18

A ty czekałeś na paczki z zagranicy?

Moja miłość do Skandynawii zaczęła się bardzo dawno temu. Były to czasy, kiedy na „startupowca” mówiło się prywaciarz, a cinkciarz nie był społecznościowym serwisem wymiany walut, ale dziwnym typem spod Pewexu, który mógł ciebie oskubać z dolarów prostym sposobem „na podmiankę” (polecam film Sztos 🙂

Co prawda czas zawsze łagodzi wspomnienia z dzieciństwa – te miałem bardzo dobre i szczęśliwe – pamiętam jednak bardzo dobrze rzeczywistość wokół. Bardzo szarą: szarzy ludzie, szare domy, szara telewizja z dwoma programami, nawet witryny sklepowe były szare – smutne czasy. Za głowę się łapię, że mogłem się zachwycać kolorowymi pudełkami po cukierkach, zbierać historyjki po gumach do żucia (najpierw Donaldy potem Turbo) czy puszki po napojach. Napój w puszcze, ba mleko w kartonie były wtedy prawdziwym powiewem zachodu. I tak właśnie kojarzyłem Szwecję i Norwegię – nie od strony natury, pięknych lasów i fiordów ale czysto materialnej – prezentów, które pachniały zagranicą.

Nie pamiętam pierwszej paczki, która została przysłana do naszego domu, ale pamiętam jak zaczęła się ta historia. Część mojej rodziny wyemigrowała do Szwecji i tam zamieszkała. Kiedy zawierucha wokół stanu wojennego już się trochę uspokoiła, podczas zajęć w jednej ze szwedzkich szkół, do mojej kuzynki podeszła nauczycielka historii i zapytała się czy ma jakąś rodzinę w Polsce, której można pomóc. Tą nauczycielką była Gun (tak, Gun – wystrzałowe imię :-), która wraz ze swoim mężem Janem przez następne kilkanaście lat przysyłali naszej rodzinie paczki przy okazji różnych świąt i urodzin.

Do paczek zawsze był dołączony list, który moi rodzice za pomocą słownika szwedzko-polskiego skrupulatnie odszyfrowywali. Metodą tłumaczenia wyrazu po wyrazie i wertowania słownika powstawała też odpowiedź i tak nasze rodziny dzieliły się swoim życiem, emocjami przez następne kilkanaście lat.

Słownik polsko-szwedzki szwedzko-polski  Napisy już wytarte ale ciągle jest na półce w domach w Polsce i w Szwecji.

Słownik polsko-szwedzki szwedzko-polski Napisy już wytarte ale ciągle jest na półce w domach w Polsce i w Szwecji.

Dla mnie i mojego brata otwieranie paczek było prawdziwą radością i oczywiście jak to dzieciaki – niespecjalnie interesowały nas jakieś ciuchy, przyprawy, kawa, cukier i inne niezbędne rzeczy do domu. My przede wszystkim czekaliśmy na klocki Lego i słodycze 🙂 Lego – marzenie każdego dzieciaka – komputery dopiero miały się pojawić. Lego to była zdecydowanie top lista wszystkich list z marzeniami 🙂 Aha i jeszcze żelkopodobne cukierki w małych opakowaniach, trochę mniejszych od paczki papierosów. Wszystkie były pyszne, oprócz takich czarnych, słonych… bleee, kto to widział takie cukierki 🙂

W końcu nasi szwedzcy przyjaciele – Gun i Jan razem ze swoimi dwiema córkami postanowili odwiedzić nasz kraj. Dzisiaj pewnie trudno nam sobie wyobrazić ustalanie wszystkiego listownie (kiedy list wędrował kilkanaście dni) albo kiedy międzynarodową rozmowę zamawiało się i oczekiwało kilkanaście godzin u znajomych, którzy mieli telefon – w każdym razie udało nam się wspólnie ustalić plan wyprawy i ruszyliśmy w Polskę pokazać Szwedom jak wygląda lato w postkomunistycznym państwie. To chyba temat na osobną historię i wpisy – sam też niewiele pamiętam i jako dzieciak zwracałem uwagę na zupełnie inne rzeczy – ale pamiętam różne ceny, dla Polaków i dla „walutowych” turystów 🙂 Ale Szwedom chyba się podobało, po potem wrócili jeszcze aby odwiedzić te miasta, które pominęliśmy za pierwszym razem.

Podczas jednej z wypraw po Polsce - od lewej mój tata, Jan, córka Kerstin i Gun.

Podczas jednej z wypraw po Polsce – od lewej mój tata, Jan, córka Kerstin i Gun.

Odwiedzamy tajną pieczarę mojego dziadka umiejscowioną gdzieś na wyspie na środku Gopła :-)

Odwiedzamy tajną pieczarę mojego dziadka umiejscowioną gdzieś na wyspie na środku Gopła 🙂

Ja z rodzicami - typowa fotka z promu do Szwecji :-)

Ja z rodzicami – typowa fotka z promu do Szwecji 🙂

Samochodem mojego taty (zwróćcie uwagę na stylowy tuning i dodatkowe lusterka) pokonaliśmy wiele kilometrów po szwedzkich drogach.

Samochodem mojego taty (zwróćcie uwagę na stylowy tuning i dodatkowe lusterka) pokonaliśmy wiele kilometrów po szwedzkich drogach.

Po tym jak udało się załatwić specjalne wizy, zaproszenia i całą dziwną papierologię ,udało nam się też odwiedzić Szwecję – miałem chyba wtedy 9-10 lat. Wow, to było jak wjazd do Disneylandu, wszystko było nowe, inne, kolorowe, a wizytę w wielkim hipermarkecie, gdzie wszystko można było brać z półek, pojeździć na deskorolce w sklepie, pamiętam jak wizytę na innej planecie. I tak przez następne lata dosyć często jeździliśmy do Szwecji, zawsze odwiedzając naszych przyjaciół i dzieląc wyjazd na część rodzinną i część pracowniczą 🙂 Wtedy w Szwecji zbierało się truskawki i tym sposobem udało mi się zarobić pieniądze na swój pierwszy komputer – Atari 65 XE z magnetofonem (bez Turbo 🙂 – historia zakupu komputera w Pewexie to też temat na osobny wpis – opiszę ją kiedyś – bo zapamiętałem ją jaką najgorszą rzecz jaka może przydarzyć się młodemu nerdowi 🙂

Razem z bratem zwiedzamy Szwecję - ja pilnuję trasy :-)

Razem z bratem zwiedzamy Szwecję – ja pilnuję trasy 🙂

Rodzinna fotka w szwedzkich okolicznościach przyrody z kumplem z Filipin.

Rodzinna fotka w szwedzkich okolicznościach przyrody z kumplem z Filipin.

Uff, mnóstwo emocji, mnóstwo historii i właściwie kierunek w którym się rozwinąłem zapoczątkowały te paczki ze Szwecji. W tamtych czasach do Polski przysłano ponad 30 milionów takich paczek z różnych krajów. Dawały nadzieję, niosły powiew Zachodu, wolności, sprawiały, że święta mogły być bardziej kolorowe. Wtedy oczywiście tego nie rozumiałem i czekałem tylko na swoje klocki, dzisiaj patrzę na to zupełnie inaczej. Ostatni raz widzieliśmy się z Gun i Jan 4 lata temu w ich rodzinnym domu i powspominaliśmy stare dobre czasy. Takich historii jest całe mnóstwo – zerknijcie na kolejną, również Szwedzką:

To tylko jedna z historii, które możecie obejrzeć na stronie Paczki Wdzięczności – tam też trwa akcja, podczas której dokładnie 4 czerwca zostanie opublikowane nasze wielkie podziękowanie dla wszystkich którzy przesyłali nam kiedykolwiek paczki.

Jeśli poruszył Was przytoczony tutaj fragment mojej historii, którakolwiek z przedstawionych na kanale YT marki Prima (włoska, francuska) a może sami macie jakieś wspomnienia z „paczkowego” okresu – możecie również dołączyć do tej akcji – w tym miejscu jest wszystko opisane.

Można wysłać znajomym również swoją własną paczkę, tak, taką fizyczną, do której zostanie dołączona kawa Prima – wystarczy podać adres 🙂

Kampania Paczki Wdzięczności jeszcze trwa, a już zdobyła 8 nagród w tegorocznym konkursie KTR i podejrzewam, że to nie koniec nagród. Zobaczymy jak pójdzie 4 czerwca.

paczki wdziecznosci

Wpis powstał przy współpracy z marką Prima.

  • PT Pomrze

    Niesamowita historia. Przyznam, że czytałam jak bardzo dobrą powieść. Te czasy młodzieńcze jakie były, wszyscy wiedzą, ale trzeba przyznać że wspomina się je z łezką w oku. Wtedy było jakoś inaczej jeśli chodzi o same relacje rodzinne, teraz pęd za karierą i sukcesem wychodzi na pierwsze miejsce i brakuje czasu dla najbliższych.

  • Jak byłem mały to do moich dziadków przychodziły paczki od rodziny z Francji. Nigdy nie wiedziałem, z której strony jest to rodzina (swoją drogą była ona dość daleka), ale przez te paczki czuł człowiek jakąś taką więź, wdzięczność 🙂 Raz owi paczkowi darczyńcy przyjechali do dziadków, nie mogłem się nadziwić, że mówią po polsku. Ach, piękne stare czasy 🙂

  • Parę osób z mojej rodziny też dostawało takie paczki, z zachodu, przeważnie były to o ile pamiętam słodycze, ale i inne rzeczy też. Jak patrzę na to zdjęcie tego słownika szwedzko-polskiego, to przypomina mi się mieszkanie mojej babci, gdzie na półkach jest pełno dokładnie takich słowników na których tak jak i w tym przypadku były już wytarte napisy.

  • Cześć:) Bardzo swietny wpis 🙂 W sumie nie tylko ten, czytalem kilka ostatnich Twoich wpisow i szczerze muszę Ci przyznac, ze naprawdę wiesz o czym piszesz, masz duzy talent 🙂 Zawsze po przeczytaniu najnowszego, nie mogę się już doczekac na kolejny 🙂 Mam nadzieje, ze taki stan rzeczy będzie trwał jeszcze dlugo 🙂

  • Jak tak patrzę, ż3e są regiony naprawdę dużo biedniejsze od naszego kraju. Ludzie tak narzekają, że tu tak źle i nie dobrze. To w takim razie jedźcie do tych rejonów przekonacie się jak naprawdę wygląda ciężkie życie.

  • Ja pamiętam, że koleżanka miała babcię która z kościoła przynosiła żółty (a właściwie pomarańczowy) ser, który smakował zupełnie inaczej od naszego polskiego. Babcia robiła koleżance kanapki z tym serem, a ja od niej sępiłem te kanapki na szkolnych przerwach. To były fajne czasy 🙂
    Ser był oczywiście z paczek zagranicznych

  • Fajny wpis miło się czyta 🙂

  • Berenika

    Fajnie się czyta, ale z prawdą niewiele wspólnego. Tak się składa, że zalogowałam się na stronie Primy i podałam dane adresata i odbiorcy by wysłać tę paczkę wdzięczności osobie, od której w latach PRL często otrzymywaliśmy pomoc. Moja „paczka wdzięczności” jak dotąd (a minął miesiąc) do taj osoby NIE DOTARŁA! Wiem, bo jesteśmy w stałym kontakcie i na pewno zostałabym o tym fakcie poinformowana. To przykre, że tak piękna akcja służy jedynie celom marketingowym czyli napędzaniem popularności kawy danej marki oraz zbieraniem danych adresowych.

    • Dziękujemy za udział w akcji. Przyjęto tysiące zgłoszeń, bardzo wiele paczek już zostało wysłanych, wiele osób dostało potwierdzenia emailowe. Wszystkie zweryfikowano pod kątem zgodności z regulaminem i niestety część zgłoszeń została odrzucona. Dane, zresztą zgodnie z regulaminem akcji, nie będą wykorzystywane w inny sposób niż tylko na potrzeby ew. wysyłek.

  • Świetna historia 🙂 Bardzo miło się takich słucha, uwielbiam gdy rodzice opowiadają swoje. Mam czasami wrażenie, że te czasy, mimo że ubogie i trudne, były bardzo kolorowe i przepełnione miłością do rodziny i bliskością.

  • AniaRand

    Moja rodzina też dostawała takie paczki, tyle że od austriackiej rodziny. Kontakt utrzymujemy do dziś. Swoją drogą, to dobra okazja do refleksji dla wszystkich narzekaczy, jaką drogę w poziomie życia przebyliśmy od czasów PRL – nadal bardzo daleko do ideału, ale nie sposób dostrzec takie różnicy. Co do samej Skandynawii, jak od kilku lat odkrywam Szwecję w każde wakacje i jestem zachwycona. Wcześniej nic mnie tam nie ciągnęło, bo „zimno”, „ciemno” i „socjalizm”. Zadziwiające, jak stereotypy potrafią się zderzyć z rzeczywistością czasem:)

  • Marta

    A kto z nas nie czekał na paczki z zagranicy? Chyba nie znam osoby, która nie marzyłaby o jakiejś cioci w ameryce, która od czasu do czasu coś by podsyłała;) kiedyś to były czasy – człowiek marzył, żył spokoojnie i niczym się nie przejmował. a teraz? teraz jedyne co robimy to zamartiamy się na zapas

  • Aneta

    to były czasy 🙂

  • Janek

    Super historia, bardzo fajnie się czytało 🙂

  • tomek

    Stare dobre czasy 🙂
    Pamiętam te paczki z zagranicy, głównie kościelne. Dobra wszelakie, raczej dla wnuków Pań które w kościele spędzały cały swój czas 🙂

  • Karola

    Oj tak 🙂 od babci z Chicago nie raz się dostawało paczki kilka lat wcześniej

  • Ja nie pamiętam tych czasów, ale wiem, że moja rodzina dostawała paczki ze stanów. I wiem też, że było to prawie, że święto rodzinne 🙂 Dzieci aż skakały z radości 😛

  • iwonka1

    bardzo dobrze wspominam te czasy, bo to moje dzieciństwo:) ale w przeciwieństwie do dzisiejszych czasów, rodzice mieli dla dzieci czas, a nie jak dzisiaj, ze kupią tableta i dziecko cały dzień przed ekranikiem. Rodziny się spotykały, imieniny-to zawsze duże rodzinne spotkania, a dziś życie towarzyskie sprowadza się głównie do facebooka.
    A co do paczek, to nie miałam nikogo za granica, zeby coś przysyłał, ale i tak wszystko bardziej cieszyło, czekolada lepiej smakowała i wogóle chyba bardziej się wszystko doceniało.
    skorzystaj z dieta on-line: dietetyk Lublin