119

Kominek nie lubi budyniu

Trafił się kolejny interesujący (interesujący dla mnie, pewnie stresujący dla firmy) przypadek z cyklu potyczki „blogera i korporacji”. Choć uwzględniając popularność Kominka, to zanosi się raczej na wojnę niż na potyczkę. Przypadek na pewno będzie cytowany na różnych konferencjach branżowych, a cała akcja ma kryptonim „KOMINEK vs DR. OETKER”.
Sprawa jest świeża, mleko… tfu, budyń wylał się wczoraj na blogu Kominka i budyń właśnie w całą sprawę jest tutaj mocno zamieszany.

Zacznijmy od początku… czyli od Google; wyobraźmy sobie konsumenta, internautę, kucharza amatora i miłośnika budyniu, dziecko. Wpisuje sobie taki osobnik w google wyraz „dr oetker”, „budyń dr oetker” i co wyskakuje mu w pierwszych wynikach wyszukiwania? Kultowy wpis Komika z 2006 roku – „Dr OETKER, TY PIZDO!”… to było wtedy, kiedy kominek używał jeszcze wyrazów wulgarnych, dzisiaj podobno używa ich znacznie mniej 🙂

Już po samym tytule można odnieść wrażenie, że wpis Kominka nie będzie raczej pochlebny dla firmy Dr Oetker i jej budyniu… co cieszy internautów, firmę mniej, zwłaszcza jak firma planuje ruszyć jakąś kolejną budyniową kampanię i tym razem uwzględnić blogi i te całe internety… „Pizda” na trzecim miejscu w google trochę burzy obraz budyniowej łagodności… trzeba działać…

Pojawia się kilka pokus… może nasłać prawników na blogera? Albo prawników na Agorę, niech coś zrobią z tym Bloxem i niepokornym blogerem? A może załagodzić sprawę z sposób humorystyczny? Albo grzecznie poprosić o złagodzenie wpisu? Trzeba się skonsultować ze specjalistami.

Po jednej stronie mamy Kominka i jego rzeszę czytelników, po drugiej trzy firmy: Dr. Oetker, agencję public relations Lighthouse Consultants oraz Simplico – specjalistów od internetu, blogów itp.

Przez kilka dni następuje wymiana korespondencji między Simplico a Kominkiem (nie mam do niej wglądu), ale Kominek postanawia podpuścić agencje, stwierdza, że wpisu nie usunie (ani nie wyrzuci z indeksu google) i prosi, aby w sprawie spornego wpisu poprowadzili go za rączkę? Co robi agencja? Przesyła Kominkowi poprawioną wersję wpisu „Dr OETKER, TY PIZDO!”, no i się zaczyna:

Wpis Kominka „poprawiony” przez agencję

Wpis Kominka „poprawiony” przez agencję

Kominek wrzuca również na bloga swój tekst opisujący całą sytuację… no i zaczyna się jazda, zwłaszcza że pojawiają się słowa „cenzura”, „wolność wypowiedzi”, po jednej stronie bloger, po drugiej wstrętna korporacja.

Niewygodne dla firm wpisy i reakcje internautów przypominają mi sytuacje, które kilkakrotnie już przerabiałem na swoim blogu:
reklama Banku BPH „wypierdaj” (w dalszym ciągu niektórzy uważają, że to akcja reklamowa banku); bank próbował wyczyścić internet, z pomocą przyszedł turecki serwis, nagranie uchowało się tam do dziś, oraz zostało ściągane i oglądane i „wrzucane-gdzie-sie-da” przez wielu internautów (85 tysięcy wyświetleń)

ujebany stół Durczoka (TVN), też szły pisma od TVN i też „cenzurowano internet”, tutaj również nastąpiło „pospolite ruszenie” i bunt internautów, również przyjacielem Polski okazał się turecki serwis – Durczok z Rurkiem zachował się tam najdłużej (prawie od początku afery aż do dzisiaj), prawie milion (!) wyświetleń tego klipu pokazuje skalę zainteresowania tym materiałem

Kasztanki firmy Wawel, czyli sprawa z robakami w produktach firmy Wawel. W tym przypadku bez pospolitego ruszenia, ale z silnym udziałem Google. Do dzisiaj na hasło „wawel robaki” czy „kasztanki robaki” mój wpis jest bardzo wysoko. Co gorsze, nawet na neutralne hasło „wawel kasztanki” (czyli bez informacji o robakach) również internauta trafia na mój wpis o robakach. Nie zauważyłem do tej pory żadnych działań firmy Wawel (czy to związanych z wpisem, komentarzami czy pozycjonowaniem tej frazy).

Karłard, czyli sprawa z Harvard Business Review, tutaj kancelaria prawna działała bardzo szybko, po opublikowaniu humorystycznego opowiadania (nieznanego mi autora) dostałem pismo od prawników z żądaniem usunięcia spornego wpisu. Żałuję, że tak szybko i łatwo się poddałem. Ze względu na specyficzny charakter „afery” i raczej mocno branżowy, w tym przypadku nie rozpętała się żadna afera. Co prawda słowo „Karłard” nie jest indeksowane w google, ale bez problemu można do niewygodnego dla redakcji HBR opowiadania dotrzeć – do dzisiaj wisi na wykopiedrop.io.

– ostatni przypadek to w miarę świeża sprawa, chociaż nie opisywałem jej szczegółowo na blogu. Dotyczy wpisu i kampanii „Powstrzymaj Rotawirusy” o której wspomniałem w marcu. Tutaj też powstała z Google bardzo ciekawa sytuacja. Na końcu spotu, udającego – według mnie – reklamę społeczną, pojawia się adres www.powstrzymajrotawirusy.pl. A co robi niedoświadczony użytkownik internetu? Wpisuje cały podany adres w okno wyszukiwarki (zamiast przeglądarki). Na początku kampanii na tę frazę (www.powstrzymajrotawirusy.pl) mój blog lądował na pierwszym miejscu. Żadna firma nie kontaktowała się ze mną w tej sprawie, ale po ok. dwóch tygodniach zauważyłem, że zaczęli pozycjonować swoją stronę, wykupiono również link sponsorowany, aby właściwa strona była na pierwszym miejscu. W tej chwili mój blog dla www.powstrzymajrotawirusy.pl. oraz „powstrzymaj rotawirusy” jest w czołówce, ale strona producenta jest na pierwszym miejscu.

Z Dr. Oetkerem sprawa jest poważna i delikatna. Dr. Oetker to firma, która pozycjonuje swoje produkty również dla dzieci, i taka „pizda” na czwartym miejscu w wynikach wyszukiwania zaczyna być poważnym problemem.

Joanna Kupisiak (Lighthouse Consultants) w rozmowie ze mną, przedstawiła mi swój punkt widzenia na całą sprawę:

Wpis na blogu Kominka traktujący o firmie Dr. Oetker to dla naszego klienta poważna sprawa. Mieliśmy do wyboru trzy rozwiązania:
– wkroczyć na drogę prawną z blogerem (co na początku odradzaliśmy klientowi, chociaż pismo w tej sprawie mamy już od dawna gotowe);
– wykorzystać metody związane z pozycjonowaniem wpisu (co wydaje nam się nieetyczne, odrzuciliśmy również to rozwiązanie);
– porozmawiać z autorem spornego wpisu.

Wybraliśmy trzecie rozwiązanie, o pomoc w rozmowie z blogerem poprosiliśmy Łukasza Denejkę (Simplico), również wcześniej kontaktowaliśmy się z administracją blox.pl.

Kominek w korespondencji zaproponował abyśmy „poprowadzili go za rączkę” i sami przygotowali poprawioną wersję wpisu, bo jak sam napisał „ przyznaje się do lenistwa”. Osoby, w tym dzieci klikające na tak obraźliwy wpis trafiają na tekst nafaszerowany inwektywami, dlatego zaproponowaliśmy zmianę wszystkich wulgaryzmów użytych w tekście. Niestety nasza propozycja została przedstawiona przez Kominka jako żądania, próba cenzury czy groźba.

W tej chwili żałujemy, że wybraliśmy takie rozwiązanie, jedną z rad, które pojawiła się, gdy szukaliśmy wyjścia z tej sytuacji była „zignorować blogera”. W tej sytuacji byłoby to najlepsze wyjście, chociaż bardzo trudno przedstawić takie rozwiązanie klientowi. Nigdy nie braliśmy pod uwagę rozwiązania, które można byłoby określić cenzurą. Wolność wyrażania poglądów jest dla nas oczywista, a jedyne o co poprosiliśmy to usunięcie wulgaryzmów.

Przyznam szczerze, że jak trafiłem na wpis Kominka i zobaczyłem nazwisko Łukasza Denejki, to pomyślałem w pierwszym odruchu, że to jakaś ściema i akcja pozorowana. Miałem okazję kontaktować się parokrotnie z Łukaszem na linii bloger-firma i jego podejście do blogów, blogerów nie pozostawiało wątpliwości, że orientuje się jak się rozmawia z blogerami, co wolno, a co nie wypada. Również fakt, że dał się podpuścić z przygotowaniem „ugrzecznionego” wpisu mnie zastanawiał… Oczywiście poprosiłem Łukasza o stanowisko w tej sprawie:

Łukasz Denejko (Simplico):

Jakiś czas temu agencja PR reprezentująca markę Dr Oetker zgłosiła się do mnie z problemem. Przy wyszukiwaniu w Google informacji o marce na pierwszych pozycjach pojawia się stary wpis Kominka, o niecenzuralnym tytule, zawierający wiele wulgaryzmów. Stwierdziliśmy, że najlepszym rozwiązaniem będzie otwarta komunikacja.

Wiedzieliśmy, że usunięcie wpisu nie jest rozwiązaniem, poprosiliśmy o usunięcie go z wyników wyszukiwania Google (np. za pomocą Google Webmaster Tools), zmianę tytułu oraz usunięcie wulgaryzmów skierowanych bezpośrednio do Dr Oetkera. W trakcie wymiany maili Kominek napisał: „Uczciwie przyznaję się do lenistwa i zwracam się z prośbą o poprowadzenie za rączkę”. Złapaliśmy się. Przygotowaliśmy dość niefortunną, przyznaję, propozycję zmiany wpisu – nie ingerującą w ogóle w jego treść, a w formę. Oczywiście była to tylko propozycja, liczyliśmy na uzgodnienie wspólnej wersji. Niestety, dalszej dyskusji nie było.

Podeszliśmy do sprawy z dużą ufnością i wiarą, że Kominek doceni naszą otwartość do rozmów oraz polubownego rozwiązania problemu. Niestety nasze propozycje zostały przedstawione jako nasze żądania. Dr. Oetker ma w swojej ofercie wiele produktów dla dzieci, więc chciał tylko, aby młodzi konsumenci nie natrafiali na takie określenia w Internecie.

Cała sprawa jeszcze trwa, więc ciężko wyrokować wynik… Jedno jest pewne, do wyników wyszukiwania na frazę „dr oetker” wspiął się już wpis z wykopu „Wykop.pl – KOMINEK vs DR. OETKER”

Jeden z pomysłów internautów

Jeden z pomysłów internautów

Nastąpiło również „pospolite ruszenie” czyli oburzenie internautów na słowo „cenzura”… i tak jak w przypadku Durczoka pojawiły się już pierwsze efekty radosnej twórczości internautów… wiadomo, afera musi się rozprzestrzeniać.

Jak zawsze w takich sytuacjach, kiedy pojawia się konkretna firma, a przede wszystkim nazwisko, zaczyna się przeszukiwanie sieci i prześwietlanie osoby. Przy okazji startu portalu elita-polski.pl internauci dotarli do zdjęć twórcy serwisu, które do wizerunku elitarnego nie bardzo pasowały. W przypadku budyniowej afery również pojawiły się takie komentarze, ale Kominek szybko je uciął:

> heroiczna:
Btw. Zawsze możecie poszukać Łukasza Denejko na naszej klasie. Tam są wszyscy.

>Kominek
Obrzydliwe. Będę wypierdalał każdego, kto choćby zasugeruje szkodzić prywatnie temu kolesiowi. Proszę odpierdolić się od jego prywatnego życia.

Sprawa jeszcze trwa, Kominek obiecuje dalszy ciąg sprawy, nie jestem pewien czy Dr Oetker, Simplico i Lighthouse Consultants wyczerpali już wszystkie swoje możliwości i najlepszym wyjściem będzie zignorować całą dyskusję? A może faktycznie podesłać Kominkowi wagon budyniu i książkę Jak dobrze zrobić budyń?

Szkoda też, że Kominek powołując się na swój regulamin kasuje komentarze, które reprezentują trochę inny punkt widzenia, ale to już sprawa Kominka, ja bym takiego komentarza nie skasował (pisownia oryginalna):

uzytkownik: jacekk

Tak, pisze. Bo zostal upowazniony do tego, aby zglosic zastrzezenia firmy, ktora go wynajela.
Tak samo Ty mozesz zadac sprostowania w gazecie na swoj temat, tak samo oni moga nie chciec byc wyswietlani w google w kupie przeklenstw pod slowem „Dr. Oetker”.

Tak duzo mowi sie o kulturze i wolnosci slowa, a z tego co widze dotyczy to tylko osob i instytucji ktore zwracaja sie DO was. Bo wy mozecie miec w dupie wszystko, i bluzgac na lewo i prawo.

Macie zboczone pojecie na temat wolnosci slowa i mylicie ja z czyms calkowicie odmiennym. Chamstwem.

Oprocz tego mozna tutaj opisac ciekawostke, ktora zaobserwowalem. To, ze jest to duzy koncern, od razu stawia go na straconej pozycji. Duze, wszechwladne, zle, „ich to nie boli”, „na stos z nimi” – jak za czasow potwora z loch ness, banda wiesniakow z widelkami idzie na krucjate przeciwko wielkiemu monopoliscie budyniowemu.

Ich budynie sa fe, srakie, takie, owakie, „i tak ich nigdy nie jadlem”, „zadka sraczka” – tak wyglada merytoryczna odpowiedz z waszej strony. Reakcja lancuchowa 🙂

Ze Lukasz (dzialajacy w imieniu koncernu – przyp.) zachowal sie „nieprofesjonalnie”, „smiesznie”, „podal bezpodstawne żądania”, „osmieszyl sie” to rowniez argumentacja godna pozalowania. Czujac odpowiedzialnosc grupowa dacie sie wciagnac w nawet najglupsze teorie, a z tego co widze, wiekszosc z was w ogole nie pojela o co mu tak naprawde chodzilo.

Wg was: „chuje przyszly i chca zeby kominek ocenzurowal tekst tak, zeby byl pozytywny dla koncernu”.

Gowno prawda. Z tekstu zostaly wymazane przeklenstwa, bo sa zwyczajnie nietaktowne.
Ale negatywna opinia komina na temat tego bydyniu zostala i jest nadal, lecz w nieco bardziej kulturalnej formie.

I to jest wolnosc slowa – kazdy ma prawo do wyrazania swych opini, ale powinno to zostac zachowane w granicach dobrego smaku.

Teksty kominka (2 o dr oetkerze) sa naprawde cholernie zabawne, ale z pktu widzenia koncernu zbyt wulgarne i chamskie. Dla nich to nie sa zabawne felietony, a jedynie obelzywe bluzgi, ktore pozniej beda z nimi kojarzone.

A to, ze teksty bez przeklenstw wygladaja glupio i nieporadnie, to inna sprawa.

A to odpowiedź Kominka na kasowanie komentarzy:

Jeśli usłyszę jeszcze jeden lament, że coś kasuję, to przywrócę wszystkie skasowane komentarze – łącznie z tymi, które obrażają Łukasza Denejko oraz wchodzą buciorami w jego prywatne życie. Te ostatnie nawet wyróżnię w osobnym wpisie. Zobaczymy, czy wtedy będzie taki przeciwny moderacji.

Dobra, a teraz konkretnie… bo często na tym blogu (i poza) dyskutujemy o tym co można, a czego nie można z blogerami. Spotykam się ze specjalistami od marketingu, public relations, blogów… Co w sytuacji takiej jak „budyniowa afera” może zrobić firma? Załóżmy, że ignorowanie wyników wyszukiwania nie wchodzi w grę, ponieważ właśnie planujecie ruszyć z kampanią (telewizyjną, internetową), która spowoduje wzrost zainteresowania Waszą marką i wzrost zapytań w google… a tam „błyszczy” niepochlebny wpis blogera… Ciężka sprawa…

  • RafalB

    W koncu ktos zwrocil uwage na meritum calej tej sprawy 🙂

  • raj

    Zadajesz pytanie „co powinna zrobić firma”? Moja odpowiedź: NIC. I nawet nie powinna myśleć o tym że „powinna” coś zrobić.
    Mamy wolność słowa i w przestrzeni publicznej MAJĄ PEŁNE PRAWO współistnieć obok siebie różne zdania i opinie na ten sam temat. Także wulgarne i mocno nieprzychylne opinie o firmach.
    Ktoś może argumentować, że firma na tym traci. Co z tego? W istotę biznesu jest wpisane to, że czasami – z różnych powodów – się traci. Skoro bloger napisał ten wpis, oznacza to, że on też coś stracił. Może nawet nie pieniądze, ale stracił np. dobry humor tego dnia. I dlatego to napisał? Kto jest w stanie obiektywnie ocenić, co jest więcej warte – teoretyczne straty finansowe firmy spowodowane takim, a nie innym spozycjonowaniem wpisu o takiej, a nie innej treści, czy jednodniowa utrata dobrego humoru przez jednego z jej klientów? Żyjemy w społeczeństwie, które wynosi na piedestał słowa FIRMA oraz PIENIĄDZ i jeżeli FIRMA traci PIENIĄDZE, to jest to wielki problem, z którym należy „coś zrobić”, a jeżeli klient tej firmy wkur… sie z powodu jej produktu, to to problemem nie jest?
    A kij im w oko. Niech sobie żyja z tym problemem. To ich problem, nie blogera. Jedyne, co ewentualnie mogą zrobić, to pozwać go do sądu, ale jak widac ich właśni adwokaci im to odradzają (przypuszczając prawdopodobnie, że nie wygraliby tej sprawy). Próbę „wpływania” na blogera – w JAKIKOLWIEK sposób – żeby zmienił swój wpis, uważam za właśnie najbardziej nieetyczne z proponowanych przez kancelarię prawną 3 rozwiązań. Zwłaszcza, że trzeba pamietać że istnieją wynalazki typu Wayback Machine i podobne, i jeżeli wpis wisiał tyle lat, to na pewno do jego oryginalnej treści da się bez trudu dotrzeć, nawet jeśli zostanie zmieniona…
    Nieważne czy Kominek ich wkręcił czy nie. Ważne, że W OGÓLE brali pod uwagę możliwośc porozmawiania z nim, żeby zmienił to co napisał. Napisał, to co napisał, jego prawo. Ich prawo napisać własną odpowiedź na to. Nawet w postaci komentarza na blogu Kominka pod tym wpisem i – UWAGA! – zgodnie z prawem prasowym (tak, blog jest prasą, a Kominek redaktorem!) Kominek MIAŁBY OBOWIĄZEK opublikowania ich sprostowania, nie mógłby go ocenzurować bądź usunąc, w przeciwnym razie byłyby wszelkie podstawy do procesu sądowego.
    Od dawna jest wiadome, że z tekstami prasowymi walczy się innymi, polemicznymi tekstami prasowymi. Nie próba wpływania na dziennikarza, żeby zmienił to co napisał.
    I jeszcze na koniec disclaimer: blogu Kominka nie czytam, z tego co zdołałem zerknąc na pare wpisów przy okazji tej afery zupełnie mi się on nie podoba, fenomenu jego popularności nie rozumiem. A mimo to uważam tak jak uważam.

  • A już miałem stanąć po stronie Kominka, a stanę po stronie budyńka… bo co niektórzy, również autor tego bloga dał się wciągnąć w całą zabawę. Czy świadomie czy nie stałeś się częścią kampanii marketingowej Kominka i choć nie ma on wielu reklam (sztuk 3) to i tak po tej akcji skoczy o parę oczek w indeksie googla. Dla blogera bez kultury nie ważne jak się mówi ważne, że się mówi i linkuje… bo to przynosi korzyści materialne i satysfakcję…
    Nie bądzmy jak stado lemingów któe jak usłuszy – cenzura leci na hura z widłami wywołując Streisand EFfect. http://en.wikipedia.org/wiki/Streisand_effect

  • A już miałem stanąć po stronie Kominka, a stanę po stronie budyńka… bo co niektórzy, również autor tego bloga dał się wciągnąć w całą zabawę. Czy świadomie czy nie stałeś się częścią kampanii marketingowej Kominka i choć nie ma on wielu reklam (sztuk 3) to i tak po tej akcji skoczy o parę oczek w indeksie Gogola. Dla blogera bez kultury nie ważne jak się mówi ważne, że się mówi i linkuje… bo to przynosi korzyści materialne i satysfakcję…
    Nie bądźmy jak stado lemingów które jak usłyszy – cenzura leci na hura z widłami wywołując Streisand Effect. http://en.wikipedia.org/wiki/Streisand_effect

  • borubar

    Do listy potyczek toczonych w Internecie można dodać akcję firmy Ferrero po wpadce z treścią przekazu reklamowego w kampanii batoników Maxi King na początku tego roku. Jak wynika z informacji znalezionych za pomocą Google, Ferrero również próbowało rozwiązań siłowych, straszenia oponenta sądem i odebraniem domeny maxiking.pl

    Jak skończyły się nieprzemyślane działania public relations dla Ferrero można sprawdzić wpisując w google: ferrero maxi king

  • studenciak

    Zadziwiająco dużo osób stwierdziło, iż krytyka produktu z użyciem wulgaryzmów godzi w dobra osobiste DO. Czy mógłby mi ktoś wyjaśnić na jakiej podstawie taka krytyka jest zakazana (abstrahuje w tym miejscu od tytułu wpisu)?

    PS W swoim życiu słyszałem już o wyrokach skazujących za wyzwanie drugiej osoby od Minerwy, ale ingerencja w prawo oceny produktu zakrawa na swoiste kuriozum.

  • studenciak –> ano na takiej podstawie, ze masz prawo wyrazania wlasnej opinii bedac jednoczesnie zobowiazanym do przestrzegania norm obyczajowych. Przecinki stanowia przekroczenie tychze i tu tkwi caly problem 🙂

  • Dzięki za rzeczowe i syntetyczne ujęcie całej sprawy:) Nie lubię w przypadku „afer blogowych” (vide: kataryna czy ww. kominek) przekopywać się przez archiwalne wpisy z blogów, których na co dzień nie czytam;)

    A temat rzeczywiście skłania do zastanowienia. Gdyby chodziło o markę chipsów czy inny produkt przeznaczony głównie nastolatków, nie wyobrażam sobie lepszej reakcji, niż obrócenie wszystkiego we wspólną akcję promocyjną;) Ale w przypadku „familijnego” budyniu to już nie takie oczywiste.

  • Ja tam czegoś tu nie rozumiem – to Kominek z założenia ujmuje Oetkerowi przekleństwami w swojej krytyce, w tym paroma skierowanymi bezpośrednio w firmę, a oni mają jakąś akcję promocyjną zrobić… Może jeszcze przeprosić, że w ogóle śmieli zwrócić uwagę? To by było włażenie w dupę, ot.

    Pozdrawiam.

  • Mamy dużo, dużo ciekawszą sprawę – BRE zaczęło groźnie pomrukiwać przy kampanii nabitych w mbank. Przy czym tu chodzi o prawdziwy problem, a nie o czyjś brak kultury.

    Patrz np. http://samcik.blox.pl/2009/06/BRE-ostrzega-zbuntowanych-klientow-i-kontratakuje.html

  • Kominek przesadził. Bóg mi świadkiem, że kocham wulgarność, bezpardonowość i absurd, ale mam wrażenie, że wyrażając swoją opinię o produkcie, który – przyjmijmy – faktycznie aż tak go zirytował, całą awanturę potraktował z premedytacją.
    To typowe, gdy już choć o źdźbło przekroczy się pewną granicę. Wtedy już trudno napisać ‚przepraszam’.

  • Pingback: Notatnik zapisywany wieczorami()

  • Dunia

    Teraz, jak się zrobiło o tym głośno, na frazę „dr oetker” wpis kominka jest jeszcze wyżej w Googlach:)

  • Pingback: Dr Oetker a depozycjonowanie()

  • Dunia, na zapytanie o „DO” wpis kominka był na pierwszym miejscu. Widać, że zaczynają prace z pozycjonowaniem. To długotrwały proces ale widać, że działa.

  • kacper

    teraz wpis kominka jest na drugim miejscu pod fraza ''dr oetker"

  • Pingback: Wkurzony bloger – niestety działa | Blog.Mediafun.pl()

  • Pingback: Test tatara warty 150 tysięcy złotych czyli Kocham Gotować kontra Sokołów | Blog.Mediafun.pl()

  • Hej! Nie działają Ci odnośniki, a czytałbym 🙂
    pozdrow.