NA PLANIE czyli jak powstają reklamy

Do oznaczeń gwarantujących jakość, „laurów” i „symboli jakości” na wszelkiego rodzaju produktach podchodzę zawsze bardzo sceptycznie. Jest ku temu kilka przyczyn i są one spowodowane przez samych producentów. Niestety w wielu przypadkach takie oznaczenie można sobie po prostu kupić, wspierając finansowo organizację, która to oznaczenie promuje. Jeśli zaś „symbolu jakości” nie można sobie kupić to trzeba je sobie samemu wymyślić, stworzyć jakąś pseudo fundację czy organizację i samemu je sobie przyznawać. I takich oznaczeń na rynku jest niestety sporo – ich wiarygodność? Sami powiedzcie czy znacie jakieś oznaczenie, które gwarantuje jakość produktów spożywczych?

Drugi powód, dla którego badam składy i interesuję się procesem produkcji produktów, które kupuję wynika z prostego faktu – zacząłem dbać o swoje zdrowie (bez przesady, ale jednak), ograniczać fastfoody i produkty mięsne. Z tych ostatnich jednak nie zrezygnuję, jestem zatwardziałym mięsaninem. I co prawda już przeszły mi czasy i pokusa testowania każdego nowego burgera, który pojawi się w okolicy, ale dobrym mięsem, dobrym dostawcą nigdy nie wzgardzę.

O systemie QAFP nigdy wcześniej nie słyszałem i pewnie bym się nim nie zainteresował gdyby nie fakt, że miałem okazję być na planie filmowym spotu telewizyjnego kampanii „Oda do jakości. Kompozycja wybornego smaku”.

 

 

Spot jak spot – nie jest to kategoria „najbardziej kreatywne reklamy” czy „filmik, który wysyłasz wszystkim swoim znajomym z biura – musicie to zobaczyć”, a nawet mogę podejrzewać, że przy bardzo intensywnej kampanii i nalocie dywanowym na wszystkie media piosenka z reklamówki może powalczyć o laur „moje ulubione inaczej” z hitem pewnej sieci sprzętu AGD RTV, która dość nachalnie przekonywała o wyjątkowo niskich cenach (zabiją mnie za jazdę po reklamodawcy, ale co tam – blogerem jestem a spot jaki jest każdy widzi).

Ale…

Spot powstawał przez jedną dobę na naprawdę wysokich obrotach od wczesnych godzin rannych (sceny w kuchni) do północy (ognisko). Polecam, każdemu, kto interesuje się reklamą wbić się kiedyś na plan profesjonalnej produkcji filmowej i samemu zobaczyć ile wymaga to pracy, planowania, ile osób pracuje nad filmem i ile razy ustawia się i powtarza ujęcie, które trwa niewiele ponad sekundę.

Poniżej kilka kadrów z planu

Chyba najbardziej nerwowym momentem było ujęcie krojenia kiełbasy. Coś tam nie wychodziło idealnie – linia cięcia, odkrawany plasterek nie spadał jak trzeba, aktorka kroiła kiełbasę nie tak jak chciał reżyser, potem okazało się, że jednak logo bardziej w lewo, potem jednak w prawo, potem zaczęły się kończyć kiełbasy do krojenia 🙂

Na planie zostało zużytych 10 kg gotowych produktów 🙂

Byłem pod największym wrażeniem dzieciaków, które brały udział w reklamie – najlepsza była Julia, odgrywająca rolę córki – naprawdę zawodowa aktorka. Nie wiem ile razy robiony był dubel ujęcia przy stole (min. 30 razy) – za każdym razem mała grała tak samo. Powtarzalność to chyba jedna z najczęstszych cech aktora, o której nie mają pojęcia, wszyscy ci, którym wydaje się, że kamera ich lubi. Julia była idealna za każdym razem, reżyser zabronił jej tylko jeść tych kiełbas przy każdym ujęciu, bo na koniec okazałoby się, że mała zjadła całe pęto podwawelskiej 🙂

Wygląda niewinnie, ale ognisko najbardziej dało się we znaki Mariuszowi, który odgrywał rolę taty – dym cały czas wpadał mu prosto w oczy. Tym razem dubli było około 15 plus jeszcze kilka ustawień do statycznej fotografii – nie wiem jak on to wytrzymał, ani razu nie marudził.

 

Sklep mięsny pod Warszawą został zamieniony w… sklep mięsny. Teoretycznie szybkie ujęcie, najwięcej czasu zajęło przygotowanie scenografii, układanie kiełbas, eksponowanie metek itp.

Jedno z ostatnich ujęć w wynajętym domu. Ekipa już była zgrana, wszyscy wiedzieli gdzie kto ma być – chyba najszybciej nakręcone.

Ręczna wypalarka – czyli cała prawda o grillowanych warzywach w filmach 🙂

Żeby zrobić idealne ujęcie (do którego potrzeba było kilkanaście dubli) aktorka miała ręce oparte na metalowym drążku, żeby za każdym razem mogła powtarzać ten ruch. Obraz w smartfonie został nałożony już w postprodukcji.

Najważniejsza rzecz na planie – storyboard czyli rozrysowany każdy kadr spotu. Im więcej skreśleń tym bliżej końca zdjęć.

Kampania ruszyła: 24 marca 2017 i trwała do 23 maja 2018 roku, oprócz samego spotu promocję produktów ze znakiem QAFP (trudny hashtag) było można zobaczyć na imprezach plenerowych, targach śniadaniowych oraz w sieci – kampanie z influencerami.

 A teraz krótko o świniach, czyli o samym systemie QAFP – chociaż od razu odsyłam do strony głównej kampanii „Oda do jakości” i strony głównej QAFP – System Gwarantowanej Jakości Żywności. Dla mnie najważniejszy jest fakt, że produkcja mięsa kontrolowana jest na każdym etapie – od jakości paszy podawanej zwierzętom przez chów zwierząt (hodowca również musi być certyfikowany, a jeżeli jakieś zwierzę zachoruje lub podane mu zostaną jakiekolwiek antybiotyki – wypada z produkcji) po dalsze etapy produkcji jak ubój, rozbiór i przetwarzanie. A same końcowe produkty nie powstają na zasadzie „z 1 kg mięsa robimy 1,8 kg wędlin”. I na koniec – tylko wybrane produkty od producenta mogą otrzymać certyfikat QAFP -mimo wysokich standardów, żaden producent mięsa nie może sobie „z automatu” ponaklejać oznaczenia QAFP na wszystkich swoich produktach.

Tekst powstał przy współpracy z „Europejskim Funduszem Rolnym na rzecz Rozwoju Obszarów Wiejskich: Europa inwestująca w obszary wiejskie”. Instytucja Zarządzająca PROW 2014-2020 – Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Materiał współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach poddziałania „Wsparcie działań informacyjnych i promocyjnych realizowanych przez grupy producentów na rynku wewnętrznym”. Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2014-2020. (stąd również niezbędne oznaczenia). Gwarantuję, że reklamodawca nie miał wpływu na treść posta, jak i na moją opinię o produkcji spotu czy jakości produktów.