Jak to jest z tym tam… internetem

W końcu znalazłem trochę czasu i przejrzałem materiały z zakończonego niedawno kongresu PR – sporą część, w tym nagranie z debaty „internet i PR” umieścił na blogu Dominik Kaznowski. Hmmm, ostry komentarz jednego z czytelników pojawił się pod tą relacją. Rzeczywiście z poziomem jest różnie, chociaż o brak wiedzy i świadomości internetu prowadzących bym nie podejrzewał. Czasem spotykamy się na różnego rodzaju konferencjach i wiem że jest odwrotnie. Czasem jak mantrę powtarzają jak internet jest ważny i udowadniają jakimi stereotypami posługujemy się cały czas, myśląc o internecie i ich użytkownikach. Już dawno korzystanie z internetu przestało być domeną tylko nastolatków – niestety ten mit cały czas się powtarza. O mitach związanych z blogami już nie wspomnę, nawet w prezentacji „Prawda o polskim internecie – czyli obalamy mity” znalazłem taki kwiatek:

Blogi są nieznacznie częściej odwiedzane przez kobiety. One także spędzają na lekturze internetowych pamiętników średnio więcej czasu niż mężczyźni.

Cala sprawa ze znajomością i świadomością mechanizmów internetowych przypomina mi trochę sytuację związaną z prasą branżową. Przekonywaliśmy się o tym niejednokrotnie w redakcji, kiedy pracowałem jeszcze w Briefie. Ludzie (specjaliści) znają tytuły, mają świadomość istnienia ich na rynku, niestety rzadko prasę czytają. Podobnie z internetem… jak można pracować czy wykorzystywać internet i blogi w pracy PR-owca, merketingowca jeśli pojęcie RSS jest nadal „magicznym wyrazem” (o podcastach, agregatorach treści nie wspomnę). To często widać również na prezentacjach, kiedy omawiany jest jakiś przykład, oklepany już wiele razy, opisany prawie wszędzie np. film „mentos + butelka coli” wywołuje na sali poruszenie (wiele osób widzi go pierwszy raz).

Podsumowanie jednej z pań (przepraszam, nie poznaję po głosie) pod koniec dyskusji, że jesteśmy w drzwiach internetu, czekamy na rewolucję w PR-rze, wszyscy musimy się do niej przygotować byłoby aktualne 3-4 lata temu, dzisiaj to już trzeba nadganiać braki, i to szybko. Krzepiąca jest dalsza część wypowiedzi, że my [PR-owcy] nie jesteśmy do niej [rewolucji] przygotowani, nie znamy tego internetu na tyle, żeby go wykorzystywać… równie ważną rzeczą jest kwestia krytyki, która w wielu przypadkach rozpoczyna się właśnie w internecie.
I to jest fakt, takie przykłady świadczące o sile internautów pojawiają się coraz częściej. Dobrym i świeżym przykładem jest „bunt” na digg.com – sprawę opisywali m.in. Antyweb, Paweł Tkaczyk czy b4it’s Log.

Dla pokrzepienia, że nie ma co załamywać się „tym całym interntem” przedstawiam wyniki badań Instytutu im. Karola Strasburgera. Tam jasno widać, że jeśli chodzi o skuteczną reklamę, to internet nie istnieje :-). Panowie prelegenci (Sebastian Łuczak, Tomasz Karwatka, Dominik Wartecki, Michał Wolniak), przed wami prawdziwa krucjata 🙂

… pana Karola w instytucie zawsze może zastąpić jego sobowtór z TVN-u 🙂