Gdzie jeszcze wcisnąć reklamę…

oraz ile i jak można wycisnąć z blogerów, czyli trochę o wczorajszych warsztatach Blogi w Public Relations (tutaj krótkie video), w których miałem okazję uczestniczyć wraz z dość licznym gronem zainteresowanych osób. Fakt – po przerwie trochę się towarzystwo przerzedziło, ale zrozumiałe, że dla ludzi pracy wygospodarowanie 6 godzin bez odbierania komórki w środku tygodnia może być problemem.

Najpierw trochę ogólnie, o samej idei tego typu spotkań. Jako paroletni współpracownik Magazynu Brief miałem przywilej przysłuchiwania się wielu dyskusjom branżowym, gdzie ścierały się często bardzo odmienne poglądy ekspertów w wielu dziedzinach. Taka wiedza pochodząca od praktyków to bezcenna rzecz i zawsze poważnie podchodzę to tego typu spotkań, które od czasu do czasu mi się przytrafiają. W momencie kiedy wydarzenie nie kończy się tylko na odczytaniu kolejnych slajdów z Powerpointa, a jest również początkiem do dalszej dyskusji i mikrofon wędruje po sali – tym bardziej jest godne uwagi.

Jeszcze jedna ważna sprawa – cena biletu wstępu – 0zł – to moje ulubione ceny :-), ale na poważnie, zdarzyło mi się być na warsztatach i zamkniętych spotkaniach, organizowanych przez szacowne instytucje, gdzie uczestnictwo zaczynało się od 1500 zł w górę (cena czasem niezrozumiale wysoka, mimo iż rozumiem koszty organizacji, zapłaty prelegentom itp.) i poziom przedstawianych informacji bywał często mocno nieadekwatny do ceny, a prelegenci chyba czasem ćwiczyli swoje umiejętności przekazywania wiedzy niż rzeczywiście ją przekazywali.

Tematów, które były poruszane na spotkaniu było sporo, oczywiście nie starczyło czasu na szerszą dyskusje, wiele ciekawych wątków tylko zaakcentowaliśmy – mam nadzieję, że organizatorzy przygotują jakieś szerokie podsumowanie całości, udostępnią swoje prezentacje itp… Chętnie bym sobie przeanalizował case prezentowany przez Michała Wolniaka (Heureka) o siłownikach do bram 🙂 oraz ostatnią prezentacje, na którą trochę nie starczyło już czasu o linkach i narzędziach przydatnych przy eksploracji blogosfery (Sebastian Kwiecień – Janmedia Interactive).

Interesującą rzeczą był fakt, że w pierwszej części dyskutowaliśmy sobie o blogach, jak to fajnie sobie blogować, być blogerem, do czego można bloga wykorzystać, w czym blog pomaga i przeszkadza. Miałem przyjemność być jednym z zaproszonych gości do panelu dyskusyjnego – razem było nas pięciu. Mimo, że każdy z nas prowadzi blog, to motywacje, spojrzenia i obserwacje mieliśmy czasem bardzo różne, może nie sprzeczne, ale różne – potwierdzające fakt, że blog to osobiste narzędzie. Zresztą prywatnie nie znałem zaproszonych do dyskusji, nasze blogi wzajemnie się do siebie nie linkują, piszemy o bardzo odmiennych tematach.

Oczywiście istnieje wspólny mianownik typu szacunek dla czytelnika, pisane o tym co czujemy i przestrzeganie pewnych blogowych zasad czy nawyków – to jasne. Blog to jednak osobista rzecz (co jest czasem bardzo wygodne, czasem przeszkadza), każdy jest inny – więc trzeba ostrożnie i wyczuciem podchodzić do blogów z takimi hasłami jak – promocja przez blogi, marketing, reklama, płacenie blogowiczom itp.

Właśnie w drugiej części poczułem się trochę jakbym dostał obuchem w głowę. Trochę prowokacyjnie jak podejrzewam podane zostały przykłady blogów zaprzęgniętych do promocji usług czy produktów. Tutaj linkujesz, tam zatrudniasz blogera, tutaj wpis najlepiej co drugi dzień, promujesz, dyskutujesz, potem na 45 minut do piekarnika i ciasto gotowe, pieczemy następne.

Jest oczywiście trochę inaczej, o czym również przekonywali organizatorzy, tym bardziej cieszę się, że taki warsztat się odbył – na sali było spor osób zajmujących się PR-em w swoich firmach, czy promocją produktów, dla których pojęcia blogosfery, rss-ów, wpisów i blogrollów to nowe rzeczy – pokazanie im, że promocja przez blogi to nie 10 punktów na przepis kuchenny to bardzo duży plus całego warsztatu. Przecież blogi (czy kiedyś grupy dyskusyjne, irce, fora, czaty i inne formy komunikacji) nie zostały nagle przez kogoś założone ot tak, tylko powstały, ewoluowały dzięki swoim użytkownikom i to właśnie oni stanowią ich największą wartość.

Trochę śmieszne z punktu widzenia użytkownika (z punktu widzenia firmy jest oczywiście inaczej) działania jakie odbywały się np. przy promocji Fanty Bamboocha. Na popularnych czatach został zainstalowany bot, który w momencie kiedy w dyskusji pojawiało się słowo „fajny” „fajnie” podając się na Jimmiego generował komunikat „Hej! Teraz nie mówi się fajnie tylko bamboocha!”. Pomysłowe, prawda? I jak podaje firma, również skuteczne, ale chyba trochę śmieszne.

Nie chciałbym się zastanawiać czy na swoim blogu podawać jakiegoś linka i żeby ktoś czasem nie pomyślał, że robie to szczerze czy „coś tam z tego mam”. A czasem mam takie dylematy, zwłaszcza, że piszę o reklamie, firmach więc podawanie nazw firm jest nieuniknione. Np. jak przeanalizowałem wpisy to często pojawia się u mnie marka TVN oraz Heineken :-), nie dostałem nigdy od tych firm żadnych gratyfikacji z tej okazji (i tego oczywiście nie oczekuję), nawet często się zdarza, że kiedy przygotowuję jakiś wpis, firmy olewają pytania jakiegoś tam blogowicza (to akurat mnie trochę dziwi).

Marketing stosunkowo niedawno zauważył potencjał jaki tkwi w blogach, i trzeba z promocją w blogosferze obchodzić się delikatnie i z wyczuciem. Nie mam złudzeń, że reklama chce się wcisnąć wszędzie, pojawiać się jak najwięcej – jest ok, pod warunkiem, że sami wybieramy czy podejmujemy grę z reklamodawcą i reklamodawca gra fair. To temat rzeka, i w tym wpisie nawet nie dotknę wielu istotnych tematów, na jeden chciałem jednak zwrócić uwagę. Podoba mi się trend, który ostatnio wprowadzają firmy, przez przekazywanie odbiorcom pożytecznych dla nich treści, istotnych informacji, których szukamy – często wręcz podejmując działania edukacyjne, oddają wiedzę za darmo, a produkt którego dotyczy sprawa jest gdzieś w tle i nie wyskakuje – jak mój ulubiony ostatnio – WuWuWu Merlin Pe-El!!!

Wchodzenie w marketingowych butach w blogosferę to jak wspomniałem – delikatna sprawa, łatwo się tutaj ośmieszyć, zrobić nieudolną promocję, wszelkie krętactwa wyjdą na jaw (czasem od razu czasem trochę później – ale czytelnicy blogów to inteligentne bestie) – warto taką promocję przeprowadzać z fachowcami niż eksperymentować na żywym organizmie i reputacji swojej firmy.

Na pewno więcej o warsztatach, wnioskach oraz wszystkie potrzebne linki znajdziecie na blogu (nomen omen :-)) fundacji internetPR.pl.
Polecam zaglądać, organizatorzy zapowiedzieli dalsze akcje i spotkania – mam nadzieję, że na jeszcze wyższym poziomie. Mam nadzieję, że pokuszą się również o jakąś rejestrację video, oraz następne dyskusje oprócz tego, że pójdą w eter to pojawią się również w prasie branżowej dla tych, którzy na warsztaty mają trochę mniej czasu a marketingiem i blogami chcą się zajmować.