37

O zarabianiu, marce i wiarygodności blogów

Miałem okazję pojawić się ostatnio na antenie dwóch stacji radiowych. W przypadku Radia Pin (audycja Marketing Mix) gościłem osobiście, natomiast w TokFM (W sieci sieci) prowadzący program Cezary Łasiczka oraz Krzysztof Urbanowicz przez kilka minut rozmawiali o blogach, zarabianiu i trochę mediafunowi się dostało.

Audycja Marketing Mix i wywiad ze mną nie wymaga chyba szerszego komentarza. Było to podsumowanie ponad 2 godzinnego spotkania blogerów (Antyweb, Zjadamy Reklamy, WebFan, mediafun – ha, ha!! same najgorsze blogowe szumowiny) które miałem przyjemność (i stres) prowadzić z Związku Firm Public Relations z przedstawicielami agencji PR.

(6 minut)

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.


mp3 do ściągnięcia (6mb)

Zabiegany trochę jestem, ale spotkanie było bardzo interesujące, kasety starczyło na 90 minut, więc jak tylko się trochę opędzę to umieszczę w sieci.

Natomiast Cezary Łasiczka i odpierający jego ciosy :-), Krzysztof Urbanowicz, poruszali temat wiarygodności zasponsorowanego blogera i generalnie sensu reklam na blogu.
Poniżej fragment audycji dotyczący blogvertisingu, a tutaj link do całego, godzinnego programu.

(17 minut)

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.


mp3 do ściągnięcia (5mb)

Wydaje mi, się że stali czytelnicy, którzy zaglądają na mediafuna, mają wyrobioną opinię… i tego jak wygląda sponsoring u mediafuna, czy mediafun się sprzedał i jaki wpływ na kontent mają reklamodawcy nie muszę chyba tłumaczyć.

Najczęściej zarzuty, obawy i niechęć („sprzedał się!”, „niewiarygodny”) pojawiają się wśród osób, które pierwszy raz wchodzą na bloga lub temat „zarabiania na blogu” jest dla nich czymś nowym (pomijam wiecznych krytykantów i niedopieszczonych internautów).

Zarzuty o wiarygodność bloga pojawiają się również, wśród osób które temat zarabiania na blogach postrzegają przez podejście jakie przyjmuje Krzysztof Lis i jego zarabiające blogi (chyba stał się trochę niechcący jakąś przeciwwagą dla idei blogów, sam często powołuje się na Jego wypowiedzi… ile blogów tyle motywacji, nie chcę tutaj jakoś budować konfliktu… mamy odmienne zdania i tyle).

Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że rzeczywiście granica jest bardzo łatwa do przekroczenia… a jej przekroczenie zależy od autora bloga, tematyki bloga i oczekiwań czytelników. Jako bloger z pewnym stażem, mogę stwierdzić, że oczekiwania czytelników (albo prościej: kto czyta bloga) są dosyć istotną sprawą. Specjalnie nie chce tworzyć tutaj punktów, zasad i definicji na robienie ciasta czy markowego bloga… bo odnoszę się tylko do mojego bloga, w różnych warunkach może mieć to inne zastosowanie i konsekwencje.

Dylematy i wątpliwości czyli sponsor bloga (Agito.pl)
Gdzieś w jakimś komentarzu na innym blogu przeczytałem, że „łeee, jemu [mediafunowi] to się chce bo Agito mu płaci”. Czy jakby mi nie płaciło to chciałoby mi się mniej? Nie… z perspektywy 2,5 roku „mediafunowania” chce mi się coraz bardziej, coraz bardziej mnie bawi i każdego dnia myślę, co by można zrobić fajnego na mediafunie. Podkreślam fajnego… moja pani od polskiego pewnie tego nie pochwala, ale „fajny” to słowo klucz dla mojego bloga. Okazuje się też, że „fun” w nazwie bloga nie jest przypadkowe. Kiedy 1,5 roku temu często pytano mnie „ile da się zarobić na blogach” odpowiadałem „nic, ale blog doskonale poprawia humor” (cholera, pachnie Majewskim). Teraz dobry humor jest podkręcany przez pieniądze z reklam, na razie początki, nieregularnie, nierówno, ale jest ok.
Agito za wpisy mi nie płaci… bo umowa o sponsoring dotyczyła jednorazowej zapłaty. Odsyłam do dwóch istotnych wpisów dotyczących sponsoringu na blogu:
Mediafun sprzedany;
Zasady współpracy blogera ze sponsorem;

Jak to się stało że Agito zasponsorowało mojego bloga? Nie było wysyłania podań przez sekretarki do dyrekcji, nikt w Agito nie wpadł nagle w zachwyt „ojej, jaki fajny bloger, zasponsorujmy go!”. Pomysł zasponsorowania bloga, jako jeden z elementów strategii marketingowej zarekomendowała agencja reklamowa Heureka, która wtedy Agito obsługiwała. Ja zresztą wcześniej „puszczałem w świat” sygnały, że tego typu współpraca mnie interesuje. Ale istotna jest tutaj właśnie ta rzecz – sponsoring bloga był częścią kampanii marketingowej Agito. W tym układzie zarówno ja zyskałem (sponsora, rozgłos itp) jak i Agito (nowoczesna firma wspierająca blogi, rozgłos, miejsce w historii polskiej blogosfery, temat który interesuje media itp).

Wątpliwości? Raczej ich nie miałem… oprócz dwóch momentów:
• panel dyskusyjny dotyczący blogosfery i sponsoringu – akurat idealny moment po znalezieniu sponsora aby go zorganizować taką dyskusję wśród dziennikarzy, blogerów i wszystkich zainteresowanych. Z oczywistych względów na takim panelu nie mogło zabraknąć kogoś a Agito (zresztą firma zaoferowała się, że pokryje koszty takiego spotkania). Właściwe nie powinno być tu żadnych wątpliwości, jasna i czysta sytuacja. Ale z różnych przyczyn (głownie mojego zabiegania) taka dyskusja się nie odbyła… chociaż temat interesujący, jest o czym dyskutować i pewnie powróci.

• kontakty z Agito. W czasie rozmów pojawił się temat (podkreślam – pojawił – bez nacisków), że może warto przy jakimś temacie, który poruszałbym na mediafunie zapytać się o opinię kogoś z Agito… I właściwie niepotrzebnie się pojawił z „tamtej” strony, bo dla mnie naturalną rzeczą jest, że jeśli nawiązuje kontakt z firmą czy osobą i wymieniamy się wizytówkami, to mam w głowie: ok, w razie potrzeby można zadzwonić, poprosić o wypowiedź, poznać zdanie eksperta itp. Więc to normalna robota, zwłaszcza że kontakt jest ułatwiony i nie muszę zaczynać „dzień dobry, nazywam się Maciej Budzich, jestem autorem bloga…”. Ale nie było okazji, żeby z kamerą jechać do Agito… zresztą szef marketingu Agito, Jacek Gadzinowski często i tak na moim blogu się wypowiadał w komentarzach, więc sprawę uważam za zupełnie czystą.

Innych „wątpliwości” nie było, a jedynym naciskiem ze strony firmy jaki sobie przypominam, to prośba o zmianę logo, bo te, które umieściłem na początku pasowało do ciemnego tła (jeszcze w poprzednim wyglądzie bloga).

Oczywiście temat, sponsoringu, Agito pojawiał się w różnych dyskusjach i komentarzach, również tych poza blogowych i obydwie strony były tego świadome.

Reklama na blogu, czyli bannery
To ciekawa rzecz, co prawda mam niewielkie, kilkumiesięczne doświadczenie, ale udało mi się zaobserwować kilka rzeczy.

Żaden z reklamodawców przy okazji zapytania o możliwość umieszczenia reklamy, nie prosił o statystyki mojego bloga uzależniając decyzję od wysokości słupków. Oczywiście nie są one żadną wielką tajemnicą, ktoś kto jako tako ogarnia internet może je łatwo określić, chociażby patrząc na liczby jakie pokazuje feedburner.

Oznacza to, że reklamodawcę interesuję reklama na mediafunie, na blogu Kaznowskiego, Jagodzińskiego, Antywebie czy Webstopie. Oczywiście unikalni użytkownicy, odsłony, nadal są istotne (na Kominku też pojawiają się reklamy, nie wiem czy akurat marka kominka ma tu większe znaczenie niż UU).

A jeśli marka bloga jest istotna, to może lepiej zamiast skrobać wpisy i samemu je wrzucać do wykopania (i na blipie prosić o kopnięcia) albo słuchać „Jak pisać teksty pod SEO”, pracować nad marką bloga?

Dylematy przy okazji bannerów? Hmm, tak miałem takie w przypadku reklamy OS3. Agencja wykupiła u mnie banner reklamujący nową stronę OS3. Strona ruszyła w pierwszym dniu emisji bannera u mnie na blogu. Temat nowej odsłony OS3, z punktu widzenia mojego bloga był interesujący, ponieważ głosu na stronie użyczyła Krystyna Czubówna…a to już temat na wpis. Jednak aby nie wprowadzać niezdrowej sytuacji odpuściłem wpis dotyczący tego reklamodawcy (widziałem, że Grzegorz na Antywebie podobnie się zachował). Ale kampania promująca nową stronę (plus kreatywny banner) chyba była udana, pojawiła się na kilku blogach oraz na takich serwisach, że informacja o nowej stronie dotarła na pewno do większości zainteresowanych osób – sam zetknąłem się z tym bannerem (pomijając info prasowe) kilkakrotnie. Dobór mediów wspomagany blogami na pewno był tutaj trafiony. Zresztą agencje interaktywne mają najwięcej wiedzy jeśli chodzi o współpracę czy wykorzystanie blogów.

Wracając do tematu marek blogów. Sam, przy okazji organizacji TUBY02 zaprosiłem blogerów do patronowania temu wydarzeniu, HackFest również miał specjalny patronat blogerów. Miałem przyjemność patronować wydaniu dwóch książek z zakresu reklamy i marketingu (Dominik Kaznowski, Monika Bartnik – przy okazji rozdałem trochę egzemplarzy czytelnikom). Pewnie niedługo zobaczmy loga, adresy innych blogów jako patroni innych wydarzeń (netto.blox.pl jest patronem medialnym badania dotyczącego e-biznesu, podejrzewam że ma więcej innych propozycji).

Może się to komuś podobać lub nie, ale pierwsze pieniądze na blogosferze popłynęły do blogów…hmm, nazwijmy to roboczo, wpływowych. Nie chcę tutaj wchodzić w definicje, co jest blogiem wpływowym, zawodowym, profesjonalnym czy po prostu znanym itp. W każdej sieci czy zbiorowisku ludzi jest jakaś grupa osób którą zna więcej osób, albo która jest bardziej popularna od innych – tak to na razie zostawmy. Oczywiście potem popłyną pieniądze do pozostałych, zainteresowanych zarabianiem, blogerów… i pewnie mniejsze… o ile, nie wiem. Wiem na pewno, że standardy związane z reklamą i kontaktami ze sponsorami, które teraz właśnie wypracowuje ta część blogosfery, która załapała się na pierwsze pieniądze, będą miały wpływ na jakość tych kontaktów wśród innych blogerów.

Zauważcie, jak projekt krytycy.pl startując z wpisami sponsorowanymi, spowodował, że szybko stały się punktem w definicjach „sposoby zarabiania na blogu”. To było szkodliwe działanie jeśli chodzi o wizję internetu jaką ja sobie rysuję… dobrze że ostatecznie się nie sprawdził albo pozostał w mocno groszowych rejonach.

Podkreślę, jeszcze jedną rzecz… w dalszym ciągu to początki reklamy na blogach, cały czas jesteśmy jeszcze poza zasięgiem budżetów którymi dysponują domy mediowe (na razie się przyglądają, na razie blog to modne słowo a media plannerzy ciągle liczą uu na blogach). Prawie jednoczesny start dwóch sieci reklamowych (yellowgreen.pl i blogvertising vel krytycy.) pokazuje jednak, że rynek dojrzał do tego aby spróbować chwycić i sensownie zainwestować w blogi budżet, którym dysponuje dom mediowy.

Uff, widzę, że wyszło tego sporo, a to przecież nie wszystko. Właściwie na początku powinienem zaznaczyć, że moje obserwacje dotyczą tylko części blogosfery… w ogóle nie poruszałem blogów osobistych, o rodzinie, kotach, życiu, chorobie itp. (nie prowadzę takich blogów, nie znam się na nich)… chociaż i tam, jeśli będą dobre ,reklama zapuka. Tylko od decyzji blogera będzie zależało „czy się sprzeda” czy pozostanie „prawdziwym blogerem” (cudzysłowy to ironia).

Ciąg dalszy na pewno nastąpi, a pozostając w temacie bloger, współpraca i firmy. W poprzednim wpisie pojawiła się książka. Jeden egzemplarz dostałem jako bloger (marka?) od wydawnictwa. Zaproponowałem ufundowanie kilku egzemplarzy dla czytelników, w formie znanej już wam – prostego konkursu. Pojawił się banner reklamujący konkurs… wpis oczywiście też można traktować jako reklamujący i konkurs i książkę. Czy jest to etyczne, czy zostały przekroczone jakieś granice i kto ile zyskuje w tym układzie? Czy ja jako bloger tracę wiarygodność (dodam że takie polecanie, wskazywanie interesujących tematów nagrania z konferencji to niejako misja tego bloga, tak sobie założyłem). Czy czytelnicy coś tracą albo mogą być pokrzywdzeni. A takim razie co zyskują? A ile zyska firma, która wyda w tym przypadku 4 książki o wartości 60 kilku złotych?

Jak zmieniłaby się sytuacja, gdyby to nie była książka o reklamie, ale np. książka kucharska „Kuchnia na Wspólnej” 🙂 ?

Jak ktoś jeszcze przetrwał, to polecam dyskusje o reklamach w internecie pod tekstem dotyczącym Vstitiala-video reklam (dyskusja wcale nie dotyczy tej formy reklamy)

  • kmh

    „Najczęściej zarzuty, obawy i niechęć („sprzedał się!”, „niewiarygodny”) pojawiają się wśród osób, które pierwszy raz wchodzą na bloga lub temat „zarabiania na blogu” jest dla nich czymś nowym (pomijam wiecznych krytykantów i niedopieszczonych internautów).”

    No halo, to już za daleko idące uproszczenie.

  • Miood

    Maćku, czy czcionka wykorzystana w gifach „wypowiedz” to „Orange LET Plain” (używana przez Orange)czy jedynie wygląda podobnie? Celowo czy po prostu „tak wyszło”? Pytam z ciekawości 🙂

  • to helvetica neue pro – bardzo podobna do orangowej, podobieństwo nie jest zamierzone, lubię ją po prostu.

  • orb

    na Swaroga! jak ja mogłem przeoczyć, że Monika wydała książkę? Jak też się mogła nie pochwalić? ehhhh

  • Witaj,

    Napisałeś:
    „na Kominku też pojawiają się reklamy, nie wiem czy akurat marka kominka ma tu większe znaczenie niż UU”

    Niestety marka Kominka miała znaczenie.
    Mam podobne doświadczenie ze sponsorami – nic ich nie obchodzą statystyki. O ile mnie pamięć nie myli, mnie także o nie nie pytano. Zwracali uwagę na ilość komentarzy, które były niejako wyznacznikiem popularności oraz ogólny szum, jaki od czasu do czasu wywołują moje teksty.
    Przypuszczalnie gdyby najpierw kierowali się statystykami, dostawałbym nieco lepsze oferty.

    Napisałeś także:
    „w dalszym ciągu to początki reklamy na blogach, cały czas jesteśmy jeszcze poza zasięgiem budżetów którymi dysponują domy mediowe”

    Nie wiem jak to jest u Ciebie, ale ja w ciągu ostatnich 3 miesięcy zaobserwowałem ogromny wzrost zainteresowania sponsorów. Tak jak kiedyś otrzymywałem jedną, góra dwie oferty miesięcznie, tak teraz nie ma tygodnia, żeby nie zgłaszała się jakaś firma, której wydaje się, że tanio kupią bloga.
    I tu dochodzimy do drugiej bardzo ważnej kwestii.
    Blogi wciąż nie są traktowane poważnie, ale i sami blogerzy nie chcą by ich szanowano, bądź nie wiedzą, że powinni cenić się wyżej.
    Akurat przedwczoraj rozmawiałem na ten temat z kilkoma zaprzyjaźnionymi blogerami, którzy notują do paru tysięcy wejść dziennie i wszyscy zadeklarowali mi, że gdyby dostali choćby 200 zł za miesiąc, to by się zgodzili na umieszczenie reklamy. Z jednej strony – pieniądz nie śmierdzi, z drugiej zaś – sami sobie podcinamy gałąź sprzedając się za marny grosz. Wiem, że trochę się wymądrzam, bo zarabiam niemało prywatnie, stąd rozgrzeszam licealistów, dla których nawet taki pieniądz byłby zbawieniem:)

    Wybacz moją ignorancję, ale nie czytałem Twojego bloga (wszedłem dziś, bo ujrzałem Twój adres w statsach) i być może poruszałeś ten temat, a jeśli nie to może warto by było uświadomić blogerów, ile warte są ich blogi.
    Przykładowo: masz 1000 unikalnych dziennie, wołaj o 1000 zł za miesiąc.
    Zdaję sobie sprawę, że cena może zależeć od wielu czynników, ale na początek takie ogólne rozeznanie w cenach by wystarczyło. Ja niestety kompletnie się nie znam na tym temacie.

  • orb

    @Kominek:
    „Z jednej strony – pieniądz nie śmierdzi, z drugiej zaś – sami sobie podcinamy gałąź sprzedając się za marny grosz.”

    Nie do końca rozumiem, co chciałeś tym zdaniem przekazać?

    szczególnie jeśli pare wesów dalej piszesz:

    „Zdaję sobie sprawę, że cena może zależeć od wielu czynników, ale na początek takie ogólne rozeznanie w cenach by wystarczyło. Ja niestety kompletnie się nie znam na tym temacie.”

    może dwa zdania wyjaśnienia?

  • orb,
    Oczywiście, już wyjaśniam.
    Poniekąd rozumiem blogerów, dla których każdy pieniądz się liczy i zgodziliby się na dowolną kwotę za sponsorowanie. Zwłaszcza, że sam fakt posiadania sponsora jest na swój sposób nobilitujący.
    Jednakże taka polityka prowadzi do zaniżania wartości blogów. Jeśli stu ignorantom da się 200 zł, a ci nieliczni, świadomi rzeczywistej wartości swojego bloga, zawołają 1000 zł, zostaną odrzuceni.
    Wszystko sprowadza się do tego, co napisałem na samym końcu – wprowadzenia choćby orientacyjnych kwot, jakie mogą być punktem wyjścia w negocjacjach ze sponsorami. Taki mini-poradnik, najlepiej sporządzony przez znawców tematu, byłby gwiazdką z nieba dla blogosfery.

  • Myślę,że z reklamą na blogach nalezy uważać. Sponsoring to chyba lepsze wyjscie, ale i reklama kontekstowa się przydaje. Przeszkadzają mi migotające banery, u Ciebie też. Ale czytam z rssa(tam reklam nie widać) więc to nie jest duży problem, tylko mała niedogodność. Problemy zaczynają się wówczas gdy zza banerów reklamowych nie widac treści bloga. Wtedy się wkurzam. Reklamy na blogach nie wydają mi się złe tak długo gdy są dodatkiem, a nie głównym celem blogowania. Prowadzenie bloga dla zarobku(i tylko dlatego) jest dla mnie wypaczeniem idei blogowania jako takiej.

  • Kominek:
    Wydaje mi się, że za bardzo generalizujesz. To jaką kwotę kto zdoła uzyskać to też bardzo indywidualna sprawa. Bardzo dużo zależy od tego w jaki sposób autor bloga negocjuje z daną firmą i to jak bardzo owej firmie zależy konkretnie na tym a nie innym blogu. W końcu dobrych blogów nie ma aż tak wiele, a ostatecznie lepiej zjednać sobie „dobrego” blogera niż kierować się tylko ilością UU. Obecnie reklamodawcy też się uczą i z czasem dojdą do wniosku, że lepiej negocjować z blogiem, który ma pewną markę i oferować mu większe pieniądzę niż zgłaszać się do tych, których zadowalają mniejsze kwoty.

  • Pablo

    No jeśli to ma być dyskusja „contentowa” ;-)- a przecież blog Mediafuna takim jest – to powiedzmy o konkretach, i w kontekście wypowiedzi Kominka dowiedzmy się ile na wpuszczaniu reklamy na bloga się zarabia.
    Po drugie, mam przeczucie – niestety oparte na doświadczeniach z sieci patrz: portal Gazety – że wpuszczenie reklamy w akceptowalnych wymiarze na początku, prowadzi w efekcie do zagarnięcia danego medium. Wcześniej, czy później. Oznaki tej tendencji, na blogu Mediafuna też widzimy – kiedyś był to tylko Agito, dziś mamy 3 pokaźne pola reklamowe.
    Nie by był to zarzut, podoba mi się Twoje podejście do postawy jako bloger-reklamobiorca, ale nie wiem czy uchylenie drzwi dla reklamy, nie skomercjalizuje twojego przekazu. Nie przekazu treści wpisów, ale przekazu całego bloga, wraz z jego powiększającym się contentem reklamowym.
    Jeśli chodzi o samego bloga, to popieram te może kontrowersyjną opinię, że w pewnym sensie „właścicielami” bloga są także jego użytkownicy. Może zatem wprowadzić bardziej demokratyczny sposób dobierania ofert i głosowanie, czy konkretna nowa reklama ma się pojawić na blogu, czy też nie? 🙂

  • Jeśli mogę użyć stwieredznia, to sponsoring jest najwyższą formą „zarobkowania” bloga. Mówiąc szczerze, tylko blogi o wypracowanej marce mogą być brane pod uwagę przez potencjalnego reklamodawcy. Obie strony zyskują naprawdę dużo. Blog – prestiż o którym wcześniej wspomniano, reklamodawca – publicity. Reklamodawca i bloger mogą się obawiać przeniesienia negatywnych głosów na ich marki… ale jak praktyka naszego sponsoringu pokazuje, nie jest w tym temacie aż tak strasznie.

    W przypadku sklepu e-comercowego który reprezentowałem – założeniem było wsparcie finansowe Maćka, ze wzgledu na 
    jego rozpoznawalność i możliwość dotarcia do grupy celowej (marketerow, dziennikarzy piszących o nas, potencjalnych firm wspołpracujacych). Chcieliśmy też wesprzeć ciekawą inicjatywę, prowadzoną z pasją dość długo (WAŻNA JEST MARKA BLOGA) i rozwijającą się na nowe formy (w tym przypadku video). Czyli kwestia wizerunkowa – nowoczesność i otwartość na zmiany, o czym wspomniał Maciek.

    Zasadą którą osobiście wyznaje w komunikacji PR jest pełna transparentność i dokładne okreslenie celów. I to niezależnie czy to jest blog, czy inne metody komunikacji. Dlatego nie uważam, że blogerzy powinni być jakoś
    inaczej traktowani. Po prostu są równorzędnymi partnerami czy to firm PR’owskich czy też potencjalnych reklamodawców.
    Żadnych specjalnych względów ani podwórkowych zagrywek!

    Tak jest w przypadku Maćka i naszej współpracy. Nie musiałem patrzeć w słupki, wpływać na treści, wysyłać
    postulatów… to nie jest istotne. Ważne jest to, jakie marki ze sobą nawiązują kontakt. Stąd blogi wspomniane
    przez Maćka, zyskały regularnych reklamodawców. Tylko te wpływowe, rozpoznawalne. Że powiazane z technologią, marketingiem? A co przeszkadza by dobre blogi np. motoryzacyjne, dot. łowienia ryb, wnętrzarskie czy lifestylowe skorzystały z tego wypracowanego modelu. Trzeba ruszyć 4litery!

    A blogi „hamburgery”, zbierajace śmietnik z netu… to moim zdaniem porażka i nawet nie ma o czym mówić. Wpisy
    sponsorowane ? Polo cockta nigdy nie będzie Coca Colą. 🙂

    BTW. Mediafunie jak znajdziesz czas i chęci, piszę sie na panel by opowiedzieć od kuchni, jak powinna wygladać
    tego typu współpraca i jakie są cele marketingowe reklamodawcy w takim przypadku.

  • Kominek, dzięki za komentarz bo trafiłeś idealnie w sedno i zgadzam się z Tobą w 100%. Już nie chciałem robić wpisu na metry, ale to też jest temat, który chciałem poruszyć w dalszych rozważaniach.

    Świadomość blogerów, że można zarobić i jakie pieniądze rzeczywiście była do tej pory niewielka… również, kiedy rozmawiałem jeszcze o reklamach na blogu na przełomie 2007/2008 to dokładnie takie kwoty (200-300 zł miesięcznie) się pojawiały. Zresztą, to nie jest wina blogerów, nie każdy zna się na reklamie, zna cenniki czy nawet chce zajmować się reklamą na swoim blogu (reklama = złoooo). Trochę otworzyła oczy i nakręciła temat pierwsza wersja cenników od yellowogreen.pl, gdzie pojawiły się kwoty ok. 3 tys miesięcznie (50% zabiera sieć).

    Nie wiem dlaczego napisałeś Niestety marka kominka miała znaczenie?

    Świadomość tego ile warty jest blog jest bardzo istotna i faktycznie szkoda zawracać sobie głowę 200 zł czy programami partnerskimi które przynoszą pewnie niewiele więcej (nie wiem jakie są zarobki z PP, jeśli bloga ma np. 200 tys UU miesięcznie). Nie wiem czy Twój przelicznik 1000 UU za 1000 zł to dobra metoda, bo pewnie nie tak łatwo wprost proporcjonalnie podnieść ofertę – nie wiem czy 10 000 zł za banner na blogu to kwota do przełknięcia dla reklamodawcy… to też dopiero początki… onie też testują efekty reklam na blogach. Czytelnicy blogów to też raczej ta półka która klika mniej w banery – dlatego według mnie, bardziej istotna jest kampania wizerunkowa, niż sprzedażowa.

    Ze swoich doświadczeń i raczej bardzo dobrych kontaktów z reklamodawcami…dla których moje ceny są do przełknięcia: cennik (w wersji beta jest tutaj, nie uwzględnia zmiany szaty graficznej bloga i nowych rozmiarów bannerów):
    – w sierpniu zarobiłem na reklamach ok. 4 tys. zł.
    – wrzesień jeszcze się nie skończył, ale będzie to niecałe 3 tys. zł… dużo, mało… oceńcie sami.

    Przy pełnym obłożeniu reklamami mam cel aby generować ok.6-7 tys. zł miesięcznie – co już staje się jakąś atrakcyjną alternatywą dla etatu. Nie mam ciśnienie ani granicznych terminów, więc się specjalnie nie napinam na te pieniądze z reklam, ale widzę to raczej w jasnych barwach.

    Za wcześnie mówić tutaj o średnich wpływach czy regularnych dochodach, ale z pewnością taki pieniądz rekompensuje mi część pieniędzy których nie zarobię jako grafik/dtp freelancer zajmując się blogiem.

    Trochę wstyd, że mój blog o mediach, o reklamie nie dorobił się porządnej oferty dla reklamodawcy – taką ma Bartek Raciborski Webstop.pl – to na pewno dobry krok.

    Polecam jeszcze dyskusję pod wpisem na Antywebie, kiedy ten opublikował swój cennik reklam.

  • @Jacek Gadzinowski:
    Mediafunie jak znajdziesz czas i chęci, piszę sie na panel by opowiedzieć od kuchni, jak powinna wygladać tego typu współpraca i jakie są cele marketingowe reklamodawcy w takim przypadku.

    To się chyba telepatycznie zgraliśmy, bo właśnie pracuje nad tym tematem – jak się spotkamy to pogadamy 🙂

  • Jeszcze jedna sprawa, tam gdzie pojawiają się pieniądze na blogach… jakbym zauważył większą dbałość o wyglad bloga, wizerunek, częstsze wpisy, prace nad merytoryką.
    Dobrze, bo tylko tak nastąpi pełne wykorzystanie potencjału blogów, oraz wzrośnie swiadomosć blogerów o której pisał Kominek. Tylko gospodarz dbajacy o swoje podwórko, będzie miał szanse na dobrobyt 🙂

  • Pablo,
    Napisałeś:
    „nie wiem czy uchylenie drzwi dla reklamy, nie skomercjalizuje twojego przekazu. Nie przekazu treści wpisów, ale przekazu całego bloga, wraz z jego powiększającym się contentem reklamowym.”

    Blogerzy i nie tylko, jak ognia boją się słowa „komercja”.
    Przyznam, że nigdy nie rozumiałem, dlaczego? Spotykałem się z zarzutami, że mój blog się komercjalizuje. Komercjalizowałem się dwa lata temu, rok temu, teraz też pewnie się komercjalizuję. I co? I nic.
    Komercja – jakiejkolwiek formy by nie przybrała – nie jest zagrożeniem dla autorów, którzy potrafią pisać. Nic nie przesłoni treści i nawet wyskakujące na lewo i prawo banery nie odstraszą czytelników, którzy szukają na blogu konkretnego przekazu. Co najwyżej spowoduje większą wrogość, ale to będzie wrogość na zasadzie „nie lubię go, ale i tak czytam”.

    MediaFun,
    „Nie wiem dlaczego napisałeś Niestety marka kominka miała znaczenie?”

    Z dwóch powodów.
    Po pierwsze dlatego, że 90% potencjalnych sponsorów to firmy z branży produktów dla dorosłych. Są odrzucane bez odpowiedzi. Wyrobiłem sobie markę przez wulgarne i ociekające seksem teksty i to się za mną ciągnie cały czas, mimo że tekstów o seksie w ciągu ostatnich dwóch lat napisałem może ze 3 i od dawna nie piszę wulgarnie.

    Drugi powód to taki, że mając ponad milion odsłon miesięcznie (nie mam pojęcia ile unikalnych, kiedyś wynosiły one 2/3) mógłbym liczyć na nieco lepsze oferty niż „damy ci 1500 zł a ty całuj nas po rękach, śmieszny blogerze”.
    Postanowiłem cierpliwie poczekać na lepsze czasy:)

  • Pingback: dylematy moralne autorów blogów | BrandDoctor()

  • sprawdziłem na różnych komputerach, coś dziwnie działa wtyczka odpowiedzialna za odtwarzanie mp3 (kiedyś śmiagała bez problemów), dorzuciłem pod playerami link do mptrójek.

  • Pablo

    ->Kominek
    Pozwolę sobie jednak powtórzyć, że komercjalizacja jest chyba zagrożeniem dla blogera – jak i innych merytorycznie nastawionych autorów w sieci. Nadmierna obecność reklam może nie jest tak wielkim zagrożeniem by stracić dotychczasowego czytelnika, który trochę z nostalgii trochę z wiary w autora go nie opuści ;-), ale jest myślę trochę odstręczająca dla nowych czytelników. Per analogiam. Jeśli siedzisz w eleganckiej restauracji i ktoś obok zamawia pizze, to nie wstaniesz i nie wyjdziesz. Ale jeśli chcesz się zorientować szybko, przez szybę co tu się je i akurat widzisz takie danie na stole, to raczej odpuścisz sobie to miejsce :-).
    Z własnych doświadczeń widzę, że blogi, nawet polecane, gdzie ilość „latających elementów” przytłacza część tekstową jest przeze mnie omijana.
    Jednocześnie zastanawia mnie – tu postawię retoryczne pytanie – z jakiego powodu, elektroniczne wydania gazet (np. amerykańskich dzienników) i ich autorzy, a także serwisy sticte internetowe (jak na przykład sportowy ESPN.com) bardzo oszczędnie dystrybuują reklamę na swoich witrynach, szczególnie przy tekstach poczytnych autorów. Wszak są to przecież projekty ściśle biznesowe.

  • Ponieważ Maciek wspomniał o naszym bannerze, poczułam się wywołana do tablicy ;).

    Przechodząc do meritum… oczywiście, że tematyka i marka bloga mają dla nas – reklamodawców znaczenie, stąd taki a nie inny dobór mediów. Z całą odpowiedzialnością używam określenia „media” ponieważ blogi z kontentem merytorycznym jak najbardziej nimi są. Co za tym idzie, absolutnie zgadzam się z Jackiem Gadzinowskim w kwestii komunikacji PR. Przyznaję jednak, że nie zasypuję blogerów informacjami o tym, że zrobiliśmy kolejną stronę czy kampanię reklamową w sieci dla tego czy tamtego klienta. Z przyjemnością jednak poinformuję zainteresowanych branżą blogerów np. o wynikach badania, które przeprowadziliśmy, czy absolutnie nowatorskim projekcie.
    Przyznaję, że w przypadku pojawienia się nowej odsłony os3.pl przesłałam Maćkowi informację prasową. Wydawało mi się to naturalne, ponieważ właśnie w związku z tym wydarzeniem ruszyła nasza kampania w ramach, której pojawił się banner na jego blogu. Nie oczekiwałam jednak, że zrobi z tego wielkiego newsa na mediafunie. Oczywiście cieszymy się, że strona i banner zbierał zazwyczaj pozytywne opinie, również od blogerów właśnie :).

    Wracając do reklam – cenniki są zróżnicowane. Myślę, że doświadczeni blogerzy, a to właśnie i zazwyczaj Ci pozwalają sobie na umieszczanie reklamy, i do ich drzwi pukają reklamodawcy, wiedzą na co mogą sobie pozwolić… I tu koło się zamyka – wracamy do drugiego zdania w tym komentarzu :).

    Podsumowując, świadomość (co prawda to komunał, ale ta ważna jest na każdym polu aktywności) wartości niektórych blogów jako medium powoduje, że interesują się nimi reklamodawcy.
    Jeśli tylko blogerzy, tak jak Maciek, mogą dzięki temu poświęcać swojemu blogowaniu więcej czasu, dbać o rzetelne przygotowanie tekstów, które w zasadzie staje sie już dziennikarstwem (bo w tym przypadku tak właśnie jest, tyle że na własny rachunek) oraz działać informacyjnie i edukacyjnie na takim czy innym polu (np. Tuba) to mówię zdecydowane TAK. I chwała im za to.

  • PR i publicity…. to nie w ilości ale w jakości i przemyślanej komunikacji jest siła.:) Bez żadnych fejkowych materiałów i marketingu szemranego. Tego jeszcze wielu PR’manów w Polsce nie praktykuje lub wogóle nie rozumie w czym rzecz. Wiele pracy u podstaw jeszcze nam trzeba. Oby wiecej takich postaw jak Agnieszki, w dalszych działaniach.

    Zarysowuje się szansa dla tych firm, w szczególe – tych agencji które potrafią znależć kontekst, mówić wprost a nie przez sztuczny buzz, stworzyć istotny lub ciekawy materiał by w ten sposób się przebić. Tak tworzy się „punkty styku” które póżniej wzmacniają sie nawzajem. A blogi… to kolejny kanał komunikacji i nie ma co się spinać w kwestii „komerchy” czy budowania wizerunku/marki.

    Zobaczcie jak wiele sie zmieniło w przeciągu ostatniego roku, w temacie pieniedzy i blogów w Polsce. Staje się to całkiem naturalne zjawisko, mimo iż jeszcze jest wiele oporu materii. Buduje się po prostu samoświadomość.

    W kwestii rzeczonego bannera OS3 który pojawił się na wielu blogach… to dobry ruch agencji, która na własnym przykładzie próbuje budować/repozycjonować brand. Oby za tym poszły następne równie ciekawe działania komunikacyjne.

  • @Pablo
    „zastanawia mnie – tu postawię retoryczne pytanie – z jakiego powodu, elektroniczne wydania gazet (np. amerykańskich dzienników) i ich autorzy, a także serwisy sticte internetowe (jak na przykład sportowy ESPN.com) bardzo oszczędnie dystrybuują reklamę na swoich witrynach, szczególnie przy tekstach poczytnych autorów. Wszak są to przecież projekty ściśle biznesowe”

    Odpowiedź wydaje mi się dosyć prosta – media, jako podmioty stricte komercyjne (choć oczywiście, w przypadku tych opiniotwórczych, nie pozbawione misji) w obecnych, przepełnionych reklamą i działaniami PR, czasem (niestety tak się zdarza) na pograniczu z propagandą oraz masą nierzetelnych dziennikarzy(n) starają się uwiarygodnić te szczególnie ważne materiały. Oczekuje się od nich niezależności i obiektywizmu, a ze względu na swój komercyjny charakter – nastawione na zarabianie – wydają się być szczegolnie narażone na pokusy prowadzące do braku rzetelności. Jest to efekt raczej psychologiczny.
    Jeśli materiał popełnia szczególnie ceniony dziennikarz/ekspert w danej dziedzinie tym bardziej dane media chcą podkreślić jego niezalezność.

    W przypadku blogerów rola jest odwrócona o tyle, że każdy zdaje sobie sprawę z ich subiektywnego charakteru. Blogi rodzą się z potrzeby wyrażania opinii. Dopiero dochądząc do pewnego poziomu (wyrobionej marki) reklamodawcy będą zainteresowani ich miejscem reklamowym. Pamiętajmy też, że reklamy nie są ich „być albo nie być”. Oczywiście przesada nie jest wskazana.

  • Dziękuję Jacku. Z tym Pr’em faktycznie mamy trochę problem w PL. Na ten temat wspomniałam już nieco w komentarzu u [url=http://kaznowski.blox.pl/2008/09/Public-relations-wedlug-reklamiarzy.html#ListaKomentarzy]Dominika Kaznowskiego[/url]

  • Pablo

    ->Agnieszka
    Pozwolisz, że nie do końca się z Tobą zgodzę w dwóch punktach
    1. Media, to jednak nie podmioty stricte komercyjne. To przede wszystkim podmioty komunikacyjne. Co nie kłóci się z ich biznesowymi zadaniami i tym, że można na nich zarabiać. Wliczam w to także „medialne blogi” (w odróżnieniu od wszystkich innych rodzajów blogów). Właśnie granica między komercyjnym a biznesowym jest tu chyba kluczem do zachowania równowagi.
    2. Paralela pomiędzy nieobiektywnym dziennikarstwem wynikającym z realizacji pokus i komercyjnymi celami mediów a ich niezależnością nie wydaje mi się słuszna. Dane medium albo jest opiniotwórcze, albo nie jest niezależnie od samoregulacji ilości zamieszczanych reklam. Przypuszczam, że wydawcy mają świadomość, że „śmiecenie” reklamami, ma dla samego komunikatu zabójczy efekt. Starają się oddać „co cesarskie, cesarzowi” ale w ściśle określony sposób. Zwróćcie uwagę, jak wiele komunikatów reklamowych jest w swej istocie kontekstowa. O przewadze i korzyściach takiego rozwiązania, nie muszę tu wspominać.

  • Pingback: Notatnik zapisywany wieczorami()

  • ->Pablo
    1. owszem podmioty komunikacyjne w kontekście funkcji użytkowej, nie mniej jednak ich zadaniem jest zarabianie.
    Zdecydowanie zgadzam się co do wspomnianego przez Ciebie klucza.
    2. Oczywiście uprościłam sprawę. Nie do końca tak jest u podstawy, kwestia tego jak media postrzegają odbiorcy. Psychologiczy efekt i kwestia percepcji czytelników/widzów/słuchaczy. Oczywiście nie jest tak, że jeśli koło tekstu jakiegoś publicysty jest reklama to on napewno został czymś przekupiony – tego nie powiedziałam. Być może wyraziłam się nie do końca jasno. Kontestowość jest jak najbardziej pożądana – zwłaszcza przez reklamodawców, ale to już „oczywista oczywistość” 😉

  • Pablo

    Zwróćcie uwagę na notkę „Notatnik zapisywany wieczorami”, która dodaje nowy punkt do naszej rozmowy. Jak zachować zdrową granicę między „reklamą kontekstową” a blogo-terroryzmem? Przecież obie formy mają podobny cel – merkantylne zwiększenie dochodów.

  • Ewa

    Ech… słucham tej wypowiedzi…. Żałosny malkonent. „nienawidzę reklam”, „to pasja, czy kasa?”.

    Najlepsza opcja jest, gdy można zarabiać na własnej pasji. Tak rozwija się reklama w XXI wieku. Jeżeli ktoś nie lubi reklam, może nie korzystać z serwisów, które je zamieszczają, nie musi oglądać TV itd, itp.

  • Kominek nie wiem skąd tak małe kwoty u ciebie. Znam wielu blogerów i to nie z tych „wpływowych”, którzy za krótki wpis o produkcie klienta kasują kilkatysięcy od 2000 do 4000 zalezy, blogi te nie są pisane przez wielkie autorytety z danej dziedziny. Zgadzam się z Agnieszką, że ważny na blogu jest kontent merytoryczny.
    Mnie jednak kusi, aby zapytać Agnieszkę, dlaczego zdecydowała się na reklame na blogu, co zadecydowało o tym, że wybrała blog?

  • Pablo

    -> Ewa: zawsze się zastanawiam co mają na myśli osoby które piszą, że „można nie włączać telewizora, można nie korzystać z internetu itp”, można nie wychodzić z domu… To właściwie co można?
    Myślę, że mylnie łączysz pasję kreowania komunikatów, a tym samym reklamy, czy też jej analizowania – która pewnie łączy wielu komentatorów tego bloga z autorem na czele, z zabijaniem jej poprzez nadmierne eksploatowanie jej poprzez kanały dystrybucji – jakim w tym przypadku jest blog.
    BTW Ostatnio słyszałem rozmowę w studio radiowym na antenie, w której brał udział Pan Kot Przybora. Było o bilbordach i on sam – bądź co bądź zainteresowany obecnością tego medium w przestrzeni publicznej – bardzo krytykował ich obecność. Jak sądzę rozumiejąc, iż ich nadmiar prowadzi do zagłady komunikatu.

  • @ania: a mogłabyś podać jakiś adres bloga, którego autor bierze 2-4 tys. zł za wpis? Bo ja szczerze mówiąc nie znam takich przypadków (oprócz krytyków, ale tam są mniejsze kwoty).

  • @Pablo: ja zrozumiałem, że Ewa odnosiła się do fragmentu audycji w TokFM, w której Cezary Łasiczka skreślał blogerów, które mają czelność zarabiać.

  • Bardzo chętnie chciałabym podać adres, ale martwię się, że za chwilę pojawi się tysiąc blogów z tej samej niszy i nie zarobi nikt, ot moje takie małe zmartwienie.
    Chętnie podziele się, ale raczej przy kawie niż na blogu o dośc sporej oglądalności:)
    Pozdrawiam
    Ania

  • @ania: no proszę :-), co to za argument, że nie podam adresu? Rozumiem, że to nie jest tajny blog… a skopiowanie pomysłu… no wiesz, skopiować jeszcze trzeba umieć.
    Ale spoko, kawa to też jest rozwiązanie, chociaż pracuje nad jeszcze innym pomysłem – szczegóły wkrótce na tym blogu.

  • wiem, że brzmi to straszanie z tym adresem, ale cóż, różne rzeczy widziałam.
    Moge też wysłac ci maila i wówczas chętnie podam adres bloga.
    🙂

  • Pingback: Najlepsze Blogi…. - jak do nich trafić? : Tomek w krainie partnerów()

  • Pingback: Pozycjonowanie stron » Blog Archive » Najlepsze Blogi - focus na… czytelnika()

  • Trawestując jedną z wypowiedzi, którą – dzięki Maćkowi – usłyszałem, a która miała paść w TokFM, napiszę tak: kiedy ponad 12 lat temu zakładałem serwis, to nikt nie mówił o blogach.