18

Bloger to biznesowy idiota, udowadnia to na każdym kroku

facepalm

We wszelkich krytycznych dyskusjach na temat jakości blogosfery, jej samouwielbienia do siebie, czy też podważania jej wpływu na większą skalę niż 50 znajomych na fejsie pojawia się często wątek dojrzałości biznesowej. A raczej przygotowania tych blogerów, którzy faktycznie ze swojej działalności blogowej chcą osiągać jakieś wymierne korzyści, do współpracy z dużymi markami. Krytycy narzekają często na „wciąż te same mordy” w kampaniach reklamowych, marketerzy płaczą, że nie bardzo jest w czym wybierać, ktoś inny wciska nam przekonanie, że tylko 10-20 blogerów to sensowne osoby, z którymi da się zrealizować sensowny projekt. Słyszę też żale, że blogosfera szafiarska to niedojrzała gówniarzeria robiąca dziubki na instagramie, a blogosfera kulinarna jest tak tania, że zawsze znajdzie się jakaś frajerka, który za paczkę groszku zrobi wszystko czego chce reklamodawca.

Jest w wielu tych argumentach sporo prawdy, ale kiedy zejdzie się z poziomu czubka nosa „facebookowych pseudoznawców blogosfery wydalających swoje wnioski na podstawie obserwacji pięciu blogerów” i posłucha się tego co dzieje się w bardziej hermetycznych społecznościach czy też niszowych blogach, to to, co rzuca się przede wszystkim to brak miejsc gdzie taką wiedzę można faktycznie zdobyć. Świetne rzeczy dzieją się na Blog Forum Gdańsk, podczas inicjatyw Orange Blog Talks czy też nieskromnie na mediafunLAB-ach czy OchMyBlogach.

Przyjmijmy proszę, że na potrzeby tego wpisu, będę skupiał się na tych blogach, które widzą albo szukają okazji do współpracy reklamowej w ramach swojego internetowego ekosystemu. Jeśli więc bloger nie ma w tym zakresie biznesowego doświadczenia to oczywiste jest, że takiej wiedzy się szuka, zdobywa się ją samemu, obserwuje się co robią bardziej doświadczeni, dyskutuje się o tym na konferencjach branżowych, metodą prób i błędów przeciera się własne szlaki. Często też, blogerzy konsultują się między sobą różne propozycje współpracy, i nie mam na myśli jakichś zmów cenowych (chociaż i takie się zdarzają), ale normalny przepływ informacji w niewielkiej branży, której podstawą funkcjonowania jest siła komunikacji.

Powstają też grupy dyskusyjne, które w założeniu miały wspierać blogerów czy służyć właśnie wymianie informacji, ale obserwując ostatnio to co na nich się dzieje dochodzę do wniosku, że idea wspierania mocno się wypaczyła. A większość krytycznych argumentów dotyczących niedojrzałości blogosfery właśnie w dyskusjach na tych grupach niestety znajduje swoje potwierdzenie.

Dobra! Proste pytanie do mniej doświadczonych blogerów. Czy kiedykolwiek i gdziekolwiek widzieliście aby „duży” bloger pytał się swoim dalszych i bliższych facebookowych znajomych, że właśnie otrzymał ofertę od firmy X, ale nie wie co z nią zrobić i „ile za nią wziąć”? Widzieliście? Pewnie nie. Ale czy to oznacza, że „duży” bloger nie konsultuje takich propozycji? Zdarza się, że tak, ale dzieje się to w jego własnym, biznesowym środowisku, czyli najczęściej z zaufanymi blogerami czy osobami z którymi już współpracuje. Jeśli nie jesteśmy pewni, robimy research, ale research dyskretny, bez trąbienia o tym całemu światu – normalna biznesowa praktyka. Dlaczego więc #dkjn (do kurwy jebanej nędzy) młody-aspirujący-blogerze-który-chcesz-zarabiać-miliony-i-czekasz-na-cudowną-współpracę-i-poważne-traktowanie każdego mejlika, którego dostaniesz od firmy wrzucasz od razu na grupę z innymi blogerami, na której jest blisko 600 osób (blogerów, vlogerów, ludzi z agencji, zwykłych obserwatorów) i poddajesz ją publicznej ocenie? Zazwyczaj w ten sposób zbiera się jakiś feedback, ale to czego blogere nie rozumie, to fakt, że w ten sposób udowadnia całej społeczności, że jest niedojrzałym biznesowym gówniarzem, z którym nie warto współpracować. A potem ten sam bloger wypłakuje się na innych forach, że blogosfera jest taka sprzedajna i że zawsze znajdzie się jakiś frajer, który za 100 zł i kremik weźmie jakąś współpracę. I chcę żebyśmy się dobrze zrozumieli, nie mam na myśli opisywania fatalnych przypadków współpracy, piętnowania żenujących ofert czy krytycznej analizy czyichś działań – po to mamy blogi, żeby na nich dyskutować. Mam na myśli konkretne przypadki, w których bloger pisze „hej, właśnie dostałam ofertę od firmy X, kto jeszcze dostał? warto, bo nie wiem co dalej zrobić?”

Aż dziw bierze, że po tylu latach dyskusji, przypadków dobrej i złej współpracy, konferencjach i artykułach o blogosferze, są jeszcze tacy blogerzy, którzy bardzo mocno chcą wszystkim pokazać jak bardzo im jeszcze brakuje. A jeśli ktoś myśli, że 600 osobowa grupa bliżej niezidentyfikowanych osób to wciąż biznesowe konsultacje i prywatne dyskusje to jest… w dużym błędzie. Zresztą sami oceńcie, to tylko kilka wybranych wpisów z ostatnich tygodni z jednej z takich grup.

  • Mateusz

    Cóż, takie przypadki się zdarzają i będą się zdarzać, bloguje masa osób, część traktuje to profesjonalnie a część nie i powstają takie kwiatki, ale zazwyczaj będzie to dla takich osób, które publicznie piorą brudy (korespondencja z firmami) albo zadają takie pytania pewnie ostatnia możliwość współpracy :).

    PS: Możesz podać mi namiary na grupę blogową na FB?

    • amg

      Mateusz – grupa, o której pisze Maciej, nazywa się „co mają blogerzy”. Założyłam ją, żeby było miejsce dla dyskusji o absurdalnych ofertach dla blogerów. Wyszło jak wyszło, bo z zasady nie moderuję dyskusji. Czasem poza próbami ustalenia „ile za to wziąć” są też dyskusje o czym innym.

  • Na fan page Junior Brand Manager kiedyś pojawił się fajny tekst: „zapytajmy fejsbukowiczów”. Z blogerami jest podobnie, choć tu sprawa wygląda raczej tak: „zapytajmy cały świat co myśli o ofercie, którą otrzymałam/em”. Oferty w zdecydowanej większości przypadków są objęte tajemnicą handlową więc z punktu widzenia marketera takie zagrania mogą być niebezpieczne dla jego biznesu. Współpraca jest więc już utrudniona na starcie.

    Marketerzy wymagają od blogerów przede wszystkim zdrowego rozsądku. Wiadomo, że często pytamy innych o zdanie, lecz tak jak piszesz Maćku, można to zrobić w bardziej cywilizowany sposób niż ładując pytanie do jak największej grupy osób.

    Pisałem ostatnio u siebie jak wygląda współpraca z blogerami, z perspektywy marketera. Zainteresowanych zapraszam. Linku specjalnie nie podaję, bo kogo ten temat interesuje to sam na niego trafi. 😉

  • Myślę że problem polega na tym, że blogerzy w dużej mierze są indywidualistami (w skrajnym tego słowa znaczeniu). Jeśli nie trzymają się razem, nie spotykają się, a w grupie uczestniczą tylko po to, by się pochwalić kontraktem to wtedy wychodzą takie kwiatki.

    Na szczęście nie wszyscy. Na blogu usiłuję poprzez cykl artykułów tworzyć społeczność blogerów, którzy trzymają się razem i wspierają nawzajem w działaniach. Dzięki nim widzę, że blogosfera jest pełna niespodzianek.

    Maćku, czy jest taka szansa żeby część materiałów z OchMyBlog pojawiła się gdzieś w sieci? Nie wiem jak jest, ale przypuszczam, że zgłoszeń na spotkanie jest więcej aniżeli „krzesełek”.

  • Cóż, branża rodzi się w bólach.. choć jak niektóre z tych tekstów się czyta to takie mocne uczucie żenua.. ale będzie lepiej, jeszcze kilka lat i ludzie okrzepną, tak myślę…

  • Kocur

    … „a blogosfera kulinarna jest tak tania, że zawsze znajdzie się jakaś frajerka, który za paczkę groszku zrobi wszystko czego chce reklamodawca…”
    Krótko i bezpośrednio na temat. 😉
    Dział kulinarny niestety ceni się bardzo nisko, ale wykorzystywani są na własne życzenie.

  • mz

    mam wrazenie ze jedyna rzecza jaka czytam o blogach w ciagu ostatniego roku (czy moze dwoch) sa pieniadze. Nie jestem ani blogerem ani marketerem (wiec zakladam zdrowa bezstronnosc) i nie potrafie powaznie traktowac kogos/czegos co potrafi mowic o sobie wylacznie za pomoca streszczen faktur (chyba ze targetem sa teraz ksiegowe lub US. wtedy przepraszam ; – )

    • No właśnie. Blogery zachłyśnięte zarobkami Kominka chcą mieć tak samo, a zapominają o najważniejszym: tworzeniu dobrego contentu. W rezultacie większość blogów to tablice reklamowe robione przez amatorów dla amatorów.
      http://bit.ly/18wQ1t8

      • Kormo, masz rację. Blog będzie wtedy atrakcyjny dla reklamodawcy, jeśli pozwoli mu tam na faktyczne dotarcie do grupy docelowej. To zaś wyklucza prowadzenie 3 kampanii reklamowych na blogu tygodniowo. Na blogach najważniejsze są treści i społeczność. Reklama zaś powinna być na szarym końcu. Jest natomiast na odwrót.

  • Michałek

    Mogę wam powiedzieć siedząc po drugiej stronie, że w moim środowisku to osoby zapraszające do współprac są uważane za niedojrzałych naciągaczy, które próbują tylko wysępić coś jak najtaniej.

    Litości, jeżeli ktoś piszący wiadomość do mnie nie umie podać nawet widełek cenowych „bo może koleś będzie chciał tylko 10 groszy za 1000 wyświetleń” no to mamy coś nie tak z drugiej strony.

    Odsyłam wiadomość w stylu „Prosiłbym o konkretną ofertę cenową”, a otrzymuje „Nie wiemy jaki będzie budżet” lub co najbardziej mnie bawi „W zależności od tego ile Pan chce”.

    Wcale nie spodziewam się byle czego i nikomu nie dogryzam, to są po prostu moje odczucia, sam nie wiem ile to powinno kosztować, a takie grupy są potrzebne, żeby się bronić przed tym. Racja, że można to napisać tylko do dwóch znajomych, ale co komu przeszkadza jak ktoś napisze to do 500 osób?

    • Ewa

      A czy jakakolwiek profesjonalna osoba, która oferuje usługi/produkty pyta się klienta – Ile chce Pan za to zapłacić? Każdy zna wartość tego, co sprzedaje/oferuje – „topowi”, doświadczeni blogerzy takie stawki mają i współpraca zupełnie inaczej się z nimi układa. Nie sami powinni pytają o rzeczy, które sami powinni wiedzieć, nie sępią – bo a nuż trafiliśmy na bogatych frajerów.

  • Nie mam wątpliwości, że opisywane zjawisko jest w dużej mierze spowodowane boom’em jaki aktualnie panuje na blogi, i tak jak 20 lat temu każdy chciał mieć stragan z bananami na bazarze, tak teraz łatwy zarobek to prowadzenie bloga 😉 Pewnie za rok, dwa, trzy, … ci którzy mają łeb na karku zostaną na scenie, a reszta się wykruszy. Na Śląsku od czasu do czasu robimy konkurencję dla OhMyBlog pod szyldem bloSilesia.org i ostatnie nasze spotkanie przed wakacjami było poświęcone właśnie w dużej mierze zarabianiu na blogach i wszystkim co się z tym tematem wiąże w ujęciu biznesowym. Zdecydowanie spotkanie w knajpie, w gronie 12 osób, bez kamery i live stream’u pozwoliło dyskusję na odpowiedni poziom przenieść.

    Co się okazało: Ludzie którzy już faktycznie na blogach zarabiają lub odnoszą dzięki nim konkretne korzyści biznesowe, są praktycznie nieobecni na wspomnianych przez Ciebie Maćku grupach facebook’owych – a jeżeli już to nie dyskutują publicznie o pieniądzach. Mają jednak cały czas wiele problemów i pytań bez odpowiedzi, choćby w kwestii oceny możliwości zarobkowania na blogu. W Katowicach np. doszliśmy do wniosku, że główny problem to wycena tego co się kocha robić i że wszyscy „sprzedajemy” się zbyt tanio 🙂 Kiedy kilka osób podało stawki jakie zarabia np. za wpisy sponsorowane, reakcja reszty była mniej więcej taka: „WTF?! Tak mało?! C’mon!?!”. A co najbardziej zajebiste, to w krótkim czasie po naszej burzy mózgów kilku osobom udało się wynegocjować kontrakty na zupełnie nowym poziomie – wystarczyło tylko więcej odwagi i pewności siebie.

    Mnie osobiście największego kopa dało Blog Forum Gdańsk i nawiązane tam znajomości. Dzięki temu np. pierwsze poważniejsze zlecenie blogowe mogłem wycenić realnie dzięki konsultacji z jedną z czołowych i bardziej doświadczonych blogerek, która dosłownie w trzech zdaniach rozwiała moje wszystkie wątpliwości w trakcie prywatnej rozmowy.

  • Zrobię test partii politycznej lub programu wyborczego … tanio.

    😉

  • Rafał

    Dobry bloger z pewnością nie będzie naciągał na swoje usługi, jeśli blog jest popularny, ma odpowiednią ilość odwiedzin a nawet jest w jakimś sensie wpływowy, naciąganie nie będzie miało miejsca..

  • Pingback: Książka Kominka a zakrzywianie rzeczywistości – „BLOG. Pisz, kreuj, zarabiaj.” | Blog.Mediafun.pl()

  • Ja też dostałam kiedys propozycje biznesową,i powiem szczerze cieszę się że ta niedojrzała brać sobie pisze o tych propozycjach bo sobie przynajmniej poczytałam 😉 Oni są naprawdę przydatni,bo zamiast sie ujawinaic z głupim pytaniem wrzuciłam pytanie w Google i dowiedziałam sie kilku ciekawych rzeczy co ostudziło moje emocje.
    Niestey firma która się do mnie zgłosiła chciała na blogerach tylko żerować a to się zdeydyowanie nie podoba. Mam swój honor.Już czytajac ich umowę wstępną i oglądając ich prezentację moża się było wkurzyć bo ewidentnie chcieli człowiek naciągnać.
    Oni nie dają nic a Ty im wszystko łacznie z własną duszą.