25

Bądź ekspertem nie expertem

Ostatnia sytuacja z blogiem „Trendy oczami “experta”, która przewinęła się przez blog Krzysztofa Urbanowicza, może służyć jako dobra nauka z gatunku „jak nie robić bloga”. Nie chciałem za jego pomocą rozkręcać jakiejś osobistej wojny czy nagonki, zwłaszcza że autorki rzeczonego bloga nie znam osobiście, ale widzę, że nauka poszła w las, kradzież i kopiowanie cudzych tekstów idzie w najlepsze. Człowiek popełnia błędy, każdy człowiek, ja też, ale również się na nich uczy.

Przyznam, że po tym, co przeczytałem na blogu Urbanowicza, w komentarzach autorki, wpisie „wyjaśniającym” sytuację (szumnie zatytułowanym „o prawie autorskim”), to najnowszy wpis na trendach wprawił mnie w osłupienie!

Na początek screen. Co ma pomyśleć czytelnik, który wchodzi na bloga i widzi taki wpis?:
(kliknij aby powiększyć obrazek)
Trendy

Ot, przygoda, która spotkała autora bloga i autor postanowił uzewnętrznić swoje oburzenie i pokazać niekompetencje pracowników salonu PLAY na SWOIM blogu.

Ale kto jest autorem tego wpisu? Czy autorka bloga Trendy oczami “experta”? Z kontekstu wynika, że tak. Sytuację wyjaśnia mały link na dole wpisu, prowadzący do bloga Blogplay.eu.

Ujawnia kilka faktów – nie dość, że wpis bezczelnie zerżnięty, nie został oznaczony jako cytat, to jeszcze pokazujący, że autorka tak się zapędziła w copy-paste, że ucięła pierwszą linijkę tekstu z oryginału.

Ehh, pani Moniko, kiedyś gdy wszedłem na Pani bloga, myślałem że „expert” w tytule specjalnie jest napisany z błędem – takie zmrużenie oka, jak przy Bosmanie bezalkoholowym. Ale widzę, że się myliłem i nie dość, że do eksperta daleko, to jeszcze nie potrafi Pani wyciągnąć wniosków z komentarzy innych blogerów.

To co Pani robi, to zwykła kradzież tekstów z innych blogów czy serwisów. Zaznaczenie tego w taki sposób, w jaki Pani to robi (link na dole i kategoria „przedruk” dla wpisu,) niestety nie wystarcza. Żadne cytaty, powoływania się na wikipedię czy prawo autorskie też niestety nie pomogą – jest coś takiego jak niepisany kodeks etycznego prowadzenia blogów – tego Pani nie zna i jako osoba aspirująca do miana eksperta powinna się Pani nauczyć w pierwszej kolejności. Jest sporo blogów, które piszą o prowadzeniu blogów, pierwszy z brzegu – polskiblogger.pl.

Jakiś czas temu skopiowała Pani wpis z mojego bloga dotyczący dyktafonów, odpowiednio grzecznie go skomentowałem (komentarz pozostał bez echa), dopiero wczoraj po wpisach na MediaCafe poprawiła Pani cytowanie na poprawne z dopiskiem (Panie Maćku – wystarczyło poprosić o zmianę opisu tego wpisu). To chyba jakiś żart jest, prawda? Przecież komentarz był od miesiąca i pojawił się dwa dni po tym „cytowanym” wpisie? Poza tym, czy każdy autor bloga i serwisu, z którego bierze Pani teksty ma prosić o zmianę tekstu? Czy nie łatwiej nauczyć się poprawnie cytować? Po za tym, rozumiem że cytuje się czyjeś teksty w jakimś celu, w celu ilustracji własnego wpisu, poparcia swoich tez itp. Wiem, że autor bloga blogplay.eu zwracał już Pani uwagę, żeby poprawnie cytować jego wpisy.

Same cytaty, a konkretnie przedruki, znajdują się w Tygodniku Angora, ale nawet tam są odpowiednio obrandowane logiem źródła i Angora płaci autorom za przedruki (czasem nawet lepiej niż macierzysta redakcja :-)).

Na marginesie, zdjęcie (baner) ilustrujące wpis na Pani blogu, dotyczący dyktafonu Ziobry, jest również pobierane z mojego serwera – tak też się nie robi… są proste sposoby, aby autorom takich praktyk narobić niepotrzebnego wstydu.

Tutaj zmieniony na już poprawny cytat, zrzut z bloga.
(kliknij aby powiększyć obrazek)
Trendy

Efekt działalności bloga takiego jak Pani, jest jeden. Coraz częściej jako mediafun prowadzę dyskusje/szkolenia o blogach, o tym jak zakładać blogi, prowadzić bloga firmowego itp. Blog Trendy oczami “experta” pokazuję jako modelowy przykład tego, jak ABSOLUTNIE nie powinno się prowadzić bloga i z dyskusji np. na ostatnim Yulbizie, wiem, że nie jestem w tym przekonaniu osamotniony. Myślę, że nie o takie budowanie wizerunku Pani chodzi.

Jedyna dobra strona, jaką widzę w takim blogowaniu, to nabijanie wejść na strony szoker.pl (taki serwis reklamuje Pani na swoim blogu) + inne mniejsze banery i linki do swoich profili na serwisach społecznościowych. Jednak czy za pomocą takich praktyk można skutecznie budować wizerunek marki… czy jest dużo firm, które w ten sposób chcą reklamować swoje produkty? Czy z usług takiego „experta” skorzysta poważna firma?

Ale odbiegając od osobistych wycieczek… po co prowadzić taki blog? Jaki jest sens prowadzenie bloga ściągającego teksty z innych blogów, w imię nibypromocji ciekawych treści z internetu (z blogfrog.pl czy wykop.pl nie ma to oczywiście nic wspólnego). Czy wizerunek „experta” można w ten sposób skutecznie zbudować? Na pewno nie, z pewnością można potem sobie takiego bloga wycenić w www.business-opportunities.biz, okleić reklamami, linkami do profili i dopisywać do cv. Tylko kto się na to nabierze? A może to ja się jakoś niepotrzebnie wkurzam? Coraz częściej my blogerzy, prowadzący blogi z dłuższym stażem, zauważamy, że treści naszych wpisów są podbierane przez różne automaty, służące niby pozycjonowaniu stron jakichś dziwnych firemek, czy agregowania treści. Trend się nasila, o ile trudniej walczyć z automatami, to naganne praktyki, które promuje Pani na blogu trzeba po prostu piętnować.

Jestem ciekaw Waszego zdania w tej kwestii, komentarze u Urbanowicza raczej złudzeń nie pozostawiają.

Jacek (komentarz z MediaCafe):

Ja potraktowałbym to jako plagiat. Mówiąc wprost kradzież. Dlaczego?

Gdy tworzę treść na bloga, jest ona później po słowach kluczowych odnajdywana przez wyszukiwarki. Im więcej treści stworze tym większa szansa zauważenia przez wyszukiwarki, i tym większa oglądalność.

Ktoś tworzy swojego bloga z treści innych blogów. Treść na jego blogu jest również uwzględniana przez wyszukiwarki. Jego blog jest bardziej popularny od mojego ponieważ autor korzysta z już gotowych treści i nie „traci” czasu na stworzenie nowych treści, a kopiując ma owej treści po prostu więcej, a tym samym wyszukiwarka generuje większy ruch na jego stronę.

Na szczęście internauci szybko orientują się skąd pochodzi treść i zaczynają tam zaglądać. Choć taki przegląd blogowej twórczości mógłby się przydać im, to ( wg. mnie )nie w takiej formie.

Jeśli nie ma się nic do powiedzenia, przekazania nie zakłada się bloga. Jeśli chcemy coś polecić, dajemy linka i krótki opis dlaczego polecamy dany wpis.

To chyba logiczne i etyczne.

O wypowiedź w tej sprawie poprosiłem również Pawła Lipca – polskiblogger.pl:

Ja jako początkujący bloger, nie znający jeszcze dobrze standardów sieciowych, sam popełniłem podobny błąd, ale dla mnie była to gorzka, lecz skuteczna lekcja.

Swego czasu postanowiłem napisać o pliku robots.txt. Jako, że moja wiedza jako początkującego w tematyce blogów opierała się w dużej mierze na treściach wyszukanych w sieci (o czym informowała nawet swego czasu strona „about”), podobnie postąpiłem w tym przypadku: przeszukałem sieć, znalazłem jakieś 3 czy 4 artykuły, które traktowały na interesujący mnie temat (plik robots.txt) dość obszernie. Kiedy przyjrzałem im się dokładnie okazało się, że tak na dobrą sprawę jeden z nich w zupełności wyczerpuje temat.

Udało mi się uzyskać zgodę autorki tekstu na tłumaczenie i publikację na zasadach „bierzcie i jedzcie z tego wszyscy”, za to do dziś (!) nie dostałem odpowiedzi od właścicieli serwisu na którym był zamieszczony wpis. Błąd mój zaś polegał na tym, że po przetłumaczeniu i lekkim liftingu nie podlinkowałem oryginalnego tekstu. Młody byłem i głupi to też na pierwsze uszczypliwe uwagi na ten temat zareagowałem zacietrzewieniem, to był drugi błąd, jaki popełniłem – pierwszym było usunięcie, maila, który mógłby udokumentować moją wersję wydarzeń. Jednak od tamtej pory zawsze staram się podawać takie informacje, jeśli tylko korzystam z określonych źródeł informacji.

Blogosfera, a chyba i wszyscy internauci, są na płaszczyźnie praw autorskich bardzo wyczuleni – i dobrze! Tu Pani Moniko (nawiązując do tego, co napisał Maciek) żadna ściema nie przejdzie. Im szybciej to do człowieka dotrze tym lepiej. I proszę mi wierzyć, że nawet, kiedy racja jest po Pani stronie trudno jest przekonać określoną grupę, że się mylą, kiedy już postawią na Pani przysłowiowy krzyżyk. Abstrahując, że w tej sytuacji nie widzę żadnej linii obrony dla takich działań, jakie zostały przez Panią podjęte.

Niestety, co raz częściej nasi domorośli „pozycjonerzy” usiłują generować treść automatami. Mi osobiście ostatnio trafiło się kilku takich „fachowców”, którzy ciągnęli całe wpisy jeden za drugim i jeszcze bezczelnie wysyłali pingi do oryginalnych wpisów.
Reasumując. W tym środowisku świetnie sprawdza się teza, że duże grupy same świetnie się kontrolują, tzn. w odpowiednio dużej i inteligentnej grupie wszelkie „patologie” są wychwytywane przez społeczność i to ona sama niweluje wpływ tych szkodliwych czynników na całość.

Widzę po „pingach” jakie dostaję, że poprawia Pani wpisy… jednak są one dalekie od formy, w jakiej życzyłbym sobie, aby były cytowane. Ustalmy więc takie zasady – proszę nie cytować mojego bloga na swoim (jako autor nie wyrażam na to zgody) i proszę o usunięcie starych wpisów zawierających treści skopiowane z mediafun.

To w dalszym ciągu jest „zły” przykład cytowania, a Pani komentarz…hmm, to już bezczelność – proszę przeczytać uważnie akapit wyżej – nie wyrażam zgody.

Co Wy myślicie o całej sprawie, i zakładając że mamy cały czas dobrą wolę i chęć edukowania, co można poradzić autorce w takiej sytuacji? Mam swoje zdanie, ale chętnie poznałbym najpierw Wasze.


  • Panie Maćku, ja do Pana z takim szacunkiem, a Pan uważa, że ja pozycjonuję jakieś słowa. Niestety – o pozycjonowaniu pojęcia nie mam.
    Oczywiście wpisy, które Pan sobie zażyczył wykasuję.
    Ja oczywiście nie mam nic przeciwko, aby umieszczał Pan fragmenty mojego bloga u siebie. Uważam to mimo wszystko za zaszczyt.
    „Trendy oczami „experta”” – jak sama nazwa wskazuje oznacza, że autorem wypowiedzi jest ekspert. Autorem większości nie jestm ja. Czego nigdy nie ukrywam. Ale również ma to drugie znaczenie – że jako PSEUDOexpert ja dobieram wydarzenia, komentarze itd.

    „w imię nibypromocji ciekawych treści z internetu” – ja nie promuję ciekawych treści, bo każdy robi to we własnym zakresie. Ja staram się kolekcjonować ciekawe treści.

    Ja naprawdę nie chcę budować wizerunku experta. Prostym dowodem, jest to, że poza wzmianką o tym kim jestem, nie ma tam typowych tekstów reklamujących moją mądrość, proponujących współpracę czy chwalących mnie.

    Nie będę się więczej tłumaczyć, bo nie czuję potrzeby. Macie swoje zdanie – ja swoje. Piętnować mnie Panowie mogą – proszę bardzo. W najgorszym przypadku po prostu zamknę bloga, a życie będzie się toczyć dalej.

    Tak czy inaczej zapraszam do odwiedzania go. Mimo mi gościć takich znanych expertów od reklam, mediów i blogowania.

    PS reklama Play naruszał regulamin YT i go nie ma, więc proszę to zaznaczyć, bo ktoś może się naciąć próbując ją obejrzeć we wpisie o lukrze.

  • reklama Play nie naruszała niczyjego regulaminu,
    yotube zamknęło mi całe konto (nie odbudowałem jeszcze całej bazy filmów) – pisałem o tej sprawie zarówno ja, jak i Dziennik Intenrautów
    http://www.blog.mediafun.pl/index.php/2007/08/10/szlag-mnie-trafil/
    http://di.com.pl/archiwum/17307.html

  • Pingback: Plagiaty w sieci nie popłacają - Polski Blogger()

  • Zdecydowanie popieram to co w tym poście napisano. Spotkałem się z tą „expertką” już jakiś czas temu, starałem się bardzo delikatnie wytłumaczyć, że tak się nie robi… Ale bezskutecznie. Machnąłem więc ręką. Cieszę się jednak, że sprawa w końcu wypłynęła i znaleźli się dociekliwsi oraz bardziej uparci ode mnie w rozwiązaniu tej sprawy.
    Moje boje:
    http://trendexpert.wordpress.com/2007/08/31/wyscig-reklamowych-zbrojen-stealth-mode/

  • wicherek

    ja tam sie nie znam, ale wydaje mi sie, ta pani lamie artykuly 2, 16, 25 i 26, 31, 33 ustawy „prawo autorskie” (Dz.U. z 1994 r. Nr 24, poz. 83).

    jesli upomnienia nie dzialaja, trzeba albo isc na policje (zalecane) albo sprawic, zeby ona sama sie z tego wycofala. mowiles, ze nawet pliki sciaga z Twojego serwera – mzoe trzeba podmienic ten plik na jakas pornoreklame czy cos?

    jesli chodzi o kopiowanie (w ksero) to podobno jest wykladania, ze legalnie mozna skopiowac jeden arkusz drukarski (okolo 40tys znakow), jesli chodzi o odtwarzanie utworow muzycznych bez placenia oplat + max 30 sekund. byc moze jest tez jakas wykladania dotyczaca cytatow? jak bedziecie wiedzieli, chetnie sie dowiem.

  • najbardziej rozśmieszył mnie komentarz eKSpertki (bo tak się chyba powinno pisać…)

    Ja oczywiście nie mam nic przeciwko, aby umieszczał Pan fragmenty mojego bloga u siebie.

    powiedzcie mi proszę, które fragmenty bloga są jej?

  • Pingback: Blog przy Kawie » Blog Archive » Najważniejsza jest autorska zawartość()

  • Khaki

    Ja nie widzę problemu do czasu kiedy Pani expert nie zacznie zarabiać na konkretnym wpisie.

    Jeśli ktoś jest wstanie udowodnić że dany wpis skopiowany i niewystarczająco oznaczony przyniósł zyski Pani Expert to można iść na policję. Bez tego…

    Słusznie, z kolei, Pan Maciek zwrócił uwagę na niepisane zasady blogerów. Słaby to jednak powód takiej kłótni, wyrzutów i zarzutów.

    Rada prosta. Spiszcie te zasady i opublikujcie.

    Ups… za późno. Właśnie wygooglowałem: http://di.com.pl/archiwum/16276.html

  • kolekcjonowanie ciekawych treści – zapamietam… 😉

    tak na szybko:

    @khaki
    Teksty na blogach sa utworem, a autorzy blogow i treści na nim publikowanych – tworcami dziel, które podlegaja ochronie autorskich praw osobistych.

    Na blogu widnieje informacja:
    „All rights reserved”, u innych „Wszelkie prawa zastrzeżone”, jeszcze inni, jak DI, tworza swoje wlasne zasady udostepniania tresci.

    Dla mnie jest to jasne, tak samo jak info na slupie wysokiego napiecia, co mi grozi, jak zaczne tam gmerac palcami.

    Wystarczy przeczytać ustawę, ba można ją sobie nawet przedrukować bez pytania – jest prawie tak ciekawa, jak wpisy Macka – a jej autorzy nie beda sie „kłócić” za taki kopipejst.

    Moja rada bedzie jeszcze prostsza:
    Niech kazdy zacznie wymagac troche wiecej od samego siebie, nie od innych.

  • Ja swoje treści umieszczam na licencji CC BY-SA więc nie mam nic przeciwko nawet „przedrukom” całości, ale z wyraźnym zaznaczeniem źródła, to co było na „experckim” blogu nie jest wyraźnym oznaczeniem. Natomiast w przypadku © zastrzeżenia wszelkich praw (a tak jest choćby tu u Mediafuna) to już niestety ewidentna kradzież treści.

    Pani Monika w pierwszym komentarzu (umieszczonym wczoraj wieczorem) zachęca do odwiedzenia jej bloga którego zamknęła a przynajmniej ograniczyła do niego publiczny dostęp… i to chyba najlepsze co może w tej sytuacji zrobić – usunąć kradzione treści, przeprosić i zacząć od nowa, choć z tym mogą być problemy, bo blogosfera pamięta!

  • Jeśli ktoś martwi się że skopiowane treści zaszkodzą jego pozycji w wyszukiwarkach, to uprzejmie informuję, iż istnieje coś takiego jak „Spam Report”. Każdy użytkownik może poinformować wyszukiwarkę Google, iż inna strona duplikuje jego oryginalne treści.

    Kara jaka może spotkać nieetyczną witrynę to pełne lub częściowe wykluczenie podstron serwisu z indexu wyszukiwarki Google.

    Moje arty też są często kopiowane i niestety jest to jedyna metoda. Na seo spamiarkach nikt bowiem nie podaje maila kontaktowego ;).

    Pozdrawiam
    Cezary Lech
    http://www.SprawnyMarketing.pl

  • Hem… Widze, że w pewnym momencie głównym tematem awantury stał się problem oznaczenia owych „cytatów” pani „expert”.

    Po pierwsze primo – tego rodzaju cytowanie, nawet poprzedzone wielkim, trąbiącym i migoczącym wskazaniem źródło, jest sprzeczne z prawem, jeśli autor cytowanego tekstu nie wyraził zgody na jego przedruk! Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych dozwala na cytowanie, ale tylko wtedy, gdy jest to uzasadnione wyjaśnianiem, komentowaniem lub prawami gatunku. Zerżnięcie całości jest przestępstwem!

    Hmmm… „expert” zniknał z Wordpressa 😉

  • Widzę, że straszenie Pani prawnikiem nie pomogło 😉 i musiałeś wylać z siebie 😀
    Pani oczywiście nic nie pojmuje, ale to już wiemy, bo pamiętasz przecież, że była uprzedzana listownie 😀

    Headless o braku przyzwolenia już pisał, to się powtarzać nie będę.

    Inna mroczna strona działalności tej Pani to udostępnianie treści bloga tej Pani na zasadach common laws, także skopiowanych treści, które opublikowane zostały wcześniej na zasadach ogólnych prawa autorskiego. To już jest wprowadzanie w błąd ew. dalszych subskrybentów treści z jej bloga i narażanie ich na odpowiedzialność karną i cywilną.

    Mediafun, może poczekajmy, aż opublikuje coś naprawdę wyjątkowego, zastrzeżonego i na dodatek sygnowanego przez kogoś, kto się nie pieprzy, gdy go okradają 🙂 – będzie ubaw!

  • kmh

    Nono, taki sztorm, że aż ocean pochłonął ekspercki stateczek i odsyła do wordpress.com

  • Zgadzam sie z Cezarym, czasami “Spam Report” to jedyne rozwiazanie no chyba ze ktos ma czas i umiejetnosci zeby inaczej dac nauczke ‚kradziejowi’ 😉

  • xxx

    Gwoli ścisłości: wyrażenie zgody autora lub jego sprzeciw nie wpływa na prawo do cytowania.

  • Czepia się Pan tej kobieciny, a sam pan garściami i bez skrępowania czerpie z cudzego dorobku w postaci reklam czy fragmentów filmów. W brew temu co się Panu wydaje nadal dysponuje bez zgody cudzym dorobkiem podlegającym pod ochronie opisanej w ustawie o prawie autorskim (przykładowo umieszczenie fragmentu magdy m.), a rozpowszechnianie publicznie jest naruszeniem tego prawa. Zwracałem już Panu na to uwagę. Mam wrażenie, że dostrzega pan drzazgę w cudzym oku…

  • Troszkę nie po polsku mi wyszedł wpis. O wybaczenie proszę.

  • No właśnie QLT82, jak uważasz, czy ten 45 sekundowy fragment w tym wpisie
    http://www.blog.mediafun.pl/index.php/2007/06/13/cud-konto/
    to kradzież czy cytat? Sam się zastanawiam, a TVN nie potrafił mi odpowiedzieć.

    Wielokrotnie podczas przygotowywania materiałów kontaktuje się z twórcami – czy to przed czy po publikacji wpisu (również z TVN), nawet chcieli mi przysłać na DVD cały zgrany odcinek z DDTVN który traktował o reklamie ale sobie poradziłem (ten dokładnie – http://www.blog.mediafun.pl/index.php/2007/05/15/jak-szokowac-w-reklamie-%e2%80%93-tlumaczy-tvn/). Mam kontakt z wieloma agencjami i autorami reklam – często sami przysyłają mi materiały albo ich lepsze (pełne) ich wersje, zdjęcia z planu, uzupełniają twórców itp.

    Oczywiście zdarzają mi się wątpliwe sytuacje, gdy nie znam źródła, twórców albo jest to po prostu materiał znaleziony na youtube czy zgrany z TV. Nigdy nie miałem żądania usunięcia materiału, a przepraszam, raz w przypadku spotu promującego Zachodniopomorskie skontaktował się ze mną autor klipu z prośba o usunięcie, ponieważ ten którym dysponowałem miał zbyt blade kolory – autor dostał mi prawidłową wersję.

    Inna sprawa, to akurat może w przypadku bloga o mediach jestem chyba trochę w wygodniejszej sytuacji – autorom twórcą czy reklamowanym marką zależy na istnieniu w sieci czy na tym czy innym blogu i nie muszę być chyba tak mocno pilnować się niż np gdybym prowadził bloga o obrazach olejnych współczesnych malarzy. Udało mi się przez ten czas prowadzenia bloga, że to ja często otrzymuje informacje czy extra materiały od samych agencji – przedtem musiałem je mozolnie wyrywać (teraz zresztą też). Z wieloma autorami i agencjami mam kontakt, rozmawiam telefonicznie czy spotykam się na różnych branżowych imprezach, nie miałem nigdy problemów, a gdyby ktoś miał wątpliwości to zawsze na stronie jest kontakt do mnie.
    Nie porównuj proszę tej sytuacji do tej opisywanej w powyższym wpisie – to zupełnie inne sprawy.

  • wr

    Przykro mi, dla zasady zaprzeczę postawionym tezom. Fragment jest nie ma podstaw prawnych:

    „To co Pani robi, to zwykła kradzież tekstów z innych blogów czy serwisów. Zaznaczenie tego w taki sposób, w jaki Pani to robi (link na dole i kategoria „przedruk” dla wpisu,) niestety nie wystarcza”

    Nie wiem jak robiła to wskazana pani, ale jeśli zamieściła dane dot. źródła to ma rację, że to powoduje, że działa zgodnie z prawem autorskim. Dodatkowo jeśli przedrukowała pełną treść to autorowi przysługuje honorarium. Sprawa o to roszczenie prawie na pewno byłaby wygrana, za to prawie na pewno równoległa sprawa karna dot. pomówienia („kradzież”) byłaby przegrana.

  • wr

    btw, zakaz przedruków nie ma mocy prawnej. Przedrukować, a tym bardziej cytować, można „materiały i publikacje już rozpowszechnione”. art.25.3 ustawy o prawach autorskich i prawach pokrewnych.

  • wr

    „czy ten 45 sekundowy fragment w tym wpisie (…) to kradzież czy cytat?”

    Przede wszystkim pomieszane są pojęcia. W prawie autorskim nie funkcjonuje pojęcie „kradzieży”. Określając tak siebie uwłacza pan sobie bez żadnych umocowania w prawie, za to określając innych dokonuje pomówienia.

    PLAGIAT to wykorzystanie fragmentu cudzego dzieła lub fragmentu we własnym dziele (bez względu na postać) bez wskazania autora, czyli przypisując autorstwo sobie. Dokładnie tak samo przypisując sobie całe cudze dzieło.

    Jednak wykorzystanie całości lub fragmentów cudzych dzieł może ale nie musi oznaczać naruszenia prawa autorskiego. Często może być to użytek dozwolony: dość zawiłe, generalnie zazwyczaj (choć nie zawsze) użycie fragmentu ze wskazaniem źródła jest dozwolone nieodpłatnie.

    Jednak nawet przedruk (czy inne wykorzystanie) pełnego dzieła bez przypisania sobie autorstwa, choć może naruszać prawa majątkowe twórcy, to jednak może być zgodne z prawem autorskim. Jednym zdaniem – rodzić się mogą roszczenia cywilne, ale w żadnym przypadku nie jest to „kradzież” czy „nielegalne” (w rozumieniu karnym).

    Sprawa Ich troje czy Michała Wiśniewskiego, którzy wykorzystał cudzy tekst. Nie doszło do plagiatu (autorstwo tekstu na płycie wskazywało nieznanego z nazwiska fana) za to sąd uznał, że roszczenie cywilne jest zasadne i zasądził honorarium autorowi.

  • bpit22

    Uważam że mogły te treści być zaznaczone i z góry widoczne jako cytat. Myślę że już została ukarana w sposób wystarczający w waszych publikacjach. Wolał bym także żeby nie było w nich imienia i nazwiska. Artykuł ten służy przestrodze wszystkim którzy chcą prowadzić blogi, ale jest to kosztem pani Czaplickiej, co już nie jest chyba moralne.

  • @bpit22: zwróć uwagę, że w moim wpisie, nie pojawia się nazwisko autorki ani razu – bo faktycznie chciałem aby cała sytuacja miała charakter edukacyjny (chociaż też trudno uniknąć tutaj konkretnych wskazań, sam nie znoszę określeń „pewna firma”, „pewna osoba”. Pani Monika miała odwagę zareagować oraz komentować wpis swoim imieniem i nazwiskiem, zrobiła zmiany na swoim blogu oraz umieściła przeprosiny, co uważam za najlepsze wyjście.

  • Pingback: P jak Plagiat czyli promocja za wszelką cenę! | BLOG REKLAMOWY dla każdego. Reklama, marketing.()