1

Mars 2.0

Chociaż sprawami kosmosu zajmuję się zaledwie hobbystycznie, na tyle że potrafię odróżnić kosmonautę od astronauty, to pamiętam emocje jakie towarzyszyły mi podczas lądowania Pathfindera na Marsie w 1997 roku (m.in. mozolne ściąganie zdjęć wysokiej rozdzielczości na uczelnianym łączu). Dzisiejsze lądowanie na Marsie może nie było tak spektakularne i przełomowe, ale na pewno interesujące i w web-dwa-zerowym duchu.

Oprócz bezpośredniej transmisji z samej centrali, przeprowadzanej przez NASA TV, prezentującej głównie obraz biurek z centrum kontroli lotów i krótkich rozmów z członkami zespołu, NASA skorzystała z dobrodziejstw dzisiejszego internetu.
– W centrum kontroli JPL obecny był bloger, który na bieżąco aktualizował bloga misji.
– Sonda Phoenix miała nawet swój profil na Twitterze. O ile jestem sceptyczny co do „nieludzkich” i „firmowych” profili na serwisach społecznościowych i komunikatorach, to pomysł profilu sondy kosmicznej uważam za genialny. Od takiej sondy oczekujemy przecież łączności i komunikatów… Twitterowe krótkie komunikaty czy mini blog są do tego idealne (w tej chwili profil obserwuje ok. 4800 osób – oczywiście cały czas prezentowane są komunikaty z bieżących wydarzeń.
– Zaraz po nadejściu pierwszych materiałów została zaktualizowana strona Phoenixa na Wikipedii.
– Również polska część nocnych marków na bieżąco, za pomocą blipa komentowała lądowanie (do tradycyjnych blipowych transmisji należą już mecze piłkarskie, wyścigi F1 i serial „39 i pół”).

Oczywiście z powodów technicznych sam moment lądowania nie został sfilmowany. Mogliśmy jedynie obserwować obraz rodem z komputera Atari (no może Amiga) z wykresami i licznikiem dystansu do powierzchni Marsa, oraz słuchać komentarzy obsługi potwierdzających nadejście kolejnych komunikatów informujących o odrzuceniu osłony termicznej, odpaleniu spadochronu, silników hamujących i samego lądowania.

Na pewno źródeł poważnie zajmujących się tematem jest o wiele więcej, po bieżące informacje z przebiegu misji odsyłam do NASA i sekcji Phoenix.

Tomasz Topa też nie spał.