30

Newsweek o blogach traktuje (i to już na okładce)

Newsweek przyjrzał się blogom i to uwaga, uwaga już na samej okładce! Tzn. na okładce jest premier, ale blogi są wrzucone na okładkę jako jedna z trzech głównych zajawek – to się chwali. Zawsze dokładnie się przyglądam kiedy mainstreamowe media zajmują się blogosferą. Tym razem tygodnik zajął się blogami w sekcji „Dossier Newsweeka” i to aż na sześciu stronach (dwa teksty)!

Oczywiście zaczyna się (i pewnie to było pretekstem) od Kataryny, ale zaledwie w dwóch trzech zdaniach, bo potem jest już dość analityczny tekst o trendach w blogosferze (jest i Nicolas Carr i jego śmierć blogosfery). Autor tekstu (Marek Rabij) wcale nie zachwyca się blogosferą i nie pojawiają się słowa „fenomen” czy „moda” i „każdy musi mieć bloga”, stara się chłodno ocenić zjawisko. Zresztą wiem, że autor „odrobił” zadanie domowe i przygotował się do tekstu, bo na tych 6 stronach jest naprawdę sporo informacji (miałem również okazję rozmawiać z panem Markiem). Nie potrafię niestety spojrzeć na ten tekst chłodno i obiektywnie, bo po pierwsze jest tam trochę o mnie (+ fotka lanserska) a po drugie naprawdę zatraciłem już chłodne spojrzenie i nie wiem jak taki tekst odbierze „nieblogowy” czytelnik Newsweeka. Wydaję mi się, że raczej dobrze, że blogosfera przedstawiona jest jaki dosyć istotny trend (dwukierunkowe media angażujące), którego nie warto ignorować (no i są tam pieniądze).

Co jest słabe? To co jest bolączką mediów drukowanych…. cytowany w tekście Krzysztof Urbanowicz jest autorem Media Cafe (bez linka, adresu), ja jestem autorem Media Fun (również bez adresu). Nie wiem czy to polityka wydawnicza czy przeoczenie. W moim przypadku google radzi sobie z „Media Fun”, więc może jakiś czytelnik trafi…Jedyny pełny adres jaki znalazłem to kaznowski.blox.pl – reszta wymienianych blogów to tylko tytuły…

Jest też trochę o zarabianiu. Niedawno na Antywebie znowu przez chwilę wypłynął temat sponsoringu mojego bloga i moje ulubione pytanie „ile czytelników mediafuna kupiło w Agito?”. Bez konsultacji i synchronizacji zegarków napisaliśmy z Jackiem Gadzinowskim dosyć obszerne odpowiedzi na ten temat – nieskromnie polecam.

I tak jak pisałem na Antywebie, po raz kolejny działa efekt sponsoringu… Agito.pl (mimo że umowa skończyła się w grudniu 2008) wciąż się pojawia w różnych publikacjach. W tym artykule w Newsweeku oczywiście również! Jacek naliczył ok. 180 publikacji na ten temat (!). W Newsweeku pada też kwota sponsoringu… hmm, dzisiaj być może śmieszna (policzcie sobie ROI) ale wtedy, to gdy padał temat „zarabianie na blogu w Polsce” to mówiło się o 100$ z Google Adsense.

Tekst o blogach w „dużych” mediach nie mógł się oczywiście obejść bez kultowych pozycji, czyli przykładów przytaczanych na każdej konferencji czy prezentacjach gdzie blogi to wciąż „nowy trend”: alliwantforxmassisapsp.com oraz blog i przypadek Wal-Mart 🙂

Jest trochę o reklamie na blogach i płaceniu za wpisy, niestety polskie firmy od reklam na blogów nie będą zadowolone, bo oprócz braku linków to ich nazwy są jeszcze napisane z błędem (Blog Advertising zamiast Blogvertising oraz AdTail zamiast AdTaily).

I na koniec znak nowych czasów (oprócz oczywiście oceny i krytyki dziennikarskiego tekstu na blogu). Newsweeka kupiłem on-line, bo był tańszy (2,5 zł) i był dostępny już o 2 w nocy. Papierowe wydanie też kupiłem, ale to już dla lansu, bo moja fotka tam się znalazła i będzie można się rodzinie pochwalić 🙂

  • ‚Media Fun’ jeszcze da się ugryźć, ale ja zostałam wskazana w artykule jako autorka ‚breathinging.pl’.

    Tak to się mszczą nazwy blogów nadane sto lat temu bez przemyślenia. Trzeba było się nazwać np. jutrzenka…

    Zastanawiające jest też, że dość chętnie się blogerów prosi ostatnio o komentarz, ale już nie szanuje się ich na tyle, by dać i tekst do autoryzacji…

    Bloger daje mięcho czyli treść, ale nie jest wart elementarnego szacunku?

    • @julievna: ja przez moment zastanawiałem się nawet czy to nie efekty wordowej autokorekty (albo po prostu korekty robionej po oddaniu tekstu do składu) – nie znam procesu wydawniczego w Newsweeku…

  • Nie wiem jak w Newsweeku, ale z doświadczenia wiem że bardzo często nikt po korekcie tekstu już nie czyta. A korektorka/korektor słowa których nie zna potrafi strasznie zmasakrować. Papier przyjmie wszystko, a Ctrl+Z nie na papierze nie działa 🙂

  • Ano tak, ROI i buzz – bezcenne.
    Oto właśnie dowód, dlaczego warto zainteresować się tą formą promocji, komunikacji.

    Nie za każdym razem bedzie aż tak wykręcony jak w naszym przypadku efekt (liczy się pierwszeństwo), ale to pokazuje że się da, że można i ma to sens/przynosi dużo korzyści.

    Wiecej wypowiem sie na temat artykułu, gdy już zakupie NW i przeczytam rzeczony artykuł.

  • Ja myślę, że to może celowo tak poprzekręcane.

  • …choć z drugiej strony Newsweek zawsze był słabej jakości.

  • Kotaro

    Już chciałem napisać, że chyba zmieniłeś system z pc na Maka, ale po chwili zorientowałem się, że to graficzny zabieg newsweekowców 🙂
    A jeśli chodzi o tytuł raportu (Koniec blagi), czy jest to tak ostro sformułowana teza oraz jej uzasadnienie? Jeśli tak, to chyba zbyt ostro pojechali. Muszę chyba przeczytać.

  • Szkoda kupować. Nic ciekawego – oprócz foty Mediafana 😀

  • Wydawcy papierowi nie uznają sieci, bo można o niej pisać, ale nie należy na nich tracić miejsca (czytaj kilku znaków w szpalcie).
    W sumie może już czas zmienić nazwisko na mediafunkropkapeel? ;]

  • Tak to jest już z old media, maja temat ale jakby nie wiedziały jak sie do niego zabrać. Sledze w tym momencie temat Iranu i sposobu informowania … wnioski sa porazajace.
    Blogi, media spoleczne to jest awangarda i obecnie szybsze zrodlo informacji.

  • Media elektroniczne z roku na rok zwiększają swój udział w rynku. Obecnie przełom zapewni im rozwój technologi mobilnych i przenośny internet z prawdziwego zdarzenia. Komunikację między papierem a elektroniką mogą zapewnić kody 2D i choć niektórzy czują do nich irracjonalną awersję to korektorka takiego linku nie „poprawi”.

  • pambuk

    a ja się zastanawiam, czy nie dało naprawdę rady znalezc parę ciekawszych blogów od tych kozaczków i kalesonów

  • Pingback: Playr.pl » Zapłaciłem za e-gazetę - nie poczytam, bo mam Maka()

  • Joolka

    Nie wiem dlaczego tak wiele uwagi poswiecacie tym linkom. W papierowym wydaniu linkowanie nie ma sensu, adresy mogli wprwadzie podac w calosci, ale to drobiazg, wazniejszy jest chyba wydzwiek materialu, a tam jednak potencjal blogow jest pokazany wg mnie dosyc obiektywnie. Kalesony to niestety taka sama czesc blogosfery jak Media Fun i o tym wlasnie pisal autor. A ze nie czuje Internetu to juz inna sprawa. Podejrzewam, ze polowa czytelnikow Newsweeka tez tego nie czuje.

  • demaskator

    Przeraża mnie poziom merytoryczny tego dziennikarza. W artykule poprzedzającym ten z Maćkiem, potępia inflację blogów [sam publikując w każdym numerze po 2 niezbyt mocne teksty – inflacja?], spadek ich jakości, przy czym nie za bardzo zadał sobie trud by dać źródła do Carra, Bargera, Technorati i innych, z których kompiluje tekst. Stawiam teże, że tych źródeł w ogóle nie widział tylko „zjechał” z blogów właśnie [o Carr’ze pisze często Edwin Bendyk (http://bendyk.blog.polityka.pl/?p=544), o tezie z śmiercią blogów blogerzy rozprawili się już dawno – min. Krzysztof Urbanowicz (http://mediacafepl.blogspot.com/2008/11/nikt-nie-zabi-blogosfery-ona-wesza-po.html)].

  • Marek Rabij

    Wywołany do tablicy dyskusją, a zwłaszcza ciepłym wpisem Pana (Pani?) Demaskatora odpowiadam.
    Primo. Tygodnik to nie publicystyka naukowa, podanie źródła cytatu, zwłaszcza gdy nie jest to cytat in extenso, nie jest wymagane. Nie mieliśmy też żadnych niecnych planów w stosunku do blogerów nie podając pełnych adresów. Link w druku wygląda po prostu nieczytelnie, nikt nie pisze przecież http://www.onet.pl, lecz po prostu Onet.
    Secundo. Żeby uspokoić Demaskatora porażonego moim „poziomem merytorycznym” podaję kilka źródeł, które towarzyszyły mi w pracy nad tekstem:
    http://www.roughtype.com/archives/2008/11/who_killed_the.php
    http://technorati.com/blogging/state-of-the-blogosphere//
    http://en.wikipedia.org/wiki/Jorn_Barger#Weblog
    http://www.pronetariat.com/sommaire_du_livre/index.html

    I jeszcze słowo do Demaskatora. Rozumiem, że mam wiernego czytelnika, skoro wie Pan (Pani), że piszę po dwa teksty w tygodniu, ale tak się składa, że jest ich znacznie mniej. Niby drobiazg, ale zarzut braku staranności stawia mi ktoś, kto sam jej nie dochowuje. Może się Panu (Pani) nie podobać moja pisanina, ale proszę dyskutować merytorycznie i nie wycierać sobie – ujmę to delikatnie – twarzy moim nazwiskiem. Zwłaszcza kiedy sam (sama) posługuje się Pan (Pani) pseudonimem. Wyraziłem po prostu swoją opinię na temat rozwoju blogosfery, zgodną zresztą z ciekawą tezą Carra. Mój mail nie jest tajemnicą, służę więc czasem i chętnie podyskutuję o tekście. Oczywiście pod warunkiem, że nie zna go Pan (Pani) jedynie ze słyszenia 😉
    Z pozdrowieniami dla wszystkich blogerów,
    Marek Rabij

  • Hej fajna sprawa z tym artem, nie czytałem jeszcze zakupię jak wyjdę z domu. Nie odniosę się do treścią do komentarzy tutaj zamieszczonych, Wy panowie uznana marka w świecie blogosfery więc nie dziwi fakt że Was cytują, dziwi jednak to że nie podają linków. Mnie osobiście by to denerwowało mając taką pozycję jak Wy, bo jak napisała koleżanka powyżej zjechać arta na podstawie wpisów na blogach i zrobić sklejkę dodając z 3 zdania od siebie to każdy potrafi. Ja po głośnej aferze z naturystami i akcją LPRu w Łodzi, miałem kilka telefonów z prośbą o udzielenie jakiegoś wywiadu, podzielenie się opinią, inni na podstawie bloga zrobili własne materiały i poszło w świat. Ci co zadzwonili zapytali jak mają podpisać art. nie zawsze chciałem by szło pod nazwiskiem, ale kiedy zrobiło się już tak głośno (TVN wyemitował na pasku adres bloga – sami z siebie bez rozmowy ze mną ) to stwierdziłem że nie ma sensu kryć się. I w kolejnych artach poszło już że informacje pochodzą z bloga Piotra Szymczaka. Google bardzo dobrze sobie radzi z tym nazwiskiem, w kilku miejscach poza TVN i o2.pl poszedł link w papierze. Co nie dość zdziwiło bo zazwyczaj dziennikarze piszą bez podania źródła, świadomość społeczeństwa też nie jest jakoś specjalnie wielka w tym zakresie, co mam na myśli – nie sądzę by zwykły czytelnik „Dziennika Łódzkiego” czy „Expresu Ilustrowanego” po przeczytaniu arta gdzie wzmiankowany jest Jan Kowalski zaczął googlać. Ja mam tak, że jak czytam jakieś opracowanie gdzie wymieniony jest z imienia czy nazwiska jakiś człowiek który robi coś tam to od razu wpisuję Jan Kowalski blog znaczki. Myślę że blogerzy chętniej by współpracowali z „normalnymi” mediami gdyby korzystając z ich pracy automatycznie dziennikarz podawał Imię i Nazwisko a w nawiasie linka, sądzę że po podaniu strony ilość czytelników która weszła by na taką czy inną stronę byłaby znacznie większa, a te kilka konarów mniej w tekście naprawdę nie zrobiło by jakiejś wielkiej różnicy. Ja z mojej dotychczasowej współpracy z mediami papierowymi jestem zadowolony, tam gdzie się na mnie powoływali zapytali jakie są moje preferencje co do umieszczenia nazwiska czy odnośnika w tekście lub samo z rozmowy wyszło …

    Co do procesu produkcji gazety, nie wiem jak w tym tygodniku ale mam pogląd jak wyglądało to w Gazecie, jako lokalny administrator miałem pewną kontrolę nad tym jak przebiega proces produkcji, po napisaniu tekstu, sprawdzeniu przez korektę, tekst jest łamany, po czym czyta go jeszcze redaktor prowadzący. Zwróćcie jednak uwagę że ten redaktor czyta ten tekst z 5 raz w ciągu tego dnia obstawiam że jest nikłą szansa że wychwyci błąd, przejęzyczenie które pojawiło się w tekście którego on nie jest autorem. Bo skąd taki redaktor ma wiedzieć czy piszę się Adtaily czy inaczej …..

    Maciej długie mi wyszło mam nadzieję że wybaczysz 🙂

    PS. jako link autora podałem bezpośredni link do mojego wpisu z cytatami, które mi się zdarzyły, jeżeli taka praktyka jest niemile widziana na tym blogu, proszę o korektę 🙂

  • Update: doczytałem Twittera Krzysztofa Urbanowicz na którym napisane jest wyraźnie, że część wspólna artykułu w Newsweeku i na Media Cafe to efekt rozmowy dla tej redakcji [http://twitter.com/urbanowicz]. Fajnie, że dziennikarz o tym poinformował czytelnika i poz akilkoma cytatmi podpisął się pod całością!

  • Ewelina

    Jestem przykładem tego, że mimo braku linków w Newsweek’u można trafić na tego bloga. Wcześniej kompletnie nie interesowałam się blogami, a sam artykuł uświadomił mi, że to spore niedopatrzenie.

  • Joolka

    Demaskator, co ty bredzisz człowieku? Urbanowicz wspomina jedynie, że rozmawiał ze Newsweekiem, a nie że im dyktował materiał. W tekście jest cytowany, nie widziałam, żeby u siebie na blogu narzekał na wynik tej współpracy, więc o co ci chodzi? Wyrzucili cię z pracy w Newsweeku czy co, że się tak czepiasz bez sensu?

  • Kontynuując wytykanie błędów – zamiast AdTaily jest AdTail.

    A sam artykuł? W sumie nic nowego – dla nas. Myślę, że przeciętny czytelnik Newsweeka może jednak sporo nowych rzeczy się dowiedzieć i może nawet zacznie się zastanawiać, czy na pewno cała ta blogosfera to masa wariatów i dwunastolatek ze zbyt dużą ilością czasu wolnego i nadmiarem hormonów.

  • Joolka

    Zmartwię was, jest też AdTail:

    http://biznes.interia.pl/wiadomosc-dnia//news/polacy-rzucaja-rekawice-google,1178679

    Pewnie autorowi chodziło o tę firmę.

  • @Joolka: przeczytaj notkę Urbanowicza i tekst: spora dawka argumentacji jest ta sama – stąd to nie jakaś frustracja bo nie mam związków z mediami, lecz raczej wkucie na stracony czas skoro czyta się 2 razy w dużej mierze to samo.
    @Marek Rabij: może za dużo wymagam, ale jak w tekście jest mowa o „long tail” warto podać czytelnikowi nazwisko Andersona i tytuł, jeśli mowa o Carr’ze to gdzie się ukazała teza, itp.. Inaczej ten tekst w obliczu notki na Media Cafe i wpisu na Twitterze wygląda jak luźna kompilacja. Co do 2 tekstów – mam widocznie szczęście kupować numery, w których popełnia Pan po 2 [ostanio chyba w numerze z „guglem” były także 2]. Jeśli idzie o mejla niestety po mniej więcej 30 próbie komunikacji z dziennikarzami udostepniającymi e-mail poddałem się – ale licze w przyszłości na interakcję.

  • Do Pambuk – dałoby radę znaleźć. I nawet – nie – ciekawszych (bo to subiektywne), ale po prostu – popularniejszych, częściej odwiedzanych (skoro kategoria w ramce to „popularność”). Ale to wymagałoby pracy, której autorowi artykułu nie chciało się wykonać. Dlatego wszedł na stronę blog.pl, kliknął dwa razy myszką, przeszedł do rankingu, wziął trzy blogi ze szczytu listy (m.in. – mój). Szkoda tylko, że jak wynika z danych podpiętych do tego samego tekstu, blogi z tej trójki wcale nie należą do czołówki popularnych (wiem to, bo znam swoje statystyki – do pułapu „powyżej 1000 czytelników” jeszcze sporo mi brakuje – nie mieszczę się w 9% najpopularniejszych* – pozostałe dwa mają ten sam poziom oglądalności co mój). Dlaczego zatem, skoro nie są najpopularniejszymi, znalazły się w tabelce pod hasłem „popularne”? Jedynym racjonalnym argumentem jest to, że znalazły się w ogólnodostępnym i łatwodostępnym rankingu blog.pl. Tyle tylko, że polska blogosfera to nie wyłącznie blog.pl. Ba! Nawet nie wszystkie blogi z blog.pl są ujęte w rankingu (część autorów po prostu nie zaznaczyła opcji, która umieszcza blog w katalogu tematycznym, co pozwala na ujmowanie w rankingu).
    I tak oto, zamiast rzetelnej dziennikarskiej informacji (o popularnych blogach) czytelnik Newsweeka dostał pozorną, powierzchowną informację od jednego z „operatorów” blogowych.

    * niewykluczone, że po reklamie w Newsweeku 😉 wskoczę do owych wspomnianych 9% najczęściej odwiedzanych 😉

  • Joolka

    @demaskator: Nie zamierzam być adwokatem starych mediów, ale uważam, że przesadzasz z ostrością swoich ocen. Newsweek to nie pismo branżowe, ale tygodnik o szerokim forum tematycznym i takimże profilu odbiorcy (chyba). To, co Tobie wydaje się biciem piany i powtarzaniem, dla wielu ludzi spoza internetu będzie cenną nowością.
    Stwierdzenia Carra o śmierci blogów u Urbanowicza też są „tylko” cytatem. Media Cafe odwoluje sie do ich tresci na takiej samej zasadzie, jak powołuje się na nie Rabiej w tekście. Mnie to pachnie argumentacją: blogerowi wolno, bo swój, dziennikarzowi już nie, bo obcy.

  • @Joolka: Ale osią mojego zarzutu nie jest powtarzanie samo w sobie ale brak rzetelnej informacji o źródłach. Zauważ, że ujmująć w optyce ostrego podziału [który wg mnie nie działa] stare media vs nowe media, jest tak, że świat profesjonalnych wydawnictw zarzuca światu publicystów-amatorów, że nie weryfikuja informacji, nie podają źródeł etc.. Tymczasem jakość polskich dzienników i tygodników pod tym względem pozostawia sporo do życzenia. I właśnie raczej o warsztat niz zawartość mi chodzi [przecież mozna zrobić tak,, że do każdego tekstu papierowego mozna zrobić apendyks na witrynie, blogu, blipie, etc. – w szczególności gdy się szanuje wymagającego czytelnika].

  • Dla zainteresowanych, moje podsumowanie sponsoringu bloga Mediafun.pl

    http://www.gadzinowski.pl/index.php/2009/06/20/%e2%80%9ebezsens-sponsoringu-bloga-case-mediafun-pl/

  • Pingback: Zapłaciłem za e-gazetę – nie poczytam, bo mam Maka » Adrian Blog()