Jak wykorzystać „Kod da Vinci” w reklamie

No tak, narobiło się trochę szumu w związku z wczorajszą datą (06.06.06). Posłanka Sobecka zdefiniowała wygląd satanisty, obrońcy moralności i dobrego prowadzenia się, po zaprawie z oprotestowaniem „Kodu da Vinci”, szukają kolejnych wydarzeń, które mogliby wypromować ku uciesze dystrybutorów. Trochę mnie dziwi, że żadnego zainteresowania nie wzbudza wchodzący feralnego dnia na ekrany film „Omen”, który to traktuje przecież o antychryście i niecnych jego knowaniach. Ponieważ ostatnio trwa sezon na kiepskie remaki, to i „Omen” pewnie wybitnym filmem nie jest. Podejrzewam jednak, że nie jakość filmu jest powodem tej ciszy… ci, którzy dbają o nasz moralny kręgosłup, nie interesują się tak naprawdę filmem, kulturą czy sztuką. Ich opinie to tak naprawdę powielane poglądy innych ludzi, rzadko własne sądy – vide poseł Gosiewski, który mówił, że nie podoba mu się „Kod…”, mimo że go nie oglądał. Im więcej szumu i kontrowersji, tym dystrybutorzy mocniej zacierają ręce, w myśl zasady: nie ważne jak mówią, byle często i nie przekręcali nazwy. Na fali szumu wokół filmu Rona Howarda, linie kolejowe postanowiły zareklamować wyprawę śladami powieści oraz przy okazji siebie – ot, co znaczy „trzymać rękę na pulsie” – brawo!