6

InternetBeta 2009 – czy warto?

3 dni intensywnych wykładów, 2 wieczory pełne wrażeń – tak w jednym zdaniu wyglądała rzeszowska konferencja InternetBeta 2009.

A w kilku zdaniach?

Najpierw organizacyjnie
Niespodzianek nie było, ale po prostu wiedziałem, że będzie świetnie, konferencje organizowane w Rzeszowie (mam na myśli Kongres PR) zawsze były na wysokim poziomie organizacyjnym i tutaj Mateusz Tułecki (bez żadnego słodzenia) oraz jego zespół stanął na wysokości zadania i wszystko było dopięte na ostatni guzik. Rispekt!

Dzięki uprzejmości organizatorów mogłem uczestniczyć w tej konferencji jako latający bloger-obserwator (czyli bez opłaty – do niej odniosę się na końcu wpisu). W konferencji uczestniczył również jeden z czytelników mojego bloga – wyłoniony w ramach konkursu na wejściówkę i pobyt w hotelu :-).

Przyglądając się wydarzeniom branżowym, konferencjom staram się spojrzeć oczami przedsiębiorcy czy właściciela małego e-biznesu, startupu, studenta szykującego się do założenia własnej firmy – bo z nim najczęściej rozmawiam, spotykam się, kibicuję. Oni też mają największy dylemat czy wydawać pieniądze na tego typu imprezy.

Oficjalny program, lista prelegentów to jedna sprawa; Istotne jest również to co dzieję się w kuluarach, podczas przerw oraz afterkach.

Merytoryczny i oficjalny program był bardzo bogaty i interesujący. Blisko 70 (!) prelegentów, wykładów, prezentacji. Niestety nie udało się dotrzeć na konferencję dwóm gościom specjalnym, ekipie Fantasy-Interactive (bardzo żałuję) oraz Januszowi Palikotowi (tutaj pewnie najbardziej żałuje Jarosław Sobolewski z IAB Polska, który część swojej prezentacji skierował właśnie do posła Palikota).

Jeśli chodzi o pozostałem prezentacje w tak dużej ilości były hity i kity :-). sporo interesujących tematów, szeroki zakres tematyczny – właściwie większość z nich leżała w moim kręgu zainteresowań. „Najgorszy” był drugi dzień konferencji, gdzie prelekcje odbywały się jednocześnie w trzech sesjach i trzeba było wybierać… nie zawsze trafnie :-).

Tutaj chyba ciężko znaleźć złoty środek i podzielenie trzech sesji w taki sposób aby każdy był zadowolony wymaga nie lada gimnastyki. Z mojego punktu widzenia rozważyłbym podział według stopnia zaawansowania tematu: blok dla początkujących (wprowadzenie do social media, finansowania projektów, marketingu szeptanego, wirusowego) w kolejnym bloku podobna tematyka, ale na wyższym poziomie zaawansowania. Trochę męczyłem się kolejny raz słuchając o dialogu firmy z konsumentem…

Bardzo mieszane były oceny (najwięcej kitów?) w wystąpieniach kadry naukowej, mam też spore zastrzeżenia do prezentacji przedstawicieli firm, którzy czasem w sposób męczący lansowali swoje usługi lub produkty. Z drugiej strony opinie i oceny były bardzo różne, „zjechana” na Blipie prezentacja Arkadiusza Osiaka z Money.pl potem z kuluarach okazała się być całkiem ok.

Zresztą relacja na żywo na Blipie była bohaterem drugiego planu całej konferencji. Tag #internetbeta osiągnął rekordową liczbę wpisów – ponad 2500 tysiąca. Wzbudził też sporo dyskusji i komentarzy. Co ciekawe, jednocześnie konferencja była komentowana na Śledziku :-). Porównanie komentarzy na Śledziku i na Blipie dokładnie pokazuje jak daleko od siebie są te dwa narzędzia. Język na Śledziku oficjalny, ugrzeczniony, porządna relacja niczym z Kroniki Filmowej. Relacja na Blipie to spontaniczny, krytyczny, czasem ostry komentarz bieżących wydarzeń. Można mieć sporo zarzutów do blipowiczów , że krytykują, stresują, obrażają prelegenta, nie słuchają wykładów tylko siedzą nosem na Blipie. Jednak tego rodzaju uzupełnienie wykładów z mojego punktu widzenia jest bardzo pożyteczne (sam na bieżąco komentowałem wydarzenia na blipie – zarówno dla tych, którzy byli obecni na sali jak i tych którzy nie mogli być obecni na konferencji). Dzięki uprzejmości Mateusza (miałem oficjalną zgodę) udało się zrobić streaming video kilku wykładów – oglądało je ok. 100-130 osób a przewinęło się przez transmisję ponad tysiąc widzów. Nie jest niczym złym, że podczas wykładów na konferencji branżowej są otwarte laptopy, trwa wymiana komentarzy, informacji, przesyłane są linki, zdjęcia. Faktem jest, że prelegent, który jest nieświadomy, że w czasie jego wykładu blip pracuje na pełnych obrotach, może być przerażony komentarzami czy krytycznymi uwagami. Czasem „napierdalacze blipa” dają mocno popalić albo dziwnymi flashmobami przeszkadzają pozostałym słuchaczom… z drugiej strony takie zjawisko nie występuje na ciekawych prezentacjach. Ci prelegenci którzy korzystają z Blipa mają również możliwość odnieść się do bieżących komentarzy czy uwag widzów – to jest chyba lepszy feedback niż podnoszenie rączek na sali. Jacek Gadzinowski w ostatniej chwili zmieniał swoje prezentacje, również Paweł Tkaczyk nawiązał do komentarzy – za stwierdzenie „będą duże literki” dostał od razu oklaski na wstępie 🙂

Mimo, że Blip może stresować prelegenta, odwracać uwagę o rozpraszać słuchaczy, to jednak uważam, że (zwłaszcza na branżowych konferencjach) jest dodatkowym, pomocnym narzędziem (pod warunkiem, że prelegent jest również zorientowany w temacie). Blip doskonale sprawdził się podczas „Takiej konferencji że muwie WOMM” czy Flaker podczas konferencji Ecommerce Standard 2009.

A to prezentacja Pawła Tkaczyka (polecam )– „Ja znam Pawła, ale czy Paweł zna mnie? O reputacji w sieci”Ok, merytoryka, merytoryką ale rozmowy kuluarowe, przerwy kawowe czy w końcu wieczorne imprezy były również istotnym elementem podczas InternetBeta 2009. I wcale nie chodzi mi o rozrywkowy charakter, ilość wypitego alkoholu czy występy artystyczne na scenie – chociaż taniec ognia był świetny, WIDYMO również jak i Łukasz Błąd. Nie spodziewałem się również, że podczas imprezy wyjazdowej usłyszę weselny szlagier „Moja żono” 🙂

W takiej atmosferze zawsze przyjemnie jest się spotkać, w mniej oficjalnym tonie porozmawiać o interesach, posłuchać o planach konkurencji, pogadać o współpracy. Nie wiem ile takich rozmów się odbyło, mi w każdym razie udało się w końcu pogadać z tymi, z którymi nie mogę się spotkać nawet w Warszawie :-), pozałatwiać kilka spraw, ściągnąć trochę wieści z rynku. Tego typu kontakty i nieoficjalne rozmowy ciężko jest wycenić, ich efekty każdy oceni indywidualnie – a rzeszowskie klimaty i kultowa Kielnarowa na pewno temu sprzyjają. Pprzyjazd na jeden dzień wykładów i szybki powrót do firmy – to według mnie tylko w połowie wykorzystane pieniądze. Zresztą o lansie na konferencjach, kuluarowych kontaktach i opłacalności takich wydatków bardzo fajnie opowiadał Viren podczas rozmowy z Pawłem Iwaniukiem – polecam obejrzeć i posłuchać:

Podsumowując: Pierwsza edycję rzeszowskiej konferencji InternetBeta uważam za bardzo udaną i zdecydowanie jedno z ciekawszych wydarzeń branżowych w roku. Możliwość oderwania się od bieżących spraw i spędzenie 3 dni w Rzeszowie to był dla mnie bardzo pożyteczny czas, mam nadzieję, że InternetBeta wpisze się na stałe do kalendarza branżowych wydarzeń i za rok będziemy mogli się spotkać w jeszcze większym gronie. Młodym przedsiębiorcom, startupom, właścicielom e-biznesów, studentom – polecam już teraz zaplanować obecność na konferencji (łatwiej będzie przełknąć opłaty) albo zaglądać na mojego bloga :-). Mam nadzieję, że przyszłoroczny program InternetBeta 2010 również będzie uwzględniał potrzeby startujących biznesów.