14

Jak znielubieć Merlina i TVN

Generalnie lubię reklamy, media i wszelkie inne marketingowe posunięcie, m.in dlatego powstał również ten blog. Ba, nawet ich częsta nachalność mi nie przeszkadza, ale każdy ma swoją wytrzymałość, nawet ja, do jasnej cholery. Do szału doprowadzają mnie ostatnio dwie rzeczy.

Pierwsza, chyba wszystkim daję się w kość, tylko nie urzędnikom, którzy podobno badali sprawę. O ile podczas rodzinnego obiadu i stukania talerzy zwiększanie natężenia dźwięku podczas nadawania reklam może nie jest tak uciążliwe, to podczas wieczornego relaksu przed telewizorem już potrafi lekko wkurzyć. Podobno było w tej sprawie trochę skarg i nawet jacyś urzędnicy badali natężenie dźwięku – i co im wyszło? Że wszystko ok., nie ma żadnych wahań… he, he.. śmiechu warte… szkoda, że do badań nie użyli własnych uszu.
Podejrzewam, że jest to kwestia stosowania jakiegoś rodzaju kompresji dźwięku i mikrofony głupieją… szkoda, ze razem z nimi pogłupieli ci którzy je obsługują.

Jestem bardzo ciekawy, czy ci, którzy odpowiadają za emisję tego rodzaju „podgłaśnianych” reklam, słuchali kiedyś wiązanek wkurzonych telewidzów pod adresem swoich stacji (albo reklamowanych firm) – jak nie, to zapraszam do mnie. I to nie tylko reklamodawcy podkręcają dźwięk, jak usłyszałem kiedyś w jednej z wypowiedzi – zdecydowanie po uszach wali już plansza z napisem „reklama”.

Inna sprawa, że zanim pojawiła się informacja o takich praktykach (jakieś parę miesięcy temu) to wydawało mi się, że to głównie Polsat tak się bawi dźwiękiem, a przynajmniej najbardziej to odczuwałem. Po tym, jak ogłoszono, że urzędnicy przeprowadzili badania i nic nie wykryli, to od tego momentu chyba wszystkie główne stacje się na to rzuciły – teraz w moim niechlubnym rankingu podkręcania dźwięku prym wiedzie TVN.

Jeszcze TVN-owa akcja z wyświetlaniem planszy „tylko jedna reklama” – leci reklama „n”, potem kolejna plansza i pełny blok – powoduje, że stacja traci w moich oczach.

Zdaję sobie sprawę, że badania wykazywały, że Polacy lubią reklamy, ale jest gdzieś jakaś granica. No właśnie (to druga z wkurzających mnie spraw), granicę ostro ostatnio przegiął sklep merlin.pl, a właściwie ktoś, kto wymyślił gadający baner. Pojawia się to to – najczęściej wieczorem, jak oglądam strony i pseudo erotycznym, fatalnie nagranym damskim głosem wbija mi w łeb adres merlina – oczywiście głośniej niż nakazuje to przyzwoitość. Myślę, że również Merlin nie byłby zainteresowany epitetami pod swoim adresem jakie można usłyszeć gdy banerek niespodziewanie przemawia ludzkim głosem (najlepsze wiązanki idą po północy). Gadający baner możecie spotkać m.in. na Onecie.

  • JLo

    Moje 0,02 zł:

    To nie reklamy są zza głośno tylko wszystko inne jest za cicho – zwłaszcza filmy. Argument o kompresji jest tutaj też słuszny (ale nie takiej jak np. mp3 a kompresji dynamiki) – jest ona zupelnie inna w zaleznosci od programu/filmu/klipu.

    A co do Merlina – dobrze, ze maja konkurencje… do tego tansza od nich.

  • nawet ostatnio przez te reklamy zastanawiałem się, czy są takie telewizory z systemem pilnowania poziomu dźwięku – ciekawe czy też by się dały oszukać, a ktoś wie? są takie tv?

  • Szyba

    ..co do Merlina- wystarczy zmienić przeglądarkę. Polecam FF z Adblockiem i NoScriptem. I już jest spokój. A co do reklam- no cóż, u nas nikt nie potrafi „trzymać poziomu”, i każda stacja działa z innym.

  • tvn to jeszcze luzik w porównaniu do takiego mini mini. ta stacja przegina na maksa i w dodatku drze się z reklamami wprost do dzieciaków bo zazwyczaj zanim zbanuję reklamę pilotem już te wszystkie płatki śniadaniowe mordę nadrą tak, że sąsiedzi słyszą.

    taaak, taka przystawka normalizująca dźwięk w realtime byłaby w telewizorze bardzo przydatna.

  • u mnie jak włączam mini mini to zawsze taka rybka chrapie 🙂

  • co fakt, to fakt – w sumie najciekawsza część programu. szczególnie po duuużej wódce lub innych stymulantach 🙂

  • tak 🙂 też tak mi się to kojarzy… jeszcze na którymś kanale taka pędząca dziewczynka była – w sam raz kiedy na imprezie rozmowa się nie klei 🙂

  • pk

    W jednej z firm w której pracowałem, wyprodukowaliśmy prototyp kontrolera służącego do redukowania zmian natężenia dźwięku. Działał całkiem fajnie i na reklamach… 🙂

  • O ile się nie mylę, to takie systemy są też w programach kompresujących czy nagrywających mp3 na płyty – potrafią utrzymać równy poziom głośności.

  • Tak, są. Ale jeszcze nie widziałem, żeby ktoś wbudował to w telewizor… Generalnie, można mówić o spisku masońskim – bo zarówno producenci sprzętu nie chcą tłumić reklam (w końcu sami się reklamują w TV) jak i podlegają naciskom z różnych stron.

    Z ciekawostek mogę powiedzieć, że istnieje też system uczenia telewizora planszy „reklama” (a potem, na zasadzie powtarzających się obrazów, reklamy są wycinane; przejście na inny kanał, albo odtwarzanie zaprogramowanego przez użytkownika materiału).

  • wodor

    ja mam taką opcję w menu w telewizorze (zwykły tani samsung 21”), faktycznie troszkę zmniejsza wrażenie głośnych reklam, ale nie do końca. Było to zaprojektowane do wyrównywania głośności między kanałami, ale do reklam tez się sprawdza. By the way – uważam, że cały blok reklam po czymś w ramach ‚tylko jedna rekalama’ to świństwo.

  • Diana

    Zgadzam się w pełni, że to świństwo, tym bardziej, że wlepianie planszy „tylko jedna reklama”, a potem kolejnej już po prostu „reklama” tak naprawdę wydłuża cały blok reklamowy. Jak to wsadzą kilka razy w trakcie jednego filmu, to człowiek siedzi przed tv od 20 do 24 lub dłużej i ma mocno zaburzony odbiór przesłania i klimatu, już nie mówiąc o tym, że często zapomnia się, o co chodziło w danym filmie. Ciekawe kiedy podzielą Mona Lisę na kilka pasów, między którymi znajdą się logo i adresy internetowe „mecenasów sztuki”, i wystawią to cudo w Luwrze…
    Ale żeby nie było – ja bardzo lubię reklamę.

  • wicherek

    radio eska dolaczylo do klubu halasliwych reklam w onecie po polnocy 🙂

  • też się naciąłem na eskę w nocy – szlag by trafił