45

Jak zgubiłem samochód?

schody

Czy można zgubić samochód? Myśl w pierwszej chwili wydaje się absurdalna, ale okazuje się, że można. Przez siłę nawyku, codzienną rutynę, typ osobowości i pewnie jeszcze wiele innych, mądrych, naukowo zbadanych terminów i zachowań.

Dokładnie taka sytuacja zdarzyła mi się parę lat temu i uświadomiłem sobie wtedy jak mocno i bezwarunkowo jesteśmy niewolnikami swoich przyzwyczajeń.

Zwykły dzień. Wracałem samochodem z centrum miasta i postanowiłem zrobić zakupy w sklepie nieopodal domu. Sklep znajduje się kilkaset metrów od mojego mieszkania, robiłem tam często zakupy, pokonując piechotą setki razy trasę dom-sklep-dom. Tak często, że po jakimś czasie już bezmyślnie i rutynowo – drogę do sklepu traktowałem jako chwilę relaksu, chwilę na przesłuchanie muzyki czy pogaduchy przez telefon.

Jednak w tamtym dniu złamałem schemat – do sklepu pojechałem samochodem i podjechałem z zupełnie innej strony. Ale kiedy już byłem w sklepie, wpadłem z powrotem w schemat dom-sklep-dom. Zapłaciłem i tak jak to robiłem dziesiątki razy – wróciłem do domu, piechotą. Zupełnie zapominając o samochodzie! Po prostu w mojej głowie, w zadaniu, które wykonywałem już dziesiątki razy dom-sklep-dom samochód nie występował.

Trzy dni później musiałem gdzieś pojechać, wychodzę przed dom, idę na swoje miejsce parkingowe – pusto, hmm, chyba ostatnio tam parkowałem. Do następnego miejsca parkingowego – również pusto…ale przecież pamiętam jak dziś, że tam parkowałem… wczoraj, przedwczoraj… no ostatnio, nie pamiętam kiedy, ale przecież zawsze tu parkuje, no bo niby gdzie indziej. Nie ma samochodu, ukradli – więc gonitwa myśli – policja, ubezpieczenie itp. Zajęło mi dobrych kilka minut nerwowego szperania w pamięci zanim, niczym w bajce Pomysłowy Dobromir, dostałem piłką w głowę i uzmysłowiłem sobie, że samochód prawdopodobnie jest pod sklepem… od trzech dni. Ale siła nawyku była tak wielka, że dopóki nie zobaczyłem samochodu na własne oczy, to nie wierzyłem, że mogłem go tam zostawić.

Od kilku dni, przez media przewala się straszna historia śmierci małego dziecka, które ojciec zostawił w samochodzie na pełnym słońcu – a sam poszedł na kilka godzin do pracy. To straszna tragedia, ale kiedy czytam komentarze i zadawane pytania, również przez dziennikarzy „jak można zostawić dziecko i zapomnieć?”, „mnie by to się nigdy nie zdarzyło!”, „przecież to dziecko! a nie przedmiot!” to właśnie przypomina mi się moja historia z samochodem. Siła nawyku jest ogromna. Trasa do pracy pokonywana setki razy, mijane te same skrzyżowania, znaki, telefon, korek, myśli o obowiązkach, planowanych spotkaniach, a z tyłu dziecko, które na chwilę wpadło do schematu dom-samochód-praca-samochód-dom. I pewnie gdyby dziecko się odzywało, śpiewało, płakało – dało jakikolwiek znak swojej obecności – do tragedii by nie doszło, schemat byłby złamany.

Pewnie też zależy to od typu osobowości, nie znam się i nie chcę tutaj kategoryzować, ale sam jestem typem, który idąc ulicą jest zatopiony w swoich myślach albo zasłuchany w muzyce na tyle, że nie rozpoznaję, nie zauważam znajomych, nawet tych bliskich. Rutynowo przestrzegam przepisów, zatrzymuję się na czerwonym świetle, ale jestem jednocześnie w swoim świecie.

Jeden mój znajomy obudził się jak co rano, przygotował sobie śniadanie i jak zwykle powędrował na szóstą do pracy. Dopiero pod bramą zorientował się, że dzisiaj jest niedziela.

Zróbcie prosty eksperyment. Pewnie w wielu domach kosz na śmieci znajduje się w szafce obok zlewu. Przesuńcie kosz z jednej strony na drugą stronę szafki, zobaczycie ile śmieci wyląduje na starym miejscu…

Jestem bardzo ciekawy jak sprawa będzie dalej toczyła się w mediach, jak sąd oceni tę tragiczną sytuację i czy w ogóle temat siły nawyku, codziennej rutyny będzie tutaj analizowany.

Podsumowując – czy świadomie zostawiłbym dziecko w samochodzie, nawet na 5-10 minut? Nigdy. Czy wyobrażam sobie, że w historii śmierci dziecka zadziałał schemat, który opisałem powyżej? Niestety tak, i wielu z nas może być ofiarą siły przyzwyczajenia.

Zdjęcie we wpisie: papalars via photopin cc

  • Brawo!

  • Świetny wpis 🙂 Nasz umysł nie jest doskonały i podlega wielu błędom, o których istnieniu często nie zdajemy sobie sprawy.

    Moim zdaniem bardzo ważne jest edukowanie się, tak, żebyś jak najtrafniej potrafili zrozumieć rzeczywistość.

    I tu nawet nie chodzi o przypadek z dzieckiem, to może być także sposób komunikowania się z innymi, czy kwestie związane z błędami poznawczymi.

    Każdemu polecam zapoznać się z listą błędów poznawczych dostępnej np. na polskiej wikipedii, ( na angielskiej liczba błędów jest znacznie obszerniejsza) by sprawdzić ile razy popełniliśmy dany błąd. Najciekawszym może być fakt, że mimo świadomości istnienia określonych błędów i tak możemy być na nie podatni.

    Pozdrawiam! 🙂

    http://pl.wikipedia.org/wiki/Lista_b%C5%82%C4%99d%C3%B3w_poznawczych

  • Dziecko to praca przez 24 godz na dobę. W każdej pracy zdaża się popełniać błędy. Tragiczne jest to, że niektóre są katastrofalnie nieodwracalne w skutkach. Myślę o tych nieszczęśliwych wypadkach gdy przez otwarte okna dzieci spadają na bruk. Albo topią się na wspólnych wczasach. O tych wrzątkach zostawianych przez rodziców na wyciągnięcie dziecięcej ręki. O tych rączkach wyrywanych z rąk starszych – wprost pod koła… Jak w pysk mamy tu jeden z nieszczęśliwych wypadków. Olbrzymia tragedia dla rodziny. Olbrzymia tragedia dla ojca. Olbrzymie nieszczęście, że każdy z Polaczków ma szansę się wypowiedzieć potęgując nieszczęście rodziny. Dlatego każdy zdroworozsądkowy głos jak Mediafun, jest tak niezwykle cenny.

  • Dobry tekst.

  • wreszcie mądry głos w tej sprawie !!!! to samo mówię ludziom – sam ile razy mam jechabć do sklepyu czy warsztatu czy na wycieczke i wykezdzajac spod bloku jeszcze rozmawiam z kims o tym a potem jade tak jak codzien do roboty i dopiero za chwile mysle kurcze – klapki na oczach. Jak sie tysiace razy wyjezdza przez kilka lat codziennie tak sanmo, w to smao miejsce to nawyk jest niesamowoty

  • W USA średnio co dziesięć dni ginie w ten sposób jeden maluch, z czego trzy czwarte przypadków dotyczy dziecka poniżej 2. roku życia. W Polsce niestety nie jest wcale lepiej… http://moto.onet.pl/porady-ekspertow/dziecko-pozostawione-w-aucie-w-upalny-dzien-co-robic/77yx8

    • Marty

      Ta statystyka jest mocno przesadzona… Jest takich przypadków ok 30 rocznie, czasem mniej, czasem więcej. Polecam:
      http://www.parents.com/baby/safety/car/danger-of-hot-car-for-children/

      Wyjaśnia i czemu zdarzają się takie przypadki, i czemu ludzie rzucają się z nożami na tych, którym się tak zdarza (spojler – bo boją się jak cholera, że i oni bezpieczni nie są).

  • – My to byśmy chciały, żeby wszyscy mężczyźni tak się zajmowali dziećmi jak Krzysiek. Troskliwy tata, zawsze znajdujący dla dzieci czas, kochający. Niejeden ojciec mu zazdrościł i spoglądał na niego z podziwem. Pracowity, obowiązkowy, grzeczny – chwalą pana Krzysztofa sąsiadki. http://wiadomosci.onet.pl/slask/smierc-3-letniej-oliwii-rozpacz-w-rybnickich-stodolach/1eg7x

  • W punkt.

  • Tak, tak, tak – tyle, że dziecko to nie rutyna. Każdy DZIECKOdzień jest inny mimo rodzicielskich rutyn. Mogę zrozumieć, że będąc zapędzonym, można na chwilę zapomnieć – zapomniałem kiedyś mojego syna odebrać ze szkoły, parkując pod domem mnie olśniło (zwłoka około 15-20 minut), ale nie umiem sobie wyobrazić wyłączenia na cały dzień. Myśl o dziecku wraca u mnie instyktownie.

    Pogadamy Maciek , jak będziesz miał dzieci 🙂

  • Identyczną sytuację miałem kilka miesięcy temu. Zostawiłem auto pod biedrą i wróciłem do domu. Do dzisiaj żona opowiada to jako anegdotę. Następnego dnia omal nie zadzwoniłem na policję w sprawie kradzieży auta.

  • Też raz zgubiłem 🙂 Nawet zdążyłem zgłosić kradzież na policji – po czym, eureka, przypominałem sobie, że zostawiłem go przy metrze dwa dni wcześniej. (używałem przez kilka dni 3 samochodów i był lekki zamot).
    Co się nie da, jak się da.

  • Schody z Muzeów Watykańskich 🙂

  • Ok, właśnie doczytałam tekst. Maciek, widać, że nie masz dzieci. Nawyk lub jego brak nie usprawiedliwia zamknięcia dziecka w samochodzie (obojętnie czy na słońcu czy nie).

    • greg

      nie usprawiedliwia- pokazuje przyczynę

    • Marty

      Ja mam, i przy każdym takim przypadku zastanawiam się poważnie, co się stało, i jaką kolejną rzecz dopisać do listy rzeczy, które mogą zabić mi dziecko. Na temat przypadkowego zostawienia dzieci jestem wyczulona, w Stanach gdzie mieszkam jest sporo takich przypadków, i kampanie ostrzegające przed celowym i przypadkowym zostawieniem dziecka w aucie przewijają się przez media. Są Stany, gdzie wg prawa nie można zostawić dziecka w samochodzie nawet na chwilę.

      Masz dzieci: a masz szafki i biblioteczki przykręcone do ściany? Dzieci giną pod takimi kiedy próbują się wspinać po otwartych szufladach. Ludzie o tym niby wiedzą, ale tego nie robią. Moje dzieci przewróciły komodę jak ją wreszcie skręciłam w sypialni do kupy, i poszłam napić się wody. 45 sekund, i jeden leżał pod, a drugi darł się obok.

      Dzieci korzystają z momentu nieuwagi,i idą się bawić do samochodu przed domem. Rodzic myśli, że dziecko ogląda TV, albo usnął przytulony do maluch po ciężkim dniu.

      Dzieci toną na basenie pełnym ludzi, pod okiem rodziców. W moim mieście zginął 8-latek, przeszedł z ojcem przez pasy, gdzie wypadło mu pudełko z pizzą. Skoczył do tyłu podnieść je z ziemi, i potrącił go samochód. Ojciec do tej pory nie może sobie darować – pizza to był jego pomysł, a syn był pod jego opieką. Itd.

      Wyżej wrzuciłam link do artykułu z amerykańskiej gazety, właśnie na temat przypadkowego zostawienia dziecka w aucie. Normalnym ludziom się to zdarza. Nie idiotom, nie tym co pija i biją żony i te dzieci. A inni, też normalni ludzie nie chcąc dopuścić do siebie myśli, że to mogło się im przytrafić, rzucają wyzwiskami i szukają patologi, żeby jak najbardziej zdystansować się od takich sytuacji.

  • odwaliłem kiedyś identyczny numer (całe szczęście z samochodem nie z dzieckiem) , gdy podobna wypadek do dzisiejszego był opisywany w mediach jakiś rok temu moją pierwszą reakcją było przerażenie, że mógłbym być na miejscu tego faceta, strasznie mu współczuję.

  • Dobrze jest czasem porozglądać się i pozmieniać w codziennych nawykach. Np jeśli idziesz do sklepu prawą stroną, można łamać schematy i iść lewą. Obserwować, „poznawać na nowo” rzeczy których się wcześniej nie widziało. Chyba każdy tak ma, że się przyzwyczaja i nawet po zmianie odruchowo szukamy czegoś gdzie coś zawsze było.

  • Szkoda że nigdy tak nie mam z kluczami, one nigdy nie trzymają się żadnych schematów.

  • pomijając historię, to te schody bardzo dobrze kojarzę 🙂

  • Kilka lat temu, jeździłam do pracy samochodem. Pokonywałam 25 kilometrów, z czego ok 2 kilometry między moim domem a obwodnicą, która jeździłam, mogłam pokonać trzema róznymi drogami. Wzdłuż plaży, przez centrum miasta lub jeszcze inną droga, z których wszystkie trzy łączyły skrzyżowanie mojego domu z obwodnicą. Z czego wyjazd na obwodnicę pokonywałam zawsze ta samą trasą, natomiast wracalam do domu różnie. I było wiele razy tak, że w momencie parkowania pod moim domem nagle uświadamiałam sobie, że nie wiem, którędy wróciłam, która z trzech dróg, próbowałam sobie przypomniec i czasem sie udawalo, a czasem nic mi nie pomagało, zeby przypomnieć sobie drogę, któą wróciłam do domu. Po prostu bylo to tak rutywnowe zadanie, tak codzienne zajecie, tak niczym nie rózniące się od siebie kzdego dnia, ze jechałam do domu zupełnie odruchowo, a o wyborze jednej z trzech dróg decydowała chyba jakaś podświadoma ocena sytuacji na drodze (gdzie wygląda na większy korek, albo czy mój organizm potrzebował troszke jodu ;). Do tego, jako zabiegana matka, zona, gospodyni, zawsze miałam mysli zajete planowaniem co na obiad, odebrać dziecko, wyprać, logopeda, popłacić rachunki itd. Trasa z pracy do domu trwała ok, 45 minut i słuzyła rozplanowaniu w glowie zbliżającego sie popołudnia, anie zastanawianiu się którędy jadę. Tak byłam zamyślona, że nie pamiętałam, którędy przyjechalam. I wczoraj, gdy przeczytalam o ojcu, który zapomniał dziecka, pierwsza myśl, którą miałam- ja mogłabym zrobic to samo. Mam tyle problemów ostatnio, nieraz jade z synkiem i on coś do mnie mówi, a ja nie mogę skupic się na słuchaniu, go, bo myślę o „wazych sprawach”. ta historia, straszna i tragiczna jest dla mnie przede wszystkim ostrzeżeniem, zeby kiedys nie stało sie ze mną to samo co z tym ojcem. Raz, ze rutyna dnia codziennego, dwa, ze pewnie myślal o tysiącu czekających go tego dnia spraw w pracy i… Nie potępiam go wcale. Pytanie mi się nasuwa dlaczego. dlaczego włąśnie w taki upalny dzień, a ie w jakąś deszczową srodę padziernika musiało się tak stac, kiedy dziecko po prostu przepłakałoby cały dzien w tym samochodzie, moze się posikało, może straciło głos… ale nie byłoby tragedii. Dlaczego właśnie w taki k….sko upalny dzień. Strasznie temu człowiekowi współczuję, nei wiem jak można dalej żyć.

  • Polecam książkę ‚siła nawyku’. Było opisane także sytuacje karne, kiedy czyny wynikały z nawyku i były jakby ‚poza’ świadomością.

  • Bardzo dobrze, że poruszyłeś też sprawę śmierci tego dziecka. Sam wpis jest naprawdę świetny, ale skupiając się na tym konkretnym przykładzie, też nie wyrzucam ojcu, że to niemożliwe. Kiedyś miałam sytuację, że rano zerwałam się z łóżka, myśląc, że zaspałam. Wybiegłam na pociąg, wciąż przekonana, że spóźnię się na egzamin. Po chwili, kiedy wsiadłam do wagonu przypomniałam sobie, że egzamin miałam tydzień temu…

  • Każdy zapomina o czymś raz na jakiś czas o jakimś produkcie ze sklepu czy umówionym spotkaniu. Ja jakieś 10 lat temu zapomniałem o przestawieniu zegarka i z samego rana pojechałem o godzinę za wcześnie do pracy. Ale zapomnieć o własnym dziecku…

    • Marty

      Jak o tym świadomie myślisz, to owszem, jak można. Ale ja jedziesz na autopilocie, to mózg ma gdzieś czy to mleko, telefon, czy dziecko…

  • Pisałem o tym też u Michała Góreckiego. Roztargnienie może zdarzyć się każdemu. Coś zgubić, zostawić, zapomnieć. Drobiazg, samochód, nawet klucze od mieszkania.
    Ale dziecko to jednak inna kategoria i jeśli takie rzeczy się zdarzają, to może warto trochę zmienić swoje przyzwyczajenia, nie wiem, wozić dziecko na przednim fotelu na przykład. Wziąć w pracy urlop i trochę odpocząć.

    Nie potępiam faceta, bo i tak (jeśli jest normalny), to będzie miał schizę do końca życia, albo niebawem pożegna się z tym światem.

    Ale nie chciałbym, by inni zaczęli sobie relatywizować „no cóż, każdemu się może zdarzyć”, „a ty nigdy tak nie miałeś?”, „nie masz dzieci to nie zrozumiesz”.

  • Jacek

    Świetny tekst – podobne wytłumaczenie tej sytuacji chodziło mi po głowie od dawna. Czy rzeczywiście każdy z nas pamiętałbym o dziecku, które śpi, mając ekstremalnie stresujący dzień? Czy chociaż 20% z nas by pamiętało?

    Oceniać jest łatwo 😉

    • Jacek Wąsowicz

      A ja jestem przerażony. Przerażony, że dziecko, osobę osobiście spłodzoną, karmioną, pieszczoną, bawioną i wychowywaną od trzech lat można w ogóle porównać do samochodu.

  • Mnie też mogło to spotkać i to mnie przeraża.
    Kiedyś pracując jako kierownik dla dużej sieci sklepów, zamykałam jeden ze sklepów, rozliczyłam kasę, spuściłam do połowy kratę, odprawiłam sprzedawców do domu, spakowałam się i… przeszłam pod kratą, pozostawiając sklep otwarty na kolejne 4h zanim ochrona nie namierzyła o 1 w nocy jakiegoś pracownika, który mieszkał blisko, miał klucze i mógł przyjść, opuścić po mnie kratę…
    Pan jak najbardziej zasługuje na współczucie.

  • Titu

    Znam osobę, która często jeździła kilkadziesiąt kilometrów do Kielc autobusem PKS. Pewnego dnia pojechała jednak samochodem. Załatwiła w Kielcach co miała załatwić i wróciła PKSem – z przyzwyczajenia, bo tak zawsze wracała z Kielc. Gdy dotarła do swojego domu i nie znalazła pod nim swojego samochodu natychmiast zgłosiła sprawę na Policję. Policja na szczęście auto znalazła, w Kielcach 😉

  • Polecam „Siła nawyku” 🙂 Spodoba Ci się. Jest tam właśnie o tym, jak działając odruchowo wyłączamy myślenie (upraszczam, ale tak to wygląda)
    http://merlin.pl/Sila-nawyku-Dlaczego-robimy-to-co-robimy-i-jak-mozna-to-zmienic-w-zyciu-i-biznesie_Charles/browse/product/1,1219966.html

  • Adrian

    Emocje, złość, żal – rozumiem, sprawa kontrowersyjna. Ale ja patrzę na te sprawy bez emocji. Nie mam złudzeń, że atakując tego człowieka, który i tak już poniósł karę największą z możliwych coś zmienię. I nie chodzi mi tu o współczucie. Takie postępowanie jest nieracjonalne ponieważ po pierwsze nie rozwiązuje problemu tylko zamienia jedno cierpienie na inne, a po drugie zakłada, że człowiek ten zrobił to celowo, a po trzecie, że sami nie dopuszczamy się w życiu przewinień wobec naszych dzieci. Ale nieubłagane fakty są następujące: Ktoś odpowiada za tę tragedię. Problem nie w tym, że człowiek zapomniał o dziecku, ale że dziecko zostawił i zapomniał. To nie siła przyzwyczajeń zabiła jego córkę, ani upał. To ten człowiek ją zabił. Jego obowiązkiem było ją chronić. To było jego dziecko. I jest mi przykro z tego powodu, ale to on powinien odpowiedzieć za nieumyślne spowodowanie śmierci licząc jednak na współczucie sądu.

  • Bardzo mądry tekst.

  • Jacek Wąsowicz

    A ja jestem przerażony. Przerażony, że dziecko, osobę osobiście spłodzoną, karmioną, pieszczoną, bawioną i wychowywaną od trzech lat można w ogóle porównać do samochodu.

    • Marty

      Lepiej chyba sobie to uświadomić, niż myśleć, że jest się ponad problemem. Karmioną, pieszczoną, bawioną, wytęsknioną. Owszem. Można zapomnieć, ale jak wiesz, że możesz, to może sobie przypomnisz na czas…

  • Marek M.

    Dwa miesiące temu, gdy byłem w połowie drogi do pracy moja pięcio-letnia córka zapytał się z tylnego fotelika „gdzie jedziemy tatusiu?”. Zapomniałem odwieść ją do przedszkola i pojechałem prosto do pracy. Nie zdawałem sobie wówczas sprawy do jakiej tragedii mogło dojść gdyby okoliczności zdarzenia były inne.

  • Renata Rusnak

    Maciek, prawda. autopilot nie uwzględnia niedostrzegalnych zmian w rutynie. to że facet trafił do szpitala raczej nie wskazuje, że działał z premedytacją, albo coś zaniedbał. ciekawe, że nikt przez cały dzień nie zauważył dziecka w aucie?

  • Pingback: Obniżony próg wrażliwości - Halo Ziemia - blog umiarkowanie społeczny()

  • Gertruda

    hahaha, dobre 🙂 naprawdę dobre! Ja kiedyś zgubiłam samochód na krakowskim przedmieściu po Kościele ;P

  • Alicja

    ja gubię samochód za każdym razem jak jestem w Galerii Mokotów. Zawsze zapominam gdzie go zostawiłam.

  • Renata Pogoda

    Ja x lat temu postanowiłam „złamać schemat” i do szkoły udać się rowerem (zwykle chodziłam pieszo). Do dziś widzę zszokowane miny koleżanek, które odprowadziły mnie po lekcjach do domu, gdy oświadczyłam im, że zapomniałam zabrać roweru spod szkoły… Pozdrawiam wszystkich „schematycznych” i „przyzwyczajonych”

  • tomduval

    @Renata, miałem dość podobnie – wybrałem się wyjątkowo do pracy rowerem, bo pogoda była ładna, a po pracy biegałem po parkingu roztrzęsiony, szukając samochodu i wkurzony, że mi go ukradli:) No niestety, ludzie dzisiaj funkcjonują jak automaciki – złamiesz schemat i się gubisz. Daje to do myślenia…

  • dawid

    żaden problem zgubić samochód, ja to zrobiłem jadąc kiedyś na uczelnię bo sie spieszyłem postawiłem auto poszedłem na zajęcia. Potem grzecznie po wykładach siup do tramwaju. Na drugi dzień zdzwiko pod domem, że auta nie ma 😀

  • InShape

    To niekoniecznie musi być przyzwyczajenie. Czasami mając trudne problemy do rozwiązania można zapomnieć po co się poszło do toalety.

  • Przyzwyczajenia są naszym przyjacielem, ale również naszym przyjacielem. Dzięki przyzwyczajeniom możemy wiele zrobić automatycznie bez zastanawiania się jak tego się nauczyliśmy.