polsce chyba tylko Wyborcza stosuje pisownię z małej litery (ale za to przed chwilą w portalu napisali ekszakonnice – dobre).
    Za hiperyzm odpowiedzialni są głównie marketoidzi, oni nawet przymioty produktów zapisują wielkimi literami. Nawet zamarzył mi się skrypcik do InDesigna do zwalczania tej maniery.

  • A ja zawsze myślałem, że to jest tak, że poszczególne sieci publiczne wchodzące w skład „Internetu” nazywa się „internetami” (w odróżnieniu od „intranetów”, czyli sieci prywatnych). Czyli „Internet” — całość, „internet” — kawałek.

  • zarazek

    A ja zawsze z uporem maniaka poprawiam na „I”nternet (tam, gdzie mowa o tej jednej konkretnej sieci)…

    http://en.wikipedia.org/wiki/Internet_capitalization_conventions

  • Eirena, chyba jednak nie, Baron pisuje klient z małej literki ;), a to dopiero poczatek róznic 😉

  • Pingback: El Patrono : Blog.Mediafun.pl()

  • Pingback: Fleurdelis is a propaganda tube of Creamteam, the best creative and art direction studio()