21

Szpitalne żarcie #zapiski

Pamiętacie moje szpitalne streamy jedzeniowe 🙂 Przeczytałem właśnie tekst Kasi z bloga ChilliBite.pl – Szpitalne upodlenie – prawie jakbym czytał swoje myśli – i ten kontrast – z jednej strony opiekuńcze pielęgniarki, świetni lekarze, reszta personelu taka pomocna i to upodlenie szpitalnym żarciem… Przez większość moich szpitalnych pobytów byłem sprawny, mogłem chodzić, do domu blisko – wszystkie obiady jadłem w szpitalnej kuchni (co ciekawe, szpitalną kuchnią i jedzeniem dla pacjentów zarządza ta sama firma) – różnica w jakości – niebo i ziemia. Nie każdy da radę schodzić, nie każdego stać na wydawanie 20 zł na obiad… Ratowałem się jeszcze pobliską pizzerią i włoską knajpą (po prostu nawiewałem ze szpitala).

I zgadzam się z Kaśką

Nigdy, przenigdy nie spodziewałam się, że w wolnej Polsce, kraju o jednym z wyższych PKB w Europie, będę się czuła upodlona jedzeniem jakie podano mi w szpitalu.

ale zupełnie nie mam pomysłu, co ja, jako obywatel mogę z tym zrobić.
Polecam, zerknijcie na ten wpis – Szpitalne upodlenie

  • Temat przerażający i na czasie. Przeglądam Posiłki w szpitalach i boję się pobytu w szpitalu bardziej niż pobytu w więzieniu

  • Mnie to od lat zastanawia, jak ludzie mają dochodzić do zdrowia, jak podaje im się taki paździerz do jedzenia….Tragedia jest na oddziałach dziecięcych, gdzie podaje się dzieciom praktycznie taką samą breję jak dla dorosłych, bez smaku, z niedogotowanymi ziemniakami….brrr, na samą myśl mnie odrzuca jak sobie przypomnę.,. i targanie tego całego jedzenia (pół biedy jak na oddziale jest lodówka) i ukradkiem robienie dziecku śniadania przed porannym obchodem….tragedia…

  • ech, znam ten problem, bo przez lata bywałam z bratem w szpitalach. tam jest tylko coraz gorzej. najgorsze jest to, że nawet przy ciasnym budżecie i dietetycznej unifikacji da się w prosty sposób zrobić i prostsze i wartościowsze jedzenie. mnie rękę paraliżowało za każdym razem, jak miałam mu podać mortadelę albo seropodobny wyrób… lata obserwowania pacjentów i wniosek tylko jeden – rekonwalescencja na takim żarciu jest opóźniona o całe miesiące…

  • ludzie ludziom zgotowali ten los – konkretni ludzie, znani z nazwiska :]

  • straszne .. tylko FB nie nadaje się do większej refleksji nad tym tematem – no przecież nie kliknę Lubie to (:. Nie chcę tłumaczyć firm kateringowych ale winna jest tu stawka żywieniowa .. za 17-20 złotych można już robić naprawdę dobre jedzenie, ale co z tego jak stawki sa bliżej 10 zł

  • poczekaj aż zbiorę pełny materiał co podają w szkołach i szpitalach i zdjęcia z kuchni jak to przygotowują

  • Nie wiem w jakich bywałeś szpitalach ale w tym w, którym ja gościłem było sporo bardziej żenujących rzeczy niż jedzenie. Zbieram się, że by to opisać Chociaż minęło już z pół roku.

  • Niestety prawda… Ostatnio moja mama była miesiąc w szpitalu. Jak przychodziłem i patrzyłem na kolacją jaką jej podali, (2 kromki czegoś …, żel margarynowy i różowy wafel pod piwo przypominający mielonkę), to żartowałem, że z nadwagą wyjdzie. Gdyby mama nie była „chodząca” po operacji, pewnie padłaby z głodu. Na szczęście schodziła sobie na dół po jedzenie, my przynosiliśmy z domu, ale cholera! Przecież niedługo i pościel będzie trzeba przynosić bo będzie przypadała jedna kołdra na miesiąc dla każdego pacjenta… To jest chore, o syfie na szpitalnych oddziałach nie wspomnę. Do tego lekarze… Mili to oni są ale czy coś robią, głównie chodzą pod oddziale i stwarzają pozory pracy… Pozdrówki Maćku. 😉

  • przez pewien czas podejrzewałem jakiś lobbing rolników – producentów marchewki z groszkiem – bo przez 2 tygodnie podawali pacjentom marchewkę z groszkiem do każdego obiadu…. no a na obiad, coś to gotowane mięso, w tym gotowane ozory…. ufff

  • Całkiem niedawno miałam okazję ‚stołować się’ w szpitalu. 5 dni to była katorga i wyliczanka z czego to jest zrobione. U mnie w mieście najcudowniejszy, największy i w ogóle naj- szpital budowano 20 lat! Sale piękne, wszystko takie och i ach! A jedzenie – koszmarne. Tace były tak cholernie ciężkie i niewygodne, że starszy człowiek nie miał siły tego podnieść. Szczerze mówiąc, ja miałam problem, żeby podnieść to plastikowe coś. Mnie na szczęście ratowała rodzina. Każdy coś ciepłego przyniósł do jedzenia, to przynajmniej byłam najedzona. Maćku, powiedz mi.. jak chory człowiek ma wyzdrowieć w szpitalu. Przecież porządny posiłek to podstawa do zdrowia.. Ehh.. Ach.. no i zdjęcie!

  • Ale z drugiej strony, jak sobie przypomnę 14 lat temu jak rodziłam córkę, to kawę zbożową i zupę z wiadra lali;). Trzeba było się zwlec z łóżka i dokuśtykać na korytarz ze swoim kubkiem ( ja akurat po cięciu byłam, a łóżka zajebiście wysokie więc każde wychodzenie z niego to był ból). Jak później za kilka lat zobaczyłam te tace z jedzeniem to był super lux;)- gorzej z tym co wewnątrz tej tacy…

  • Michalina Macionczyk w moim mswia jest tak dalej, idziesz ze swoim kubkim po odbiór na korytarz, ale fakt – ci co nie mogą to albo inny pacjent im przyniesie albo panie które rozlewają zupę

  • Paulina Zakrzewska tak patrzę na tę smutną tacę – można z tego zrobić konkurs – czy to jest zdjęcie przed posiłkiem czy po? 🙂 (zagadka jest jednak zbyt łatwa, bo widelec czysty 🙂

  • Maciek Budzich no co Ty? Myślałam, że tace to jest już standard?

  • Michalina Macionczyk nie, najlepiej jest jak jest pełny oddział i wtedy łóżka stoją na korytarzu albo w jakiejś wnęce, wtedy nie masz stolika, czasem jest taboret, ale to też nie jest regułą – ogarnij wtedy obiad 🙂 Ale z mojej strony jedzenie to akurat najmniejszy problem, radziłem sobie jadłodajnią dwa piętra niżej, za to muszę totatlnie pochwalić oddziały które są przebudowane – w każdym pokoju toaleta, szerokie, czyste korytarze i opieka lekarzy. Teraz jeśli zdarzy mi się wylądować na moim oddziale to właściwie nie ma żadnego strachu, idę jak do swoich – ten komfort psychiczny jest bardzo ważny.

  • Dobrze, że w ogóle łóżka są… Już niedługo dostawiane leżaki, albo krzesła, pamiętacie Balcerków z Alternatyw ? 😀

  • Ja ze szpitalnego jedzenia byłam zadowolona. Wiadomo, że szpital to nie włoska knajpka, tylko takie typowe proste dania – ziemniaczki, klopsiki, gotowana marchewka, ale jednak było smacznie. Zwłaszcza w szpitalu św. Zofii na Żelaznej 🙂 choć na Madalińskiego też nie było mega tragedii. Ciężko mi oceniać jakość kuchni tych drugich ze względu na święta majowe i brak personelu – może akurat w kuchni jedna pani była i i tak robiła, co mogła 🙂

  • Potwierdzam każde złe słowo na jedzenie szpitalne. 2 razy w życiu miałem wątpliwą przyjemność spróbować i oba razy były przerażające. To jest skandal, ale media o tym milczą…

  • Mag

    Ja ostatnio jadłam kilka razy w Centrum Onkologii w Bydgoszczy. Każdy pacjent, który może, a może większość, schodzi na dużą jasną stołówkę. Do wyboru różne diety, w tym lekkostrawna, cukrzycowa, kilka rodzajów mięsa, warzyw, dodatków, kompot, deser i kawa. Do tego uśmiechnięta obsługa a odwiedzający mogą zjeść obiad ze swoimi bliskimi, płacąc 17 zł i dokładając sobie do woli. Nie trzeba chyba pisać jakie to ważne dla pacjentów, walczących o zdrowie i życie. Można. Ale tam ktoś myśli. I komuś się chce.

  • Renata Pogoda

    Więzienia na szczęście nie miałam okazji „zwiedzić”, ale coś czuję, że nawet tam żywią lepiej niż w polskich szpitalach….po prostu brak słów 🙁