Klub Wspierania Biznesu – MEYES (po raz pierwszy)

Wczoraj (czyli 7 kwietnia) odbyło się kolejne wielu, na jakie można trafić w Warszawie, spotkań biznesowo-netwrokingowych. Klub Wspierania Biznesu MEYES, bo tak się nazywa ta nowa inicjatywa, miał swoje spotkanie inauguracyjne w całkiem przyjemnej knajpie nad Wisłą – Tuż Za Horyzontem (zdecydowanie żeglarskie klimaty). Założenia tej dość spontanicznej inicjatywy są bardzo proste:
– pomoc i partnerstwo w realizacji szeroko pojętych celów biznesowych;
– dzielenie się własnym doświadczeniem z innymi;
– wspólne zdobywanie i pogłębianie wiedzy;
– nawiązywanie nowych, interesujących kontaktów.

Agenda spotkanai nieskoplikowana i bez spinania pośladków: wykład/prelekcja (ewentualna dyskusja z salą) i potem rozmowy kuluarowe przy kawie bądź piwku. Nie ma żadnych składek ani opłat cateringowych. Strony na razie również brak, punktami zaczepienia w seici na razie są GoldenLine oraz Facebook.

Na razie kameralnie, w niewielkim gronie (ok 20 osób), jeszcze bez hordy doradców finansowych i networkerów, którzy w oczach mają sprzedaż swojego produktu i zbieranie wizytówek wysoko na liście ich priorytetów. Trochę zawiodłem się na wykładzie/prelekcji – prowadził go Sławomir Bieńkowski, a temat brzmiał „Biznes jako stymulator życia, czyli zamiana marzeń na rzeczywistość”. I tak jak tem tytuł jest zawiły i dziwnie niekonkretny tak również wykład mnie nie przekonał, a raczej taka radosna forma, czyli o wszystkim i o niczym (wiele wątków się przewinęł), opowiastek, historyjek, anegdodek i biznesowych zagadek trochę puchatkowych trochę dilberowskich. Jak nie łapię takiej formuły, miałem okazję już posłuchać tego wykładu (i również wtedy miałem podobne odczucia) podczas warszawskiej edycji Myśleć Jak Milionerzy. Całkiem możliwe, że ten wprowadzajy wykład i wiedza rozwija swoje skrzydła na kolejnych warsztatach prowadzonych przez autora, podczas których można od razu sprawdzić zdobytą wiedzę w praktyce – i to akurat mi się podobało, autor nie boi się konfrontacji i weryfikacji swoich tez.

Podczas rozmów kuluarowych, poprosiłem sprawcę całego zamieszania – Krzysztofa Kozerskiego – o trzy słowa od ojca prowadzącego – do mikrofonu i do kamery.