1

Pierwszy stand-up Dema – Jakuba K. Dębskiego

Bardzo lubię obserwować, kiedy to jednoosobowe, multimedialne byty internetowe wychodzą ze swojego środowiska i starają się zdobywać nowe przestrzenie, starają się szukać nowych dróg dotarcia do odbiorców. Tak się dzieje od dłuższego czasu z blogerami, z których sporo już doszło do wniosku, że skupianie się tylko na własnym blogu a iggnorowanie prasy, tv, radia innych serwisów to po pewnym czasie kręcenie się w kółko. Jeśli chodzi o vlogosfere – tam wciąż jeszcze istnieje przekonanie, że YouTube, YouTube i tylko YouTube i tylko dla tych, i vlogi są dla tych, którzy tylko z YuoTuba korzystają – wystarczy, że sprawdzicie ilu z vlogerów ma własną domenę, bloga czy chociażby stronę internetową. Ale temat małej vlogerskiej piaskownicy poruszę w jednym z najbliższych wpisów.

Dema oglądam od dawna, kupuję jego humor i dobrze się bawię przy serii Ogarnij Się czy Murenewsach, z dumą noszę koszulkę z napisem „wolność” i koniem – symbolem wolności 🙂
Dem jest pokręcony, totalnie odjechany i zawsze zastanawiam się jakie to substancje chemiczne powodują, że myśl ludzka potrafi poruszać się takimi krętymi drogami. Z pewnością mogę postawić go w głowie na specjalnej półce, gdzie stoją produkcje nie dające się zamknąć w żadną kategorię. Stoi tam wszystko co stworzyła grupa Monty Pythona, obok ekipa Za chwilę dalszy ciąg programu i KOC – w przyszłości również będzie tam miejsce dla Dębskiego.

Pewnie jak spora część jego widzów, z niecierpliwością czekałem na pierwszy, oficjalnie zapowiedziany występ Dema na żywo – stand-up. No i stało się, 2 grudnia warszawska Hydrozagadka pękała w szwach. Udało mi się przybyć chyba w ostatniej chwili, kiedy mogłem jeszcze bez problemów zająć w miarę dogodne miejsce – 10 minut później było już tak tłoczno, że nie wpuszczano już spóźnionych osób. Nie wiem jaka jest pojemność Hydrozagadki – 300 osób? W każdym razie – publika wymarzona jak na pierwszy występ – zwłaszcza, co ważne, składająca się przede wszystkim z widzów Dema – co może być dla niego przekleństwem, ale o tym w dalszej części wpisu.

Od początku było wiadomo, że występ potrwa ok 45 minut, wjazd był za darmo, a ja przykleiłem się do dobrego towarzystwa Ilony z Blogostrefy i Adama, Kuby i Dyziaka z Matura To Bzdura – więc składniki na dobrze udany wieczór wręcz wyborowe.

Jak mi się podobał stand-up Dema? Niestety, nie podobał mi się. O ile dobrze się bawię przy jego produkcjach video czy pokręconych komiksach, to ten sam humor podany na żywo praktycznie mnie nie śmieszył. Nie było to na pierwszy rzut oka dostrzegalne, ale moim zdaniem Dema zjadła trema – miałem wrażenie, że Dema przygotował sobie kilka punktów swojego występu z nadzieją, że reszta sama popłynie… ale płynęła opornie. Szczerze uśmiałem się przy opowieści o antylopce, trochę zabawne były bongosy – publiczność bawiła się chyba lepiej ode mnie. Dobrze też, że na występ nie zabrałem, żadnych znajomych, którzy nie znali wcześniej Dema. ponieważ największą pułapką tego występu były hermetyczne żarty i styl, który bawi tylko widzów jego kanału. Jestem bardzo ciekawy, czy były na sali osoby, które po raz pierwszy widziały Dema i podobał im się ten występ, a za kolejne zapłaciłyby 20-30 zł? Hermetyczność żartów i publika tylko z kanału YouTube to nie jest chyba dobry kierunek dla artysty, który chce występować na scenie.

I tak sobie stojąc, co jakiś czasu uśmiechając się pod nosem (na stand-up to dla mnie stanowczo za mała dawka śmiechu) doczekałem do końca występu. I wtedy stała się rzecz, która potwierdziła moje wcześniejsze zarzuty i jednocześnie rzecz dla której warto było spędzić ten wieczór w Hydrozagadce. Dem oficjalnie zakończył występ, ale postanowił zostać jeszcze na scenie i porozmawiać z publicznością. I wtedy cała napięcie z niego uciekło, nawet tempo głosu się zmieniło, nagle stał się takim zabawnym Demem jakim znam go z YT. I przez te 15 minut bonusowego, improwizowanego występu i dialogu z publicznością bawiłem się najlepiej. Na coś takiego czekałem. Dębski złapał swój flow, czuł się swobodnie i żałowałem że tak krótko to trwało. Zresztą taki dialog z publiką, szybkie riposty i zaskakujące zwroty występowały podczas oficjalnego występu – i były to te jasne, zabawne punkty programu, niestety pojedyncze.

Jasne więc jest dla mnie, że Dem potrafi zabawnie improwizować, ogarniać (!) publiczność i jeśli nie ma tremy to wychodzi mu to całkiem dobrze. Trzymam kciuki za kolejne występy Dema – jestem przekonany, że każdy kolejny będzie inny ale przede wszystkim lepszy od poprzedniego.

Warto dać Demowi szansę i samemu się przekonać – i nie piszę tego z czystej kurtuazji – jestem pewien, że Dem będzie się rozwijał w dobrym kierunku. Lokale, które chciałyby gościć Dema u siebie z pewnością mogą liczyć na pełną salę i sam Dem nie musi obawiać się o frekwencję. Ba, ma o tyle komfortową sytuację, że mając swoją publiczność z YouTube (fakt, niektórzy jeszcze nie mogą legalnie kupić piwa) może z nią dowolnie eksperymentować i testować żarty – ma tutaj grunt wyjątkowo wyrozumiały.

Na moje oko, największym dla Dema wyzwaniem jest pozbycie się hermetyczności programu, tak aby bawić widza, który widzi Dębskiego po raz pierwszy. Ogarnięcie (!) tremy i swoboda na scenie z pewnością szybko znikną – trzymam kciuki za kolejne występny Dema i zachęcam Was do zapoznania się na własne oczy i uszy ze sceniczną ofertą Dema. Nagrań z wczorajszego występu, kręconych łokciem, kalkulatorem czy skarpetą nie warto oglądać – tylko zepsujecie sobie zabawę podczas spotkania na żywo.

  • Co tu wielce gadać. Mrągowo to kolebka polskiej inteligencji.